Love is a dangerous game #2



Everything at once

***
Zawsze trochę się spóźniałam nie ważne gdzie ani co ale dzisiaj to już przeszłam samą siebie. Nie robiłam z braku szacunku dla czekającej osoby, chociaż to mogło być tak odbierane i pewnie było. Po prostu tak miałam. Niektórzy przychodzili na spotkanie z pół godzinnym zapasem czasu a ja przekonana, że przecież jeszcze mam czas i na pewno zdążę wychodziłam najpóźniej jak się da. Tak, moja pewność siebie bywa czasami zwodnicza i nawet czas się przed nią nie ugnie. Wczoraj jak zawsze zasiedziałam się u Jiyonga, który koniecznie chciał dowiedzieć się wszystkiego o Krisie i ogólnie poplotkować. Chłopak nie wychyla nosa z tej swojej nory twierdząc uparcie, że ówczesny świat nie jest dobrym miejscem dla artysty takiego jak on więc woli pozostać w swojej strefie komfortu i bezpieczeństwa. W skutek czego przez cały boży dzień nie ma z kim słowa zamienić. Kaktusy i obrazy się nie liczą. No ale od czego ma mnie, zawsze chętną na wypełnienie społecznych braków i skosztowanie jego coraz to nowszych smakołyków. Nie wiem czy już wspominałam ale Ji jest całkiem niezłym kucharzem jak na nieogarniającego życie człowieka. Wracając do rzeczy, w bardzo przyjemnej atmosferze upłynęły nam kolejne godziny i zrobił się kwadrans po trzeciej kiedy wreszcie wróciłam do swojego mieszkania. Miałam w planach popracować jeszcze ale sterta papierkowej roboty oraz niedokończone projekty solidnie zniechęciły mnie i podjęłam najlepszą, najbardziej słuszną decyzję - postanowiłam pójść spać. Wszystko byłoby w porządku gdybym nie zapomniała ustawić budzika. Taki mały szczegół a sporo bałaganu wniósł do mojego życia. Obudziłam się po dwunastej zadowolona z siebie, w pełnia wyspana gotowa na wszystkie wyzwania. Nie muszę chyba mówić, że moja mina zrzedła gdy sprawdziłam godzinę. Spojrzałam trzy razy czy może nadal nie śnię albo czy nie zmienili czas ale nic z tego. Białe duże cyfry bezlitośnie ułożyły się w godzinę dwunastą z czterema minutami. W mig uświadomiłam sobie jak bardzo spóźniona jestem i w ekspresowym tempie dokonałam szeregu czynności porannych. Po niespełna kwadransie siedziałam w taksówce. Zapłaciłam kierowcy więcej by być szybciej na miejscu a tym samym kupić chociaż kilka minut. Nigdy jakoś nie przejmowałam się czy będę na czas czy też nie ale nawet mnie samej było głupio wejść do firmy z więcej niż godzinnym spóźnieniem. Rozważałam nie stawienie się w ogóle i zwalenie winy na złe samopoczucie lub problemy rodzinne ale niestety na dziś była zaplanowana burza mózgów dotyczące naszych planów na bieżący miesiąc. Poza tym zostałam przez szefową wyznaczona na prowadzącą więc tym bardziej nie wypadałoby nie być. Wychodząc z windy miałam już w głowie całą strategię i byłam opanowana tak jak zawsze. Musnęłam usta czerwoną szminką, poprawiłam włosy i byłam gotowa stawić czoła dzisiejszemu dniu. Przeszłam szybko przez boksy pracowników i poprosiłam Hyejin o kawę.  Dziewczyna coś do mnie mówiła ale nie skupiłam się na tym za bardzo. Myślałam nad tym jak wszystko załatwić i nie podpaść szefowej. Wiem, że jestem jej jedną z nielicznych ulubienic ale nawet cierpliwość pani Park ma swoje granice. Wzięłam kawę i udałam się do swojego gabinetu. O mało nie krzyknęłam zaskoczona gdy zobaczyłam, że ktoś jest w moim królestwie. Tajemniczym osobnikiem okazał się być Kai znany również jako Kim Jongin, model, w którym podkochiwała się prawie cała żeńska część agencji. Nic dziwnego. Chłopak należał do tych przystojnych a przy tym zabawny i mądry. Gdyby tylko kręcili mnie młodsi to pewnie też bym zaliczała się do tego grona dziewczyn, którym kolana miękną pod wpływem jego niewinnego uśmiechu, nie mówiąc już o jakiejś rozmowie czy głębszej relacji. Mimo młodego wieku radził sobie zadziwiająco dobrze i piął się coraz wyżej po drabinie kariery.
- Dzień dobry noona. - przywitał się ze mną, odwracając się na krześle i kłaniając lekko.
- Cześć. Co Cię tu sprowadza? - rzuciłam płaszcz na szafkę i przeszłam obok chłopaka, zajmując swoje miejsce za biurkiem. - Nie często Cię tu u mnie widzę.
