Cześć i czołem!
Doznałam nagłego przypływu weny i napisałam kolejny rozdział za jednym zamachem. Jestem z siebie dumna, bo zawsze rozwlekam to na parę dni i wkurzam się na siebie, że mogłam przysiaść wcześniej, a tym razem było inaczej i muszę powiedzieć, że bardzo przyjemnie mi się go pisało. Mam nadzieję, że Wam również będzie się on podobał. Niestety niespodzianka, która dla was planuję przesunie się około dwa tygodnie, ale postaram się umilić ten czas oczekiwania kolejnymi częściami opowiadania. Zapraszam i życzę miłej lektury :* Ah, nie zapomnijcie skomentować, jestem bardzo ciekawa waszych reakcji bo miałam parę scenariuszy jak zakończyć ten rozdział, zobaczymy czy dobrze wybrałam kkk.
Trzymajcie się i korzystajcie w pełni z wakacji. Buziaki :***
***
- Chodzi o to, że idę do wojska - powiedział na jednym wydechu
Jonghyun, przerywając nieznośną ciszę, która na dobre rozgościła się w pomieszczeniu.
Gdy tylko usłyszałam jego słowa momentalnie zmartwiałam. Nic
dziwnego, że nie chciał mi o tym powiedzieć, mój dobry humor uleciał szybciej niż powietrze z przekłutego balonika, a myśl o straceniu go na
całe dwa lata albo więcej przerażała mnie i za wszelką cenę nie chciałam jej
do siebie dopuścić.
- Ale jak to ? Teraz ? Chincha ? -
zasypałam go gradem pytań.
- Agencja postanowiła, że będziemy odbywać służbę partiami, żeby
nie zakłócać działalności zespołu – zaczął wyjaśniać spokojnym tonem. - Wzięli na
początek mnie, bo aktualnie nie mam nic do roboty, żadnych dram ani bycia MC w jakimś programie.
Nie za bardzo uśmiecha mi się spędzenie dwóch lat w totalnym odosobnieniu i na
dodatek z dala od Ciebie, ale to jest mój obowiązek wobec kraju i nie mam jak
tego uniknąć.
Siedziałam jak otępiała, kiwając tylko głową na znak, że rozumiem
co do mnie mówi. Dwa lata bez niego ? Przecież to brzmi jak wieczność. Nie
mogłam znieść rozłąki spowodowanej naszą kłótnią i chwilową wyprowadzką
Jonghyuna, a co dopiero to. Jedyną
pocieszającą myślą było to, że będę mogła go odwiedzać co pół roku podczas
widzeń trwających maksymalnie kwadrans. Nie mogąc nic więcej zrobić, wtuliłam
się w chłopaka, płacząc cichutko.
- Uljima yeppeo - szeptał mi do ucha kojące słowa, przytulając mnie
mocno. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, że ten czas szybko zleci.
***
Jjong
od sześciu miesięcy z kawałkiem był w wojsku. Bardzo za nim tęskniłam i nie
wiedząc co ze sobą zrobić, snułam się niczym jakiś duch po mieszkaniu. Oprócz uczucia pustki, od teraz w dormie była
nas piątka, a nie tak jak dawniej szóstka, istniała jeszcze jedna rzecz, do
której za Chiny nie mogłam się przyzwyczaić – nowa fryzura Jonghyuna. Chłopak
był ścięty na krótko, powiedziałabym nawet, że aż za bardzo, co było dla mnie
nowością i nie małym zaskoczeniem bo przywykłam do widoku swojego chłopaka w o
wiele dłuższych niż kilkanaście centymetrów włosach. W myśl powiedzenia za
mundurem panny sznurem, bardzo spodobał mi się obowiązujący w wojsku strój, na który składały się ciemnozielone spodnie w moro z mnóstwem kieszeni i czarna
obcisła koszulka typu tank top, ukazująca imponującą muskulaturę Jonghyuna, na to
zakładało się jeszcze kurtkę z naszytym imieniem i
nazwiskiem żołnierza oraz rangą jaką pełnił. Kolejnym zaskoczeniem był sposób w
jaki potraktowano mnie gdy pierwszy raz przyszłam zobaczyć się z Jonghyunem.
Obsłużono mnie po za kolejką oraz przydzielono osobną salę, co dawało więcej
prywatności, zaproponowano mi nawet kawę i herbatę. Na dodatek, moja wizyta
została przedłużona do godziny, dzięki czemu mogliśmy spędzić ze sobą więcej
czasu i nacieszyć się sobą. Byłam naprawdę mile zaskoczona tym wszystkim.
***
Niestety musiałam wrócić do prawdziwego życia, w którym nikt nie traktował mnie specjalnie tylko dlatego, że umawiam się z gwiazdą, i zacząć przygotowywać projekt zaliczeniowy na studia. Byłam w grupie z bliźniaczkami a naszym zadaniem było ustosunkowanie się do tezy ,,Czy w czasach globalizacji znajomość języka angielskiego jest niezbędną umiejętnością do zaistnienia na rynku ?’’. Mogłyśmy się z tym zgodzić bądź obalić, jednak zgodnie stwierdziłyśmy, że łatwiej znaleźć argumenty na poparcie stanowiska niż na jego negację. Aby uznać projekt za zaliczony musiałyśmy wykonać szereg czynności, do których należało między innymi przeprowadzenie wywiadu z minimum dwojgiem znanych na skalę międzynarodową ludzi oraz sonda publiczna, a wszystko miałyśmy zawrzeć w podsumowującej prezentacji multimedialnej trwającej nie dłużej niż pół godziny. Jak na złość nie miałyśmy żadnej z wymienionych rzeczy, a termin złożenia prac zbliżał się w zastraszającym tempie, dlatego w przypływie natchnienia zaprosiłam dziewczyny do siebie, mówiąc że chyba znalazłam wyjście z naszej beznadziejnej sytuacji. Bliźniaczki zareagowały głośnym bardzo entuzjastycznie, skutkiem czego godzinę później siedziałyśmy u mnie, a ja objaśniałam im na czym polega mój plan.
- Tylko nie zemdlejcie ani nie piszczcie za bardzo,
ok ? – ostrzegłam je.
Jednak moje ostrzeżenie wzięło w łeb, gdy
do salonu weszli Taemin i Key.
- Omo omo omo, nie wierzę, że mieszkasz z
nimi ! – powiedziała Minji, wskazując na chłopaków. - To jest jakiś żart, a my
jesteśmy w ukrytej kamerze ?
- Nie – odparłam ze śmiechem. Mimo że do informacji
publicznej podano, że umawiam się z Jonghyunem i mieszkam w dormie zespołu to nadal
były osoby, które o tym nie miały pojęcia. Aż dziw bierze, bo przecież brukowce
rozdmuchały tę sprawę do ogromnych rozmiarów. – Nie wpadłam na to aby wynająć
ich i was wkręcić. Wszystko jest prawdziwe – powiedziałam i zaczęłam
wyjaśniać pokrótce jak do tego doszło.
Po tym jak siostry odebrały już autografy i zrobiły
sobie obowiązkowe zdjęcia z chłopakami, piszcząc i ciesząc się przy tym
niemiłosiernie, przeszłam do konkretów.
- Ale nie po to się zebraliśmy. Chłopcy są tu po
to, by nam pomóc w tym nieszczęsnym projekcie i odpowiedzieć na pytania, które
wykorzystamy później w wywiadzie.
- Wow, ale ty jesteś mądra – stwierdziła z podziwem
Minji. – Nie pomyślałam, żeby wykorzystać piosenkarzy do wykonania zadania.
- Są sławni ? Są, więc czemu by nie. Profesor nie
sprecyzował w jakiej dziedzinie mają działać osoby, z którymi ma być przeprowadzony ów wywiad, więc nic nie stoi nam na przeszkodzie.
Bez dalszego przedłużania przeszłyśmy do wykonywania
zleconych nam zadań. Godzinę później miałyśmy już połowę pracy za sobą, została
jeszcze sonda, ale to byłą drobnostka. Projekt zaczął powoli nabierać kształtów, a my stałyśmy się
spokojniejsze, bo istniała szansa, że zdążymy ze wszystkim na czas.
- Wiem kto jeszcze może wam pomóc – powiedział Key, z
tajemniczym uśmiechem. – Dam wam numery do moich dobrych znajomych - Krisa i
Jay’a, ale pod żadnym pozorem ich nie upowszechniajcie, bo oni mnie zabiją. –
powiódł po nas wzrokiem, a my przytaknęłyśmy głowami. - Powiedzcie, że
jesteście ode mnie. Myślę, że ich wypowiedzi wzbogacą wasz projekt. – wyjaśnił, podając
karteczkę z numerami.
- Oh Kibum Oppa jesteś kochany ! – wykrzyknęła Eunji,
przytulając się do niego.
– I ty też, Taemin Oppa ! Wszyscy ! – zawtórowała jej
siostra i również przytuliła dziwnie milczącego dzisiaj maknae.
Chwilę potem wszyscy tkwiliśmy w grupowym uścisku.
- Myślę, że zgłodniałyście od tej pracy. Kto jest
chętny na moje popisowe danie i szarlotkę na deser ? – zapytał Key.
Odpowiedzią na jego pytanie były uniesione ręce.
***
Dwa lata
później
Obudziłam
się na długo przed budzikiem ustawionym na ósmą trzydzieści. Nie mogłam zasnąć
poprzedniego wieczora, udało mi się to dopiero po kilku godzinach przewracania
się z boku na bok i gapienia się w sufit. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić,
mogłam leżeć w łóżku i rozmyślać o tysiącu spraw na raz, oglądnąć dramę albo
poczytać książkę. Wachlarz możliwości był dość obszerny, ale postanowiłam
zjeść coś i wrócić, mając nadzieję, że z pełnym brzuchem łatwiej zasnę. W tym
celu zeszłam do kuchni, gdzie przekonałam się, że nie jestem jedyną osobą w tym
domu, która już nie śpi. W kuchni siedział nikt inny jak Taemin, zajęty
czytaniem jakiejś grubej książki i popijający parującą kawę. Przywitałam się z
nim i zajęłam się przygotowaniem płatków dla siebie. Wyjęłam szafki torebkę
płatków z otrębami, do której po chwili dołożyłam niebieską miskę. Ruszyłam do lodówki po
mleko, jednak nie było już żadnego kartonu, więc zadowoliłam się butelką jogurtu naturalnego. Nie byłam dzisiaj sobą, zamiast uważać na to, co robię, chodziłam z
głową w chmurach. Odwróciłam się po miskę i zalałam płatki jogurtem.
Skierowałam się ku stołowi, przy którym siedział Taemin, jednak po drodze poślizgnęłam się i wywaliłam, skutkiem czego niesiona przeze mnie miska
wyleciała mi z ręki i upadła na podłogę, rozbijając się na tysiąc małych
kawałków o ostrych krawędziach, z których jeden z nich skaleczył mnie i wbił
się pod paznokieć.
-
Gwenchana ? – spytał Tae, odrywając się od lektury i klękając obok mnie.
- Tylko się skaleczyłam w palec, ale to nic takiego – odpowiedziałam, wstając z podłogi
umazanej mieszaniną jogurtu i płatków.
-
Pokaż mi go – poprosił. – Aish, będzie trochę bolało.
Chłopak
fachowym ruchem wyjął odłamek, przemył rankę wodą utlenioną i zakleił plastrem palec. Przez ostatnie dwa lata
zżyłam się bardzo z Taeminem. Zawsze służył pomocą i radą, z których ja chętnie
korzystałam. Pamiętam jak uwolnił mnie od zalecającego się do mnie chłopaka ze
starszego rocznika. Nazywał się Aron i należał do tego typu chłopaków, którzy
nie uznają odmowy, a słowo nie jest im zupełnie obce. Postanowił, że będę jego
dziewczyną i tyle, ja nie miałam nic do gadania. Nie przemawiały do niego słowne argumenty, więc Tae musiał użyć pięści by dać mu do zrozumienia, że nie jestem nim zainteresowana. Albo gdy zabłądziłam wracając
z imprezy, przyjechał po mnie nie patrząc na to, która jest godzina. Stał się
moim bardzo dobrym przyjacielem, któremu mogłam powiedzieć wszystko i który
zawsze mnie rozumiał. Spędziłam z nim wiele szalonych chwil takich jak spontaniczna bitwa na
poduszki podczas oglądania filmu czy wycieczka do wesołego miasteczka. Można powiedzieć, że stał się
moim Aniołem Stróżem, na którego zawsze mogłam liczyć.
-
Dziękuję i przepraszam. Mam wrażenie, że cały czas cię wykorzystuję.
-
Aniyo, pomagać takiej uroczej osóbce jak ty, to dla mnie przyjemność. –
powiedział, głaszcząc mnie po głowie.
- Jestem
strasznie rozkojarzona, bo dzisiaj Jonghyun wychodzi z wojska. Sam rozumiesz,
że nie mogę się doczekać aż go zobaczę, nie mogłam usnąć w nocy. Dwa lata to strasznie długo. - starałam się wytłumaczyć mu moje dzisiejsze zachowanie.
Chłopak słysząc moje słowa wyraźnie sposępniał. Usiłował zakryć to uśmiechem, ale
zauważyłam smutek i coś na kształt rozczarowania w jego oczach, zanim zdążył to
starannie ukryć. Udając, że nic się stało zaczął sprzątać zrobiony przeze mnie
bałagan. Widząc jego nagłą przemianę, postanowiłam zmienić temat i skierowałam
rozmowę na bezpieczniejsze według mnie tory.
- Co
zamierasz dzisiaj robić?
Jednak
nie trafiłam z pytaniem, bo chłopak od razu się stropił.
-
Musze... musze załatwić parę spraw na mieście, dlatego tak wcześnie wstałem.
Nie
byłam do końca przekonana tą odpowiedzią, ponieważ chłopak był niezłym gadułą i
zazwyczaj jak zaczął mówić o swoich planach szybko nie kończył, a dzisiaj
zawarł wszystko w jednym zdaniu. Coś się dzieję, przemknęło mi przez myśl. Jednak
odrzuciłam ją szybko, stwierdzając, że każdy ma prawo do sekretów i przecież
nie muszę wiedzieć wszystkiego. Upewniłam się tylko, że chłopak dołączy do nas,
gdy pojedziemy po Jonghyuna i udałam się do siebie.
***
Punktualnie o dwunastej znajdowaliśmy się w środku jednostki wojskowej, w której służył Jonghyun. Był ciepły wiosenny dzień, słońce przyjemnie grzało, roztapiając skutecznie resztki śniegu zostawione przez zimę. Nie mogłam się doczekać, aż drzwi się otworzą. Przestępowałam z nogi na nogę w zniecierpliwieniu.
-
Która godzina? – zapytałam, stojącego obok mnie Onew. - Już dawno powinni go wypuścić.
Jak
na złość zapomniałam dzisiaj zabrać komórki z domu i co jakiś czas raczyłam
chłopaków pytaniami o to, ile czasu już upłynęło. Na razie dzielnie to znosili.
-
Dziesięć po dwunastej. – odpowiedział – Spokojnie, zaraz wyjdzie. Pewnie żegna
się z kumplami.
Chłopcy
wykazywali nie mniej entuzjazmu niż ja, ale było to utajone. Wyjątek stanowił
Taemin, który nie wyglądał na zbyt zadowolonego i całą swoją uwagę skupił na kopaniu dziury butem w żwirze. Zadowoleni nie byli również
fani, którzy zgromadzili się przed budynkiem. Było ich zdecydowanie więcej niż
dwa i pół roku temu. W końcu drzwi się otworzyły i z budynku zaczęli wychodzić
mężczyźni, którzy w dniu dzisiejszym ukończyli obowiązkową służbę wojskową. Ze
zniecierpliwieniem szukałam chłopaka wśród wychodzących.
- No
gdzie on jest ? – zdenerwowanie mieszało się u mnie z niecierpliwością, tworząc
niebezpieczną mieszankę.
-
Cierpliwości, zaraz wyjdzie. – powiedział Key, ściskając mnie za rękę.
-
Może tak mu się spodobało, że postanowił zostać na dłużej ? – zażartował Minho.
Na
co reszta odpowiedziała śmiechem.
-
Hahaha no bardzo śmieszne. – odpowiedziałam, robiąc obrażoną minę.
- Ej
no, Wera nie obrażaj się. Ale świrujesz już od tego. Cały czas Jonghyun,
Jonghyun, Jonghyun. To wkurza. – powiedział do tej pory cichy Taemin.
Zdziwiło
mnie lekko to wyznanie, ale było w nim dużo prawdy. Skupiłam się na sobie i w
ogóle nie zwracałam uwagi na otoczenie.
-
Aish mianhae, ale dwa lata z kawałem rozłąki to strasznie dużo, nawet jeśli
liczyć pięć odwiedzin.
-
Przestańcie gadać. – Key przerwał nam rozmowę
– Widzę go.
Faktycznie
z budynku wyszedł Jonghyun i dumnym krokiem kierował się w naszą
stronę. Wyglądał nieziemsko, ubrany w czarne spodnie i koszulkę pod kolor z wojskową kurtką niedbale przewieszoną przez ramię. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały pobiegłam do niego.
-
Oppa ! Nareszcie ! – powiedziałam, gdy zawisłam mu na szyi, o mało go nie przewracając. – Tęskniłam za
tobą nawet nie wiesz jak bardzo. A ty, tęskniłeś ?
-
Jeszcze bardziej – odpowiedział, posyłając mi swój najlepszy uśmiech, od
którego dostałam ciarek.
-
Nie prawda, bo ja bardziej. – zaczęłam się z nim przekomarzać.
- Tęskniłem jak oszalały. Te dwa i pół roku to stanowczo za dużo.
Musimy to nadrobić, prawda ?
Nawet
nie czekając na moją odpowiedzieć pocałował mnie.
- W
końcu – wyszeptałam, oddając pocałunek.
W
pełni zgadzałam się z jego słowami. Chcąc nadrobić stracony czas i nacieszyć
się sobą zupełnie oderwaliśmy się od otaczającego nas świata i skupiliśmy się
na sobie, nie zwracając uwagi na rozlegające się krzyki i gwizdy aprobaty.
-
Mam coś dla ciebie – powiedział, przerywając pocałunek.
Odsunął
się ode mnie i poprawił swoje ubranie. Posłałam mu pytające spojrzenie, ale nie
odpowiedział, bo zaczął szukać zawzięcie czegoś po kieszeniach.
-
Cholera, gdzie to jest ? – powiedział do siebie zdenerwowany.
Jednak
poszukiwania dały pożądany rezultat i na twarzy chłopaka wystąpił uśmiech
jakiego jeszcze nie widziałam. Co on wymyślił?, kołatało mi się po głowie.
Niespodziewanie Jonghyun uklęknął przede mną i spojrzał mi prosto w oczy. Serce
zaczęło bić mi coraz szybciej.
-
Pobrudzisz się – zauważyłam, widząc na wpół zamarznięte błoto.
- To
nic. Teraz to ty jesteś najważniejsza. – odpowiedział, wyciągając z kieszeni
małe czerwone pudełeczko.
Czułam
jak serce uderza mi z prędkością światła, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz.
Rozejrzałam się wokół. Wszyscy, dosłownie wszyscy, patrzyli na nas.
Wyczekiwanie wisiało w powietrzu i było niemal namacalne. Wszyscy czekali co
będzie dalej. Wreszcie Jonghyun przemówił uroczystym tonem, otwierając
pudełeczko, w środku którego znajdował się mały srebrny pierścionek z średnim
różowym oczkiem w kształcie serduszka otoczonego małymi białymi kamyczkami
błyszczącymi przepięknie w dzisiejszym słońcu.
-
Weroniko, czy uczynisz mi ten zaszczyt i sprawisz, że stanę się najszczęśliwszym
człowiekiem na świecie i wyjdziesz za mnie ?
Powiedzieć,
że byłam lekko zszokowana to jest nie domówienie roku, jak nie wieku, słysząc
ostatnie słowa o mało co nie zeszłam na zawał. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i
zamieniły się w dwa kłębki waty, serce waliło mi jak oszalałe, a w głowie
kotłował się tabun myśli. O matko, czy ja śnię czy to dzieję się naprawdę?Nawet we śnie nie myślałam o czymś takim, więc to musi być naprawdę. Spojrzałam
na klęczącego przede mną Jonghyuna, cierpliwie czekającego na odpowiedź. Łezka
zakręciła mi się w oku na wspomnienie tego, co razem przeżyliśmy. Nie
zamierzałam tego popsuć, a sytuacja, która zaistniała była ziszczeniem moich
najskrytszych marzeń. Która dziewczyna nie marzy o oświadczynach ukochanego
mężczyzny ?
Pokiwałam twierdząco głową, ponieważ gardło miałam ściśnięte z emocji. Zauważyłam błysk radości w
oczach Jonghyuna. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam głośno i wyraźnie, aby każdy tutaj obecny
słyszał. – Tak.
Chłopak
słysząc te słowa, wstał i drżącymi palcami wziął moją rękę i wsunął na jeden z
palców pierścionek, a później złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Rozległa się burza
oklasków i gwizdów.
-
Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się zgodziłaś. – wyszeptał, przytulając mnie
najmocniej na świecie. – Kocham Cię nad życie.
Nie mogąc dłużej tłumić emocji rozpłakałam się, ale tym razem były to łzy szczęścia.
Gdy potoki radości, bo łzami tego nie można było nazwać, przestały płynąć Jjong
skierował się ku chłopakom, trzymając mnie mocno za rękę.
- No hej. - powiedział, szczerząc się. - Kopę lat !
Wszyscy
zaczęli się z nim witać i gratulować, mówiąc jak dobrze, że nareszcie wrócił bo
dorm bez niego to nie to samo miejsce. Nawet na twarzy Taemina zagościł uśmiech, w końcu wrócił jego najlepszy przyjaciel.
***
Z okazji naszych zaręczyn Key, Minho i Onew na prędce zorganizowali małą imprezę, która z czasem rozrosła się do całkiem sporych rozmiarów. Goście cały czas przychodzili i salon powoli się zapełniał. Gdy przyszła odpowiednia pora Jonghyun uroczyście ogłosił powód imprezy i wzniósł toast. Mężczyźni klepali go po plecach i komplementowali moją urodę jak nigdy dotąd. Jjong czuł się jak ryba w wodzie i radośnie przytakiwał, przechwalając się pod niebiosa. Mnie natomiast otoczył wianuszek dziewcząt, które zasypały mnie gratulacjami, a każda z nich wręczyła mi drobny podarunek. Było to naprawdę miłe z ich strony, zwłaszcza, że żadna mnie nie znała wcześniej. Nigdy nie usłyszałam tyle ciepłych i miłych słów jak dzisiejszego wieczora. Nic więc dziwnego, że uśmiech nie schodził mi z twarzy nawet na sekundę.
-
Key, pomóc ci w czymś ? – zapytałam, wchodząc do kuchni wiedząc, że go tam znajdę.
-
Aniyo, wszystko mam pod kontrolą - pokręcił przecząco głową. - A ty, idź świętuj. Dzisiaj jest twój dzień.
Zaczął machać ścierką, wyganiając mnie z kuchni. Można było powiedzieć, że był dla mnie jak druga mama. Zawsze gotowy pomóc, wysłuchać i przytulić, a poza tym nieziemsko gotował.
- Na
pewno ? – upewniłam się ze śmiechem. - Może wezmę jakieś soki czy coś ?
W
odpowiedzi Kibum łaskawie skinął głową. Wzięłam dwa kartony i skierowałam się
do salonu. Byłam w progu, gdy nagle mój telefon zawibrował. Odłożyłam napoje na
bok, wyjmując komórkę by sprawdzić o co chodzi. Podejrzewałam, że to któraś z dziewczyn ma sprawę do mnie w związku z niespodzianką jaką organizowałyśmy na dzień otwarty w naszej uczelni. Na wyświetlaczu mrugała ikonka
nowego smsa. Nacisnęłam otwórz.
Zejdź na dół.
Taemin.
Krótki i treściwy sms od chłopaka zaniepokoił mnie, ale ciekawość zwyciężyła i pokryjomu wymknęłam się z tłocznego salonu, kierując się do sali treningowej, która kiedyś była piwnicą. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Było zupełnie ciemno i potrzebowałam chwili żeby mój wzrok się przywyczaił i wtedy moje oczy ujrzały...
"i wtedy moje oczy ujrzały...'' - Nagiego Taemin'a? XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Boski rozdział~ :33 czekam na następny. <3 :3
OdpowiedzUsuńNo wiesz co?! Przerywać w takim momencie?! Rozdział genialny z resztą jak wszystkie ;D Bardzo podobają mi się twoje pomysły ;3
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci duuuuużo weny ! ;***
Gratulację!!! Nominuję cię do Liebster Award. Więcej na naszym blogu http://azja-opowiadania-kpop.blogspot.com/.
OdpowiedzUsuń