Na lekcje wpadłam zdyszana i cała czerwona.
- Bardzo przepraszam za spóźnienie - wymamrotałam i usiadłam w ostatniej ławce między moimi przyjaciółkami: Ann i Rin.
Wyjęłam książki, piórnik i zeszyt.
- Rin, jaki jest temat ? - spytałam.
- Pozytywizm w ,,Lalce'' Prusa - powiedziała, a po chwili spytała:
- Czemu Cię nie było na łacinie? Mumia (nasza nauczycielka) się nieźle wkurzyła i za karę kazała nam się nauczyć kolejnych 20 przysłów.
Zastanawiałam się czy powiedzieć jej prawdę czy kłamstwo.
Nie chcę jej okłamywać, ale z drugiej strony nie mogę powiedzieć jej całej prawdy.
- Zaspałam. Dzięki Bogu, że mnie nie było, bo jak nic zarobiłabym banie. - powiedziałam.
- A co konkretnie poszło? - spytałam po chwili.
- Prawie wszyscy zgłosili nieprzygotowania, no i Mumia nie miała kogo pytać i się wkurzyła, powiedziała,że nie uznaje tych np i zaczęła się rzeź. Mówię ci jedynki, sypały się jak śnieg za oknem.- opowiadała Rin.
Zaśmiałam się.
Uups, widocznie troche zaglosno bo nauczycielka to uslyszala.
- Co cię tak rozśmieszyło? Powiedz nam to pośmiejemy się razem.
- Nic, przepraszam pani profesor - powiedziałam i zaczerwieniłam się.
Postanowiłam, że nie będę się odzywać do końca lekcji.
Spojrzałam na zegar.
Jeszcze 30 minut. Jakoś wytrzymam.
Dwie następne lekcje zleciały jak z bicza strzelił (akurat był to angielski, jeden z nielicznych przedmiotów, który lubię, więc nie było tak źle) i nastała długa przerwa.
Ann, Rin i ja tradycyjnie usiadłyśmy przy oknie , by porozmawiać i popatrzyć na ludzi.
- Czemu cię nie było na łacinie? - spytała Ann.
- Przecież ci mówiłam, że Riri zaspała. Prawda ? - to ostatnie było skierowane do mnie.
- Co ? jak ? sorki,ale zamyśliłam się.
- Pytałam czy to prawda, że zaspałaś ? - Rin przypomniała mi pytanie.
Zdecydowałam się,że powiem im półprawdę.
- Tak, a po drodze spotkałam Agę (naszą wspólną koleżankę z czasów gimnazjum).
- O, fajnie. Co tam u niej? - zainteresowała się Ann.
- Nawet spoko, ale jej starzy strasznie cisną i chcą, żeby poszła na UJ, a ona nie chce, no i się o to z nimi trochę poprztykała
- No, u mnie jest to samo - powiedziała Ann - moja matka chce, żebym szła na UJ, a ja chce do Wrocławia na weterynarie. Ona uważa, że to zawód bez przyszłości, a ja wręcz przeciwnie .....
Ann wpadła w słowotok. Zamiast jej słuchać zaczęłam wpatrywać się niewidzącym wzrokiem w bezładnie wirujące płatki śniegu.
Nagle zauważyłam, że Rin dziwnie mi się przygląda.
- Mam coś na twarzy ?- spytałam z niepokojem.
- Nie, tylko wyglądasz jakbyś miała gorączkę - dotknęła mojego czoła
- Jesteś cała rozpalona. Dobrze się czujesz ?- spytała z troską.
- T-t-tak, wszystko w porządku. Prawie całą drogę biegłam i się trochę zgrzałam - zaczęłam tłumaczyć i oblałam się rumieńcem.
Nawet nie wiem dlaczego. Kto wywołał u mnie stan podobny do gorączki?
Odpowiedź jest prosta. Nikt inny jak Jonghyun.
Nastała cisza. Ja wpatrywałam się w swoje buty, Rin patrzyła na mnie, a Ann była zajęta telefonem.
Ten spokój stawał się powoli nie do zniesienia.
- Jest dzisiaj jakiś sprawdzian albo kartkówka? - zmieniłam temat.
- Z biolcy będzie pytać - odpowiedziała z nad telefonu Ann.
- Masz zadanie z matmy ? - spytała mnie Rin.
- Niby skąd mam mieć. Ja i majca. Kekekeke, dobre. Pożyczy się od kogoś mądrego.
Z chwilowego braku zajęcia zaczęłam jeść kanapkę.
- Jezu, jesz jakby cię głodzili - ze zdziwieniem zauważyła Rin.
- Zapomniałam zjeść w domu śniadania - wytłumaczyłam.
Reszta przerwy uplynęła nam pod znakiem rozmowy o wszystkim i o niczym, gadałyśmy o ciuchach, chłopakach, a gdy Ann poszła po wodę do automatu zaczęłyśmy z Rin gadać o anime, mangach, dramach, i kpop'ie. Niestety naszą rozmowę przerwał dzwonek i niepocieszone wróciłyśmy na swoje miejsca. Przez resztę dnia udawałam, że robie notatki, a tak naprawdę rysowałam i marzyłam o tym by być teraz w McDonaldzie i spotkać się z Jonghyun'em.
Moje przemyślenia przerwał dzwonek, radośnie oznajmiający, że na dzisiaj to już koniec katorgi. Poczułam się jakby mi ktoś przypiął skrzydła. Szybko zeszłam do szatni, ubrałam buty, kurtkę i czapkę, i już miałam wychodzić gdy nagle usłyszałam,że ktoś mnie woła.
- Ritsu~! Zaczekaj na nas! - zawołała Rin - Ann już idzie - dodała gdy znalazła się obok mnie .
- Potrzymać ci coś ?
- Jakbyś mogła - powiedziała podając mi torbę oraz kurtkę, a sama zaczęła wiązać buty.
Po chwili obie stałyśmy ubrane i czekałyśmy na Ann.
- No gdzie ona jest ? Miała tu dawno być. - niecierpliwiłam się.
- A gdzie ci sie tak śpieszy? - spytała zaciekawiona Rin.
- Do domu.- wyszczerzyłam się w uśmiechu - Rodzice gdzieś wychodzą i chcą, żebym zajęła się młodszymi siostrami.
- Czyli nie idziesz z nami okrężną drogą? - spytała Rin.
- Niestety nie.
- Szkoda - stwierdziła ze smutkiem, a po chwili dodała - Dobra, to ty już idź, bo widzę ,że się śpieszysz. A ja tu poczekam na nią i powiem jej czemu cię nie ma.
- Dzieki. No to do jutra - powiedziałam
- Do jutra.
Wyszłam ze szkoły.
Uff... jak dobrze,że to już się skończyło.
Poprawiłam torbę i poszłam w kierunku McDonalda.
Teraz czeka mnie najlepsza cześć dnia.
Uśmiechnęłam się do siebie. Po 5 minutach drogi byłam już na miejscu. Otworzyłam drzwi i uderzyła mnie fala ciepła oraz multum zapachów. Zdjęłam kurtkę i zaczęłam szukać wzrokiem Jjong'a. Po kilku minutach poszukiwań nie znalazłam go.
Pewnie sobie poszedł. Zrobiło mi się smutno. Ktoś na kogo czekałam cały dzień nie przyszedł.
/Ritsu PRZECZYTAŁAŚ/EŚ ? SKOMENTUJ ^^
Arrww...przeczytałam wszystko na twoim poprzednim blogu i teraz chyba umrę bo będę musiała poczekać. :C
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki z ogarnięciem wszystkiego! HWAITING! :D
Komentuje za każdym razem i mam nadziej,że będę robić to dalej. :)
OdpowiedzUsuń