- Nie co a kto. Ten nowy martwi. Jak mu tam?
- Wu Yifan.
-  Taaa, konkurencję mi robi. Wszystkie dziewczyny jak jeden mąż tylko o nim mówią i się ślinią na jego widok jak głupie. Proponują mu wspólny lunch, kręgle, wypad do klubu po pracy i nie wiem co jeszcze.
Roześmiałam się serdecznie, słysząc jaki jest powód jego zmartwień. Faceci. Ten dzieciak nawet nie wie jaki jest uroczy gdy odstawia scenę zazdrości o powodzenie wśród płci pięknej. A może jednak wie? Kto tam wie co kryje w sobie ten dwudziestodwuletni playboy o twarzy anioła.
- Nie masz kim sobie zaprzątać swojej pięknej główki. Jest tu tylko tymczasowo w związku z tym, że magazyn w którym pracuje obchodzi dwudziestolecie. Niedługo zniknie i będziesz miał z powrotem monopol na podrywanie. - uspokoiłam go, wyjaśniając całą sprawę.
- Serio nie mógł pójść gdzie indziej tylko koniecznie tutaj? W Seulu jest przecież od grona takich agencji jak nasza.  Mam dosyć słuchania w kółko Wu Yifan to, Wu Yifan tamto. Nie dobrze mi gdy słyszę te imię.
- Cierpliwości. Te parę miesięcy minie zanim się spostrzeżesz. Czy coś jeszcze Cię męczy i czyni niezdolnym do pracy?
- Tak poza tym to nic. Dzięki noona, wiedziałem, że ty mnie zrozumiesz. W ogóle jakoś tak od zawsze uważałem Cię za mądrą i nie podążającą za tłumem a do tego piękną kobietę. Może dasz się kiedyś zaprosić na kawę i ciastko?
- Już ty mi tu nie słodź, Jongin. Wiesz przecież, że nawet jakbym chciała to nie mam kiedy a poza tym twoje fanki chyba by mnie zabiły gdyby usłyszały o tym. Niemniej jednak doceniam chęci jak i propozycję.
- Nie zaszkodziło spróbować. No nic, nie będę już zajmował Ci czasu i pójdę. Miłego dnia.
- Wzajemnie. - pożegnałam się z nim i wezwałam przez interkom Hyejin.
- Gdzie jest Yifan? - zapytałam zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć.
- Czekał na Ciebie tutaj ale się nie doczekał i poszedł z dziewczynami na stołówkę coś zjeść. - widząc moje zdziwienie, wytłumaczyła. - W sumie to one go tam zaciągnęły prawie, że siłą bo nie chciał się stąd ruszyć ale po milionowym ,,Oppa, prosimy'' zgodził się świętego spokoju. Mogę do niego zadzwonić jeśli to bardzo ważne.
- Byłabym wdzięczna. Dzisiaj jest dużo roboty a jeszcze muszę pojechać do domu i zdążyć wrócić przed tym spotkaniem.
Hyejin pokiwała głową ze zrozumieniem i od razu wybrała jego numer, prosząc go o jak najszybsze przyjście do mnie. Nie musiałam długo czekać na jego wizytę. Ubrany w granatową koszulę w zielono-czerwoną kratą i dżinsowe spodnie z dziurami zjawił się zaraz po telefonie dziewczyny. Podobało mi się to w jaki sposób się ubrał. Niby zwyczajnie ale było w tym stylu coś urzekającego  niezwykłego.
- Witam spóźnioną szefową. Myślałem, że się nie doczekam. Orszak królewski się spóźnił czy może ptaszki swoim śpiewem nie obudziły?
- Blisko, seulskie korki. Nie mam pojęcia czy ich już doświadczyłeś ale nie polecam.
- Ominęła mnie ta przyjemność. Mając pięć minut piechotą tutaj ciężko utknąć w korku.
Słuchając go, napisałam smsa do mamy, że złożę im dzisiaj nie zapowiedzianą wizytę i żeby przygotowała coś dobrego jej ukochana córeczka tęskni za maminym jedzeniem. Pokiwałam głową gdy skończył.
- Tak czy siak, dzisiaj za pewne będziesz miał tą przyjemność ponieważ dzisiaj trochę po podróżujemy.
- Gdzie?
- Jedziemy za miasto, do moich rodziców. Muszę wziąć materiały, które mi są na dzisiaj potrzebne. Zapomniałam ich zabrać ostatnim razem jak byłam także jesteś skazany na godzinną jak dobrze pójdzie podróż w moim towarzystwie. Dam Ci trochę odpocząć od fanek. Nie dziękuj.
- Z chęcią Ci potowarzyszę. Przyda mi się chwila wytchnienia od tej popularności. To miłe dziewczyny ale trochę męczące.
- Skoro ustaliliśmy wszystko, w drogę.


***

Kwadrans później siedzieliśmy w pożyczonym firmowym samochodzie. Włączyłam radio i wybrałam swoją ulubioną stację by po chwili wnętrze wypełniło się łagodnymi dźwiękami koreańskiego indie. Krople deszczu obijały się raz po raz o szyby gdy mknęliśmy autostradą w kierunku Incheon. Przytulna atmosfera skłaniała do ucięcia sobie drzemki ale jako kierowca nie mogłam sobie na to pozwolić.  O dziwo ominęliśmy korki i dojechaliśmy na miejsce szybciej niż założyłam. Zaparkowałam przy średniej wielkości drewnianym budynku.
- Jesteśmy. - oznajmiłam, wysiadając z auta. Poczekałam aż to samo zrobi Yifan i zamknęłam drzwi.  Prowadząc go przez żwirowe podwórko a następnie wchodząc po drewnianych skrzypiących schodach ostrzegłam. - Tylko się nie przestrasz. Moi rodzice są dość niezwykli by nie powiedzieć, że dziwni.  - Pociągnęłam trzy razy za staromodny dzwonek i niecierpliwie czekałam na otwarcie drzwi. Wysłużony mechanizm nie działał już tak dobrze i trzeba było włożyć więcej siły by dać znać gospodarzom o swoim przybycie. Po przydługim kwadransie drzwi w końcu otworzyły się a poprzedzający je koncert zgrzytów i skrzypnięć zamka zamienił oczekiwanie w jeszcze bardziej niecierpliwe. W końcu naszym oczom ukazała się smukła sylwetka mojej mamy, ubranej w zwykłe białe lniane ubrania  z szerokim uśmiechem na twarzy i pełnymi ciepła oczami.  Przywitała nas i zaprosiła do środka i nim się zdążyłam obejrzeć zniknęła w kuchni. Smakowity zapach ciasta dyniowego rozchodzący się po domu świadczył o tym, że pod żadnym pozorem nie wyjdziemy stąd głodni. Pokazałam chłopakowi gdzie należy schować buty i odłożyć ubranie a sama udałam się w ślad za mamą wierząc, że sam podoła temu zadaniu.  Zajęłam miejsce za dużym stołem zdolnym pomieścić nawet dziesięć osób bardzo przydatnym w pensjonacie i spokojnie przyglądałam się pochłoniętej gotowaniem rodzicielce. Mimo, że mama skończyła niedawno pięćdziesiąt pięć lat wyglądała kwitnąco. Cały czas pełna energii i zapału świetnie dawała sobie radę z prowadzeniem pensjonatu i zarządzaniem pobliską kwiaciarnią. Długie brązowe włosy splecione w gruby warkocz spływały spokojnie na jej małe ramiona a cienkie lniane ubranie tylko podkreślały jej naturalnie szczupłą sylwetkę. Odwróciła się, chcąc zapewne sprawdzić godzinę na stojącym obok mnie dużym złotym zegarze ale zamiast tego jej wzrok utkwił na mnie. Nie mówiąc nic dłuższą chwilę mi się przygląda jakby badając każdy fragment mojej twarzy.
- Wszystko w porządku? - zapytałam. Byłam przyzwyczajona do maminych dziwactw ale wolałam się upewnić.
- A tak, przepraszam myślałam właśnie nad nowym przepisem. Cieszę się, że przyjechałaś. Stęskniliśmy się za tobą. Tak dawno nas nie odwiedzałaś. Chaerinah, mogłaś chociaż zadzwonić, przygotowałabym coś specjalnego, bulgogi albo twoje ulubione naleśniki z kimchi.
- Napisałam smsa. Stęskniłam się za twoją kuchnią więc zjem cokolwiek.  - powiedziała, podjadając z pobliskiej miseczki cynamonowe płatki domowej roboty.
- Naprawdę? Nic nie dostałam. Można zwariować z tymi telefonami teraz, kiedyś tak nie było. Mniejsza o to, jak sobie radzisz w wielkim mieście?
- Tak jak zawsze, raz jest dobrze, a raz ciężko. Teraz akurat mam urwanie głowy. Mamo, pamiętasz gdzie dałam moje książki mody? Wiesz, te trzy duże zielone segregatory poobklejane zdjęciami. Nie mogłam ich znaleźć u siebie więc może tu je zostawiłam. Potrzebne mi są na dzisiejszy wieczór. Mam ważne spotkanie a nie mogę ich znaleźć.
- Czyli nie zostaniesz na długo? - zapytała, zawiedziona. - Powinny być w twoim pokoju. Ostatnio je tam widziałam ale nie wiem czy nie dostały nóg.
Pokiwałam głową, biorąc pod uwagę tę możliwość. Doprawdy nie wiedziałam gdzie je walnęłam. Przeszukałam wszelkie zakątki mieszkania i biura ale ich jak nie było tak nie ma. Trochę byłoby głupio gdyby okazało się, że owe książki mody jak je mama nazywa leżą sobie spokojnie na biurku się śmieją.
- Niestety nie choćbym chciała. A tak w ogóle to gdzie jest tata?
- Tu jestem i patrz kochanie kogo przyprowadziłem. - znikąd wszedł do kuchni zadowolony z siebie wysoki mężczyzna w wieku zbliżonym do mamy. Ubrany w gruby wełniany granatowy sweter oraz czarne spodnie i starannie uczesanymi włosami podszedł do nas bliżej a za nim posłusznie szedł nikt inny jak Kris. - Myślałem, że jest gościem i zacząłem wypytywać czy zrobił rezerwację bo u nas teraz ciężko z wolnymi pokojami ale ten przystojny młodzieniec mówi, że przyszedł razem z naszą Chaerin.
- Ups, miałam was przedstawić ale zupełnie zapomniałam. Przepraszam. Mamo, tato to jest Wu Yifan, tymczasowy model u mnie w agencji. Szefowa mi go przydzieliła ale chyba nie za bardzo mi to idzie skoro zapominam o swoim podopiecznym.  - Strasznie było mi głupio, że tak zapomniałam o nim i starałam się obrócić w żart tą sytuację. Najczęściej miałam w głębokim poważaniu co inni o mnie myślą. Przejmowałam się ich opinią tyle co zeszłorocznym śniegiem ale w tym wypadku było inaczej a teraz czułam się jakoś źle z tym, że zostawiłam go w korytarzu i sobie poszłam.
- W porządku, każdemu się zdarza, prawda? - uspokoił mnie tata a Yifan pokiwał twierdząco głową. - Ale co jak co gust do mężczyzn to nasza Chaerinnie ma jak mało kto. Wysoki, dobrze zbudowany, świetnie ubrany a do tego grzeczny i miły. Prawie jak ja za młodu.
- Prawie robi różnicę kochanie. I to dużą. - poprawiła go mama, śmiejąc się. - Ma, ma, szkoda tylko, że zmienia swoje obiekty zainteresowania szybciej niż rękawiczki. Lata lecą a ja bym chciała być babcią i wnuki niańczyć.
- Mamo, ja mam dopiero dwadzieścia cztery lata.
- No to co? Teraz to się wszystko zmienia. Mogę Ci obiecać kotku, że nie zostawimy Cię na lodzie. My się chętnie zajmiemy maluszkiem a ty będziesz mogła dalej sobie pracować.
- O Boże, tylko nie to... - przewróciłam znudzona oczami, wyczuwając maminą pogadankę o tym, że najwyższy czas się ustatkować by ona mogła sprawdzić się jako babcia.  Tak, ten temat był wałkowany na każdej mojej wizycie w domu, nie ważne czy w obecności gości czy w gronie rodzinnym ten punkt programu musiał być zrealizowany inaczej być nie mogło. Starałam się zrozumieć mamę, która wypuściwszy z rodzinnego gniazda trójkę swoich dzieci odczuwała teraz na swojego rodzaju emeryturze pustkę i chciała ją jak najprędzej zapełnić. Niestety ja się do tego nie garnęłam. To nie tak, że nie lubię dzieci czy coś, po prostu pasował i pasuje nadal mi mój styl życia. Sama niezależna od nikogo zarówno w kwestii pieniędzy jak i związków. Wolałam spotykać się z różnymi facetami czasami nawet z kilkoma naraz, zwodzić ich, kusić, sprawiać by tracili dla mnie głowę i błagali o kolejne spotkanie, które prawie nigdy nie następywało. To dawało mi pewnego rodzaju satysfakcję. Nie chciałam tego kończyć. Jak na złość tacie zebrało się na wspominki więc przy piwie bezalkoholowym i orzeszkach w pikantnej skorupce dokonał szybkiego przeglądu moich byłych partnerów, oczywiście w towarzystwie pilnie słuchającego Krisa. Nic tylko sobie coś zrobić.
- Chaerin,  pamiętasz tego przystojnego Amerykanina co przyjechał do twojej firmy na specjalny kontrakt? Jeremy albo jakoś tak mu było.
- Tak, tato pamiętam. - Nie pozostało mi nic innego jak posłuszne przytakiwanie i nie wdawanie się w dyskusję mając nadzieję, że to się zaraz skończy.
- A tego biznesmana Jeongwoo? Ten to był dobry. Bogaty a do tego przystojny nawet według mnie. Do tej pory nie skąd ty go wzięłaś.
- Jego bym nie pamiętała. Idę poszukać tych książek skoro nie jestem potrzebna. - pociągnęłam ostatni łyk piwa i biorąc kilka orzeszków na drogę ruszyłam na poszukiwanie zaginionych artefaktów mody. Aby dotrzeć do mojego pokoju musiałam pokonać trzy piętra i cały długi korytarz. Przekręcając klucz w zamku weszłam do środka pokoju. Pomieszczenie dokładnie w takim stanie jak przy mojej ostatniej wizycie. Żaden przedmiot choćby najmniejszy nie zmienił miejsca. Wiem to bo mam pamięć fotograficzną, która nie raz uratowała mi życie. Podeszłam do okna i odsłaniając zasłony, otworzyłam okno na lufcik by wpuścić trochę powietrza. Odwróciłam się, chcąc w końcu znaleźć to po co przyszłam i moim oczom ukazały się spokojnie leżące na szafie moje zguby.
- Pod latarnią zawsze najciemniej.  Ech, Chae starzejesz się kobieto. - wymamrotałam do siebie i stając na palcach zdjęłam zakurzone segregatory. Zaczęłam je przeglądać tak jak pewności czy to na pewno te. Na szczęście los mi sprzyjał. - No to wracamy do pracy.
Pakując swoje cudeńka do papierowej torby, ruszyłam z powrotem do tętniącej jak nigdy życiem kuchni i oznajmiłam, że niestety musimy się zbierać.
- Musimy jeszcze załatwić parę ważnych spraw. - powiedziałam tonem nieznoszącym sprzeciwu, jednocześnie posyłając znaczące spojrzenie Krisowi. Chciałam jak najszybciej wyjść z domu zanim moja kochana rodzina znajdzie równie interesujący temat jak moi partnerzy, na przykład zdjęcia z dzieciństwa, których szczerze nie znosiłam i nie byłam w stanie zrozumieć bezgranicznego zachwytu nad nimi.
- O tak, proszę pani. Właśnie sobie przypomniałem, że musimy odebrać sukienki dla modelek na jutrzejszą sesję. - uśmiechnęłam się pod nosem słysząc jego żarliwe zapewnienia. Podobało mi się to jak w lot mnie zrozumiał. Może jednak coś z niego będzie.
- Mów mi mamo, skarbie. Sukienki, nie sukienki nie wyjdźcie stąd teraz choćby nie wiem co. Obiad mam już gotowy i nie wypuszczę was głodnych. Co by była ze mnie za gospodyni? - widząc bezradne spojrzenie Yifana, dodała. - Nic się nie stanie jeśli zostaniecie godzinkę dłużej, prawda? Chaerin, zadzwoń do kogoś by odebrał to za Was. Może akurat utknęliście w korku i przez następną godzinę sytuacja się nie zmieni. A poza tym to przygotowałam kurczaka Chow Mein a na deser twoje ulubione ciasto dyniowe z cynamonem.
Wobec takiego menu skapitulowaliśmy zgodnie.  Nic nie może równać z maminą kuchnią gdy na zewnątrz siąpi nieprzyjemny deszcz a temperatura waha się w okolicy piętnastu stopni skutecznie zniechęcając do opuszczenia ciepłego pomieszczenia. Obiad, który faktycznie był gotowy a nie tak jak zawsze gdy trzeba było czekać na niego te przysłowiowe pięć minut, które zamieniało się zazwyczaj w pół godziny, minął nam w miłej atmosferze zbyt szybko. Dzięki Bogu rodzice wyczerpali pulę interesujących inaczej tematów i rozmawiało nam się naprawdę dobrze. Niestety jak to mówią to, co dobre szybko się kończy także też my po godzinie z kawałkiem niechętnie opuściliśmy pensjonat. Żeby nie było zbyt smutno towarzystwa postanowiły dotrzymać nam gigantyczne ilości jedzenia jakimi mama nas obdarowała. Nie pomogły tłumaczenia, że się dobrze odżywiam i nie głoduję. Kilka słoików kimchi, bulgogi i inne potrawy, których nazw nie byłam w stanie zapamiętać a na dokładkę kawałki ciasta. W innym wypadku mama byłaby niespokojna i obawiała się losy swojej córeczki w wielkim mieście.
- Twoi rodzice są bardzo... - zaczął Yifan gdy w końcu jechaliśmy znaleźliśmy się na trasie powrotnej do Seulu.
- Dziwni, tak wiem. To jeszcze nie jest pełnia ich możliwości. Doświadczyłeś jedynie kawałku góry lodowej tego, co zazwyczaj się dzieje gdy  przyjeżdżam.
- Chciałem powiedzieć, że są bardzo mili i ciepli. Czułem się jak u mojej babci na wsi w czasach dzieciństwa. Tak jak w powinno być w prawdziwym rodzinnym domu pełnym ciepła, śmiechu i radości, gdzie podczas posiłków zbierają się wszyscy członkowie i przy pysznym jedzeniu toczą się zażarte dyskusję i spory. Powinnaś się cieszyć z tego. To naprawdę cenny dar. Mówi Ci to dziecko rozwodników, którego koniec dzieciństwa i całe nastoletnie życie upłynęło na mieszkaniu na zmianę u taty i mamy i słuchaniu awantur o to które z rodziców jest lepsze.
Po raz kolejny zrobiło mi się głupio, że tak narzekałam na nich kiedy nie każdy mógł sobie na to pozwolić. Ech, co się ze mną dzieje. Od kiedy tak zaczęłam się przejmować zdaniem innych? Chcąc jakoś wypełnić dziwną ciszę, która powstała między nami postanowiłam przeprosić go za to pozostawienie samemu sobie w korytarzu.
- W porządku, nic się nie stało. Jakoś sobie dałem radę a poza tym miałem okazję uciąć sobie interesującą pogawędkę z twoim tatą. To naprawdę mądry i interesujący człowiek. Co do rozwodu moich rodziców to nie masz co się czuć winna, że wywołałaś wilka z lasu. Przywykłem do tego i nic mi nie jest. Nie obwiniam się za to ani nie analizuję w kółko co by było gdyby tak się nie zdarzyło. Myślę, że tak po prostu miało być. Przeznaczenie czy coś.
Pokiwałam głową i ułożyłam się wygodniej na siedzeniu. Włączyłam radio i korzystając z tego, że chłopak podjął się prowadzenia zamknęłam oczy, chcąc trochę odpocząć i uspokoić myśli. Senna muzyka i bębniący o szyby deszcz sprawił, że zasnęłam nie wiedząc nawet kiedy.
- Pobudka śpiąca królewno. - usłyszałam cichy głos Krisa. Mój szósty zmysł mówił mi, że jest on blisko, zbyt blisko i faktycznie tak było. Gdy tylko otworzyłam oczy zobaczyłam pochylonego nade mną chłopaka. Zupełnie nie wiem czemu ale jego oczy wyglądały teraz na bardziej czarne niż kiedy ostatnio je widziałam a głos miał jakby niższy. Nie chciałam psuć tej przyjemnej chwili ale wiedziałam, że nie może trwać ona w nieskończoność.
- Nie śpię. - wymamrotałam, przecierając oczy i próbując wstać z siedzenia.
- To dobrze. Już się zastanawiałem czy nie pocałować Cię tak na wszelki wypadek gdybyś jakimś cudem zapadła w stuletni sen ale widzę, że nie ma ku temu potrzeby. Może to i dobrze, taki pocałunek może przydać się później.
- Zawsze mogę podkraść zatrute jabłko złej królowej a wtedy ktoś będzie musiał mnie uratować i nie będą mogły to być krasnoludki.
- Pożyjemy zobaczymy ale póki co zbierajmy się inaczej zaliczymy kolejne spóźnienie.
Podczas krótkiej drzemki do głowy przyszedł mi świetny pomysł jak spożytkować jedzenie, którym zostaliśmy obdarowani przez mamę a przy okazji zapunktować wśród współpracowników. Nic tak nie wspomaga kreatywności jak solidna dawka domowego jedzenia podczas kilku godzinnej burzy mózgów.  Jak postanowiłam tak zrobiłam. Wykorzystując towarzystwo Krisa poprosiła by wziął torby z jedzeniem, ja natomiast zajęłam się segregatorami. W międzyczasie gdy szliśmy do głównej sali konferencyjnej wybrałam z telefonu numer pobliskiej kawiarni i zamówiłam kawę i herbatę dla całej naszej załogi.
- Czołem wszystkim. - przywitałam się, wchodząc sali. Skierowałam się prosto do mównicy i postawiłam na niej torbę z materiałami, które zaczynały mi ciążyć na rękach. - Hyejin, kochanie bądź tak miła i podejdź do tej kawiarni za rogiem odebrać moje zamówienie. Powinno być gotowe za niedługo. Tylko weź parasol, nieźle leje.
- Omo, co tak ładnie pachnie? - nie musiałam długo czekać na zainteresowanie się przyniesionym jedzeniem.
- Co to za torby? - zapytał Sehun, najmłodszy członek agencji, zaglądając ich wnętrza. - Noona, obrabowałaś restaurację?
- Odwiedziłam rodziców i mama nie mogła się powstrzymać by nie dać czegoś na drogę. Sama tego nie zjem a szkoda mi marnować więc proszę częstujcie się do woli.
- Naprawdę? Ale super!
- Woah, nasza szefowa jest najlepsza!
- Pewnie. Smacznego. - widząc zachwyt w oczach zgromadzonych zrobiło mi się miło, że mogłam kogoś uszczęśliwić tak drobną rzeczą jak jedzenie. Podczas gdy wszyscy byli zajęci ja przygotowałam się go prezentacji, która miała być gwoździem programu a wędrujące z rąk do rąk segregatory miały być jej uzupełnieniem i dodatkowym źródłem inspiracji. Wszystko było gotowe. Czekając aż wróci Hyejin z napojami, usiadłam na krześle chcąc trochę dać odpocząć nogom. Zdjęłam dyskretnie buty i rozprostowałam palce. Co za ulga. Podczas gdy ja byłam zajęta sobą usłyszałam ciekawą rozmowę parę krzeseł dalej.
- Yifanssi, może dołączysz do nas? Nie widziałyśmy Cię cały dzień więc pewnie byłeś zajęty i musisz być głodny, prawda? - grono ślicznotek uporczywie zabiegało o uwagę Krisa.
- Dziękuję bardzo, ale nie jestem głodny. Miałem przyjemność być gościem u rodziców Chaerin i tak mnie nakarmili, że do śniadania pewnie nic nie zjem. - wytłumaczył, dziękując za propozycję. - Chyba powinienem zacząć chodzić na siłownię bo z taką dietą to moja sylwetka długa nie pociągnie. Znacie jakieś dobre miejsce?
- Ale ty jesteś śmieszny Oppa. Z tobą jest wszystko w porządku i nie potrzebna Ci żadna siłownia.  A powiedz po co pojechaliście tak daleko za miasto?
- Chaerin chciała znaleźć materiały na dzisiaj.
- Tylko po to?
Pokiwał twierdząco głową i na krótkim podsumowującym ,,aha,, dziewczyny się skończyło. Wyglądało na to, że rozmowa się zakończyła ale ja wiedziałam, że to był dopiero początek. Nasza makijażystka Haera a także naczelna plotkara uparcie polująca na chętnego w miarę zamożnego i najlepiej jeszcze przystojnego mężczyznę do związku nie mogłaby sobie odmówić przyjemności jaką było plotkowanie. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z przyjaciółkami świadczące o tym, że nie bardzo wierzą wersję chłopaka. Prawie mogłam usłyszeć jak trybiki w ich głowach zaczynają pracować. Założę się o najnowszą torebkę od Gucciego o to kto będzie numerem jeden w jutrzejszych plotkach. Nie zamierzałam jednak psuć im zabawy i postanowiłam z dystansu śledzić rozwój wypadków. W tym samym czasie gdy wstałam, chcąc ogłosić oficjalne rozpoczęcie spotkania w drzwiach pojawiła się Hyejin z zamówieniem. Rozdała każdemu napój i zajęła miejsce obok mnie.
- Przepraszam, że tak długo ale dzikie tłumy były a do tego coś im się porypało z ilością i musiałam czekać aż dorobią brakujące. Ach, powiedzieli, że fakturę prześlą jutro.
- Skoro mamy wszystko, co potrzebne chyba możemy zaczynać?


***
Była dwunasta kiedy skończyliśmy. Pożegnałam ostatnie osoby i skierowałam się do wyjścia owych by w końcu wyjść z budynku i wrócić do domu. To był pełen wrażeń dzień i mimo godzinnej drzemki byłam wyczerpana. Jak na złość musiało się jeszcze bardziej rozpadać więc pewnie zaliczę zimny prysznic bo po co było wziąć parasol. Ech, życie. Stałam przed budynkiem schowana pod dachem i zastanawiałam się co robić gdy zauważyłam Yifana. Skończył właśnie rozmawiać przez telefon. Nie wyglądał na zadowolonego i garnącego się do wyjścia. Byłam trochę tym zdziwiona,. Każdy człowiek, którego znam po ciężkim dniu pracy chcę jak najszybciej opuścić miejsce pracy i wrócić do domu. Z resztą nie mnie to oceniać, każdy ma swoje dziwactwa.
- Co to z tobą? Zamierzasz tu nocować?
 - Chyba nie mam innego wyjścia. Właśnie dostałem telefon, że sąsiedzi z piętra wyżej zalali mi mieszkanie.
- Współczuję. Radzę poszukać hotelu, materace w kąciku relaksu u nas są straszne. Raz tam spałam i nadal strzyka mnie w kościach.
- A ty? Dlaczego nadal tu jesteś?
- Nie wzięłam parasola. Zastanawiam się czy lepiej wziąć taksówkę czy iść na przystanek i moknąć, czekając na autobus. Firmowego samochodu nie mogę pożyczać bez końca.
- Zaufam twojemu doświadczeniu i udam się na poszukiwania. No to do jutra. Nie stój tu za długo bo jeszcze złapiesz jakieś przeziębienie. - pożegnał się i poprawiając kurtkę wyszedł z pod dachu, ruszając przed siebie.
W taki sposób zostałam sama. Nie wiedząc co ze sobą zrobić stałam wpatrzona dał, wsłuchiwałam się w padający deszcz. Nagle do głowy przyszła mi pewna myśl, którą starałam się odrzucić za wszelką cenę. Uważałam ją bowiem za głupią i pasującą bardziej do nudnawego schematu komedii romantycznej niż do mnie. Niestety moje ciało było szybsze od mózgu nie mam pojęcia kiedy wybrałam z telefonu jego numer. Ocknęłam się dopiero gdy usłyszałam w słuchawce jego głos, pytający czy coś się stało.
- Gdzie jesteś? - zapytałam, nie zawracając sobie głowy przywitaniem ani odpowiedzią na jego pytanie.
- Dopiero się rozstaliśmy a ty już dzwonisz z takimi pytaniami. No nieźle. Czyżbyś się stęskniła?
- Jeszcze mi tak nie odbiło. Po prostu mam dla Ciebie ciekawą propozycję.
- Jaką?
- Jeśli chcesz wiedzieć to wróć pod firmę. Będę tam na Ciebie czekać ale to oferta ograniczona czasowo. Piętnaście minut i idę. Jeśli się spóźnisz to będziesz żałować do końca swoich dni.
- Znalazłem hotel i to całkiem niezły. To całkiem duże osiągnięcie bo jestem bardzo wybredny w tej kwestii także lepiej się postaraj by twoja propozycja była chociaż w połowie dobra jak to.
- Przyjdź to się przekonasz. - powtórzyłam i rozłączyłam się.
Brzmiałam jakbym wszystko mała zaplanowane i kontrolowała sytuację ale tak nie było. Zaczynało mnie to denerwować, że moje ciało się buntuje i robi co chce. Nie powiem mu przecież, że coś kazało mi do niego zadzwonić i zaproponować nocleg u siebie. Tak, to właśnie chciałam zrobić. Wiedziałam, że będę tego żałować prędzej czy później ale jako że ostatnio moja specjalnością było życie na krawędzi postanowiłam zaryzykować. W końcu ten kto nie ryzykuję nic nie zyskuję. A ja bez ryzyka i dreszczyku adrenaliny nie byłaby sobą. Po kwadransie Kris był z powrotem. Mimo padającego wciąż deszczu jego włosy były nadal idealnie ułożone. Ten ład był denerwujący aż miałam ochotę je potargać.
- Co to za propozycja warta wszelkie bogactwa świata? - zapytał, stając przede mną.
- Nocleg w mojej prestiżowej rezydencji.
- Zapraszasz do siebie na noc faceta, którego znasz mniej niż tydzień?
- Co w tym takiego dziwnego?
- Wiesz, że mogę się okazać psychopatą albo kimś gorszym więżącym Cię w twoim własnym domu niepozwalającym na żadne kontakty ze światem?
- Miałam do czynienia z wieloma dziwakami w swoim życiu więc mam już w tym jakieś doświadczenie. Niestety muszę Cię zmartwić ale nic z tego, jesteś zupełnie normalny pomijając oczywiście nieprzeciętną urodę, wzrost i styl oraz to jak działasz na kobiety.
- Nie byłbym taki pewny na twoim miejscu. Wiele jeszcze o mnie nie wiesz, Chae. Może skrywam jakąś śmiertelnie niebezpieczną tajemnicę?
- I wiele chcę się dowiedzieć, jesteś piekielnie ciekawą osobą. Mam nadzieję, że ułatwisz mi to zadanie.
- To zależy tylko od Ciebie z jakiej strony mnie poznasz.
- Nie kuś, nie kuś bo jeszcze zrobię coś na czego będę później żałować chociaż mam na to ochotę odkąd Cię zobaczyłam wtedy w klubie. Tobie się pewnie to spodoba ale to nie w moim stylu tak odsłaniać wszystkie swoje karty. Lubię być jak poobiedni deser, który z racji długiego oczekiwania na niego doceniany jest bardziej niż danie główne. - słysząc jego śmiech, przerwałam. - Co Cię tak rozbawiło?
- Twoje gadulstwo. Myślałaś kiedyś o tym by pisać książki? Z takimi warsztatem językowym mogłoby się udać.
- Pod warunkiem, że ty będzie moim agentem. Dość już tego gadania. - zdzieliłam go po głowie parasolką, którą trzymał w dłoni. - Jestem zmęczona a do tego zmarzłam. Idziemy do domu i to już.
- Jak sobie jaśnie pani życzy. Może ponieść?
- Dziękuję, utrzymam się na nogach przez te kilka chwil. Kierunek, dzielnica Gangnam.


***


I o to przed Wami druga część moich wypocin. Miało być dłuższe ale jakoś tak wyszło, że postanowiłam podzielić ten rozdział na dwa i namieszać trochę później. Dobra wiadomość jest taka, że zaczęłam już pisać trzeci więc pewnie z moim tempem ukaże się on jako spóźniony prezent mikołajkowy albo wcześniejszy gwiazdkowy. Mam w tym tygodniu kolokwium, do którego nie uczyłam się absolutnie nic. Podziwianie Soohyuka w dramie ,,King of highschool'' było ciekawszym zajęciem niż zgłębianie tajników filozofii dalekowschodniej. Pewnie napiszę coś w weekend. No ale dosyć tego gadania, liczę na to, że rozdział się Wam spodoba. Jak zawsze proszę o komentarze i głosy w ankiecie. Wybaczcie wszystkie literówki i błędy ale wrzucam go na szybko bez sprawdzenia bo wiem, że tkwiłby w stanie zawieszanie jako wersja robocza do końca świata i jeszcze dłużej. Enjoy i miłego tygodnia misie. 

2 komentarze

  1. Nie wiem jak to możliwe, że nie zauważyłam, iż dodałaś nowy rozdział :o
    Przepraszam więc za opóźnienie :(
    Rozdział jak zwykle świetny i jestem niesamowicie ciekawa co wydarzy się w mieszkaniu Chaerin *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Chaerin... Co Ty wyprawiasz? XD Bez plotek w firmie się nie obejdzie :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics