Chyba go zgubiłam
Obejrzałam się za siebie. Nie było nikogo. Odwróciłam głowę i krzyknęłam. Przede mną stał brązowooki dwudziestoletni chłopak cały ubrany na czarno. Włosy koloru kruczej czerni sięgały mu do ramion, a w prawej ręce trzymał sznur, na piersi błyszczała mu odznaka.
,,Straż Praw Jej Wysokości Czerwonej Róży " - przeczytałam.
- Nie uciekniesz przede mną - powiedział i uśmiechnął się szyderczo - Możesz próbować, ale to nic nie da.
- Nie! Zostaw mnie !
Zaczęłam się szarpać. Bezskutecznie. Chłopak był silny. Bez problemu skrępował moje ręce i zaczął je obwiązywać sznurem.
- W imieniu Jej Wysokości Czerwonej Róży jesteś aresztowana.
- Co ja takiego zrobiłam ?
- Dowiesz się w swoim czasie. Ja tylko wykonuje rozkazy.
- Jestem niewinna !
Wziął mnie tak jak się bierze dywan i bez trudu zarzucił na ramię.
- Zostaw mnie ! Słyszysz ?!
Zaczęłam go okładać pięściami. Bezskutecznie.
- Nieeee~~~~!!
----------------------------------
Obudziłam się cała spocona. Serce biło mi jak oszalałe, cała się trzęsłam.
To był tylko sen. Zły sen. Zaczęłam się uspokajać. Gdzie ja jestem? Powoli zaczęłam dochodzić do siebie.
- Weronika, nic Ci nie jest ? - spytał z przejęciem Jjong
W odpowiedzi przytuliłam się do niego.
- Krzyczałaś i niespokojnie się wierciłaś. Co się stało ? - zaczął głaskać mnie po głowie
- Śnił mi się koszmar - powiedziałam
- Już dobrze. To był tylko sen.
- Zawsze tak mam jak się denerwuję.
- Jak ?
- Śnią mi się koszmary przed jakimś ważnym wydarzeniem.
- Nic się martw. Ja Cię obronie.
Przytulił mnie mocniej.
- Już dobrze ? - spytał
- Tak. Wszystko w porządku.
- Proszę, Smacznego.- powiedział podając mi tacę, na której były kanapki oraz kubek gorącej herbaty i czerwona róża.
- Dziękuję. Kochany jesteś.
Pocałowałam go w policzek.
Ugryzłam kanapkę i popiłam herbatą.
- Muszę wyjść za jakieś dwie godziny. Nie będzie Ci to przeszkadzało ?
- Nie, spoko.
- Spotykam się z przyjaciółkami. Muszę się z nimi pożegnać. Trochę smutno mi,że muszę je opuszczać, ale cóż.Bardzo się cieszę,że dzisiaj jedziemy.
- Ja również. Pokaże Ci wszystko co warte zobaczenia w Seulu.
- Nie mogę się doczekać.
Dziesięć minut później kanapki były zjedzone a herbata wypita.
- Dzięki. Pyszne było.
- Cieszę się,że Ci smakowało.
Zaczęłam się krzątać wokół siebie. Podeszłam do szafy i zastanowiłam się nad strojem. Zdecydowałam się na legginsy z flagą Ameryki, szarą bluzę oversize z przesłodkim Tweetie'm.
- Trzeba się zacząć pakować. - powiedziałam.
Zaczęłam wyciągać ubrania z szafy.
Wybieranie odpowiednich ciuchów zajęło mi godzinę.
- Myślisz, że to mi to wystarczy ? - spytałam Jjong'a, wskazując na górę ubrań.
- Z pewnością. Jak by co to dokupimy na miejscu.
- Aha, to dobrze. Muszę wziąć jeszcze parę kosmetycznych rzeczy.
Zeszłam na dół. Skierowałam się do łazienki.
Czego potrzebuję ? Na pewno wacików, szczoteczki do zębów, ręcznika, szczotki do włosów, mojej kosmetyczki, przydałaby się również piżama.
Na szczęście wszystko znalazłam i już miałam wychodzić z łazienki gdy zobaczyłam jakiś srebrny przedmiot leżący obok umywalki. Wzięłam go do ręki. Okazał się być nieśmiertelnikiem. Przyjrzałam mu się uważnie.
,, Jonghyun & Shin Se Kyung - love forever " - głosił napis wyryty na blaszce.
Pewnie zdjął go przed kąpielą, a później zapomniał. Muszę mu go oddać. Poczułam małe ukłucie zazdrości.
Musi dla niego wiele znaczyć, nawet teraz kiedy z nią zerwał.
Wzięłam go i ruszyłam na górę trzymając małą piramidę rzeczy niezbędnych.
- Chyba to zgubiłeś.
- Skąd to masz ?! - powiedział ze złością w głosie i wyrwał mi nieśmiertelnik z ręki.
Trochę przestraszyłam się jego reakcji.
- Leżał na dole w łazience przy umywalce. - wytłumaczyłam spokojnie
Chwilę przyglądał się swojej zgubie. Oczy mu się zaszkliły.
- Bardzo cię przepraszam za moje zachowanie. Ta rzecz bardzo wiele dla mnie znaczy. Dzięki, że mi ja zwróciłaś.
- Nie ma sprawy. Możesz mi coś więcej opowiedzieć o nim ? Jeśli chcesz oczywiście.
Wahał się przez chwilę.
- Dobrze, ale obiecaj,że się nie będziesz śmiała, ok ?
- Obiecuję.
- To jest pamiątka z czasów gdy byłem z moją obecnie byłą dziewczyną, Shin Se Kyung. Zakochaliśmy się w sobie i spotykaliśmy przez trzy miesiące. Na naszej pierwszej randce poszliśmy do wesołego miasteczka, tam była taka maszyna robiąca wisiorki z własną grafiką. Kupiliśmy sobie takie dwa , jako symbol naszej miłości.
- Jakie to romantyczne. Musi być dla Ciebie ważna, skoro nosisz to mimo,że nie jesteście już razem.
- Wiesz, to była moja pierwszą dziewczyną.
Zarumienił się.
- Nie ma się czego wstydzić.- powiedziałam i klepnęłam go w plecy pokrzepiająco.
Zaczęłam wkładać rzeczy do walizki.
- Aish, walizka się nie domyka. Pomożesz mi ?
- Co? Ah, pewnie. - odpowiedział wyrwany z zamyślenia Jjong.
Po kilku minutach walizka była zapięta i stała w obok łóżka.
- Teraz czas na torbę podręczną.
Zaczęłam szukać niezbędnych rzeczy.
- Laptop, zasilacz, komórka, portfel, parę książek jakby mi się nudziło .... - wyliczałam.
- Po co Ty to wszystko bierzesz?
- Nie wiadomo co się kiedy przyda.
Podczas mojej krzątaniny do pokoju weszła mama. Jej wzrok padł na walizkę i torbę.
- A Wy gdzie się wybieracie? - spytała
/Ritsu PRZECZYTAŁAŚ/EŚ ? SKOMENTUJ ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)