Półtorej godziny później byliśmy w domu. Mieszkanie stało puste,światła były pogaszone,ani żywego ducha. Najwidoczniej chłopcy gdzieś wybyli. Wobec tego poszłam do swojego pokoju,pozostawiając w salonie samego Taemina. Rzuciłam torbę w kąt,zdjęłam buty i położyłam się na łóżku z zamiarem ucięcia sobie drzemki.Byłam zmęczona i jedyne o czym marzyłam to sen.Przykryłam się kocem,poprawiłam poduszkę i już miałam odpłynąć w objęcia Morfeusza gdy zadzwonił mój telefon.Niechętnie nacisnęłam zieloną słuchawkę i odebrałam.
-Yeobseyo ?
-Annyeong,mam do Ciebie pytanie,umiesz na matmę ? - w słuchawce usłyszałam głos Sue.
-Mwo ? - powiedziałam zdziwiona.
- Jutro mamy sprawdzian z logarytmów,nie pamiętasz ?
-Aish,chincha ?!
-Niestety. Przez godzinę zrobiłam trzy przykłady. Akurat tego działu nie rozumiem.
-That's life. A Matt wie ?
-Ne,ale powiedział,że zaśpi na pierwsze dwie lekcje.
-Cwaniak. Ale wiesz,że pewnie 3/4 klasy myśli tak jak my.
-Też mi pocieszenie.
-Przynajmniej nie będziemy się wyróżniać.
-Dobra, kończę bo fascynujący świat matematyki mnie woła.
-Hwaiting ! Bye.
Po prostu super.Godziny bezsensownego ślęczenia nad ćwiczeniami - tego właśnie mi brakowało. Zacisnęłam pięści w bezsilnej złosci. Policz do dziesięciu,policz do dziesięciu. Kij z tym,nawet jak policzę do miliona to nic nie da. Nie umiałam matny i tyle,a że raz na jakiś czas łapałam dobrą ocenę,to tylko kolejny dowód na istnienie cudów. Zeszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki.Podczas nauki zawsze musiałam coś pić. Zgarnęłam jeszcze jabłko i ruszyłam ku wyjściu.Byłam w połowie drogi gdy usłyszałam dzwonek domofonu. Zawróciłam i nacisnęłam przycisk otwierający drzwi.Po chwili do mieszkania wpadli rozgadani chłopacy.
-Gdzie wyście byli ?
- Lepiej zapytaj gdzie nas nie było. - zachichotał w odpowiedzi Key.
- Zrobiliśmy zakupy,bo lodówka zaczęła świecić pustką. - wyjaśnił rzeczowym tonem Minho.
- A przy okazji odwiedziliśmy parę innych miejsc. - wtrącił się Onee.
- A ja właśnie miałam zamiar uczyć się matmy.
-Ah,to nie przeszkadzamy.Ucz się, ucz.Nauka to potęgi klucz. - powiedział tonem nauczyciela Kibum.
Pożegnałam się z nimi i wróciłam do siebie.
***
-Jak tam Ci idzie nauka ? -spytał Jjong,wchodząc do pokoju.
-Całkiem,całkiem.
-To dobrze. - powiedział,przytulając mnie od tyłu. - Jak minął dzień ?
- Męcząco,ale nie było tak źle.
- Tae pewnie dał Ci niezły wycisk.
-Nawet nie wiesz jaki. - powiedziałam,kładąc się na łóżku.
Jonghyun spojrzał na nie pytająco.
-Dobra,wiesz. Jesteś przecież w tym dłużej niż ja.
- Początki zawsze są ciężkie, ale ta satysfakcja później, nie do opisania. - położył moją głowę na swoich kolanach i zaczął bawić się moimi włosami.
Nie wiem jak to robił,ale jego dotyk działał niezwykle kojąco na mnie.W miarę jak głaskał moje włosy powieki zaczęły mi coraz bardziej ciążyć.
- Co jeszcze ciekawego dzisiaj robiłaś ?
Nie wiedząc czemu gdy tylko usłyszałam to pytanie od razu się spięłam.On chyba to wyczuł bo przestał bawić się moimi włosami i spojrzał na mnie z niepokojem.
-Coś się stało ? Powiedziałem coś nie tak ?
- Nie,wszystko w porządku. - odwróciłam twarz,by nie zobaczył jak się zarumieniłam,przypominając sobie sytuację na sali treningowej.
Co się ze mną dzieje ?,pomyślałam zdenerwowana.
-Po prostu ...
- Tak ?
Milczałam.Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Przecież mu coś obiecałam.Mimo,że nie brałam czynnego udziału w tym pocałunku,to nie mogąc się sprzeciwić, niemo przyzwoliłam na to,a co za tym idzie złamałam obietnicę daną Jonghyunowi.
- Jestem zmęczona. Tylko tyle. -powiedziałam jednym tchem.
-Na pewno ?
Pokiwałam twierdząco głową i ziewnęłam.
-W takim razie wyśpij się, lepiej się poczujesz.- powiedział, całując mnie w policzek.
Wyszedł,a ja opatuliłam się kołdrą.Nawet nie odczekałam chwili odkąd wyszedł i najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam. Nie umiałam sobie inaczej z tym poradzić. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Zamarłam i spróbowałam udawać,że śpię. Gdy nagle poczułam jak on mnie przytula.
W duchu pogratulowałam sobie głupoty.Teraz to już po wszystkim.
-Kochanie,wszystko w porządku ? Jesteś jakaś ... - powiedział,odgarniając mi włosy z twarzy.
-Dziwna ?
-Nie,tylko jak nie ty. Zrobiłem coś nie tak,zapomniałem o czymś ?
-Aniyo,nie o Ciebie chodzi.
-To o kogo ? - spytał,a w jego głosie słychać było zdenerwowanie pomieszane z niepokojem.
-Znasz go i to dobrze.
Jjong dllugo się zastanawiał nim odpowiedział.
-Taemin,tak ?
Nawet nie musiałam przytaknąć.
-Mianhae,to nie była moja wina. Naprawdę,on był silniejszy i ... - zaczełam tłumaczyć coraz bardziej drżącym głosem, ale dalszej części nie dało się usłyszeć bo schowałam twarz w poduszkę.
-Mwo ? - zapytał zdezorientowany Jjong.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mu wszystko wyjaśniać. W miarę jak mówiłam chłopak stawał się coraz bardziej zdenerowany. Bałam się tego co powie.
-Chcesz mi powiedzieć,że całowałaś się z innym chłopakiem mimo,że obiecałaś mi,że tak nie zrobisz ? - jego głos stawał coraz wyższy.
- Oppa,zrozum,że to nie była moja wina.Zrobił to z zaskoczenia,a na dodatek przytrzymał mnie by się nie wyrwała.
-Zgodziłaś się na to.
-Nie chciałam,nie miałam wyjścia.
Po moich słowach zapadła przejmująca cisza. Utkwiłam wzrok w pościeli i czekałam na to co on powie. Ale on milczał.Chwile ciągnęły w nieskończoność, a ja czułam na sobie jego spojrzenie. Nie mogąc dłużej tego znieść,podniosłam głowę i otworzyłam usta,chcąc coś powiedzieć,ale mnie uprzedził.
-Wiesz co,myślałem,że jesteś inna. - powiedział,patrząc mi się prosto w oczy.
Spojrzałam na niego, w jego ciemnobrązowe ,które zawsze uśmiechnięte i pełne ciepła, teraz były bez wyrazu.
-Myliłem się. - podniósł się z łóżka i skierował ku drzwiom.
-Jebal,uwierz mi. To nie tak jak myślisz. - powiedziałam błagalnym tonem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, ale fakty mówią same za siebie.
-Jebal!
-Wiedziałaś jakie konsekwencje niesie za sobą taniec z Taeminem.Wiedziałaś,że on jest w tobie zakochany,że zrobi wszystko by zbliżyć się do Ciebie i tym samym dopiec mnie - wziął głęboki -a jednak podjęłaś to ryzyko. Więc kto tu jest winny ?
Ostatnie zdanie wypowiedział oskarżycielskim tonem.Tego było dla mnie za dużo.
-A kto się kłócił z nim tak zajadle,że trzeba było coś wymyślić byście się nie pozabijali nawzajem ?! - odgryzłam się.
-Moja wina,że ten gówniarz nie potrafi usiedzieć na miejscu i tylko szuka rozrywki ?!
- Może powinieneś umieć upilnować przyjaciela ?
- Przyjaciel nie całuje się z dziewczyną swojego przyjaciela. Ty za to powinnaś patrzeć na siebie. Nie jesteś wcale taka święta.Kręcić z dwoma facetami naraz. No nieżle.Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć ?
Chciałam odpowiedzieć,ale mnie uprzedził.
-Za kilka tygodni,miesięcy,gdy wyparujesz z jego głowy niczym tanie wino ? A może nigdy,licząc na to,że skoro ciężko pracuje i sypiam po kilka godzin na dobę to nie zauważe. Mam rację ? - krzyknął. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie,jednocześnie zranionego i wkurzonego. Bałam się.
-Nie,to nie tak ..
-Chincha ? A jak ? Opowiedz mi swoją wersję. Niewinną i słodką.
-Aniyo ! Jonghyun ,idioto ! Kocham tylko Ciebie. Zrozumże to !- powiedziałam,podchodząc do niego i stając na palcach pocałowałam go w usta. Włożyłam w ten pocałunek całą siebie,mój smutek,strach,złość. Nie wiedziałam już co robić.
- Jesteś tego pewna ? -spytał, odsuwając swoją twarz od mojej. - A moźe kochasz bardziej ode mnie jego albo mój portfel ?
-Nie jestem taka,wiesz przecież,że kocham Cię za to jaki jesteś,a nie za cyferki na koncie. Nawet jakbyś teraz wylądował pod mostem byłabym przy Tobie - mój głos drżał coraz bardziej,a oczy zaszły łzami.
- A Taemin to plan awaryjny,gdybym ja zawiódł,tak ?
- Nie. Kocham go, ale jak brata,Ciebie darzę uczuciem jakie żywi dziewczyna do swojego chłopaka.
Zdenerwowany potargał swoje włosy,mamrocząc coś pod nosem.
-Nie chcę mówić że mam dość,ale nie mam siły się z tym użerać. Zwłaszcza nie dzisiaj. Jestem zmęczony całą tą sytuacją i zdaje sobie sprawę że oboje zawiniliśmy dlatego uważam,że najlepiej będzie jak ...
Damy sobie spokój i zostaniemy przyjaciółmi,dokończyłam w myśli. Nie,tylko nie to. Proszę.
-Zrobimy sobie przerwę.
-Mwo ?! Zrywasz ze mną ?! -spytałam,nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałam. Modliłam się w duchu by tak nie było.Nie przeżyłabym tego. On zbyt wiele dla mnie znaczy.
-Nie,mam na myśli to żebyśmy odpoczęli od siebie.Widocznie za bardzo się pospieszyliśmy. - powiedział i wyszedł,nie mówiąc nawet dobranoc.
Przez kilka nieznośnie długich chwil miałam nadzieję,że wróci,przytuli i powie,że wszystko w porządku,że nadal mnie kocha,cokolwiek. Jednak nie zrobił tego.
-Cholera ! - krzyknęłam,rzucając z całej siły poduszką w drzwi.
Wpatrywałam się w nie czekając na to co się nie stanie,aż oczy same zaczęły mi łzawić.
Gratulacje,właśnie spieprzyłaś najlepszą relację jaką kiedykolwiek miałaś ! -krzyknęłam wkurzona na siebie i rzuciłam się na łózko, bezsilnie łkając.
PRZECZYTAŁAŚ/EŚ ? SKOMENTUJ.