24 gru 2014

Życzenia świąteczne


Z okazji Bożego Narodzenia pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Dużo zdrowia, uśmiechu, tyle przyjemności ile karp ma ości, powodzenia we wszelkich spraw i spełnienia najskrytszych marzeń, no i oczywiście biasa pod choinką!


Ostatni rozdział opowiadania wrzucę już za niedługo, naprawdę! Mam nadzieję, że Wam się spodoba i nie zabijecie mnie za to, co tam nawyprawiałam xD

Wesołych Świąt kochani :*




11 lis 2014

Yes, I'm Jonghyun from SHINee #60

***

- No chodź już! Zaraz się spóźnimy i nic z tego nie wyjdzie! - ponagliłam po raz kolejny Jonghyuna, który od ponad godziny siedział w łazience i przebierał się na dzisiejszą imprezę w klimacie Halloween. 
- Jeszcze pięć minut!
- Słyszałam to już pół godziny temu. Co ty tam takiego robisz? Korzenie zapuszczasz? 
Niestety odpowiedzi się nie doczekałam. Spędził dziś tam tyle czasu, że nawet ja tyle przez miesiąc nie poświęcam siedzeniu przed lustrem, a dzisiaj o dziwo wyszykowałam się w tempie iście ekspresowym jak na mnie. Może dlatego, że moje przebranie nie było zbyt wymagające, bowiem postawiłam na Alicję z Krainy Czarów. Aby pozostać w klimacie Halloween, dodałam parę czerwonych plam mających imitować krew i postrzępiłam z lekka dół sukienki. Na twarzy gościł mi jokerowski uśmiech namalowany za pomocą najbardziej czerwonej szminki jaką miałam w swojej kolekcji a w oczach tkwiły soczewki,  biała i niebieska, do tego w ręcę trzymałam pluszowego misia. Nigdy się za nikogo nie przebierałam, nie czułam potrzeby ku temu a i moje umiejętności w tej dziedzinie nie były zachwycające, ale mój tegoroczny debiut bardzo mi się podobał. 
- Chyba zadzwonię do Key i powiem, że jednak się nie zjawimy. - specjalnie zaakcentowałam ostatnie słowa i zaczęłam wybierać na głos numer do Kibuma.
- Okej, okej. Już wychodzę! Tylko się nie śmiej.
Chwilę później drzwi się otworzyły, a w nich stanął Jonghyun w dosyć osobliwym stroju.  Mimo że obiecałam sobie by nie wybuchnąć śmiechem cokolwiek by nie wymyślił, ale nie mogłam się powstrzymać. 
- Omo coś ty na siebie założył? - spytałam gdy się już uspokoiłam.
- Jestem Tytanem, a co nie widać?
- Bez obrazy, ale nie. Żeś wymyślił. A już myślałam, że będę miała jakieś szanse w konkursie, jednak wymiękam przy tobie. 
- Jesteś najstraszniejszo piękną Alicją jaką kiedykolwiek widziałem. 
- Hahaha dziękuję, kochanie. Pocałowałabym Cię, ale nie chcę rozmazać tego pracowicie nałożonego makijażu.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. 
- Chłopaki już są. Czas na nas. - zeszłam na dół, otworzyć drzwi, zostawiając swojego Tytana z tyłu. Wymieniliśmy uściski i zaczęliśmy rozmowę. Mimo że nie mieszkaliśmy daleko to dawno się z nimi nie widziałam. Każde z nas wiodło swoje życie i w ciągłym tym zabieganiu nie zawsze znalazł się czas by spotkać się na spokojnie. 
- A gdzie Jonghyun? Wymiękł? 
Dokładnie w tym czasie pojawił się nie kto inny jak Jjong. Idealne wyczucie czasu. Nie zdziwiła mnie reakcja chłopaków, ale podeszli do sprawy bardziej entuzjastycznie niż ja i teraz prawie, że turlali się po podłodze ze śmiechu.
- No wiecie co. Nawet na was nie można liczyć. - żąchnął się. - Naprawdę jest tak źle?
- Jak się tak przyjrzeć po kilku głębszych to nawet ujdzie.. 
- Przynajmniej jestem oryginalny. Ty, Taemin znowu jesteś jakąś zjawą. - wbił szpilę najmłodszemu, który faktycznie ze swoją białą twarzą i pomalowanymi na krwisty czerwony kolor przypominał ową istotę. 
- Chciałeś powiedzieć zjawiskowo przystojny.
- Dobra, dobra, kłócić się możecie w aucie. Jak tak dalej pójdzie nie zdążymy na żadną imprezę. - zdusiłam w zarodku spór, który lada chwila by się rozpętał i pokierowałam wszystkich ku wyjściu.
Podróż upłynęła nam szybko i pod znakiem drobnych złośliwości, na które pojedynkowali się Jonghyun z Taeminem. Między innymi do nich należała ta, że z takim wzrostem to Jjong może być co najwyżej Tytanikiem, co wywołało kolejną salwę śmiechu. Ledwo wysiedliśmy a już rozbłysł blask fleszy skierowanych w stronę kolejnych przyjeżdzających gości. Powinnam być przyzwyczajona do tego, że względu na to, że poślubiłam sławną osobę uwaga paparazzi również się mną zainteresowali. Pomimo tego i tak mnie to trochę wystraszyło i mimowolnie schowałam się za Jonghyuna. Na szczęście do siedziby SM Ent, gdzie całe przedsięwzięcie miało  się odbywać, nie było daleko i już po chwili znajdowaliśmy się w środku. Z wielkiej sali dobiegały dźwięki puszczanych piosenek. Tam też skierowaliśmy swoje kroki i już po chwili wtopiliśmy się w otoczenie podobnie przebranych ludzi. Jokery, wampiry i wampirzyce, piraci, więźniowe, klauni, policjantki, ekipa z ,,Death Note'' na czele z L, wymieniać można by bez końca. Bawiłam się naprawdę świetnie, aż do tego stopnia, że później nie mogłam iść bo tak  mnie stopy bolały od nieustannego tańczenia w dodatku w butach na wysokim obcasie. Na szczęście miałam obok siebie chłopaków, którzy służyli pomocą. Żadne z nas nie było na tyle trzeźwe by prowadzić samochód, a nie chcieliśmy ryzykować, dlatego wybraliśmy się na piechotę do najbliższego postoju taksówek.
- Noona dzisiaj tak pięknie wyglądała. - powiedział Tae idący po mojej prawej stronie i pocałował mnie w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad po szmince. - Jak nigdy! Wszyscy byli straszni a noona taaaka piękna.
- Yah! Co ty sobie wyobrażasz?! Podrywać tak czyjąś żonę! - oburzył się Jjong i odsunął maknae ode mnie, przekazując go w opiekę Key. Zaczął ścierać szminkę, ale tylko ją rozmazał.
- Chyba za dużo dzisiaj wypiłeś.- odezwał się Key aka Edward Nożycoręki.
- Ja? Wcale, że nieeee. Mogę dla was zatańczyć i zobaszycie.
Niestety a może i stety nie zdążył nam pokazać swoich umiejętności tanecznych bo Kibum złapał go na chwilę przed bliskim spotkanie z ziemią.
- Yaaah! Kim Kibum, przestań mi wbijać te szpony w żebra. To boli!
- Ups, przepraszam. Ale to nie zmienia faktu, że przesadziłeś i teraz w twoich żyłach płynie nie krew, a alkohol.
 Tae jeszcze uczynił ostatni zarzut pod jego adresem, że za bardzo mu matkuje, a później dziwnie zamilkł i tylko powłóczał nogami. Na szczęście postój był już nie daleko i wkrótce siedzieliśmy w ciepłym i wygodnym środku samochodu, jadąc prosto do domu. Pożegnaliśmy się z Key, bo Taemina zmożył sen i ruszyliśmy do domu. Musiałam gdzieś usiąść i zdjąć buty, nawet nie zadałam sobie trudu zapalić światła.
- O Boże, nigdy więcej nie założę obcasów na taką imprezę. Chodzić nie mogę. - jęknęłam, poruszając stopami.
- Pozwól, że Cię zaniosę. Nie mogę pozwolić, żeby moja księżniczka się męczyła. - nic więcej nie mówiąc wziął mnie w ramiona i zaniósł prosto do łóżka, w którym wkrótce zasnęłam wtulona w mojego księcia.

***

Nasze wspólne życie płynęło dobrym spokojnym rytmem. Zawsze staraliśmy się jak najwięcej czasu spędzać ze sobą, rozmawiać, jeść wspólne posiłki. Nie było to zadanie łatwe ze względu na różne typy naszych prac, moją siedzącą i nieraz wymagającą nadgodzin oraz napięty i nieprzewidywalny grafik Jonghyuna. Dzisiaj oboje mieliśmy wolne ze względu na święto jakim były Walentynki. Nie trzeba było zrywać się z łóżek o szóstej rano, jeść w pośpiechu śniadania i wybiegać z domu, życząc sobie nawzajem miłego dnia. Leniwy poranek to typ dnia, który lubiłam najbardziej. Przyzwalał on bowiem na rzeczy, na które normalnie nie ma się czasu. Wylegiwanie się w ciepłym i przytulnym łóżku, wspólne późne śniadanie, które pod względem pory można było nazwać obiadem, oglądanie filmów lub wspólne czytanie a na koniec wieczorny spacer nad rzekę Han i oglądanie gwiazd. Idealny dzień. Jednak ten piękny obrazek psuło moje nienajlepsze samopoczucie, które towarzyszyło mi od dobrych paru dni. Nieustanne zmęczenie, brak apetytu a chwilę później głód tak potężny, że mogłabym zjeść konia z kopytami, huśtawki nastroju, potrafiłam się obrazić lub popłakać o jakąś głupotę. Nie poznawałam siebie i zaczęło mnie to lekko przerażać. Na dodatek te dni mi się spóźniały, co tylko dolewało oliwy do ognia i sprawiało, że panikowałam. 
 - Hej skarbie uśmiechnij się. Stało się coś? - w takie chwile obecność Jonghyuna była błogosławieństwem. Mogłam się do niego przytulić i schować przed wszystkim. Milczeć albo się wygadać. Nie wiem jakim cudem, ale zawsze umiał odczytać moje nastroje i wiedział jak mnie pocieszyć. - Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
- Sama nie wiem. Po prostu dziwnie się czuję.
- Chodź, zrobię Ci kakao z twoimi ulubionymi piankami. 
Podążyłam za nim do kuchni. Usiadłam na krześle i patrzyłam na niego. Tak po prostu. Jak nastawia wodę w czajniku, wsypuje kakao do wielkiego kubka, dodaje dwie łyżeczki cukru, tak jak lubię, zalewa to wszystko wrzątkiem, dosypuje cynamonu a na koniec dodaje garść pianek, podjadając po drodze kilka. Daje mi swój najcieplejszy sweter, wprawdzie za duży na mnie i zabiera na sofę. Przynosi wcześniej przygotowane kakao i kładzie się obok mnie. Ja popijam sobie gorący napój, od którego faktycznie poprawia mi się humor, a on szepcze mi urocze i równie słodkie co kakao słowa.  I tak siedzimy kwadrans, godzinę, dwie. Nie liczę upływającego czasu, bo według przysłowia tak zachowują się ludzie szczęśliwi, a ja teraz właśnie tak się czuję. Wszystkie smutki odleciały i jest mi naprawdę dobrze. 
- Już lepiej?
- O wiele, dziękuję. Zawsze wiesz jak poprawić mi nastrój.
- Staram się. Muszę teraz wyjść, ale wrócę wieczorem i zabiorę Cię na uroczystą kolację w specjalne miejsce. Dobrze?
Niechętnie pokiwałam głową, słysząc, że musi iść ale myśl o wspólnej kolacji była pocieszająca. 
- Odprowadzę Cię. - powiedziałam, wstając i idąc za nim do sieni. 
- Postaram się jak najszybciej to załatwić. 
- Uważaj na siebie. - poprawiłam mu kurtkę i przeczesałam włosy. Pocałował mnie jeszcze na do widzenia, szepcząc bym ubrała coś wyjątkowego i zgarniając kluczyki z szafki wyszedł. Zaczęłam ogarniać mieszkanie, chcąc jakoś zapełnić pustkę, która teraz się pojawiła. Wpadam w jakieś dziwne nastroje,mruknęłam do siebie. Po skończonych porządkach usiadłam i zaczęłam czytać najnowszy kryminał od mojego ulubionego norweskiego autora. Jednak długo nie nacieszyłam się lekturą, bo po głowie kołatała mi się uporczywie głupia myśl. Chcąc się jej jak najszybciej pozbyć ubrałam się i ruszyłam do oddalonej o kilka budynków drogerii. Pół godziny później byłam z powrotem. 
- Nie wierzę, że to robię. - wyciągnęłam z kartonowego pudełeczka test ciążowy i załączoną do niego instrukcję. - No to do dzieła. - dodałam sobie otuchy i ruszyłam do łazienki. 
Po wykonaniu wszystkich czynności i odczekaniu kwadransu wzięłam test do ręki. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam, że w okienku znajduje się wielki czerwony plus, znak, że wynik testu jest pozytywny. Nogi się pode mną ugięły i musiałam wziąć kilka głębokich oddechów. W moim umyśle rozpętała się burza. Z jednej strony ulżyło mi bo znałam przyczynę mojego dziwnego samopoczucia i ogarnęła kształt mnie radość i szczęście, ale pojawiło się coś a la strach, co na to wszystko powie Jonghyun. Mimo że wiele razy rozmawialiśmy o dzieciach i wspólnie planowaliśmy przyszłość to jednak gdzieś we mnie tkwiła ta niepewność. To nie tak, że nie miałam do niego zaufania, ufałam mu bezgranicznie ale czasami ludzkie słowa a czyny to dwie różne sprawy. Jednak byłam dobrej myśli. Tyle chwil razem przeżyliśmy, podczas których udowodnił mi, że z nim mogę się czuć biezpieczna i kochana. Postanowiłam, że powiem mu o tym podczas naszej kolacji. Korzystając z chwilowej nieobecności przyszłego ojca postanowiłam zadzwonić do przyjaciółek by podzielić się z nimi tą radosną wiadomością i poznać ich zdanie. Tak jak myślałam, ucieszyły się bardzo i pogratulowały. Nie obyło się bez pokazania tzw. materiału dowodowego czyli testu. Poleciało trochę łez i odczułam przemożną chęć przytulenia nich. Mimo że starałyśmy się odwiedzać co pół roku to i tęsknota dała o sobie znać. Nawet nie wiem kiedy zaczęło się ściemniać. Pożegnałam się z przyjaciółkami i zaczęłam szykować do dzisiejszego wyjścia. Po długim namyśle zdecydowałam się na biała obcisłą ze złotymi aplikacjami i dekoltem w serek sukienkę sięgającą połowy ud oraz czarne szpilki. Nad makijażem spędziłam dłuższą chwilę, chcąc by był lepszy niż ten na codzień. Punkt dwudziesta byłam gotowa i czekałam na taksówkę, która miała mnie zawieść w umówione miejsce, bo niestety sprawy się trochę przesunęły i Jjong nie zdążył by przyjechać po mnie na czas. Od razu uspokoił i zapewnił, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i żebym się nie martwiła bo on przyjedzie. Do restauracji pomimo niewielkich korków dotarłam niespełna pół godziny później i po podaniu nazwiska, na które była rezerwacja zajęłam stolik przeznaczony dla nas dwojga. Podczas oczekiwania dyskretnie rozglądałam się po restauracji. Była pięknie urządzona. Ściany koloru białego ze złotymi wstawkami zdobiły piękne obrazy. Nie daleko mnie znajdowało się wielkie akwarium, w którym roiło się od kolorów i rodzaji rybek, nie zabrakło tutaj także roślinności. Wszystko to tworzyło niesamowity klimat i zapowiadało równie niesamowity wieczór. Niestety w tej idealnej scenerii pojawił się pewien zgrzyt, a mianowicie nieobecność Jonghyuna. Od godziny siedziałam sama i wypatrywałam jego postaci wśród przychodzących co i rusz gości, jednak bez skutku. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na smsy, zaczynałam się coraz bardziej martwić. Kelnerzy i niektórzy ludzie rzucali mi dziwne spojrzenia być może rozpoznali mnie albo żal im było wystrojonej dziewczyny samotnie siedzącej i czekającej. Pewnie wyglądałam jakby ktoś mnie wystawił. Dlatego dla świętego spokoju zamówiłam pierwszy lepszy napój, który na szczęście okazał się dobry i to na nim skupiłam swoje zainteresowanie. Dzwonek mojego telefonu zabrzmiał jak wystrzał armatni. Trzęsącymi się rękoma odebrałam telefon, mając nadzieję, że to Jonghyun. 
- Weronika? Gdzie jesteś? - niestety po drugiej usłyszałam głos Kibuma. 
- W restauracji. Czekam na Jonghyuna. Wiesz gdzie on jest? Nie mogę się do niego dzwonić. Denerwuję się bo powinien być tu już dawno. - cisza jaką usłyszałam w słuchawce zaniepokoiła mnie. - Halo? Key, jesteś tam? 
- Ne, ne... Nie wiem jak Ci to powiedzieć... ale Jjong nie przyjedzie. 
- Co? Ale jak to? 
- Miał wypadek. Jedziemy właśnie do szpitala... 
Dalszej części już nie usłyszałam ponieważ komórka wypadła mi z ręki. Cały świat się zatrzymał po dwóch pierwszych słowach. Nie, to niemożliwe, nie teraz, nie dzisiaj, nie on. Łzy zaczęły mi spływać po twarzy. Chciałam je zetrzeć, ale nie mogłam poruszyć ręką. To samo stało się gdy chciałam wstać i wyjść, zamówić taksówkę i jak najszybciej dostać się do szpitala. Moje ciało odmówiło jakiejkolwiek współpracy. Nagle zakręciło mi się w głowie a przed oczami pojawiły się czarne plamy, zamieniające się w wielką ziejącą pustkę, która mnie wciągnęła. Znów zemdlałam. 

***

Tak, tak znowu jestem a ze mną kolejny rozdział. Proszę, nie bijcie mnie za to zakończenie xD Stwierdziłam, że za dużo tu słodkości i czas na coś zupełnie innego. Pomysł na zakończenie łaził za mną od dłuższego czasu, tak od połowy tego opowiadania i w końcu go spełniłam. Co za ulga xD Można powiedzieć, że to cisza przed burzą. Możecie zgadywać w komentarzach co konkretnie przydarzyło się biednemu Jonghyunowi (oppa, mianhae, wena nie sługa ;;) i co będzie dalej. Mam nadzieję, że nie odkryjecie moich zamiarów w sekund pięć xD Nie przedłużając, życzę miłej lektury. Mam nadzieję, że jednak rozdział Wam się spodoba(ł) i zostawicie po sobie ślad tam na dole w komentarzach.
Do następnego i Happy Peppero Day ❤ :***


13 paź 2014

Yes, I'm Jonghyun from SHINee #59

***

Ze snu wybudził mnie jakiś smakowity zapach. Nigdy nie spałam tak dobrze jak poprzedniej nocy. Czułam się jak nowo narodzona. Powoli otworzyłam zaspane jeszcze oczy i przetarłam je piąstkami. Zobaczyłam, że Jonghyun leży obok mnie i czyta poranną gazetę, gładząc mnie z czułością po włosach. 
- Wstała moja śpiąca królewna. - przerwał zajmującą lekturę, zauważając, że nie śpię. - Jesteś głodna?
W chwili gdy miałam odpowiedzieć, nawet otworzyłam usta, w moim brzuchu potężnie zaburczało.
- Czyli mamy jasność co do tego - stwierdził, śmiejąc się cicho i postawił przede mną tacę ze śniadaniem. Widząc te smakołyki aż zaparło mi dech i z prawdziwą przyjemnością przystąpiłam do konsumpcji, wesoło konwersując z Jonghyunem. Po skończonym posiłku pojechaliśmy do miejsca, gdzie wczoraj odbyło się nasze wesele, a dzisiaj miały mieć miejsce poprawiny. Sala zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Zniknęła fontanna i budka ze zdjęciami. Było skromnie ale z klasą. Gdy weszliśmy do środka większość gości już przybyła. Ucichły wszelkie rozmowy, a oczy wszystkich skierowały się na nas. Natychmiast oblałam się rumieńcem, ale Jonghyun bez żadnego wahania wygłosił uroczyste powitanie i podziękował za przybycie wczoraj i dzisiaj, spełniając tym samym swój obowiązek jako gospodarza całej imprezy. Usunęłam się w cień i poszłam do toalety by poprawić makijaż ponieważ w hotelu nie było na to czasu. Spokojnie malowałam rzęsy kiedy nagle z jednej z kabin wypadli Minho i Ann pogrążeni w namiętnym pocałunku, zupełnie mnie nie zauważając. Uśmiechnęłam się widząc, że przyjaciółka jest szczęśliwa i wszystko układa się tak jak ma być. 

 *** 

 Po skończonej uroczystości Jjong zabrał mnie w pewne miejsce. Mimo moich próśb i nalegań nie zdradził o co chodzi, twierdząc, że to popsuło by całą niespodziankę. Przez całą podróż miałam opaskę na oczach, której pod żadnym pozorem nie mogłam zdjąć. Jonghyun bacznie mnie pilnował, zabawiając rozmową. Niedługo później dotarliśmy na miejsce. Pomógł mi wysiąść i łapiąc za rękę prowadził przed siebie. Usłyszałam szczęk kluczy i po chwili weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Jeszcze parę schodów i tak jak mówił byliśmy na miejscu. Nie miałam pojęcia co to za miejsce. Nic nie widziałam, ale czułam wokół całkiem przyjemny zapach truskawek zmieszanych z wanilią a pod nogami niesamowicie puszysty dywan.
- Teraz możesz zobaczyć co dla Ciebie przygotowałem. - powiedział, odwiązując opaskę. - Ta-dam !
Otworzyłam oczy i zamrugałam nimi parę razy, by obraz mi się wyostrzył. To co zobaczyłam wokół mnie sprawiło, że zaniemówiłam. Staliśmy w dużym mieszkaniu żywcem wyjętym z moich marzeń. Wszystko było na miejscu. Każdy najmniejszy szczegół idealnie tutaj pasował. Morze poduszek na sofie, duże pufy przy kominku, w którym wesoło trzaskał ogień, nawet wyposażenie biblioteczki. Obróciłam się do chłopaka, chcąc coś powiedzieć, zapytać skąd wiedział, jak to wszystko zorganizował. Widząc, że nie mogę z siebie wydusić ani słowa, wyjaśnił.
- W ramach prezentu ślubnego nasi rodzice kupili nam mieszkanie, sam pomagałem w wyborze i aranżacji. Cieszę się, że ci się podoba.
- Podoba? To za mało powiedziane. Omo... tu jest tak pięknie, że czuję się jakbym śniła. - otarłam oczy, czując, napływające łzy. - To spełnienie marzeń. 
- To nie sen, teraz zawsze tak będzie.
- Dziękuję skarbie. - przytuliłam się do niego.
Nasz pierwszy wieczór w nowym domu spędziliśmy siedząc przy kominku, pijąc gorącą czekoladę z piankami i snując wspólne plany na przyszłość, która zapowiadała się różowo.

***

- Już jestem! - krzyknęłam i skierowałam się w stronę salonu, z którego dobiegały odgłosy rozmowy. 
Przez burzę ważnych spraw w pracy musiałam zostać po godzinach. Mimo że spędziłam dzisiaj wystarczająco czasu w biurze istniało duże prawdopodobieństwo, że i resztę późnego piątkowego wieczoru będę musiała poświęcić sprawom zawodowym, co nie było mi za bardzo na rękę ze względu na niespodziankę jaką na dziś przygotował Jonghyun. Z pewnością zapytacie co takiego robię, gdzie pracuję. Już wyjaśniam, po ukończeniu studiów podłapałam pracę jako tłumacz, na początku to były jakieś pierdółki by zobaczyć czy faktycznie się na to nadaje, ale po kilku dobrych projektach awansowałam na główno dowodzącą mojej grupy. Znałam koreański, japoński w stopniu komunikatywnym a mój angielski był zdecydowanie ponad średnią co tylko mi to ułatwiło. Im wyższe stanowisko tym większa odpowiedzialność, której ceną było częste zostawanie po godzinach, ale nie narzekałam, bo praca mimo iż cieżka i wyczerpująca to dawała mi satysfakcję.
 - Przepraszam za spóźnienie. Urwanie głowy w pracy, a jak wracałam to jeszcze jakiś kretyn zajechał mi drogę. - powiedziałam, gdy znalazłam się w salonie. Zauważając, że weszłam, Jonghyun podszedł i na powitanie pocałował mnie, przytulając mocno.
- Cieszę się, że dotarłaś bezpiecznie, skarbie. Chciałbym abyś kogoś poznała.
 Jak na zawołanie postać siedząca do tej pory tyłem obróciła się i ujrzałam nikogo innego jak chłopaka, z którym wymieniłam dzisiaj parę niezbyt miłych zdań. Jego czerwonych sięgających do ramion włosów nie dało się pomylić z innymi. Był niewiele wyższy ode mnie, szczupły, ale nie wychudzony. Najbardziej w oczy rzucał się jego ubiór, chłopak wyglądał jakby właśnie wrócił z pokazu mody.
 - My już się dzisiaj spotkaliśmy. Przepraszam za tamto wydarzenie. Kwon Ji Yong, do usług. - ukłonił się, obdarzając mnie lśniącym uśmiechem.
- Razem z Ji Yongiem planujemy nagrać wspólną piosenkę.
- Wow, to niesamowite. Na pewno zostanie hitem - pogratulowałam obu. - Może zaparzę herbatę i porozmawiamy?
- Bardzo miło z twojej strony, ale podziękuję. Będę się już zbierał. - powiedział, wstając z sofy. - I tak wystarczająco dużo czasu wam zająłem.
- Nawet kwadrans?
- Niestety ale obowiązki wzywają. Może następnym razem?
Pokiwałam głową, przystając na jego propozycję. Nawet po tak krótkiej rozmowie było mi wstyd, że wcześniej uznałam go za zarozumiałego i samolubnego. Chłopak okazał się być naprawdę miłym i ciepłym człowiekiem, odrobinę ekscentrycznym. Podczas gdy Jonghyun poszedł odprowadzić Jiyonga, ja nastawiłam wodę na herbatę. Od kilku dni byłam cały czas spięta, a nic lepiej nie pomagało w relaksowaniu jak kubek dobrej herbaty w towarzystwie książki lub filmu.
- Nareszcie jesteśmy sami. - gorący oddech Jonghyuna owionął mi szyję, sprawiając, że po moim ciele przeszły ciarki. - Stęskniłem się za tobą. - Jego umięśnione ręcę objęły mnie w pasie.
- Przepraszam, kochanie. Miałam strasznie dużo pracy dzisiaj...
- I wczoraj, przedwczoraj i parę dni wcześniej. Nie możesz tak ciężko pracować, zostaw to mnie.
- Spokojnie, poradzę sobie, jestem już duża.
Udając, że nie słyszał moich słów, obrócił mnie twarzą do siebie, a jego ręce spoczęły na moich biodrach, masując je.
- Czuję jakbyśmy się od siebie oddalali, ty cały czas w pracy, ja wypruwam sobie żyły na sali treningowej albo będąc w trasie...
- Czy ty mi czynisz wymówki?
- Nie, po prostu nie chcę cię stracić.
- O to się nie musisz martwić. Zawsze, nieważne co się stanie będę przy tobie. - swoje słowa przypieczętowałam pocałunkami, które lawinowo nabrały tempa. Najpierw czułe i delikatne jak motyle skrzydła, zmieniły się później w coraz bardziej zachłanne i chaotyczne. - Kocham cię najbardziej na świecie, wiesz?
Woda na herbatę już dawno się zagotowała, pewnie nawet zdążyła wystygnąć, w przeciwieństwie do ognia namiętności, który wzniecony iskrą nie przestawał buzować. Jęknęłam gdy poczułam jego ogniste pocałunki na swoim dekolcie. Od dawna nie czułam się tak dobrze. Muszę pomyśleć nad możliwością pracy w domu, wtedy istniałą by szansa, że spędzalibyśmy więcej czasu ze sobą, przeleciało mi przez myśl. Nawet nie zdążyłam się nad tym dobrze zastanowić bo poczułam jak Jjong zdejmuje z moich ramion granatowy żakiet i rzuca go gdzieś na podłogę, to samo czyniąc z moimi butami.
- Omo, nareszcie, dziękuję. Nawet nie wiesz jak bardzo to jest niewygodne. - powiedziałam, poruszając stopami zmęczonymi wielogodzinnym noszeniem wysokich obcasów.
- Od teraz zadbam by było tylko przyjemnie. - wymruczał, odpinając parę górnych guzików mojej bluzki. Wsunęłam swoje drobne ręcę pod jego t-shirt z jakimś kolorowym nadrukiem i zaczęłam powoli unosić go do góry, coraz bardziej odsłaniając umięśniony brzuch. W końcu zdjęłam koszulkę przez głowę i upuściłam na podłogę. Poczułam ciepłe ręce na udach gdy Jjong podniósł mnie, pozwalając bym oplotła nogami jego biodra. Rozplótł starannie ułożonego koka, pozwalając by włosy swobodnie opadły na moje ramiona.
- Jesteś taka piękna i w dodatku cała moja. - wymruczał, zaciągając się zapachem moich włosów.
W odpowiedzi złożyłam na jego ustach jeszcze bardziej namiętny o ile to możliwe pocałunek, oplatając go mocniej nogi i zarzuciłam ręcę na szyję. Zmieniłam trochę nasze ułożenie, teraz to ja opierałam się plecami o zimną ścianę. Po omacku zaczęłam majstrować przy spodniach Jonghyuna, bez problemu rozpięłam pasek, trudności pojawiły się gdy zabrałam się za odpinanie guzika. Ręcę mi drżały, a na dodatek chłopak wznowił pieszczoty, całując każdy odkryty skrawek mojej skóry, czym doprowadzał mnie do szaleństwa. Po wielu trudach i znojach w końcu mi się udało. Zaczęłam stopniowo ściagać jego spodnie, pomagając sobie stopami, jednocześnie uważając by nie spaść.
 - Jesteś taka urocza. - zaśmiał się, widząc moje poczynania postawił mnie na ziemii. Po chwili i jego spodnie dołaczyły do reszty ubrań leżących pod naszymi nogami. Przyciągnął mnie do siebie, po raz kolejny, pogrążając nas w płomiennym pocałunku. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na białym puszystym niczym chmurki na niebie dywanie w pobliżu tlejącego już kominku. Wszystko układało się nawet lepiej niż idealnie do momentu gdy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Za pierwszym razem próbowałam go zignorować, licząc na to, że ten ktoś szybko się zniechęci, ale niestety trafiłam na niezwykle zawziętą osobę.
- Kto nęka moją księżniczkę o tej porze? - wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. Nie miałam zielonego pojęcia kto to może być. Było dość późno i większość ludzi śpi lub robi inne równie interesujące rzeczy. Niechętnie wstałam z dywanu i podeszłam do stołu, na którym zostawiłam torbę. Przez cały czas szukania telefonu on uparcie dzwonił. Wyniknęło z tego tyle dobrego, że nieustanne dzwonienie ułatwiło mi szybszą lokalizację w czeluściach torby. Wreszcie znalazłam komórkę i odebrałam ją. W ostatniej chwili zdążyłam wyłączyć przednią kamerkę, pozostałość po wczorajszej rozmowie z Rin i przełączyć na głośnomówiący. Nie chciałam wiedzieć jak zaregowałby mój szef na widok mnie z rozpiętą do połowy bluzką, rozmazaną szminką i rozczochranymi włosami.
- Yeobseyo? Weronika, przepraszam, że niepokoję o tak późnej porze ale nastąpiły pewne problemy w związku z przylotem i zakwaterowaniem grupy, który dzisiaj miała do nas przyjechać. Hotel z niewiadomych nam przyczyn skasował wszelkie zamówione przez nas rezerwacje i biedni Anglicy nie mają się gdzie podziać. Połowę na tymczasowy nocleg wzięli niektórzy pracownicy, ale co resztą? Słyszałem, że ty podobno masz listę zapasowych hoteli, tak?
- Faktycznie to spory problem. Mam, oczywiście, że mam. Proszę chwilę poczekać, zaraz ją przyniosę. - zostawiłam telefon na blacie, udając się na poszukiwanie. Po kwadransie byłam z powrotem. - Przepraszam, że to tak długo trwało. Już podaję adresy. - wróciłam do salonu i zaczęłam dyktować. Przerwałam widząc, Jonghyuna przy telefonie. - Już po wszystkim. - odpowiedział na moje nieme pytanie co u licha on robi. - Wszystko załatwiłem.
- Co takiego zrobiłeś? - spytałam zdziwiona, czując, że poziom adrenaliny zaczął rosnąć.
- No... powiedziałem temu gościowi, żeby się odczepił i poszukał szczęścia gdzie indziej.
- To był mój szef! Jak mogłeś mu coś takiego powiedzieć?! Jezuuu przecież on mnie za to wywali! Aigoo! - słysząc jego słowa, zmroził mnie strach. - Równie dobrze mogę zacząć szukać nowej pracy. Przecież ja to muszę jakoś odkręcić... Wiem, pojadę tam i wszystko wytłumaczę. - poderwałam się z miejsca, zapinając bluzkę. Wygładziłam spódnicę i poprawiłam rozwichrzone włosy. - Nigdzie nie idź, zostań a najlepiej nic nie rób. Oglądnij sobie jakiś film czy cokolwiek innego. Niedługo wrócę - przykazałam i ubierając po drodze szpilki ruszyłam ku drzwiom wyjściowym. Jednak sekundę później byłam z powrotem bo z tego wszystkiego zapomniałam zabrać ze sobą telefonu, bez którego nie mogłabym się teraz obejść. Musiałam przecież jakoś zadzwonić do wcześniej wspomnianego szefa a później do hoteli w sprawie rezerwacji. Jak na dżentelmena przystało Jjong zaoferował, że odprowadzi mnie do drzwi. Zgodziłam się na jego propozycję, nie podejrzewając nawet, że zostanie ona wykorzystana przeciwko mnie. Otworzyłam drzwi, sprawdzając czy wszystko mam i wyszłam z mieszkania. Stałam na klatce schodowej, zamierzałam zejść na dół gdy poczułam jak Jonghyun obraca mnie przodem do siebie i wciąga do mieszkania, starannie zamykając drzwi za nami. Chwilę później złożył na moich ustach pocałunek, od którego zmiękły mi kolana.
- Co ty robisz? Przecież muszę iść. - zaczęłam się wyrywać mimo że byłam przecież w ramionach ukochanego mężczyzny więc moje zachowanie co najmniej dziwne.
- Nic nie musisz. - rzekł uspokajającym tonem, głaszcząc mnie po policzkach. - Wkręciłem Cię.
- Słucham? - nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam przed momentem.
- Nic złego mu nie powiedziałem. Podałem mu tylko adres hotelu, z którego zawsze korzysta agencja, sprawdzony i dobry. Więc nie masz się czym martwić.
Zdezorientowana nagłą przyjemnością a jeszcze bardziej wytłumaczeniem, które później nastąpiło powoli przetrawiałam słowa.
- Czyli to wszystko był żart? Ta sytuacja nie miała miejsca? Chincha?! - na każde kolejne pytanie potakująco kiwał głową. -  Ufff, no to dzięki Bogu.
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. Szkoda, że nie widziałaś swojej miny. Musiałem się powstrzymywać z całych sił by nie wybuchnąć śmiechem
- Nie rób tak więcej. Mało zawału nie dostałam. - teraz gdy to wszystko okazało się zwykłym trollem mogłam się rozlunić i tak jak on śmiać się z tego. - Mój ty kochany głupku. Skoro nie muszę nigdzie iść to jakie masz plany na dzisiejszą noc?
- Najpierw wykwintna kolacja, którą specjalnie przygotowałem, później długa i gorąca odprężająca kąpiel, bo ty od nawału tej pracy chodzisz bardziej spięta niż spinacz biurowy a później... później się coś wymyśli. - wyznał z rozbrajającą szczerością.
- Czyżbyś nie miał pomysłu? - zapytałam, nadając swojemu głosy odrobinę niższy ton i przeciągając ostatni wyraz. - Myślę, że mogę ci pomóc. - bez ostrzeżenia wpiłam się w jego aksamitne usta.
- Nie mogę się doczekać... Wiesz co, może darujmy sobie dwa pierwsze kroki i przejdźmy od razu do trzeciego? - wymruczał mi w ucho, odpinając kolejne guziki mojej bluzki. Jego głos nagle stał się niski, z dźwięczną chrypką. Poczułam, że zaczynam się roztapiać niczym czekolada wystawiona na słońce.
- Czekam z niecierpliwością.
Oddałam się w pełni kolejnym przyjemnościom czekającym na mnie. Właśnie za to kochałam Jonghyuna. Z nim nie było mowy o jakiejkolwiek nudzie czy monotonii, nigdy nawet nie było dwóch takich samych dni. Nie wiem jakim cudem, ale zawsze potrafił mnie czymś zaskoczyć. Ten nieprzewidywalnie szalony, wykazujący znaczne odstępstwo od normy w kwestii poczucia humoru Jonghyun, który potrafił być uroczym i kochanym, a chwilę później tajemniczym, pociągającym i męskim to Jonghyun, w którym się zakochałam i którego kocham do tej pory. Oddałabym wszystko by chwilę takie jak ta mogły trwać wiecznie.

***


Annyeong! Wróciłam po niespełna dwu miesięcznej przerwie. Znowu zaprzestałam pisania, tak, brak czasu to mój największy problem. Bardzo przepraszam tych wszystkich, którzy czekają aż coś łaskawie wrzucę. Nie chcę składać przed wami obietnic, że się poprawię i będę wrzucać częściej kolejne opowiadania, bo nigdy mi to nie wychodzi mimo iż się staram. Mimo że na ogół jestem zorganizowana to w przypadku pisania jestem uosobieniem chaosu, a mój słomiany zapał w tym nie pomaga. Wróciłam, mam nadzieję, że na długo, i teraz to się liczy. Prezentuję przed wami kolejny, już pięćdziesiąty dziewiąty rozdział opowiadania z Jonghyunem, które  to o to opko zyskało u mnie miano tasiemca, bowiem ciągnę je od początku bloga z przerwami na oneshoty. Planuję jeszcze opublikowanie trzech maksymalnie czterech rozdziałów i epilog. Postaram się by były o wiele dłuższe niż ten i zawierały jak najwięcej by nie rozdrabniać się i zapobiec dobicia do setnego rozdziału xD A później wezmę się za opowiadanie, którego dotyczy sonda po lewej stronie, możecie dalej oddawać swoje głosy bo nadal nie wiem jaki pairing będzie tym głównym ;__;  Muszę starannie rozplanować bohaterów i fabułę by wszystko szło bardziej płynnie. Postanowiłam też że stworzę specjalną playlistę by wpełni oddać nastrój, w którym zamierzam umieścić owe opowiadanie. Jeszcze wracając do aktualnego opowiadania, planuję pisać i wrzucać rozdziały w weekendy bo niestety nie mam jak w tygodniu, studia mimo że są niesamowicie ciekawe i czuję, że podjęłam dobrą decyzję wybierając filologię chińską a przez ten tydzień z kawałkiem zdążyłam się nauczyć wielu ciekawych rzeczy to zabierają mi 3/4 mojego dnia i po prostu nie mam kiedy przysiąść i napisać co nie co. Na tym zakończę, bo zaraz moja przydługa wypowiedź będzie dłuższa niż sam rozdział xD Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba(ł) i zapraszam do zostawienia komentarza na dole, nic nie jest tak motywujące jak choćby najkrótszy komentarz. Żegnam się z wami chińskim akcentem.
Zài jiàn!*





*Do widzenia

19 sie 2014

Niespodzianka


W końcu ujawniam czym jest od dawna planowana niespodzianka dla Was. Jest to pierwszy giveaway jaki kiedykolwiek organizowałam i mam nadzieję, że nie ostatni. A teraz trochę konkretów.

Od i do kiedy trwa?
Giveaway będzie trwał od dzisiaj tj. 19 sierpnia do 20 września bieżącego roku. 

Co trzeba zrobić? 
Wystarczą cztery proste kroki.
1. Polub FP BLOGA.
2. Polub i udostępnij publicznie przypięte na górze zdjęcie.
3. Napisz tam w komentarzu jakie trzy rzeczy chciałbyś/chciałabyś wygrać.
4. Czekaj na wyniki.
Ta-dam~!    

Reguły:
- Za pomocą internetowego losowania wybiorę trzy osoby. 
- Każdy biorący udział może wybrać maksymalnie 3 rzeczy z puli nagród.
- Nie zgłoszenie się po nagrodę jest rozumiane jako rezygnacja z niej. W takim przypadku losuję jeszcze jedną osobę. 

A teraz nagrody:

Duże plakaty
SHINee

BTS

Big Bang

Urocze naklejki z sówkami

Hello Panda o smaku czekoladowym

Peppero z nadzieniem kakaowym

Zdjęcia w formacie A5
Jonghyun

Bjoo

Zdjęcia w formacie A6
Luhan

Baro

Miały być jeszcze przypinki ale one idą już ponad miesiąc i chyba nie dotrą ;__;

To już wszystko. Mam nadzieję, że Wam się podoba ta niespodzianka i weźmiecie licznie udział ^^
xoxo

16 sie 2014

Liebster award ♥

Dawno nie było żadnego postu z nominacją, dlatego niezmiernie ucieszyłam się widząc komentarz od Lee Bomi, że wybrała mój blog do nominacji.

Przypomnienie zasad:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Jung Soo Sang i Lee Bomi.

SooSang: 

1. Co byś zrobiła mając 10 tys. złotych? 

Myślę, że urządziłabym sobie własny pokój, bo mieszkam w jednym dużym razem z trzema młodszymi siostrami, kupiłabym rzeczy, na które od dawna czycham jak np. bluza z WOLF88 czy One of a kind, jakąś płytę kpopową jeszcze nie mam żadnej w swojej kolekcji, co by tu jeszcze ? Wiem, brakujące mangi! Kolejne tomy wychodzą akurat wtedy kiedy nie mam przy sobie pieniędzy, a jak mam to nagle jest zastój. Tak w skrócie bym spożytkowała tą piękną sumę pieniędzy.

2. Jak poznałaś k-pop? 

Przez siostrę, która pokazała mi teledysk o SS501 - UR MAN.


3. Ulubiony boysband? 

 Nie mam jednego, do grona moich ulubionych zaliczają się Big Bang, EXO, SHINee, SS501, Super Junior, Beast, Teen Top, NU'EST, B.A.P, U-KISS, Boyfriend, 2NE1, f(x), Block B, BTS, CN.Blue, JYJ, MBLAQ.

4. Czym się interesujesz?

Jak można zauważyć interesuję się ogólnie pojęta Azją, do tego zalicza się kultura, język, tradycja, muzyka, filmy, jedzienie. 
5. Kto był twoim pierwszym biasem? 

Kim Hyun Joong 


6. Jaki zespół poznałaś jako pierwszy?

SS501
Stare ale jare. Czy ktoś jeszcze ich kojarzy ?
7. Ile masz lat?

Powoli zbliżam się do dwudziestki.
8. Co robisz w wolnym czasie?

Wszystko i nic, czytam książki i fanficki, piszę kolejne rozdziały, słucham muzyki, oglądam dramy, śpię,  siedzę na asku, tumblrze, facebooku, jem, gadam z przyjaciołkami.

9. Jak masz na imię? 

Nie podaję swojego imienia publicznie ponieważ nigdy nie wiem, którą jego formę zastosować, zdrobnienie kojarzy się z małą dziewczynką, a zgrubienie (?) jest zbyt poważne. Dlatego na wszelkich stronach, których jestem używam pseudonimu Ritsu, który nie sprawia żadnego problemu. 

10. Ulubiony kolor? 

Uwielbiam wszelkie odblaskowe kolory.

11. Ulubiona piosenka? 

Idealnie ♥♥♥


Bomi: 

1. Jaką chciałabyś mieć moc? 

Od zawsze marzyłam o darze bilokacji i możliwości czytania w myślach.

2. Masz zwierzę? 

Tak, parę papużek, psa i od niedawna małą uroczą czarną kotkę.

3. Gdzie chcesz mieszkać w przyszłości? 

W małym domku z ładnym widokiem w Seulu bądź w Chinach. Wiem, 

4. Czemu założyłaś bloga? 

Czytałam wiele opowiadań i one shotów w internecie i zachęcona nimi samam postanowiłam spróbować sił w pisaniu.

5. Co byś zrobiła, gdyby dostała się do jakiejś wytwórni? 

Gdyby moją pasją był śpiewa albo taniec albo obydwa to na pewno bym się ucieszyła bo wiem jak trudno tam się dostać. Najbardziej z tych wszystkich wytwórni jeśli miałabym wybierać to chciałabym należeć do YG Ent albo do CUBE. 

6. Jaką chcesz mieć pozycje w zespole? 

Mogłabym być maknae, mała i urocza i każdy by się mną opiekował.

7. Plany na przyszłość 

Ukończyć studia na kierunku sinologia, ledwo co dostałam się na studia a już chce je kończyć. Wyjechać do Chin lub Korei i tam pracować jako tłumacz, mogłabym też uczyć angielskiego. Pójść na kpopowy koncert. Być szczęśliwą, tak można podsumować moje plany dotyczące przyszłości.

8. Największe marzenie? 

Spotkać mojego ultimate czyli Jay Parka, przytulić go i powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy.



9. Chciałabyś zaśpiewać piosenkę ze swoim Ultimate biasem, przed dużą publicznością?

Nawet nie wiesz jak bardzo, w ogóle samo spotkanie z Jayem było by już niesamowitę, a co dopiero perspektywa wspólnej piosenki. Gdyby do tego doszło to chciałabym z nim wykonać piosenkę od Troublemaker pt. Now obowiązkowo z tańcem. Ah, to by było piękne.
10. Masz rodzeństwo? 

Tak, trzy młodsze siostry i brat.

11. Jak reagujesz na nowe piosenki twojego ulubionego zespołu?

Mniej więcej tak:

niedowierzenie pomieszane z szokiem

radość

jeszcze większa radość i ekscytacja

wszystko razem w zwiększonej dawce


Teraz czas na moje pytania:

1. Jakie masz plany na resztę wakacji?
2. Jeśli twoje życie było by dramą jaki był by jej tytuł?
3. Masz znajomych pochodzących z Korei, Japonii albo Chin?
4. Czy skorzystałabyś z możliwości jakie niesie Death Note? Uzasadnij.
5. Wolisz swoich idoli w uroczym i słodkim wydaniu czy męskim i tajemniczym?
6. Girlsbandy czy boysbandy? Dlaczego?
7. Ostatnio przeczytana przez Ciebie książka?
8. Czy słuchasz innej muzyki poza kpopem?
9. Najbardziej znielubiona postać/zespół w kpopie?
10.  VIXX zapowiedzieli, że przyjeżdżają do Polski. Czy zamierzasz pójść na ich koncert?
11. Najpiękniejszy uśmiech w kpopie ma...

Blogi, które nominuję: 

Devil wears Gucci
 Mój azjatycki kosmos

Yes, I'm Jonghyun from SHINee #58

Ostrzeżenie: rozdział zawiera fragmenty przeznaczone dla osób powyżej osiemnastego roku życia, pozostałe osoby czytają na własną odpowiedzianość. Autorka nie bierze odpowiedzialności za spowodowane szkody, napady śmiechu etc.
Enjoy!


***

Następnego dnia poszliśmy do szpitala odebrać Taemina, który spędziwszy tam noc miał zostać dzisiaj wypisany. Pielęgniarka w recepcji skierowała nas do sali numer osiem, gdzie został umieszczony chłopak. Wchodząc do pokoju zastaliśmy go pakującego swoje rzeczy do torby przyniesionej dzień wcześniej przez Kibuma.
- Oh hej! - powiedział gdy nas zobaczył. - No to co, idziemy?
- Nie tak szybko. Najpierw sobie porozmawiamy - odparł na to Key z poważną miną, rozsiadając się na drugim wolnym łóżku. W jego ślady poszli chłopcy zajmując znajdujące się w sali krzesła, a ja usiadłam  na kolanach Jonghyuna. Zapowiadała się dłuższa wizyta. Taemin słysząc te zwiastujące burzę słowa, skupił się na torbie, chcąc jakoś odwlec ten nieuchronny moment.
- Co ty najlepszego zrobiłeś?! - cisza panująca w pokoju została brutalnie przerwana przez do tej pory spokojnego Jonghyuna, który nie wytrzymał i dał upust swoim emocjom, za co został skarcony wzrokiem przez Kibuma.
- Ah to... - Tae spuścił wzrok na podłogę i zaczął strzykać kostkami. Chciał coś powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, ale Jonghyun mu przerwał i zaczął wygłaszać mowę oskarżycielską.
 - Mało co na zawał nie padliśmy! No dobra, może my nie, bo już przyzwyczailiśmy się do twoich głupich pomysłów, ale jej - nie przerywając, wskazał na mnie - to na pewno nie wyszło na dobre, nadenerwowała się i wypłakała wystarczająco. Nawet chciała się wyprowadzić bo ubzdurała sobie, że to wszystko jej wina.
W miarę trwania połajanki Taemin coraz bardziej kurczył się w sobie. Gdy Jonghyun skończył chłopak wygląd jak przestraszona strusia. Nie wiedział gdzie oczy podziać i najchętniej zapadłby się pod ziemię.
- Nie eee wiem co miii do głoo wy strzeliłoo - powiedział po chwili  milczenia, urywanym głosem. - Straasznie mi tee raz głupio i... naprawdę nie chciałem by tak wyszło. Przee praa szam.
- Przeprosiny przyjęte. Zaczynamy z nową kartą, ale nie próbuj tak znowu jeśli nie chcesz żeby ktoś z nas zszedł  z tego świata zbyt szybko - przestrzegł go Minho.
- Lekarz kazał nam z tobą porozmawiać po tym, co się stało... - zaczął tłumaczyć Key, ale Taemin nie dał mu dokończyć.
- To nieprawda, co on mówi! Nie jestem kimś takim! Po prostu miałem chwilę słabości i głupio zrobiłem.
- Też tak mówiłem, ale oni mnie nie słuchali. - wtrącił Jonghyun.
- Ale nie zaszkodzi porozmawiać, by się to nie powtórzyło. - dokończył Kibum matczynym tonem.
- Nie zdarzy się! - solennie zapewnili go naraz Jjong i Tae, czym wywołali nasz śmiech. Atmosfera nagle się rozluźniła i wszystko zaczęło wracać do porządku.
- W takim razie, możemy iść do domu. - zakomenderował wesoło Onew, podnosząc się.
- Chciałbym zamienić jeszcze słówko z Werą. - nieśmiało powiedział Taemin.
- Proszę bardzo, mów. Postanowiliśmy, że od teraz nie będzie żadnych niedomówień ani sekretów, bo wszyscy wiemy jak to się kończy...
- W cztery oczy. - dodał długowłosy chłopak.
Słysząc to, Jjong przewrócił oczami i już szykował się dodania swoich trzech groszy, ale uprzedziłam go i skinęłam głową na znak, że zgadzam się na propozycję chłopaka.
- Ale jak to?! Miało nie być spiskowania! - krzyknął zdziwiony Jjong, energicznie podnosząc się z krzesła, prawie zrzucając mnie na podłogę.
- Spokojnie. Widać chce mi coś powiedzieć, a nie ma na tyle odwagi czynić to w większym gronie. A i tak wiadomo, że za drzwiami będziesz stał z szklanką przy uchu, mój ty zazdrośniku jeden.- uspokoiłam go, całując w policzek.
- Ostatnim razem też tak było... No ale dobrze, dobrze, dla Ciebie wszystko - Jjong zgodził się i pocałował mnie w usta odrobinę za długo sądząc z reakcji chłopaków. - Idziemy! - niechętnie zakomenderował i po serii uścisków i poklepywań, które każdy z chłopaków wymienili między sobą w sali zostałam tylko ja i Taemin.
- Co takiego chciałeś mi powiedzieć? - spytałam, modląc się w duchu by nie było to kolejne wyznanie. Miałam już pewne doświadczenie w tych sprawach i bałam się tego, co mogę usłyszeć. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że gdzieś to już widziałam. Deja vu jak nic. 
- Przepraszam, naprawdę przepraszam. Nie wiem co mógłbym zrobić byś zapomniała o tym, co się zdarzyło. Strasznie mi głupio. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżywałaś. - oznajmił po chwili wahania Tae z wzrokiem utkwionym we własne buty.
- Po pierwsze, nie przepraszaj już więcej, bo zacznę podejrzewać, że jest to jedyne słowo jakie znasz. - powiedziałam, kładąc ręce na jego policzki. - Spójrz na mnie. - poprosiłam, widząc, że za wszelką cenę ucieka wzrokiem. - Po drugie, co się stało, to się nie odstanie. Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Zrobiłeś pare niemądrych rzeczy, ale grunt, że zrozumiałeś swoje błędy i nie popełnisz ich w przyszłości. Na pewno trudno mi będzie zapomnieć o tym co się zdarzyło, bo to mną wstrząsnęło, ale trzeba żyć dalej, a nie rozpamiętywać w kółko przeszłość. Po trzecie i ostatnie, uśmiechnij się w końcu! Nie mogę patrzeć jak jesteś taki smutny.
- Jestem straszny, a ty taka dobra i wyrozumiała. Jak ty to robisz? - chłopak nie krył zdziwienia.
- Tak już mam. Lepiej się śmiać niż płakać, nie?
Taemin pokiwał głową i pogłaskał mnie po włosach.
- Jesteś szczęśliwa? - spytał znienacka.
- Tak. Teraz wszystko w końcu jest w porządku i niech trwa jak najdłużej - odpowiedziałam, przytulając się do chłopaka. Zaczęłam się śmiać, tak bez powodu, beztrosko, po chwili Tae dołączył do mnie. Śmialiśmy się długo nie mogąc przestać, tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Odczułam wielką ulgę, jakby wielki kamień spadł mi z serca. Chciałam jedynie skupić się na pozytywach, zapominając o złych rzeczach z przeszłości.
- No, to skoro wyjaśniliśmy sobie wszystko masz mnie teraz wspierać bo za niedługo będę musiała wybrać suknię i milion innych rzeczy. - powiedziałam gdy uspokoiłam się trochę - Ah i zacznij się przygotowywać się do roli głównego drużby, coś mi ptaszki ćwierkają, że to właśnie tobie przypadnie ta rola. - powiedziałam i puściłam mu oczko. - Chodźmy już, bo oni umrą za chwilę z niecierpliwości, zwłaszcza Jjong. A ponad to nie można pozwolić ostygnąć szarlotce, którą specjalnie dzisiaj upiekłam przy drobnej pomocy Key.

***

Nasz ślub miał się odbyć za sześć miesięcy. Zdało by się, że tak długo, a tu nie wiadomo kiedy ten czas upłynął i zastał mnie na dzień przed najważniejszym i najpiękniejszym dniem w moim życiu. Bardzo się tym przejmowałam, dlatego sporządziłam milion przeróżnych list, z rzeczami, które są do zrobienia i  porozwieszałam po całym mieszkaniu, by zawsze mieć na nie oko. Moje myśli skupiły się tylko na tym by wszystko poszło zgodnie z planem i żeby nic nie uszło mojej uwadze. Poziom mojego zdenerwowania sięgał zenitu i często gościły u nas kłótnie, moje ataki paniki oraz lament. Wszystkie te katastrofy skutecznie opanowywał Jonghyun, pełniący rolę opoki, przeświadczony o tym, że będzie jak najlepiej i nie ma, co się denerwować. Ogromną rolę odegrały także moje przyjaciółki  tutejsze oraz z te Polski, które ściągnęłam do siebie niecały tydzień temu, a przebywały u nas częściej niż niektórzy domownicy, o przeszczęśliwych rodzicach i wspierającym rodzeństwie nie wspominając.
- Zostaw już te papiery i chodź bo zaraz się spóźnimy! - z papierkowej roboty wyrwał mnie głos Ann.
- Jeszcze momencik... - odpowiedziałam i wróciłam do przerwanej na chwilę pracy.
- Yah! Sprawdzałaś to już sto razy. No chodź.
- Pięć minut.
- Mówiłaś tak pół godziny temu. Mam zadzwonić po ostateczne wsparcie? - przyjaciółka nie dawała za wygraną i cały czas wierciła mi przysłowiową dziurę w brzuchu - Na pewno?
Przytaknęłam zamyślona na jej kolejne pytanie.
- Okej, ale wtedy wątpie, żeby nasze dzisiejsze plany wypaliły. Najprawdopodobniej nie wyjdą nawet z tego pokoju, ale skoro tak bardzo chcesz. Już do niego dzwonię.
Przez kilka chwil panowała błoga cisza, dopóki do moich uszu nie dotarły słowa przyjaciółki, rozmawiającej przez telefon.
- Halo? Jonghyun? Możesz przyjechać? Werze znów zaczęło odwalać z tymi listami.
W trybie ekspresowym zapaliło się czerwone światełko w moim umyśle, znak, że muszę wkroczyć do akcji. Stając na palcach, próbowałam wyrwać komórkę dużo wyższej ode mnie przyjaciółce. Niestety wszystkie próby spaliły na panewce.
 - Nie chce się ruszyć z domu a miałyśmy przecież dzisiaj wyjść. Wszyscy na dole już czekają. Okej... czyli będziesz za pięć  minut? Super, dzięki. Wiedziałam, że można na ciebie liczyć.
Wreszcie wpadłam na genialny pomysł. Nie znałąm nikogo innego kto tak jak Ann nie nawidził łaskotek. Na samo wspomnienie o tym dostawała ciarek, nie wspominając o samym łaskotaniu. Tak, to była jej prawdziwa pięta Achillesa i teraz postanowiłam wykorzystać tą wiedzę. Nie wiele myśląc, przystąpiłam do ataku. Rezultaty otrzymałam od razu, dziewczyna zaczęła się śmiać, wyginając się i próbując uciec od tej tortury.
- Pospiesz się bo ona zaczęła atak na mnie.- powiedziała w przerwach między śmianiem się - I nie zamierza przestać. Ała, Wera stop, jebal...
Jednak nie powiedziała nic więcej, bo dorwałam się do telefonu.
- W końcu. Oppa? Nie słuchaj jej. Chciałam po prostu sprawdzić czy wszystko jest przygotowane, no i trochę mi zeszło. Wiesz przecież jak bardzo się tym martwię...
Przerwałam na chwilę by spojrzeć na Ann, która cały czas się śmiała. Teraz nawet bardziej, a przecież zaniechałam łaskotków. Posłałam jej dziwne spojrzenie, na co ona odpowiedziała kolejnym wybuchem śmiechu. Wskazała na telefon, który trzymałam przy uchu i zaczęła jeszcze bardziej się śmiać.
- Nawet nie zadzwoniłam... a wystarczyło, żebyś się oderwała. - powiedziała w końcu, gdy trochę się uspokoiła.
- No way, żarty sobie robisz. - spojrzałam na nią zdezorientowana, jednak postanowiłam sprawdzić czy mówi prawdę. - Yeoboseyo? Yeoboseyo?
 Odpowiedziała mi cisza. Dotarło do mnie, że zostałam po mistrzowsku wkręcona.
- Yah! Tak nie można!
 - Można, można. Wiedziałam, że to zadziała. Szkoda, że nie mogłaś zobaczyć swojej miny, kiedy skapłaś się, że cię wkręciłam. Omo, nie mogę, brzuch mnie boli od tego śmiechu. Aigoo...
Odwróciłam się, udając obrażoną i zaczęłam szukać torby.
 - Yah! Obraziłaś się? Chincha? Odezwij się. Żartowałam przecież. - Ann wstała z łóżka, podchodząc do mnie. Starałam się z całych sił nie zaśmiać i tym samym nie spalić żartu. Jednak nie wytrzymałam dłużej i odwróciłam się, robiąc najgłupszą minę jaka przyszła mi do głowy, śmiejąc się przy tym.
 - Jeden, jeden.
 - Bardzo śmieszne. Już się bałam, że się na mnie obraziłaś.
Nie potrafiłyśmy się na siebie długo gniewać, chwilę potem śmiałyśmy się w najlepsze, robiąc głupie miny.
 - Co wy tu robicie? Słychać was aż na dole - niespodziewanie do pokoju weszła Rin. - Zaraz razem z bliżniaczkami zapuścimy korzenie, czekając na was. Szorować mi na dół w trybie natychmiastowym.
 - Tak, mamo. - odpowiedziała skruszonym tonem Ann, czym zapoczątkowała kolejny niepohamowany wybuch  śmiechu.
Zgarnęłam jeszcze ze stolika torebkę i byłam gotowa na to, co dziewczyny przygotowały w tajemnicy dla mnie. Niespodzianką okazała się wizyta w SPA i jej główna atrakcja czyli różnego rodzaju masaże i inne przyjemne rzeczy. To czego potrzebowałam teraz najbardziej. Później poszłyśmy do mojej ulubionej restauracji. Dziewczyny aż za dobrze znały mój stosunek do jedzenia, które darzyłam wielką miłością i potrafiłam celebrować każdy posiłek. Bardzo się cieszyłam z tego, że dałam się wyciągnąć z domu i przestałam się skupiać na listach. Ten wieczór to było coś czego potrzebowałam. Strzał w dziesiątkę. Poczułam się jak w niebie, cudownie odprężona, najedzona i spędzająca czas z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Teraz mogło być tylko lepiej.

***

Tak, to dzisiaj nastał TEN dzień, dwudziesty drugi grudnia, poniedziałek. Pomyślałam, patrząc na kalendarz wiszący pomiędzy szafkami kuchennymi. Z resztą nie musiałam nawet patrzeć i bez tego wiedziałam jak ważny jest ten dzień. Przez ostatnie pół roku powtarzałam tyle razy tą datę, a to przy rezerwacji sali, przymiarce sukni i tysiącu innych okazji, aż zapamiętałam ją lepiej niż własne urodziny. Byłam strasznie zdenerwowana i przejęta, ale także niesamowicie szczęśliwa. Nie mogłam się doczekać momentu gdy zabrzmi Marsz Mendelssohna, a ja w pięknej białej sukni prowadzona pod rękę przez mojego tatę wejdę na nową ściężkę życia, u której końca będzie czekał na mnie Jonghyun. Na samą myśl o tym, czułam jak po plecach przelatują mi dreszcze ekscytacji a uśmiech nie schodzi z ust. Nie mogłam uwierzyć, że moje najskrytsze marzenia się spełniają. 
- Weronika! Czas się zbierać! - bardziej przejęta niż zwykle mama weszła do salonu.
Szybko dopiłam swoją wodę z cytryną, jedyny napój, który mogłam pić i nie ubrudzić się przy tym. Wszyscy starali się za wszelką cenę nie dopuścić do katastrofy jaką byłaby ubrudzona kawą lub herbatą suknia. Woda była kandydatem idealnym, szybko wysychała przy małej pomocy suszarki, nie pozostawiając żadnych śladów. Uważając na siebie, ruszyłam do przedpokoju. Wszyscy na mnie czekali, na czele z moim przyszłym mężem ubranym w idealnie skrojony czarny garnitur i białą koszulę, której olśniewający blask przyćmiewał jedynie uśmiech jakiego jeszcze nie widziałam u Jonghyuna. Gdy tylko pojawiłam się, wszyscy zamarli, przerywając prowadzone rozmowy i skupili się na mnie.
- Coś nie tak? Mam coś na głowie? - zapytałam zdezorientowana, od razu myśląc o najgorszych rzeczach.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - uspokoił mnie. - Po prostu wyglądasz przecudownie. Jesteś taka piękna. - wziął mnie za rękę i delikatnie obkręcił, sprawiając, że welon zafalował, a kryształki umieszczone w dole sukni zalśniły niczym gwiazdy na wieczornym niebie. - Gotowa?
- Jak nigdy.
Jonghyun podał mi kurtkę i troskliwie zapiął pod samą szyję, by przypadkiem mnie nie zawiało. Pogoda zimą nie sprzyja braniu ślubów. Wszędzie zimno i pełno śniegu, nie ma miejsca na chodzenie w cienkiej sukni i obcasach. Na szczęście to dla chłopaka nie stanowiło problemu. Wziął mnie w ramiona i zaniósł do czekającej już białej limuzyny, a za nim podążyła reszta. Delikatnie usadził mnie na miejscu pasażera. Po chwili wszyscy zajęli swoje miejsca, zostało tylko jedno obok mnie.
- A Ty gdzie? - zapytałam stojącego cały czas Jjonga na zewnątrz, w dodatku bez żadnej kurtki. - Chodź, bo się jeszcze przeziębisz.
- Muszę jeszcze coś załatwić. - wyjaśnił, a widząc moje zdziwione spojrzenie uspokoił, że nie zamierza uciekać i zaraz dołączy do nas. Złożoną obietnicę potwierdził namiętnym pocałunkiem.
- Uważaj na siebie.
- I nie spoźnij się. - dorzuciła Ann.
- Arasso, arasso. Nie mógłbym przecież zostawić takiej pięknej Panny Młodej. - powiedział, ukazując nam swój kolejny olśniewający uśmiech, tym razem numer pięć.
Ruszyliśmy, a ja zaczęłam zastanawiać się o co takiego mu chodziło. Jednak szybko porzuciłam te rozmyślenia, bo przecież niespodzianka to niespodzianka, nie wyjdzie z niej nic jeśli teraz się dowiem. Dołączyłam do przyjaciółek, które z zapałem o czymś dyskutowały. Do kościoła, w którym miała odbyć się ceremonia dojechaliśmy niespełna kwadrans później. Kłębił się przed nim tłum, złożony z gości, fotografów i fanów. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem ochroniarzy. Gdy wysiadłam z samochodu, podtrzymując suknie by jej nie ubrudzić, oczy wszystkich zwróciły się mnie. Cisza, która wtedy nastąpiła była prawdziwą ciszą przed burzą fleszy aparatów, które rozbłysły nagle i z taką mocą, że przez chwilę nic nie widziałam. Nie ułatwiło mi to wchodzenia po schodach i o mało co nie skończyło się moim upadkiem, ale w porę złapał mnie za łokieć Maciek. Na szczęście oczy szybko mi się przyzwyczaiły i dalszą drogę pokonałam bez przeszkód. Jeden z ochroniarzy poszedł przodem by zawiadomić Jonghyuna, że już dotarłam. Drzwi wejściowe zostały zamknięte, a czekających gości zaproszono do środka. Jeszcze ostatnie poprawki, czy aby welon jest dobrze upięty, a suknia się nie pogniotła. Wręczono mi jeszcze na ostatnią chwilę bukiet z białych  lilii. Moja rodzina również udała się w kierunku sali, po to by zająć miejsca i czekać na rozpoczęcie uroczystości, zostawiając mnie tylko z tatą. Nic nie mówiliśmy do siebie. Nie było takiej potrzeby, bo teraz doskonale się rozumieliśmy, wiedziałam co on chce mi powiedzieć, a on wiedział co ja mam do powiedzenia.
- Skarbie, jesteś gotowa?
Pokiwałam twierdząco głową. Wzięłam głęboki oddech i mocniej ścisnęłam ramię taty. Czas spełnić swoje największe marzenie. Z tym postanowieniem weszłam dumnie do sali wypełnionej po brzegi gośćmi. Idąc patrzyłam na twarze zgromadzonych tu osób, a mój uśmiech rósł bardziej z każdą napotkaną osobą. To takie miłe uczucie, że ci wszyscy ludzie przyszli tutaj by mi towarzyszyć we wkraczaniu na nową ścieżkę życia i cieszyć się moim szczęściem. Byli tu znajomi ze szkoły i ze studiów, których znałam z widzenia oraz przyjaciele Jonghyuna, piosenkarze, tancerze, celebryci, moi przyjaciele, rodzeństwo i co najważniejsze rodzice. Aż łezka zakręciła mi się w oku, gdy zobaczyłam wzruszoną mamę i dumne rodzeństwo. Odległość dzieląca mnie od ołtarza malała z każdym krokiem. Najchętniej bym podbiegła by zmniejszyć ją całkowicie i znaleźć się przy Jonghyunie, który był żywą definicją człowieka szczęśliwego. Na moje szczęście chwilę potem moja niema prośba została wysłuchana i stanęłam obok niego, ale zanim to się stało przytuliłam się mocno do taty, niczym mała dziewczynka. Nie obyło się bez łez, których nie byłam w stanie już dłużej zatrzymać.
- Gwenchana? - zapytał przejęty mój prawie mąż, delikatnie wycierając płynące łzy, uważając przy tym by nie rozmazać starannie wykonanego makijażu.
- To z emocji. - wyjaśniłam, ściskając mocno jego rękę. - Możemy zaczynać.

***   

- Zebraliśmy się tutaj w ten piękny dzień by połączyć nierozerwalnym wezłem małżeńskim Jonghyuna i Weronikę. - wygłosił uroczystym tonem znajomy ksiądz rodziny Kimów. - Ale zanim przystąpimy do składania przysięgi, czy na sali znajduje się osoba, która ma obiekcję przed tym by ci dwoje stali się małżeństwem? Jeśli tak, niech teraz zabierze głos albo zamilknie na wieki.
Na te słowa, wszyscy zaczęli się rozglądać, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i można było spokojnie kontynuować uroczystość.    
- Wobec tego, przejdźmy do tekstu przysięgi małżeńskiej, którą ma powtórzyć po mnie każda ze stron. Zacznijmy od Pana Młodego. Ja, Jonghyun...
- Ja, Jonghyun...
- Biorę sobie Ciebie, Weroniko, za żonę i ślubuję Ci miłość...
- Biorę sobie Ciebie, Weroniko, za żonę i ślubuję Ci miłość...
- Wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci...
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Gdy przyszedł czas na mnie, nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa, byłam tak bardzo przejęta.
- Mianhaeyo... ja... - wydusiłam z siebie, oblewając się rumieńcem.
- Skarbie, wszystko w porządku. Spójrz na mnie - poprosił. Spojrzałam w jego ciepłe, kochane oczy, które znałam tak dobrze i które tak bardzo kochałam. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki całe zdenerwowanie wyparowało ze mnie i bez dalszych problemów wypowiedziałam swoją część.
- Czas na ... - ksiądz nawet nie zdążył dokończyć, a przy boku Jonghyuna pojawił się Taemin razem z granatowym pudełeczkiem zawierającym nasze obrączki, które za chwilę mieliśmy sobie wzajemnie nałożyć.
- Moja cudowna i najpiękniejsza żono, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - powiedział Jonghyun, wkładając złoty krążek na  mój serdeczny palec. Ta drobna zmiana w przysiędze sprawiła, że uśmiechnęłam się i poczułam dużo lepiej.
- Mężu, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - drżącymi rękoma nasunęłam obrączkę.
- Teraz możesz pocałować swoją żonę.
Nie czekając na zakończenie, Jonghyun delikatnie zdjął welon, wyszeptał: Nareszcie, a potem pocałował mnie tak namiętnie jak nigdy wcześniej.

 *** 

 Na miejsce, w którym miało odbyć się wesele wspólnie wybraliśmy nowo wybudowaną willę. Budynek był niezwykle okazały i pięknie urządzony. Posiadał mnóstwo pokojów oraz dwie duże sale zdolne pomieścić naraz pięćset osób każda. A poza tym był umieszczony na obrzeżach miasta, co skutecznie utrudniało dotarcie do niego potencjalnym namolnym fanom i paparazzim. Staliśmy w wielkim holu i czyniliśmy obowiązki należące do gospodarzy, czyli witaliśmy przybyłych gości. Jako pierwsi przybyli nasi rodzice.
- Zajmij się nim dobrze. - wyszeptała mama Jonghyuna, a teraz także i moja, przytulając mnie i wkładając mi do ręki zawiniątko.
- Oczywiście. Co to jest? - zapytałam, rozpakowując delikatnie wręczony mi przed chwilą przedmiot.
- Rodzinny pierścień, który zgodnie z tradycją jest podarowywany żonie pierwszego syna. Miała go moja mama, ja a teraz czas na ciebie.
- Będę go dumnie nosić. Jest przepiękny. Dziękuję bardzo.
 Słysząc rozmowę jaką przeprowadzał mój tata z Jonghyunem, uśmiechnęłam się, bo oznaczało to, że zarówno ja i on zyskaliśmy akceptacje oby dwu stron.Wskazałam jeszcze drogę naszym rodzicom i zaczęłam witać kolejnych gości, zamieniając z nimi kilka słów oraz  przyjmując gratulacje. To było tak niesamowite doświadczenie, usłyszeć tyle miłych słów od ludzi, których w większości widziałam pierwszy raz na oczy.
- Panienka pozwoli ze mną. Przedstawienie zaraz się zacznie - już miałam zapraszać kolejne osoby do wejścia gdy nagle obok mnie stanął wysoki mężczyzna ubrany w czarny frak. Chwilę potem ujrzałam nasuniętą na oczy maskę i czarny kapelusz. Przyglądałam mu się dokładnie, próbując domyśleć się kim jest ów tajemniczy gość. Kluczem do rozwiązania zagadki stały się niebieskie włosy związane w małym kucyk, który dopiero teraz zauważyłam. Nie, przecież to nie mógł być Mat, podobno wyjechał razem z Soohyun do Stanów by tam dalej kontynuować naukę. Chłopak zdjął maskę, tym samym rozwiewając moje wątpliwości.
- Mathew! Co ty tu robisz?! Podobno wyjechałeś, czyż nie? Nie podobało ci się tam? - przytulając go, zasypałam pytaniami. Zawsze tak robiłam gdy widziałam kogoś po raz pierwszy od dłuższeego czasu.
 - Nic się nie zmieniłaś. - odparł ze śmiechem. - Nie mógłbym przepuścić takiej okazji jaką jest twój ślub. Gratulacje! A tu masz coś skromnego od nas. Na pewno wam się przyda.
Prezentem okazała się być duża ramka na zdjęcie, w pięknym czerwonym kolorze i kształcie serca. Podziękowałam mu bardzo za ten piękny podarunek.
 - Zaraz, zaraz, czy ty nie powiedziałeś przypadkiem nas?
- Owszem.
- To... to znaczy, że razem z tobą jest tu Soohyun? - moje niedowierzenie sięgnęło zenitu.
Jakby na potwierdzenie mojego pytania, dziewczyna znalazła się obok mnie. Zaczęłyśmy piszczeć jak małe dziewczynki, podskakując i nie przejmując się w ogóle co pomyślą inni.
- Omo, omo, omo! Nie wierzę! To mi się śni? Jak ja się za tobą stęskniłam -  powiedziałam, pomiędzy uściskami. - Czy mi się wydaje czy urosłaś? Pięknie wyglądasz. Yaay, cudownie was widzieć.
- Oh stop it, bo się zarumienię. To, gdzie ten twój mąż? Chcę go w końcu zobaczyć na własne oczy.
Obróciłam się, zaczynając szukać go wzrokiem.
- Przed chwilą tu był. Chodźcie do sali. Wy znajdziecie sobie jakieś miejsca, a ja pójdę go poszukać.
Z tym zamiarem ruszyliśmy do oddalonej zaledwie minutę drogi sali. Udekorowano ją przepięknie w kolorze bieli i złota. Przy jednej ze ścian znajdował stół nakryty białym obrusem, na którym leżała otwarta pamiątkowa księga, do której mogli wpisywać się przybyli goście. Dalej była fontanna z czekolady, w której pływały małe łódeczki wypełnione owocami, czekające na skosztowanie. Urządzono nawet kącik dla małych dzieci obecnych na weselu. Była tu nawet budka do robienia zdjęć razem z całym zapleczem śmiesznych przebrań. Miejsca dla gości były ułożone w kształt podkowy. Dzięki takiemu układowi każdy miał równie dobry widok na to, co dzieje się na scenie, a działo się tam wiele. Mali goście olali przygotowany dla nich kącik i szaleli w świetle reflektorów, śpiewając znane piosenki. Najlepiej z nich wszystkich bawił się, tak zgadliście, Jonghyun. Widząc go tańczącego i śpiewającego Tell me tell me zaczęłam się śmiać, przyciągając tym uwagę innych i już po chwili cała sala śpiewała chwytliwą piosenkę od Wonder Girls.
- No, dobra koniec tego dobrego. Czas na gwiazdę dzisiejszego wieczoru. Panie i panowie, siostry i bracia, babcie, dziadkowie, przyjaciele powitajmy gromkimi brawami naszą piękną Pannę Młodą! - z głośników zabrzmiał głos Taemina, samozwańczego wodzireja imprezy. - Czas na pierwszy taniec. Muzyka!
W blasku reflektorów i przy rytmie nieustających oklasków przeszłam przez wybieg, stworzony przez małą przerwę pomiędzę stołami i znalazłam się przy Jonghyunie. Zgasło światło i wszyscy ucichli, skierowawszy swój wzrok na nas.
- No i jak ci się podoba? - wyszeptał, obkręcając mnie wokół własnej osi.
- Jest cudownie - odpowiedziałam, przytulając się bardziej do niego. - Nie mogę uwierzyć, że wszystko dzieję się naprawdę, to jak spełnienie moich najskrytszych marzeń. Jesteś niesamowity, kochanie.
Na potwierdzenie moich słów pocałował mnie, czym wywołał szum ekscytacji i głośne okrzyki oraz gwizdy aprobaty. Całowaliśmy się aż do momentu gdy zabrakło nam tchu, a resztę tańca kołysząc się wolno i patrząc sobie w oczy.
- Skoro tańce mamy za sobą, pozostaje mi zaprosić państwa do skosztowania przysmaku przygotowanych specjalnie na dziejszą okazję, zadowolą one nawet najbardziej wyrafinowe gusta. Życzę smacznego i do usłyszenia niebawem.
Taemin odłożył mikrofon i zszedł z podwyższenia, kierując się w naszym kierunku.
- I jak wypadłem? - zapytał, gdy znalazłszy obok mnie i Jonghyuna.
- Całkiem nieźle. - ocenił sceptycznie starszy, tylko po to by zobaczyć zdziwioną minę młodszego i dodać, że przecież żartował, na co młodszy odparł, że może Jjong powinien zacząć sprzedawać swoje żarty jako suchary w najbliższym sklepie.
- A ty co o tym myślisz noona? - zapytał, patrząc na mnie.
- Yah! Nie mów do niej per noona. Nie jest przecież starsza.
- Podoba mi się to słowo i będę je używał do kogo chce. - chłopak zwinnie wywinął się, unikając mocnego klepnięcia w plecy. Taemin uwielbiał droczyć się z przyjacielem, bo wiedział, że ten za każdy razem nie wytrzyma i zareaguje.
- Za pierwszym razem nie mogłam uwierzyć, że to ty. Świetnie się spisałeś. Widzę, że wziąłeś sobie do serca moje słowa i teraz wręcz promieniejesz uśmiechem. - dodałam gdy Jonghyun odszedł, widząc, że nic tu po nim, zajął się obsługą gości, nalewając komu trzeba wino do kieliszków, chciał tym samym pokazać, że będzie dobrym gospodarzem. Chłopak tylko uśmiechnął się i jak na prawdziwego dżentelmena i wodzireja w jednym zaprowadził na honorowe miejsce.
- Zdrowie młodej pary!
- Niech żyją jak najdłużej w zdrowiu, szczęściu i dostatku!
 Po wzniesieniu toastu przez głowy obu rodzin, nastąpiła część imprezy najbardziej wyczekiwana przez osoby, które tak bardzo kochały jedzenie czyli moment skosztowania tych wszystkich pysznych potraw, od których aż stoły się uginały. Nieodzowne przy stole były rozmowy i niedługo potem sala wypełniła się wszelkiego rodzaju dyskusjami.

***  

Trzy godziny później zabawa trwała w najlepsze. Połowa towarzystwa była pod silnym wpływem alkoholu, którego na takiej imprezie rzecz oczywista zabraknąć nie mogło.. Jednak niektórym nie przeszkadzało to w śpiewaniu na cały głos przebojów zarówno polskich jak i koreańskich. Seniorzy rodów siedzieli przy stole, dyskutując o czymś zaciekle. Podczas gdy dzieci korzystając z chwilowego braku uwagi urządzały sobie różne zabawy, których głównym punktem była czekoladowa fontanna, marzenie każdego szkraba kochającego ponad wszystko, co słodkie. Razem z przyjaciółkami zawojowałyśmy parkiet i tańczyłyśmy jak szalone, do każdej piosenki, znanej czy nie często wymyślając własną choreografię i tekst.
- Omo, już nie mogę. Nie czuję nóg. - usiadłam na krześle i zdjęłam białe obcasy.- Co za ulga.
Solidarne spojrzenia przyjaciółek, pozwoliły mi myśleć, że nie jestem w tym uczuciu odosobniona.
- Tyle lat się znamy, a ja nie wiedziałam, Wera, że z ciebie taka szalona imprezowiczka. Chodziłaś w sekrecie na jakieś party hard, nie? - zapytała Ann, śmiejąc się.
- Raz, czy dwa się było, ale bez szaleństw - przyznałam. - Komu co do picia?
- Ja poproszę soku.
- A ja wina, jeśli jeszcze jest. - słysząc prośbę Rin, posłałam jej pytające spojrzenie, ponieważ była ona znana ze swojej niechęci do wszelkiego rodzaju win i piw, tolerowała jedynie piwa smaku o niskiej zawartości alkoholu.
- No, co dobre jest - wytłumaczyła. - A tak w ogóle to przegrałaś zakład. - oznajmiła ni stąd ni zowąd.
- Jaki zakład? - zapytałam zdziwiona, ponieważ nic takiego sobie nie przypominałam. Od wieku nie zakładałam się o nic z przyjaciółkami, głównie dlatego, że to ja zawsze przegrywałam i musiałam robić jakieś kretyńskie rzeczy za karę.
- Nie pamiętasz naszego zakładu z czasów gimnazjum?
Pokręciłam przecząco głową, powodując, że ich zaskoczenie osiągnęło poziom maksymalnym, że niczym bym je nie zaskoczyłam jak tym.
- Wiesz, nasz zakład dotyczący tego. - usiłując pomóc mojej pamięci skojarzyć potrzebne fakty, Rin wskazała na to, co nas otoczało.
- Nie, nie przypo... O nie... nie mówicie chyba o tym?
Przyjaciółki zgodnie skinęły głową. Odpowiednie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce, teraz wszystko było jasne. Będąc w gimnazjum, nie pamiętam w której klasie, ale sądząc po tym na jakim poziomie był ów zakład to stawiałabym na pierwszą klasę, podczas nocowania u którejś z nas dla zabawy zaczęłyśmy wymyślać jakieś głupie zakłady. Niektóre były naprawdę durne do granic możliwości i do tej pory jak sobie jakiś przypomnę to śmiać mi się chcę. Tak też powstał głupi pomysł, który zgodnie przyjęłyśmy, kierując się stwierdzeniem, że głupi pomysł to dobry pomysł i postanowiłyśmy założyć się o to, która szybciej wyjdzie za mąż. Spisałyśmy nawet coś w rodzaju umowy, która zobowiązywała nas do nie wymigiwania się nie zrywania zakładu.
- Chincha? Boże jakie byłyśmy głupie. Myślałam, że to zabawa, a wy to potraktowałyście na serio. Dlatego przestałam się zakładać o cokolwiek, bo zawsze się tak kończy. To co mam zrobić w ramach kary? - zapytałam, licząc na coś w miarę normalnego.
- Hm... no nie wiem... Ann, myślisz o tym samym co ja? - zapytała, a otrzymując potwierdzenie, wyjawiła swoją decyzję. - Co powiesz na tygodniowy maraton ,,Plotkary''?
- O nie, tylko nie to. Zrobię wszystko inne tylko nie ten durny serial. - słysząc, co miałam zrobić w ramach kary, zaczęłam prosić o co innego. Nie trafiłam tego serialu i zupełnie nie rozumiałam czemu wszyscy się nim tak zachwycali. Ot, przygody ludzi z bogatych sfer i tych przeciętnych, nic nadzwyczajnego. Główni bohaterzy byli dla mnie zbyt motonni, cały czas zrywali ze swoimi partnerami, po to by zaraz do nich wrócić, niektórzy odznaczali się wybitnotną naiwność do tego stopnia, że aż chciało się przeniknąć do środka i potrząsnąć. Pierwszy sezon jakoś wytrzymałam, ale później wszystko się skomplikowało i w rezultacie przestałam rozpoznawać bohaterów. Co dziwne, w przypadku dram takie rzeczy nie miały miejsca, mimo że miały one o wiele bardziej rozbudowaną fabułę, a losy bohaterów potrafiły zmienić się szybciej niż mrugnięcie.
- No, dobra... może w ramach tego pójdziemy na zakupy? - wysunęła ugodową propozycję Rin, na którą przystałam z ochotą, akceptując fakt, że dokonane zakupy będą na mój koszt.
- Nie wiesz przypadkiem czy Minho jest wolny? - zapytała znienacka Ann, pogryzając słodko-słone paluszki.
- No niestety, nie zwierza mi się. Ale myślę, że nadal lata wolny i szczęśliwy. - ledwo skończyłam wypowiedziane zdanie, do głowy przyszedł mi pomysł z rodzaju tych niezbyt mądrych, ale w otoczeniu przyjaciółek nawet najgłupsze rzeczy zyskiwały na randze. - Zaraz to sprawdzimy. - na mojej twarzy zagościł przebiegły uśmiech.
Ann najwidoczniej czytała mi w myślach i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wyraziła swój sprzeciw. Ale było juz za późno, widząc chłopaka w niedalekiej odległości od nas, zawołałam go.
- Hej, Minho! Podejdź tu do nas.
Choi Minho był dżentelemen i spełnił moją prośbą, zbliżając sie do naszego stolika coraz bardziej.
- No już, idź do niego! Bo jeszcze ktoś ci go zabierze i nie odjedziecie na jednorożcu w stronę zachodzącego słońca. A poza tym mnóstwo ładnych dziewczyn się tutaj kręci, więc radzę...
Nie zdążyłam nawet dokończyć myśli, a przyjaciółka już wstała i ruszyła ku wspomnianemu chłopakowi z energią o jaką jej nie podejrzewałam.
- Chyba ktoś ktu znalazł swojego księcia z bajki. - zaśpiewała Rin, rysując w powietrzu serduszko.
- No i dobrze. - podsumowałam tą rozbudowaną wymianę i oddając sie przyjemności w postaci ryżowych krakersów o smaku wasabi, które od dzisiaj stały się moim przysmakiem, znów zaczęłam rozglądać się wokół siebie ale nic ciekawego nie było... A nie, jednak coś się znalazło.
- Co to za dziewczyna, z którą tańczy Taemin? - zapytałam, wskazując palcem na parę głęboko pogrążoną
w tańcu
- Pierwszy raz ją widzę na oczy, a co?
- A nic, tak się pytam. - wzruszyłam ramionami by potwierdzić mój brak zainteresowania.
- Czy ty jesteś o niego zazdrosna? - przyjaciółka nie kryła zdziwienia.
W odpowiedzi popukałam ją w czoło.
- Nie mam ku temu najmniejszego powodu. On jest dla mnie jak brat i przyjaciel w jednym i po prostu chciałabym wiedzieć, tak z czystej ciekawości.
Tym razem była to najszczersza prawda. Cieszyłam się, że Tae w końcu zrozumiał to, co chciałam mun przez ten cały czas powiedzieć, bardzo lubiłam chłopaka, ale nic poza tym.
- Zatańcz z nim - zaproponowałam, widząc, że chłopak przestał tańczyć i zaczął rozglądać się za kimś.
- No nie wiem... a jak ona wróci i zobaczy, że z nim tańczę? To na pewno nie będzie fajne. - przyjaciółka nagle się stropiła i nie była do końca przekonana moim pomysłem.
Dalsze rozważania zostały przerwane ponieważ ktoś zakrył moje oczy czerwoną chustka.
- Zgadnij kto to... - wymruczał mi do ucha głos mogący należeć tylko do jednej osoby i oczywiście nie myliłam się. Materiał opadł i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Jonghyuna.
- Kochanie, gdzie byłeś? Ja tu już zaczęłam umierać z tęsknoty za tobą.
-  Poznawałem bliżej swoją nową rodzinę. - wyjaśnił. - A tak w ogóle to o czym rozmawiacie? 
- Rin zastanawia się czy zatańczyć z Taeminem.
- Idź, idź. Chłopak jest samotny odkąd Naeun poszła odpocząć.- uprzedzając jej kolejne pytanie szybko dodał - Nie, nie wróci, przynajmniej nie teraz. - czym ostatecznie ją przekonał.
- A teraz czy ci się to podoba czy nie, zamierzam cię porwać, oczywiście na parkiet. - i zamieniając słowa w czyny wziął mnie w ramiona, zanosząc na parkiet, nie przejmując się w ogóle moim brakiem butów. 

Bo wszystko co we mnie, kocha wszystko co w tobie. Daj mi całą siebie, a ja dam całego siebie tobie. Jesteś moim końcem i początkiem.

Słysząc słowa aktualnie lecącej piosenka łezka zakręciła mi się w oku. Przytuliłam się do niego bardziej, wdychając zapach jego perfum.

- Co takiego musiałeś załatwić rano? - zapytałam, głaszcząc jego krótkie włosy.

- Niespodziewanie wyniknęły pewne komplikacje z hotelem, który zarezerwowałem na dzisiejszą noc, na szczęście w porę znalazłem inny, chyba nawet lepszy - wyjaśnił. - Co powiesz na to byśmy go wypróbowali?

- Już myślałam, że nigdy o to nie zapytasz.  

Chłopakowi nie trzeba było dwa powtarzać i mniej niż pięć minut później znajdowaliśmy się w limuzynie jadącej do wspomnianego hotelu. Mieliśmy zaczekać ze wszystkimi czułościami aż będziemy sami w pokoju, ale wiszące w powietrzu niemal namacalne wzajemne pożądanie sprawiło, że nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się całować. Niecały kwadrans później byliśmy na miejscu. Przerywając na chwilę, wysiedliśmy i szybko skierowaliśmy się do środka budynku. Czekając na windę, powróciliśmy do przerwanej czynności, a gdy drzwi otworzyły się niespiesznie weszliśmy do środka. Jonghyun nacisnął podświetlany przycisk z napisem apartament i winda poszybowała w górę, pokonując w odległość dziesięciu pięter w piorunująco szybkim tempie. Na szczęście apartament znajdował się na przeciwko i już po chwili byliśmy wewnątrz wielkiego pomieszczenia urządzonego w barwach czerwonego wina i czerni, z wielkimi oknami przedstawiającymi nocną panoramę Seulu. Opierając się o drzwi Jonghyun zaczął schodzić z pocałunkami niżej,skupiając się na mojej szyi, całując ją namiętnie i lekko przygryzając, czym doprowadzał mnie do szaleństwa. Jęknęłam przeciągle gdy zassał się na skórze, tworząc dwie malinki, pamiątki dzisiejszej nocy. Zaczął powoli rozpinać zamek sukni, a każdy odkryty fragment skóry zasypywał kolejnymi płomiennymi pocałunkami, chwilę potem lśniący materiał opadł. Nie chcąc być dłużna, ściągnęłam z niego marynarkę i zaczęłam odpinać guziki od koszuli, która niedługo później wylądowała na podłodze razem ze spodniami. Zsunęłam ze stóp obcasy, teraz już nie przydatne i założyłam mu ręcę na karku, masując go delikatnie. 
- Jeśli ktoś nam teraz przeszkodzi, to nie ręczę za siebie. - powiedziałam między pocałunkami. Miałam bowiem w pamięci parę sytuacji, kiedy planowaliśmy przenieść naszą związek na wyższy poziom, ktoś nieoczekiwanie nam przerywał, psując tym samym nastrój.  
- Wynająłem cały budynek, więc nie musimy się spodziewać niechcianych gości. - uspokoił mnie, przyciągając bardziej do siebie.
Powoli zbliżaliśmy się w stronę iście królewskiego łoża z baldachimem. Lekko mnie na nie popchnął i kontyuował pieszczoty.  
- Mam coś specjalnego dla Ciebie - wyszeptał, odsuwając się ode mnie i jednym klaśnięciem oświetlił znajdujący się obok łóżka stolik, na który stał schłodzony szampan oraz patera z truskawkami w czekoladzie. 
- Niestety nie załączyli w zestawie kieliszków, ale myślę, że poradzimy sobie bez tego. - powiedział, upijając łyk musującego napoju  i składając na moich ustach pocałunek. To było niesamowite uczucie, czując jak lodowaty szampan rozlewa się w moich ustach, powodując dreszcze ekscytacji. Jonghyun wziął kolejny łyk, przez ,,przypadek'' pozwalając spaść paru kroplom na moją rozpaloną skórę. Sięgnął po jedną z truskawek i nadgryzając ją, podał mi. Słodycz owocu idealnie harmonizowała się z gorzką polewą. Zaklaskał ponownie i zgasło światło, a stolik zniknął równie szybko jak się pojawił. Chłopak zmienił pozycję i teraz to on leżał na plecach. Sprawnie odpiął zapięcie od stanika i posłał go w najbliższy kąt, obsypując pocałunkami dekolt. 
Położył swoje ręcę na moich biodrach, masując je z wyczuciem. Nagle przejechał palcem wzdłuż mojego biodra, pozbawiając mnie dolnej części bielizny. Z moich ust wydobywały się niekontrolowane jęki, gdy czułam, że chłopak zbliża się do tych miejsc. Przewrócił mnie na plecy, błądząc po nich rękoma. Na moment oderwał się i zaczerpnął powietrza. Wśród natłoku przyjemności zapomnieliśmy o tym jak się oddycha i teraz patrzyliśmy się na siebie głośno oddychając. Po raz ostatni złączył nasze usta w jedno i zaczał przymierzać się do wejścia we mnie, jednocześniej masując moje ramiona. Chcąc bym była najbardziej się odprężona i czerpała z tego maksimum przyjemności. Zadziało lepiej niż czarodziejska wróża z bajki o Pinokiu, cały stres i napięcie związane z dniem dzisiejszym ustąpiło, a ich miejsce zajęły radość i ekscytacja, z odrobiną zdenerwowania obecnego z przyczyn oczywistych. Chwilę potem wszedł we mnie i zaczął powoli poruszać biodrami. Towarzyszący temu ból i pewnego rodzaju dyskomfort powoli znikał, zmieniając się w przyjemność. By umilić czas przystosowania się Jonghyun wrócił do obcałowywania moich obojczyków, tworząc na nich wilgotne znaki. Pokiwałam głową na znak, że jestem gotowa. Widząc to, zaczął stopniowo zwiększać tempo poruszania biodrami, a ja oplotłam go nogami w pasie. To był naprawdę magiczny czas, podczas którego staliśmy się jednością, idealną i nierozerwalną. Żadne słowa nie są w stanie opisać jak dobrze wtedy się czułam. To uczucie było po prostu zbyt cudowne by umieścic w paru słowach, a Jonghyun czytał mi myślach, doskonale wiedząc co zrobić bym prosiła o więcej. Czułam się jak po przejażdzce wielkim rollercoasterem. Najpierw strach i obawa, a później euforia i chęć spróbowania raz jeszcze. Nagle w brzuchu wybuchło mi stado motyli a moim ciałem wstrząsnął dreszcz przyjemności gdy wspólnie osiągnęliśmy spełnienie. 

***

Przez parę długich chwil nie mogłam uspokoić swojego oddechu. Leżałam wtulona w niego, a on bawił się moimi włosami, całując mnie w kark raz po raz. 
- Mam jeszcze jedną niespodziankę dla Ciebie - wyszeptał i wstając z łóżka podszedł do wielkiego plazmowego telewizora, uruchamiając go. Moim oczom ukazało się Spirited Away: W kranie bogów, bajka z dzieciństwa, na którą przez przypadek trafiłam i która bardzo mi się spodobała, mimo że była lekko przerażająca. Niestety nie zapamiętałam nazwy i przez wiele lat starałam się ją odnaleźć, bez skutku. Jonghyun nacisnął przycisk play i projekcja ruszyła.
- Omo! Dziękuję! Tyle się jej naszukałam. Skąd wiedziałeś, że to ta? Niesamowite. Gomawo kochanie. - powiedziałam, całując go w policzek i mocno przytulając. 
- Rozmawiasz z wcieleniem Sherlocka Holmesa, więc rozwiązanie tej zagadki nie było trudne. - przyznał.
- Nie zwykle skromnym i utalentowanym. - poprawiłam, śmiejąc się.
Popijając szampana i delektując się truskawkami, pochłonęła nas historia zawarta w tejże produkcji Studia Ghibli. Bardzo chciałam dotrwać do końca, ale byłam zbyt wyczerpana tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Zasnęłam z głową na ...., przykryta troskliwie kołdra przez mojego kochanego męża. 
   
***

Tak! W końcu po miesięcznej przerwie powracam z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta o moim blogu i zagląda na niego. Ta długa przerwa i to w dodatku w wakacje, w które miałam nadrabiać zaległości w pisaniu jest spodowana brakiem wolnego czasu. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, bo przecież teraz gdy nie ma szkoły 3/4 moich obowiązków odpadły, ale niestety przyszły inne jak wakacyjna praca, która do łatwych i przyjemnych nie należy. Ale koniec tego narzekania. Za mną połowa wakacji, uroki bycia studentką i zamierzam naprawdę wziąć się do roboty, bo wiem, że ten rok będzie ciężki i jak go przeżyję to nic mi straszne nie będzie. Chcę jak najszybciej skończyć tego tasiemca i zacząć kolejne, a później jeszcze jedno i tak dalej, pomysłów na szczęście mi nie brakuje, jedynie czasu. Także trzymajcie kciuki. Jutro pojawi się niespodzianka zadedykowana moim czytelnikom, którzy byli tu od początku, ale także osobom, które trafiły przypadkiem i zostały na dłużej, w skrócie wszystkim, którzy się tu przewinęli Mam nadzieję, że to, co przygotowałam spodoba się Wam i uszczęśliwię ludzi, bez których ten blog nie miał by po co istnieć. To tyle ode mnie, bo zaraz moja krótka notka autorska będzie dłuższa niż ów rozdział, który liczy sobie czternaście stron Wordowskich. 
Zapraszam zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza.
Trzymajcie się
xoxo