Love is a dangerous game #4

W myślach policzyłam do dziesięciu, a potem nacisnęłam klamkę i weszłam do środka mojego gabinetu gdzie tak jak zapowiedziała Hyejin czekał na mnie Tao. Na dźwięk otwarcia drzwi i moich oraz Krisa kroków Huang wstał z fotela obitego skórą i odwracając się twarzą do nas uraczył spojrzeniem swoich czekoladowych oczu zerkających zza najnowszych okularów od Gucciego. Był dokładnie taki jak go ostatnio pamiętam czyli jak zawsze nieskazitelnie dobrze ubrany.  Biała koszula zapięta na przedostatni guzik, do tego czarne imitujące skórę obcisłe spodnie podkreślające długie nogi i czarna ciężka kurtka zimowa z kapturem tak obszytym futrem, że można było użyć go jako poduszki.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam, nie siląc się na jakieś grzeczne formułki. Gdyby nie był sobą rzuciłabym pewnie jakieś dzień dobry czy witam ale nie zamierzałam ich marnować akurat na niego.
- Akurat przechodziłem obok i postanowiłem wstąpić, zobaczyć jak sobie radzisz beze mnie.
- Niepotrzebnie się fatygowałeś. Jestem zajęta więc lepiej mów od razu o co Ci chodzi a nie marnuj mój czas, owijając w bawełnę.
- Nieładnie, oj nieładnie Chae. Po prostu chciałem zobaczyć co u mojej dawnej przyjaciółki, tylko tyle.
- Nie byliśmy i nigdy nie będziemy przyjaciółmi. To była tylko krótka przygoda, nic innego. Na pewno czegoś chcesz bo ty nigdy nie robisz nic tak po prostu. - przedrzeźniłam go. Nie zareagował, co jeszcze bardziej mnie rozzłościło. - Zawsze czegoś chcesz.
- No już tak nie przesadzaj. Robisz ze mnie potwora. Lepiej przedstaw mnie temu przystojniakowi, który jest za tobą. Kto to? Nie widziałem go gdy tu byłem ostatnio. Model czy może twój nowy nabytek?
- Wu Yifan, model z Chin. Przyjechał tutaj na trochę. - niechętnie przedstawiłam Krisa.
- Huang Zitao ale możesz mi mówić Tao. - przedstawił się, pilnie lustrując nowo poznaną osobę a  potem zwrócił się do mnie. - No, nawet niezły jest. Wysoki, ubrany jak należy chociaż ja bym zamienił tą wojskową kurtkę na jakiś fajny czarny płaszcz tak gdzieś do kolan ale tylko moje zdanie, które tutaj się nie liczy.
- Na szczęście.
- Jeszcze.
- Co masz na myśli mówiąc jeszcze? - zapytałam, przybliżając się do niego niebezpiecznie. - Nigdy. Prędzej umrę lub dam się ubrać w najgorszą stylizacją na świecie niż TY będziesz miał tu coś do gadania.
- Nie bądź taka pewna. Może właśnie przyszedłem do tutejszej dyrekcji z bardzo kuszącą ofertą? , Nigdy nie wiesz co się może wydarzyć.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz mu zepsuje tą piękną buźkę.
- Dajesz, zrób mi coś. - specjalnie przybliżył się jeszcze bardziej, nadstawiając prawy policzek. - Dalej, odważ się. Ulżyj swojej frustracji. - Drażnił się ze mną bo wiedział, cholera, że mnie mogę mu nic zrobić mimo że bardzo bym chciała.
- Chaerin... znaczy szefowo, zostaw go.
- Widzisz? Nawet on tak twierdzi. Nic mi nie zrobisz, jesteś na to zbyt tchórzliwa.
- Zostaw go, nie ma po co sobie brudzić rąk.
Spojrzałam na Krisa. Widać było, że sytuacja jest dla niego męcząca i chciałby że Tao jak najszybciej ulotnił się stąd ale pozostawał zadziwiająco spokojny. Może dlatego, że nie wiedział tego co ja wiem o Zitao. Postanowiłam posłuchać i nie dać powodu do radości tej zadufanej w sobie pandzie.
Nie odzywając się w ogóle od tego momentu do nikogo, czułam, że wybuchnę jeśli jeszcze jedno słowo wyjdzie z moich ust. Na szczęście Yifan okazał trochę zrozumienia i wspaniałomyślnie zaproponował, że odprowadzi naszego gościa do wyjścia. Widząc, że już więcej nic nie ugra Huang łaskawie przystał na tą propozycję i razem chwilę później opuścili pokój.

***

 - Nie uwierzysz co się stało! Ten kretyn, Tao, znowu to przylazł. Czego on może chcieć--- przerwałam widząc plecy nikogo innego jak wspomnianego Huanga a za jego osobą kryła się drobna postać mojej przyjaciółki. - Przepraszam, że przeszkadzam ale co tu się do jasnej cholery wyprawia?! - Nie widzisz? Całujemy się. Tak nazywa się coś co robią ludzie czujący mięte do siebie. A zapomniałem, przecież ty nie wiesz o czym mówię... Pewnie nie poczułaś czegoś takiego odkąd zerwaliśmy. - chłopak odwrócił się i mówiąc to, podążał powoli w moją stronę z wyrazem pewności wymalowanym na twarzy. - Może czas to nadrobić?
 - Nie, niczego nie będziemy nadrabiać ani przypominać sobie. To przeszłość, zamknięty rozdział.
- Czyżby? Myślę, że nadal coś do mnie czujesz... Że ciągle tli się nieśmiały promyk pożądania na dnie twojego czarnego serca. - Tao przybliżył się jeszcze bardziej i ujął w ręce moją twarz tak że dzieliło nas parę centymetrów. Z zimnym spojrzeniem jego czekoladowych oczu przyglądał mi się z taką uwagą jakbym była jakimś niewiarygodnie rzadkim okazem. Miałam wrażenie, że te parę chwil trwa wieczność. Był przy tym zaskakująco cichy co jeszcze bardziej potęgowało te nieprzyjemne uczucie. W końcu powiedział spokojnym głosem. - Wiem, że tak jednak będziesz musiała ustawić się w kolejce. Teraz jestem zajęty więc zabieraj siebie i swoje luboutiny.
- Nie-dotykaj-mnie. - wycedziłam przez zęby, strzepujac jego ręce z siebie niczym obrzydliwego owada. - Nie mów mi co mam robić. Jestem u siebie, to ty tu jesteś gościem. Wyjdź i nigdy więcej nie wracaj ani nie pokazuj mi się na oczy. Nie dobrze mi jak na Ciebie patrzę. - widząc, że chłopak ma za nic mojesłowa, dodałam. - Liczę do trzech a potem wzywam ochronę.
- A może jeszcze rycerza na białym koniu albo tego twojego nowego kochasia? Nie rozśmieszaj mnie.
- Huang, ja nie żartuję. Raz... dwa...
- No dalej, powiedz to magiczne słowo.
- Trzy. Won mi stąd.
- Na Gucciego i najnowszą kolekcję! Dziewczyno, straciłaś zupełnie poczucie humoru.
- Nie będę się więcej powtarzać.
- Chill out. Już idę. Tylko się pożegnam. - pocałował Jiyi namiętnie, specjalnie sprawdzając moją cierpliwość. Zachowując kamienną twarz nie miałam zamiaru dawać mu tej chorej satysfakcji.
- Dosyć już, udusisz ją. Jest mi jeszcze potrzebna.
Chłopak niechętnie oderwał się od blondynki, a jego triumfujący uśmiech nie schodził z twarzy.  Poprawił włosy, strzepnął niewidzialne pyłki z ubrania i wyszedł, rzucając przy wyjściu krótkie zadzwonię później babe.
 - Ugh, jak ja go nienawidzę! - krzyknęłam, gdy w końcu wyszedł. - Zabić, ożywić, potem znowu zabić, ożywić i sklonować a potem każdą marną kopię zabić a i tak będzie mało. Ty, ty... jak mogłaś? - spytałam, odwracając się i patrząc na dziewczynę, która teraz miała spuszczona głowę i siedziała skulona. - Nie ważne, potem porozmawiamy. Mam teraz ważniejsze sprawy.
 Wyszłam trzaskając drzwiami tak że o mało szyby nie poleciały. Tao podniósł mi tak ciśnienie i doprowadził do tego, że krew buzowała w żyłach a z uszu poleciała by para jakby mogła. Nie radziłam nikomu wchodzić mi teraz w drogę jeśli nie chciał ucierpieć. Idąc do siebie do gabinetu wybrałam numer do Hyejin.
- .Gdzie jest Kris?
- Na sesji do Vogue'a. Wszystko w porządku?
- Nie. Możesz coś dla mnie zrobić?
- Oczywiście.
- Nie ma mnie dzisiaj dla nikogo. Wszelkie rozmowy kieruj na pocztę.
- Ale masz dzisiaj trzy spotkania i to ważne.
- Czego nie rozumiesz w nie ma mnie? - krzyknęłam zdenerwowana. - Nie ma. Rozpłynęłam się, zniknęłam, wyparowałam albo poszłam szukać szczęścia na Grenlandii. Cokolwiek.
- Dobrze, rozumiem. A Chaerin, ma jeszcze jedną spraw---
Rozłączyłam się i zgarnęłam płaszcz razem z torbą a potem skierowałam się ku windom. Nie chcąc marnować czasu na czekanie na taksówkę postanowiłam pojechać autem. Otworzyłam drzwi i uruchomiłam samochód, przekręcając kluczyki w stacyjce. Ruszyłam z kopyta, mając gdzieś przepisy odnośnie ruchu drogowego. Na szczęście miejsce, które przewidzieliśmy na sesję nie było daleko, ledwie kwadrans od firmy. Zablokowałam swoje Audi i poszłam w kierunku drzwi wejściowych ładnego nowoczesnego budynku. Ignorując kompletnie dziewczyny z portierni, witające się że mną i pytające w czym mogą pomóc, zdałam się na swoją intuicję i wybrałam salę na końcu długiego korytarza. Wnętrze było urządzone minimalistycznie. Ściany zdobiły średniej wielkości obrazy przedstawiające kropki różnej wielkości i koloru. Na każdym dziale radosnej twórczości pięciolatka był tytuł objaśniający co przedstawia ale nie miałam czasu się temu przyglądać bliżej. Korytarz się kończył a dobiegające mnie dźwięki migawki i okrzyki fotografa tylko upewniły mnie, że wybrałam dobrą drogę. Po chwili byłam na miejscu. Z miejsca zauważyłam Yifana. Trudno było go nie widzieć. Wysoki chłopak ubrany w chaotycznie połączone rzeczy ale o dziwo ładnie razem wyglądające. Do tego z różowymi flamingami w każdej z rąk dosyć mocno się wyróżniał się z tłumu ekipy fotografów, stylistek i makijażystek. Zatrzymałam się na chwilę i odetchnęłam głęboko. Pierwszy raz od dłuższego czasu. Poprawiłam włosy, przejechałam krwiście czerwoną szminką po ustach a kiedy nastąpiła chwila przerwy a stylistki podeszły do Krisa by poprawić i tak dobrze ułożone włosy, wkroczyłam do akcji. Torując sobie drogę łokciami, nie zważając na nikogo dopadłam mój cel i chwytając go za właśnie wolną rękę, wywlokłam z sali za nic mając sobie krzyki i prośby o zwrot. Zdezorientowany tym co się dzieje chłopak dopiero chwilę potem zdał sobie sprawę kim jestem.
- O Chaerin, cześć. Milo Cię widzieć. Co tu-? - Popchnięty na pobliską ścianę nie dokończył i tylko przyglądał mi się. - Wszystko w porządku?
 - W jak najlepszym. - powiedziałam chociaż ton mojego głosu i wyraz twarzy, mówił zupełnie co innego. - A teraz siedź cicho. - ledwo wypowiedziałam te słowa a moje usta zderzyły się z jego pełnymi i miękki wargami, pozbawiając ich posiadacza oddechu. Nie czekając długo pogłębiłam pocałunek, czyniąc go jeszcze bardziej namiętnym i gorącym. Myślałam tylko o słowach tego cholernego Zitao i sposobie w jaki mogłabym się na nim odegrać.
- Ja nie czuje mięty od dawna? Już ja mu pokażę. - wymamrotałam, przygryzając przez przypadek usta Yifana, który zareagował na to cichym ale przeciągłym jękiem.
 - Jezu, Chae... Co się stało? Nie...nie pamiętam Cię takiej. - zapytał zdyszany pomiędzy pocałunkami. Nie zamierzałam mu nic wyjaśniać, przynajmniej nie teraz. Chcąc ukrócić kolejne pytania jeszcze bardziej zatopiłam się w nim. Zaczęłam znowu myśleć nad odegraniem się a entuzjastyczna reakcja chłopaka i okazjonalne jęki i mruknięcia tylko mnie nakręcały. Co zrobić takiemu zadufanemu w sobie samcowi kurde alfa? Jak się odegrać? Jak sprawić by cierpiał do tego stopnia by chciał schować się do najciemniejszej jaskini i nie śmiał z niej wychodzić? Myślałabym dalej nad nimi gdyby nie to, że gdzieś w tle słyszałam jak ktoś z ekipy przeprasza za przerwanie i prosi o oddanie głównego modela. Zbyłam go lub ją machnięciem ręki niczym muchę denerwująco bzyczącą nad uchem. Nie, jeszcze nie czas. Jeszcze nie skończyłam. Gdybym tylko mogła zatrzymać tą chwilę na wieczność. Nie z pobudek romantycznych czy coś w tym stylu. Nie, po prostu to było tak piękne uczucie i przyjemne, że nie chciałam tego kończyć. Zwolniłam tempo i przygryzłam ponownie jego wargę, tym razem mocniej. Rzuciłam spod na wpół zmrużonych oczy na jego fryzurę i stwierdziłam, ze przyda się im trochę zmiany. Zanurzyłam w nich rękę przeczesując parę razy w te i z powrotem. W między czasie odchyliłam lekko szyję, dając łatwy dostęp do niej spragnionym ustom chłopaka. Cudownie... ale czegoś mi jeszcze brakuje, czegoś co będzie idealne na finał. Ledwo przyszło mi to do głowy, uśmiechnęłam się szaleńczo. Przesunęłam głowę w prawa stronę, uciekając od dotyku jego ust na skórze szyi. Była to jednak złudna ucieczka, gorąc jego pocałunków zaraz ponownie mnie dopadł. Niechętnie ręka odsunęłam go od szyi. Chłopak obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem dziecka, któremu nagle zabrano ulubioną zabawkę. Przesunęłam się bardziej do niego i na jednym z odsłoniętych obojczyków złożyłam miłosną pieczątkę, która po chwili zyskała różowy kolor i była widocznym potwierdzeniem tego, co się właśnie stało. Swojego rodzaju pamiątką. W końcu oderwałam się zupełnie od wysokiej sylwetki chłopaka. Poprawiłam włosy i zadowolona z siebie spojrzałam na niego. Był to jeden z seksowniejszych widoków w życiu. Serio. Wysoki blond włosy Kris stał przede mną kompletnie zdezorientowany ale gdzieś w kąciku ust umazanych moją szminką czaił się uśmiech satysfakcji. Jego klatka piersiowa unosiła się rytmicznie i opadała a długie i chude ręce raz po raz przeczesywały włosy.
- Co to było?
- Chwilą słabości. Nie przejmuj się, nie prędko jej znowu doświadczysz. Chciałam coś sprawdzić.
- Och, już państwo skończyli? To super.- Chciał zapytać co takiego ale przerwał mu głos młodej dziewczyny z ekipy. - Nie chciałabym przeszkadzać ale czas nas goni a fotograf od zmysłów odchodzi.
- Proszę bardzo, jest twój. - poprawiłam mu zmiętą koszulkę i oddałam w ręce dziewczyny.
 - Dziękuję bardzo. - Jiwon, tak głosił napis na tabliczce przypiętej do bluzki.  Średniego wzrostu brunetka zawołała koleżanki i już po chwili otoczyła nas grupka stylistek wypełniających ubytki w makijażu chłopaka. Stanęłam sobie dalej i przysłuchiwałam się jak wymieniały uwagi co do tego jak wystylizować na powrót chłopaka. A gdy udając wpatrzoną w telefon i wyglądająca że nie słucham i nie patrzę posyłały mi pełne zazdrości spojrzenia.
- To tylko parę ujęć więc zaraz będzie wolny. Może pani usiądzie tutaj i poczeka? - poinformowała mnie Jiwon gdy fashion rescue team skończyły swoją pracę.
- Nie trzeba i tak muszę już iść. Wpadłam tylko na chwilę. - przeniosłam wzrok na Krisa. - Pracuj ciężko i do zobaczenia w firmie. Już miałam się odwrócić i wyjść ale w ostatniej chwili przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Postanowiłam zrobić coś jeszcze by wkupić się w łaski Jiwon i jej koleżanek. Kto wie kiedy mogą się przydać.
 - Wykonujecie kawał dobrej roboty. Wygląda jeszcze lepiej niż wcześniej. Z chęcią bym powtórzyła wszystko od początku ale chyba byście mnie znienawidziły do śmierci, prawda? - śmiechem, próbowałam zakryć ten kiepski powstały na potrzebę sytuacji żart. - Proszę, kupcie sobie coś dobrego do jedzenia. - wyciągnęłam z portfela parę banknotów i podałam jej.
- Ależ nie potrzeba. Mamy kanapki i wodę.
- Naprawdę należy się wam. Taka ciężką pracę trzeba nagradzać, żeby wszyscy byli tacy jak wy to nasz kraj byłby piękny. - uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiałam i wcisnęłam zwitek banknotów w rękę dziewczyny. Podziałało niczym magiczne zaklęcie.
- Dziękuję, unnie. Najemy się do syta. - brunetka skłoniła się głęboko. - A o tym co zaszło nie piśniemy nikomu ani słowa.
- Możecie mówić co chcecie i komu chcecie. Przecież to nic dziwnego gdy para się całuje, prawda? Pokiwała głowa, zadowolona z mojej odpowiedzi i życząc mi bezpiecznego powrotu odeszła razem z resztą. Wiedziałam, że nim przekroczą próg sali zaczną głośno plotkować o tym co tu zaszło. Nie miałam zamiaru ich powstrzymać. Wręcz przeciwnie, właśnie taki miałam plan zemsty na tej wyrośniętej zarozumialej pandzie. Pokazać że mam się świetnie i jestem szczęśliwa, jeszcze bardziej niż gdy byliśmy razem. Sprawić że zzielenieje z zazdrości i będzie żałował, że mnie rzucił. Utarcie nosa Huangowi było warte wszystkiego a poza tym trochę szumu medialnego nie zaszkodzi.

***

Reszta dnia minęła spokojnie, żeby nie powiedzieć nudnie w porównaniu do początku. Skończyłam pracę wcześniej, mówiąc, że źle się czuję. Był późny wieczór gdy w końcu mogłam odpocząć - zdjąć szpilki, zmyć makijaż, zjeść coś porządnego. Włączyłam na laptopie kolejny odcinek mojej ostatnio ulubionej kryminalnej dramy i w towarzystwie smażonego kurczaka i puszki piwa zaczęłam seans. Nie nacieszyłam się nim jednak zbyt długo. Minął kwadrans, akcja zaczęła się coraz bardziej rozkręcać i gdy zaraz miałam poznać tożsamość tajemniczego mordercy zadzwonił dzwonek. Zaklęłam cicho pod nosem i ubierając pluszowe kapcie na stopy ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Jiyi.
- Mogę? - zapytała nieśmiało.
- Wchodź, przecież Cię nie zjem. - zaprosiłam do środka i zamknęłam drzwi. Przeszłyśmy do salonu a ja ponownie ulokowałam się na kanapie.
- Nie jestem tego pewna po dniu dzisiejszym.
- Chcesz piwo?
- Tak, poproszę. - podałam jej drugą puszkę a sama pociągnęłam parę łyków ze swojej. Szykowała się ciężka rozmowa.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie wiem, tak wyszło jakoś.
- Samo z siebie? Sorry ale w takie bajki to nie wierzę. Jestem na to za duża.
- Wiesz, że jestem sama od jakiegoś czasu. Nie jestem taka przebojowa jak ty i nie mam facetów na pęczki.
Chciałam od razu zaprzeczyć jej słowom ale porę się pohamowałam i tylko zachęciłam ją krótkim mów dalej. Dziewczyna upiła spory łyk na odwagę i zaczęła opowiadać.
 - Więc jestem sobie ja, sama i smutna, w tym strasznym świecie gdy nagle zjawia się On. Miły, czarujący a do tego przystojny chłopak z dobrym stylem. Poza tą piękną otoczka ma jeszcze co nie co nie co w głowie i da się z nim normalnie porozmawiać. Spadł mi jak grom z jasnego nieba. Był tym czego dokładnie potrzebowałam. Odrobiny zainteresowania moją osobą a on wykazywał się chęcią do poznania mnie aż za bardzo.
- Przepraszam bardzo ale myślałam, że poświęcam Ci wystarczająco dużo uwagi byś nie musiała szukać ukojenia w ramionach mojego strasznego eks?
- To nie tak...
Musiałam się  powstrzymać przed dodaniem kąśliwego a jak. Odetchnęłam  głęboko i skupiłam swój gniew na kawałku kurczaka, któremu już zaczęłam współczuwać. W miarę jak Jiyi mówiła ja nie mogłam przestać się nadziwić jak jedna osoba może być tak skrajnie różna.  Przy mnie największy bad boy świata a tu proszę miły, grzeczny i do tego z olejem w głowie niczym bohater jakiegoś romansidła.
 - Chwila moment czy mu mówimy o tym samyn Huangu Zitao? - Dziewczyna przytaknęła. - Wow, myślę, że powinien zacząć myśleć o aktorstwie skoro zdołał wkręcić nas obie. Tak czy siak, nie zabraniam Ci się z nim spotykać. Nie jestem twoją matką ani straszną ahjummą z dram. Jesteś dorosła więc możesz robić co chcesz.
Po mojej deklaracji zapadła cisza przerywana odgłosem pociągania piwa z puszki i naszymi oddechami.
- Teraz to i tak nie ważne.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Zanim do Ciebie przyszłam wysłałam mu smsa, że nie chcę się więcej spotykać. Wiem, że zerwanie w ten sposób jest chamskie ale myślę, że jakbym spotkała się z nim twarzą w twarz to nie miałabym odwagi na to. Przepraszam, że Cię zawiodłam.
- Weź przestań głupoty gadać! To ja powinnam była powstrzymać swój niewyparzony jęzor. - wstałam i mocno przytuliłam przyjaciółkę. - Naprawdę nie ma o co się martwić a ni tym bardziej płakać. - przemówiłam kojącym głosem, wycierając jej łzy rękawem za dużej bluzy. - A jak już to na pewno nie po nim.
- Naprawdę się nie gniewasz na mnie?
Pokiwałam głową, uśmiechając się lekko i głaszcząc ją po włosach. Cieszyłam się, że się pogodziłyśmy. Nie chciałam kończyć tego strasznego dnia w jeszcze gorszym nastroju. Zaraz po rodzinie to Jiyi i Jiyong byli osobami, z którymi byłam najbardziej związana i które pomimo mojego piekielnego charakteru były w stanie ze mną wytrzymać. Za żadnego skarby nie chciałam by nasze relacje się popsuły ani żeby ktoś taki jak mój były mógł nas poróżnić.

***

Z każdym kolejnym komentarzem uśmiech Chanyeola będzie rósł. Nie pozwólcie na smutek naszemu Happy Virusowi królowa reklamy i zachęty xd

Cześć i czołem! Jak się macie? Bo ja całkiem nieźle pomijając alergię, która męczy mnie od wczoraj. Minął tydzień od poprzedniej notki a ja pojawiam się z kolejną. Niezły progres jak na mnie. Nie narzucanie sobie systematycznego wrzucania tutaj czegokolwiek  zaowocowało tym  to rozdziałem ,,Love is a dangerous game''. Tak, tak, wiem, że powiedziałam, że je zawieszam ale wena to kapryśna bestia i dopadła mnie wieczorem i tak jakoś wyszło xD Skończyłam to gdzieś o trzeciej rano bądź jak kto woli nocy a teraz podrasowałam bo mam za dużo czasu a pisanie wstępu do pracy licencjackiej nie ucieknie xD Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Trochę namieszałam no i dołaczył nowy bohater jakim jest Tao, który przewinie się rozdziały jeszcze parę razy. Koniecznie dajcie znać co o tym myślicie.  Miłego weekendu i jeśli są tu jacyś maturzyści to życzę powodzenia i trzymam kciuki za dalsze egzaminy! 

2 komentarze

  1. Muszę przyznać się, że przeczytałam ten rozdział już w dzień publikacji, ale okazało się, iż mój brak weny tyczył się również komentarzy.
    Naprawdę nie wiedziałam jak zabrać się za komentarz, a uznałam, że "bardzo fajnie" może zostać odebrano jak sarkazm... a mi tylko to przyszło do głowy :d
    Rozdział niesamowity, nie przepadam za Tao, więc liczę, że w następnych rozdziałach oberwie niejednokrotnie :D
    A co do Krisa i CL... liczę na nieprzewidywalną i wyjątkową akcję między nimi ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu! Jaki świetny szablon :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics