Yes, I'm Jonghyun from SHINee #56

Cześć i czołem!
Doznałam nagłego przypływu weny i napisałam kolejny rozdział za jednym zamachem. Jestem z siebie dumna, bo zawsze rozwlekam to na parę dni i wkurzam się na siebie, że mogłam przysiaść wcześniej, a tym razem było inaczej i muszę powiedzieć, że bardzo przyjemnie mi się go pisało. Mam nadzieję, że Wam również będzie się on podobał. Niestety niespodzianka, która dla was planuję przesunie się około dwa tygodnie, ale postaram się umilić ten czas oczekiwania kolejnymi częściami opowiadania. Zapraszam i życzę miłej lektury :* Ah, nie zapomnijcie skomentować, jestem bardzo ciekawa waszych reakcji bo miałam parę scenariuszy jak zakończyć ten rozdział, zobaczymy czy dobrze wybrałam kkk.
Trzymajcie się i korzystajcie w pełni z wakacji. Buziaki :*** 

***

- Chodzi o to, że idę do wojska - powiedział na jednym wydechu Jonghyun, przerywając nieznośną ciszę, która na dobre rozgościła się w pomieszczeniu.
Gdy tylko usłyszałam jego słowa momentalnie zmartwiałam. Nic dziwnego, że nie chciał mi o tym powiedzieć, mój  dobry humor uleciał szybciej niż powietrze z przekłutego balonika, a myśl o straceniu go na całe dwa lata albo więcej przerażała mnie i za wszelką cenę nie chciałam jej do siebie dopuścić.
- Ale jak to ? Teraz ? Chincha ? -  zasypałam go gradem pytań.
- Agencja postanowiła, że będziemy odbywać służbę partiami, żeby nie zakłócać działalności zespołu – zaczął wyjaśniać spokojnym tonem. - Wzięli na początek mnie, bo aktualnie nie mam nic do roboty, żadnych dram ani bycia MC w jakimś programie. Nie za bardzo uśmiecha mi się spędzenie dwóch lat w totalnym odosobnieniu i na dodatek z dala od Ciebie, ale to jest mój obowiązek wobec kraju i nie mam jak tego uniknąć.
Siedziałam jak otępiała, kiwając tylko głową na znak, że rozumiem co do mnie mówi. Dwa lata bez niego ? Przecież to brzmi jak wieczność. Nie mogłam znieść rozłąki spowodowanej naszą kłótnią i chwilową wyprowadzką Jonghyuna, a co  dopiero to. Jedyną pocieszającą myślą było to, że będę mogła go odwiedzać co pół roku podczas widzeń trwających maksymalnie kwadrans. Nie mogąc nic więcej zrobić, wtuliłam się w chłopaka, płacząc cichutko.
- Uljima yeppeo - szeptał mi do ucha kojące słowa, przytulając mnie mocno. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz, że ten czas szybko zleci.

***

Jjong od sześciu miesięcy z kawałkiem był w wojsku. Bardzo za nim tęskniłam i nie wiedząc co ze sobą zrobić, snułam się niczym jakiś duch po mieszkaniu. Oprócz uczucia pustki, od teraz w dormie była nas piątka, a nie tak jak dawniej szóstka, istniała jeszcze jedna rzecz, do której za Chiny nie mogłam się przyzwyczaić – nowa fryzura Jonghyuna. Chłopak był ścięty na krótko, powiedziałabym nawet, że aż za bardzo, co było dla mnie nowością i nie małym zaskoczeniem bo przywykłam do widoku swojego chłopaka w o wiele dłuższych niż kilkanaście centymetrów włosach. W myśl powiedzenia za mundurem panny sznurem, bardzo spodobał mi się obowiązujący w wojsku strój, na który składały się ciemnozielone spodnie w moro z mnóstwem kieszeni i czarna obcisła koszulka typu tank top, ukazująca imponującą muskulaturę Jonghyuna, na to zakładało się jeszcze kurtkę z naszytym imieniem i nazwiskiem żołnierza oraz rangą jaką pełnił. Kolejnym zaskoczeniem był sposób w jaki potraktowano mnie gdy pierwszy raz przyszłam zobaczyć się z Jonghyunem. Obsłużono mnie po za kolejką oraz przydzielono osobną salę, co dawało więcej prywatności, zaproponowano mi nawet kawę i herbatę. Na dodatek, moja wizyta została przedłużona do godziny, dzięki czemu mogliśmy spędzić ze sobą więcej czasu i nacieszyć się sobą. Byłam naprawdę mile zaskoczona tym wszystkim.


***

Niestety musiałam wrócić do prawdziwego życia, w którym nikt nie traktował mnie specjalnie tylko dlatego, że umawiam się z gwiazdą, i zacząć przygotowywać projekt zaliczeniowy na studia. Byłam w grupie z bliźniaczkami a naszym zadaniem było ustosunkowanie się do tezy ,,Czy w czasach globalizacji znajomość języka angielskiego jest niezbędną umiejętnością do zaistnienia na rynku ?’’. Mogłyśmy się z tym zgodzić bądź obalić, jednak zgodnie stwierdziłyśmy, że łatwiej znaleźć argumenty na poparcie stanowiska niż na jego negację. Aby uznać projekt za zaliczony musiałyśmy wykonać szereg czynności, do których należało między innymi przeprowadzenie wywiadu z minimum dwojgiem znanych na skalę międzynarodową ludzi oraz sonda publiczna, a wszystko miałyśmy zawrzeć w podsumowującej prezentacji multimedialnej trwającej nie  dłużej niż pół godziny. Jak na złość nie miałyśmy żadnej z wymienionych rzeczy, a termin złożenia prac zbliżał się w zastraszającym tempie, dlatego w przypływie natchnienia zaprosiłam dziewczyny do siebie, mówiąc że chyba znalazłam wyjście z naszej beznadziejnej sytuacji. Bliźniaczki zareagowały głośnym bardzo entuzjastycznie, skutkiem czego godzinę później siedziałyśmy u mnie, a ja objaśniałam im na czym polega mój plan.
- Tylko nie zemdlejcie ani nie piszczcie za bardzo, ok ? – ostrzegłam je.
Jednak moje ostrzeżenie wzięło w łeb, gdy do salonu weszli Taemin i Key.
- Omo omo omo, nie wierzę, że mieszkasz z nimi ! – powiedziała Minji, wskazując na chłopaków. - To jest jakiś żart, a my jesteśmy w ukrytej kamerze ?
- Nie – odparłam ze śmiechem. Mimo że do informacji publicznej podano, że umawiam się z Jonghyunem i mieszkam w dormie zespołu to nadal były osoby, które o tym nie miały pojęcia. Aż dziw bierze, bo przecież brukowce rozdmuchały tę sprawę do ogromnych rozmiarów. – Nie wpadłam na to aby wynająć ich i was wkręcić. Wszystko jest prawdziwe – powiedziałam i zaczęłam wyjaśniać pokrótce jak do tego doszło.
Po tym jak siostry odebrały już autografy i zrobiły sobie obowiązkowe zdjęcia z chłopakami, piszcząc i ciesząc się przy tym niemiłosiernie, przeszłam do konkretów.
- Ale nie po to się  zebraliśmy. Chłopcy są tu po to, by nam pomóc w tym nieszczęsnym projekcie i odpowiedzieć na pytania, które wykorzystamy później w wywiadzie.
- Wow, ale ty jesteś mądra – stwierdziła z podziwem Minji. – Nie pomyślałam, żeby wykorzystać piosenkarzy do wykonania zadania.
- Są sławni ? Są, więc czemu by nie. Profesor nie sprecyzował w jakiej dziedzinie mają działać osoby, z którymi ma być przeprowadzony ów wywiad, więc nic nie stoi nam na przeszkodzie.
Bez dalszego przedłużania przeszłyśmy do wykonywania zleconych nam zadań. Godzinę później miałyśmy już połowę pracy za sobą, została jeszcze sonda, ale to byłą drobnostka. Projekt zaczął powoli nabierać kształtów, a my stałyśmy się spokojniejsze, bo istniała szansa, że zdążymy ze wszystkim na czas.
- Wiem kto jeszcze może wam pomóc – powiedział Key, z tajemniczym uśmiechem. – Dam wam numery do moich dobrych znajomych - Krisa i Jay’a, ale pod żadnym pozorem ich nie upowszechniajcie, bo oni mnie zabiją. – powiódł po nas wzrokiem, a my przytaknęłyśmy głowami. - Powiedzcie, że jesteście ode mnie. Myślę, że ich wypowiedzi wzbogacą wasz projekt. – wyjaśnił, podając karteczkę z numerami.
- Oh Kibum Oppa jesteś kochany ! – wykrzyknęła Eunji, przytulając się do niego.
– I ty też, Taemin Oppa ! Wszyscy ! – zawtórowała jej siostra i również przytuliła dziwnie milczącego dzisiaj maknae.
Chwilę potem wszyscy tkwiliśmy w grupowym uścisku.
- Myślę, że zgłodniałyście od tej pracy. Kto jest chętny na moje popisowe danie i szarlotkę na deser ? – zapytał Key.
Odpowiedzią na jego pytanie były uniesione ręce.

***

Dwa lata później

Obudziłam się na długo przed budzikiem ustawionym na ósmą trzydzieści. Nie mogłam zasnąć poprzedniego wieczora, udało mi się to dopiero po kilku godzinach przewracania się z boku na bok i gapienia się w sufit. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, mogłam leżeć w łóżku i rozmyślać o tysiącu spraw na raz, oglądnąć dramę albo poczytać książkę. Wachlarz możliwości był dość obszerny, ale postanowiłam zjeść coś i wrócić, mając nadzieję, że z pełnym brzuchem łatwiej zasnę. W tym celu zeszłam do kuchni, gdzie przekonałam się, że nie jestem jedyną osobą w tym domu, która już nie śpi. W kuchni siedział nikt inny jak Taemin, zajęty czytaniem jakiejś grubej książki i popijający parującą kawę. Przywitałam się z nim i zajęłam się przygotowaniem płatków dla siebie. Wyjęłam szafki torebkę płatków z otrębami, do której po chwili dołożyłam niebieską miskę. Ruszyłam do lodówki po mleko, jednak nie było już żadnego kartonu, więc zadowoliłam się butelką jogurtu naturalnego. Nie byłam dzisiaj sobą, zamiast uważać na to, co robię, chodziłam z głową w chmurach. Odwróciłam się po miskę i zalałam płatki jogurtem. Skierowałam się ku stołowi, przy którym siedział Taemin, jednak po drodze poślizgnęłam się i wywaliłam, skutkiem czego niesiona przeze mnie miska wyleciała mi z ręki i upadła na podłogę, rozbijając się na tysiąc małych kawałków o ostrych krawędziach, z których jeden z nich skaleczył mnie i wbił się pod paznokieć.
- Gwenchana ? – spytał Tae, odrywając się od lektury i klękając obok mnie.
- Tylko się skaleczyłam w palec, ale to nic takiego – odpowiedziałam, wstając z podłogi umazanej mieszaniną jogurtu i płatków.
- Pokaż mi go – poprosił. – Aish, będzie trochę bolało.
Chłopak fachowym ruchem wyjął odłamek, przemył rankę wodą utlenioną i zakleił plastrem palec. Przez ostatnie dwa lata zżyłam się bardzo z Taeminem. Zawsze służył pomocą i radą, z których ja chętnie korzystałam. Pamiętam jak uwolnił mnie od zalecającego się do mnie chłopaka ze starszego rocznika. Nazywał się Aron i należał do tego typu chłopaków, którzy nie uznają odmowy, a słowo nie jest im zupełnie obce. Postanowił, że będę jego dziewczyną i tyle, ja nie miałam nic do gadania. Nie przemawiały do niego słowne argumenty, więc Tae musiał użyć pięści by dać mu do zrozumienia, że nie jestem nim zainteresowana. Albo gdy zabłądziłam wracając z imprezy, przyjechał po mnie nie patrząc na to, która jest godzina. Stał się moim bardzo dobrym przyjacielem, któremu mogłam powiedzieć wszystko i który zawsze mnie rozumiał. Spędziłam z nim wiele szalonych chwil takich jak spontaniczna bitwa na poduszki podczas oglądania filmu czy wycieczka do wesołego miasteczka. Można powiedzieć, że stał się moim Aniołem Stróżem, na którego zawsze mogłam liczyć.
- Dziękuję i przepraszam. Mam wrażenie, że cały czas cię wykorzystuję. 
- Aniyo, pomagać takiej uroczej osóbce jak ty, to dla mnie przyjemność. – powiedział, głaszcząc mnie po głowie.
- Jestem strasznie rozkojarzona, bo dzisiaj Jonghyun wychodzi z wojska. Sam rozumiesz, że nie mogę się doczekać aż go zobaczę, nie mogłam usnąć w nocy. Dwa lata to strasznie długo. - starałam się wytłumaczyć mu moje dzisiejsze zachowanie.
Chłopak słysząc moje słowa wyraźnie sposępniał. Usiłował zakryć to uśmiechem, ale zauważyłam smutek i coś na kształt rozczarowania w jego oczach, zanim zdążył to starannie ukryć. Udając, że nic się stało zaczął sprzątać zrobiony przeze mnie bałagan. Widząc jego nagłą przemianę, postanowiłam zmienić temat i skierowałam rozmowę na bezpieczniejsze według mnie tory.
- Co zamierasz dzisiaj robić?
Jednak nie trafiłam z pytaniem, bo chłopak od razu się stropił.
- Musze... musze załatwić parę spraw na mieście, dlatego tak wcześnie wstałem. 
Nie byłam do końca przekonana tą odpowiedzią, ponieważ chłopak był niezłym gadułą i zazwyczaj jak zaczął mówić o swoich planach szybko nie kończył, a dzisiaj zawarł wszystko w jednym zdaniu. Coś się dzieję, przemknęło mi przez myśl. Jednak odrzuciłam ją szybko, stwierdzając, że każdy ma prawo do sekretów i przecież nie muszę wiedzieć wszystkiego. Upewniłam się tylko, że chłopak dołączy do nas, gdy pojedziemy po Jonghyuna i udałam się do siebie.


***

Punktualnie o dwunastej znajdowaliśmy się w środku jednostki wojskowej, w której służył Jonghyun. Był ciepły wiosenny dzień, słońce przyjemnie grzało, roztapiając skutecznie resztki śniegu zostawione przez zimę. Nie mogłam się doczekać, aż  drzwi się otworzą. Przestępowałam z nogi na nogę w zniecierpliwieniu.
- Która godzina? – zapytałam, stojącego obok mnie Onew. -  Już dawno powinni go wypuścić.
Jak na złość zapomniałam dzisiaj zabrać komórki z domu i co jakiś czas raczyłam chłopaków pytaniami o to, ile czasu już upłynęło. Na razie dzielnie to znosili.
- Dziesięć po dwunastej. – odpowiedział – Spokojnie, zaraz wyjdzie. Pewnie żegna się z kumplami.
Chłopcy wykazywali nie mniej entuzjazmu niż ja, ale było to utajone. Wyjątek stanowił Taemin, który nie wyglądał na zbyt zadowolonego i całą swoją uwagę skupił na kopaniu dziury butem w żwirze. Zadowoleni nie byli również fani, którzy zgromadzili się przed budynkiem. Było ich zdecydowanie więcej niż dwa i pół roku temu. W końcu drzwi się otworzyły i z budynku zaczęli wychodzić mężczyźni, którzy w dniu dzisiejszym ukończyli obowiązkową służbę wojskową. Ze zniecierpliwieniem szukałam chłopaka wśród wychodzących.
- No gdzie on jest ? – zdenerwowanie mieszało się u mnie z niecierpliwością, tworząc niebezpieczną mieszankę.
- Cierpliwości, zaraz wyjdzie. – powiedział Key, ściskając mnie za rękę.
- Może tak mu się spodobało, że postanowił zostać na dłużej ? – zażartował Minho.
Na co reszta odpowiedziała śmiechem.
- Hahaha no bardzo śmieszne. – odpowiedziałam, robiąc obrażoną minę.
- Ej no, Wera nie obrażaj się. Ale świrujesz już od tego. Cały czas Jonghyun, Jonghyun, Jonghyun. To wkurza. – powiedział do tej pory cichy Taemin.
Zdziwiło mnie lekko to wyznanie, ale było w nim dużo prawdy. Skupiłam się na sobie i w ogóle nie zwracałam uwagi na otoczenie.
- Aish mianhae, ale dwa lata z kawałem rozłąki to strasznie dużo, nawet jeśli liczyć pięć odwiedzin.
- Przestańcie gadać. – Key przerwał nam rozmowę  – Widzę go.
Faktycznie z budynku wyszedł Jonghyun i dumnym krokiem kierował się w naszą stronę. Wyglądał nieziemsko, ubrany w czarne spodnie i koszulkę pod kolor z wojskową kurtką niedbale przewieszoną   przez ramię. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały pobiegłam do niego.
- Oppa ! Nareszcie ! – powiedziałam, gdy zawisłam mu na szyi, o mało go nie przewracając. – Tęskniłam za tobą nawet nie wiesz jak bardzo. A ty, tęskniłeś ?
- Jeszcze bardziej – odpowiedział, posyłając mi swój najlepszy uśmiech, od którego dostałam ciarek.
- Nie prawda, bo ja bardziej. – zaczęłam się z nim przekomarzać.
- Tęskniłem jak oszalały. Te dwa i pół roku to stanowczo za dużo. Musimy to nadrobić, prawda ?
Nawet nie czekając na moją odpowiedzieć pocałował mnie.
- W końcu – wyszeptałam, oddając pocałunek.
W pełni zgadzałam się z jego słowami. Chcąc nadrobić stracony czas i nacieszyć się sobą zupełnie oderwaliśmy się od otaczającego nas świata i skupiliśmy się na sobie, nie zwracając uwagi na rozlegające się krzyki i gwizdy aprobaty.
- Mam coś dla ciebie – powiedział, przerywając pocałunek.
Odsunął się ode mnie i poprawił swoje ubranie. Posłałam mu pytające spojrzenie, ale nie odpowiedział, bo zaczął szukać zawzięcie czegoś po kieszeniach.
- Cholera, gdzie to jest ? – powiedział do siebie zdenerwowany.
Jednak poszukiwania dały pożądany rezultat i na twarzy chłopaka wystąpił uśmiech jakiego jeszcze nie widziałam. Co on wymyślił?, kołatało mi się po głowie. Niespodziewanie Jonghyun uklęknął przede mną i spojrzał mi prosto w oczy. Serce zaczęło bić mi coraz szybciej.
- Pobrudzisz się – zauważyłam, widząc na wpół zamarznięte błoto.
- To nic. Teraz to ty jesteś najważniejsza. – odpowiedział, wyciągając z kieszeni małe czerwone pudełeczko.
Czułam jak serce uderza mi z prędkością światła, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Rozejrzałam się wokół. Wszyscy, dosłownie wszyscy, patrzyli na nas. Wyczekiwanie wisiało w powietrzu i było niemal namacalne. Wszyscy czekali co będzie dalej. Wreszcie Jonghyun przemówił uroczystym tonem, otwierając pudełeczko, w środku którego znajdował się mały srebrny pierścionek z średnim różowym oczkiem w kształcie serduszka otoczonego małymi białymi kamyczkami błyszczącymi przepięknie w dzisiejszym słońcu.
- Weroniko, czy uczynisz mi ten zaszczyt i sprawisz, że stanę się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i wyjdziesz za mnie ?
Powiedzieć, że byłam lekko zszokowana to jest nie domówienie roku, jak nie wieku, słysząc ostatnie słowa o mało co nie zeszłam na zawał. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i zamieniły się w dwa kłębki waty, serce waliło mi jak oszalałe, a w głowie kotłował się tabun myśli. O matko, czy ja śnię czy to dzieję się naprawdę?Nawet we śnie nie myślałam o czymś takim, więc to musi być naprawdę. Spojrzałam na klęczącego przede mną Jonghyuna, cierpliwie czekającego na odpowiedź. Łezka zakręciła mi się w oku na wspomnienie tego, co razem przeżyliśmy. Nie zamierzałam tego popsuć, a sytuacja, która zaistniała była ziszczeniem moich najskrytszych marzeń. Która dziewczyna nie marzy o oświadczynach ukochanego mężczyzny ?
Pokiwałam twierdząco głową, ponieważ gardło miałam ściśnięte z emocji. Zauważyłam błysk radości w oczach Jonghyuna. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam  głośno i wyraźnie, aby każdy tutaj obecny słyszał. – Tak.
Chłopak słysząc te słowa, wstał i drżącymi palcami wziął moją rękę i wsunął na jeden z palców pierścionek, a później złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Rozległa się burza oklasków i gwizdów.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się zgodziłaś. – wyszeptał, przytulając mnie najmocniej na świecie. – Kocham Cię nad życie.
Nie mogąc dłużej tłumić emocji rozpłakałam się, ale tym razem były to łzy szczęścia. Gdy potoki radości, bo łzami tego nie można było nazwać, przestały płynąć Jjong skierował się ku chłopakom, trzymając mnie mocno za rękę.
- No hej. - powiedział, szczerząc się. - Kopę lat !
Wszyscy zaczęli się z nim witać i gratulować, mówiąc jak dobrze, że nareszcie wrócił bo dorm bez niego to nie to samo miejsce. Nawet na twarzy Taemina zagościł uśmiech, w końcu wrócił jego najlepszy przyjaciel.


***

Z okazji naszych zaręczyn Key, Minho i Onew  na prędce zorganizowali małą imprezę, która z czasem rozrosła się do całkiem sporych rozmiarów. Goście cały czas przychodzili i salon powoli się zapełniał. Gdy przyszła odpowiednia pora Jonghyun uroczyście ogłosił powód imprezy i wzniósł toast. Mężczyźni klepali go po plecach i komplementowali moją urodę jak nigdy dotąd. Jjong czuł się jak ryba w wodzie i radośnie przytakiwał, przechwalając się pod niebiosa. Mnie natomiast otoczył wianuszek dziewcząt, które zasypały mnie gratulacjami, a każda z nich wręczyła mi drobny podarunek. Było to naprawdę miłe z ich strony, zwłaszcza, że żadna mnie nie znała wcześniej. Nigdy nie usłyszałam tyle ciepłych i miłych słów jak dzisiejszego wieczora. Nic więc dziwnego, że uśmiech nie schodził mi z twarzy nawet na sekundę.
- Key, pomóc ci w czymś ? – zapytałam, wchodząc do kuchni wiedząc, że go tam znajdę.
- Aniyo, wszystko mam pod kontrolą - pokręcił przecząco głową. - A ty, idź świętuj. Dzisiaj jest twój dzień.
Zaczął machać ścierką, wyganiając mnie z kuchni. Można było powiedzieć, że był dla mnie jak druga mama. Zawsze gotowy pomóc, wysłuchać i przytulić, a poza tym nieziemsko gotował.  
- Na pewno ? – upewniłam się ze śmiechem. - Może wezmę jakieś soki czy coś ?
W odpowiedzi Kibum łaskawie skinął głową. Wzięłam dwa kartony i skierowałam się do salonu. Byłam w progu, gdy nagle mój telefon zawibrował. Odłożyłam napoje na bok, wyjmując komórkę by sprawdzić o co chodzi. Podejrzewałam, że to któraś z dziewczyn ma sprawę do mnie w związku z niespodzianką jaką organizowałyśmy na dzień otwarty w naszej uczelni. Na wyświetlaczu mrugała ikonka nowego smsa. Nacisnęłam otwórz.
Zejdź na dół.
Taemin.
 Krótki i treściwy sms od chłopaka zaniepokoił mnie, ale ciekawość zwyciężyła i pokryjomu wymknęłam się z tłocznego salonu, kierując się do sali treningowej, która kiedyś była piwnicą. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Było zupełnie ciemno i potrzebowałam chwili żeby mój wzrok się przywyczaił i wtedy moje oczy  ujrzały... 

     

                                                                                      

3 komentarze

  1. "i wtedy moje oczy ujrzały...'' - Nagiego Taemin'a? XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Boski rozdział~ :33 czekam na następny. <3 :3

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiesz co?! Przerywać w takim momencie?! Rozdział genialny z resztą jak wszystkie ;D Bardzo podobają mi się twoje pomysły ;3
    Życzę Ci duuuuużo weny ! ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulację!!! Nominuję cię do Liebster Award. Więcej na naszym blogu http://azja-opowiadania-kpop.blogspot.com/.

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics