Love is a dangerous game #1




It all began with one tall, blonde and gorgeous man... 

Punkt jedenasta weszłam do środka zadbanego mimo upływu lat budynku firmy. Mieścił się on w samym centrum Seulu przy jednej z ruchliwych ulic. Przeszłam przez hol, pozdrawiając portiera krótkim dzień dobry i skierowałam się do windy, która zaprowadziła mnie na trzecie piętro.  Byłam trochę spóźniona jednak aktualnie to nie stanowiło przedmiotu moich zmartwień. Z racji pełnionego stanowiska wolno mi było na trochę więcej niż przeciętnemu pracownikowi, poza tym dobrze wiedziałam na ile mogę sobie pozwolić by nie zostało uznane za arogancję. Skierowałam się prosto do mojego gabinetu, po drodze kątem oka obserwując reakcję innych na moje przyjście. Dziwnym trafem akurat teraz wszyscy znajdowali się poza swoimi boksami i tworząc grupki radośnie rozmawiali i śmiali się, jednak gdy tylko ujrzeli na horyzoncie moją sylwetkę w pośpiechu wracali na swoje miejsca, udając w  najlepsze, ze pracują bez przerwy.  Nie odzywając się słowem do nikogo spokojnie przeszłam obok nich i weszłam do swojego królestwa jak zwykłam nazywać mój gabinet. Zamykając drzwi, zdjęłam beżowy płaszcz i rzuciłam go na stojące przed biurkiem krzesło. Nacisnęłam czerwony przycisk na interkomie i poprosiłam Hyejin by przyniosła mi caramel macchiato, napój bez którego nie ruszałam się do żadnej pracy, nawet najmniejszej. Usiadłam wygodnie na czerwonym skórzanym fotelu, jedynym akcencie kolorystycznym w tym urządzonym minimalistycznie pokoju i zaczęłam przeglądać aktualności w Internecie. Był to mój stały rytuał dnia. W moim zawodzie ważne było bycie na bieżąco z wszelkimi nowinkami modowymi więc zawsze starałam wygospodarować chwilę na to i dowiedzieć się czegoś czym mogłabym zaskoczyć konkurencję, która przecież nigdy nie śpi. Spokojnie skończyłam używać komputera i zaczęłam drugą część mojego dziennego rytuału czyli zapoznanie się z grafikiem, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Powiedziałam proszę i wróciłam do lektury.
- Dzień dobry, przyniosłam kawę. Przepraszam, że tyle to trwało ale ekspres coś szwankuje ostatnio.
- Dzięki, nic się nie stało. Ważne, że jest. - z uśmiechem wzięłam kubek i upiłam parę łyków rozkoszując się cudownym smakiem napoju. -  Jak Ci minął weekend droga Hyejin?
- Dobrze, w sobotę imprezowałam bo mój chłopak Kevin miał urodziny i trochę pouczyłam się do egzaminów bo poprawka już wkrótce. A pani... znaczy Tobie?
- Wyśmienicie, szkoda tylko, że trwał tak krótko, cóż nie można mieć wszystkiego, prawda? - spojrzałam na zegar, wskazujący wpół do dwunastej. Czas do pracy, Chaerin. - No, ale dosyć tego dobrego, trzeba się zabrać do pracy. Idziemy podbijać świat. - zarządziłam, wstając z fotela i biorąc do jednej ręki swój nieodłączny tablet i telefon a w drugiej trzymając dalej lekko ostygłą ale wciąż dobrą kawę. Wyszłam z gabinetu a Hyejin podążyła posłusznie za mną. Była u nas od niedawna na stażu ale już zyskała moje pełne uwielbienie. Nie wykonywała żadnych poważnych prac, było to raczej na zasadzie ,,przynieś, podaj'' i papierkowej roboty w królestwie (lub jak mówią inni pieczarze) Bom. Mimo że nie wyglądała na typową piękność to była niesamowicie pracowita, punktualna i nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Zazwyczaj trzymała się na uboczu i przez to a może dzięki temu jej zdolność do obserwacji była na naprawdę wysokim poziomie. Na jej korzyść przemawiał fakt, że jako nieliczna nie wystraszyła się Bom, naszej sekretarki i nie uciekła gdzie pieprz rośnie. Zdecydowanie miała potencjał. - Jakie przyjemności nas dzisiaj czekają?
- Redaktor naczelna prosiła byś sprawdziła najnowszy numer ,,Fashion''. Musi być wkrótce oddany do druku bo ona ma na głowie inne sprawy, potem spotkanie dotyczące pokazu mody trendy jesień/zima 2015/2016, do tego Jiyi potrzebuje twojej pomocy przy projektach. Ach i szefowa prosiła Cię byś natychmiast jak stawisz się w firmie przyszła do niej. Ma dla Ciebie nowe zadanie, które jak cytuję ,,powinno Ci się spodobać''.
- Wow, widzę, że na brak atrakcji to nie będę mogła narzekać. - powiedziałam popijając kawę. Zerknęłam na złoty zegarek na mojej prawej ręce. Zbliżała się dwunasta. - Dobrze, to ja stawię czoło szefowej a ty, możesz wracać do swoich zajęć. Z tego co mi ptaszki powiedziały to chyba nasza najlepsza sekretarka Cię potrzebuje. Powodzenia.
Pożegnałam się z nią i ruszyłam do gabinetu szefowej. Na szczęście nie była to podróż za siedem gór i mórz więc po chwili byłam przed jej gabinetem. Zastanawiałam się co też może chcieć od mnie pani Park. Zapukałam do czarnych mahoniowych a słysząc przyciszone proszę, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Kobieta nie była sama w gabinecie, oprócz mnie był tu też jakiś młody mężczyzna, być może model aspirujący do pracowania w naszej agencji, który rozmawiał z szefową. Nie zwróciłam na to uwagi i postanowiłam im nie przeszkadzać i poczekać na swoją kolej. Dyskretnie rozglądnęłam się po wnętrzu gabinetu, który prezentowało się tak jak zawsze czyli biel, biel i jeszcze raz biel. Wszystko miało ten kolor niezależnie czy było stolikiem na kawę, biurkiem, sofą czy regałem na książki. Nawet sama szefowa była ubrana cała na biało. Tym co wybijało się wśród tej bieli i przyciągnęło moją uwagę była osoba mężczyzny ubranego na czarno od stóp do głów. Był dobrze zbudowany, dość wysoki, z idealnie ułożonymi włosami. Skądś znałam tą sylwetkę. Na pewno gdzieś go już widziałam. Ach, głupia. Skarciłam sama siebie. To pewnie kolejny nowy model w agencji. Ostatnimi dniami przewinęło się ich tu naprawdę mnóstwo. Jednak coś kazało mi myśleć, że jestem w błędzie co się rzadko zdarzało, by nie powiedzieć, że w ogóle. To coś było kolczykiem w kształcie feniksa tkwiącym w uchu mężczyzny przede mną. Odrzuciłam dalsze rozmyślania, chcąc poznać prawdziwy powód mojej wizyty tutaj.
- Dzień dobry, słyszałam, że chce mnie pani widzieć.
- Ach, tak. Chaerin, chciałam przedstawić Ci kogoś przedstawić. Nasza firma postanowiła nawiązać współpracę ze znaną chińską agencją modeli i przysłali do nas swojego najlepszego człowieka. Nazywa się Kris Wu. 
Gdy usłyszałam o kogo chodzi o mało co nie oplułam wszystkiego wokół kawą, której końcówkę piłam. Znając uwielbienie do rozgadywania się szefowej stwierdziłam, że spokojnie mogę odpuścić słuchanie i tylko przytaknąć w odpowiednim momencie. Jakże bardzo się myliłam. Udałam, że nic się nie stało i tylko lekko odkaszlnęłam.
- Tak się składa, że mieliśmy okazję poznać się wcześniej. 
- Naprawdę? To wspaniale! - pani Park aż zaklaskała z radości. - W takim razie nie mam się czym martwić. Zajmij się nim dobrze, wiesz przecież jak zależy nam wszystkim na dobrej atmosferze w firmie, która jest niczym...
- Drugi dom, tak wiem. - dokończyłam za nią, nie chcąc spędzić najbliższego kwadransa na słuchaniu jak bardzo ważne jest. - To my się będziemy zbierać. Tyle pracy przed nami. 
- Masz rację. Czas to pieniądz a tych nigdy za wiele. 
Pożegnałam się i wyszłam z gabinetu z Krisem podążającym za mną. Ledwie znaleźliśmy się na korytarz rozpoczęłam krzyżowy ogień pytań.
- Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś, że będziesz pracować tutaj?
- Nie pytałaś to skąd miałem wiedzieć. 
Miał rację. Dopiero teraz uświadomiłam sobie głupotę mojego pytania. Jak miał powiedzieć skoro nie miał nawet mojego numeru. Zmieniłam temat, udając, że tak właśnie miało być i skierowałam się swojego gabinetu. 
- Nie ważne, powiedz mi to, co wiesz o swoim powodzie byciu tutaj. I nie to, co usłyszałam od Park, chyba, że chcesz byśmy tam wrócili na godzinny wykład. 
- Tego wolałbym uniknąć, nie żebym miał coś do twojej szefowej ale wolę jak ktoś mówi zwięźle i na temat.
- No popatrz, ja tak samo więc przejdź może do rzeczy z łaski swojej. 
- Chodzi o to, że...
Chłopak pokrótce wyjaśnił, że specjalnie na okrągłą rocznicę magazynu postanowili zrobić cykl poświęcony jak moda w różnych krajach zmieniała się na przestrzeni wieków. Do każdego z pięciu krajów zostali wysłani modele bądź modelki mający za zadanie wziąć udział w trzech sesjach zdjęciowych ukazujących właśnie te przemiany. Zwieńczeniem całego przedsięwzięcia miał być pokaz, w którym wezmą udział znane osobowości. Wszystko to ma przyciągnąć uwagę, wywindować magazyn na szczyt i oczywiście poprawić relacje chińsko-koreańskie. Gdy skończył pokiwałam głową na znak, że zrozumiałam. 
- No to mamy dużo do roboty. Chodź, pokażę Ci firmę, w końcu spędzisz tu trochę czasu więc wypadałoby się orientować co jest gdzie a kto kim. 
Podziękował i przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu, przerywanym jedynie stukotem moich szpilek. Była akurat pora obiadowa więc jeśli chciałam przedstawić Wu komuś więcej niż ścianom to musiałam udać się do firmowej stołówki znajdującej się na parterze. Wsiedliśmy do windy i po naciśnięciu guzika z numerem odpowiedniego piętra winda ruszyła. Podróż nie trwała długo ale postanowiłam ją sobie umilić sprawdzając swój telefon, na którym od jakiegoś czasu święciła się dioda oznaczająca powiadomienie. Odblokowałam by sprawdzić o co chodzi. Zupełnie zignorowałam fakt, że nie jestem sama w windzie i gdy oderwałam wzrok od ekranu o mało co nie krzyknęłam, widząc twarz chłopaka z bardzo bliska. Przywykłam do tego, że przyciągam spojrzenia innych ale rzadko kto wpatrywał się we mnie z taką intensywnością jak on. Nie jestem nieśmiała ani łatwa do zawstydzenia raczej to ja zawstydzam innych ale poczułam się jakoś dziwnie w tej sytuacji. Nieprzerwana niczym cisza tego nie polepszała. Zaczęłam się zastanawiać nad zadaniem pytania czy nie mam przypadek czegoś na twarzy ale chłopak mnie uprzedził.
- Czy ja Ciebie aż tak działam?
- Słucham? - zapytałam, nie wiedząc czy się nie przesłyszałam. 
- Tak tylko pytam bo jak mnie zobaczyłaś to myślałem, że wyzioniesz ducha sądząc po kaszlu.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo. Po prostu poparzyłam się kawą. 
- Nie wydaje mi się. Nie wyglądała na świeżo zaparzoną. 
Nie odpowiedziałam na jego słowa. Po raz kolejny dzisiejszego dnia miał rację. Nie znosiłam uczucia kiedy ktoś inny poza mną ją miał ale nie mogłam przyznać, że ten atak kaszlu jak to on określił był spowodowany zdziwieniem pojawieniem się jego osoby tutaj.  Na szczęście 
niezręczne milczenie zostało przerwane przez dzwonek informujący, że jesteśmy na parterze. Skierowałam się pewnym krokiem do wspomnianej stołówki. Otworzyłam drzwi, wchodząc do sali podeszłam do stolików zajętych przez moich kolegów i koleżanki. Kątem oka śledziłam podążającego za mną Krisa, a gdy ten zrównał się ze mną przywitałam się ze wszystkimi.
- Skoro znalazłam wszystkich w jednym miejscu chciałabym Wam przedstawić naszego nowego członka zespołu. Przyjechał do nas z Pekinu. Paru z was może go kojarzyć bo jest dość znaną postacią w świecie mody. Panie i panowie proszę o aplauz. Kris Wu. Zajmijcie się nim dobrze.
Odpowiedzią były oklaski i przyjacielskie uśmiechy. Nie trzeba było czekać długo żeby chłopak nie został otoczony przez wianuszek dziewczyn wypytujących o wszystko, proponujących jedzenie czy wspólne wyskoczenie na integracyjne drinki po pracy.  Widząc, że zostawiłam go w dobrych rękach wyszłam nie zauważona z sali, kierując się do garderoby gdzie urzędowała Jiyi. Karmelowa blondynka jak zawsze była czymś pochłonięta, tym razem stała przed wieszakiem na kółkach pełnym ubrań a na twarzy miała wymalowane wahanie, co wybrać i czy aby na pewno będzie pasować do reszty.
- Jiyah! - zawołałam przyjaciółkę i pomachałam do niej. 
- Och, przyszłaś. - ucieszyła się, podchodząc do mnie. - Mam do Ciebie sprawę i wiem, że tylko ty mnie zrozumiesz. 
- Dawaj, co tam masz. 
- Nie wiem czy to pasuje do siebie. - wskazała na piękny sweter z różnokolorowymi etnicznymi wzorami, czarne obcisłe skórzane spodnie oraz burgundową torebkę. - Myślałam, żeby  zamiast swetra dać zwykły czarny golf a na to dużą futrzaną biało-szarą rozpinaną z przodu kamizelkę ale teraz jak na to patrzę to nie wygląda już tak dobrze, więc może ty mi coś poradzisz? 
- Hm... myślę, że najlepsza będzie stylizacja cała utrzymana w burgundzie, przełamana granatową lekko prześwitującą luźną bluzką w białe groszki. Do dodaj tego jeszcze beżowy prosty płaszcz z białym kołnierzem i będzie naprawdę fajnie. 
Dziewczyna stała zamyślona, trzymając ubrania w dłoniach z taką powagą jakby właśnie ważyły się losy świata. 
- Dobrze, niech będzie tak powiedziałaś... tak, tak jest lepiej. Dzięki. W ogóle to słyszałaś, że ma podobno dołączyć do nas jakiś nowy model z innej agencji... coś tam o współpracy z specjalnej okazji magazynu. - odwiesiła ubrania na wieszak i zaczęła sprzątać wokół siebie. Nagle przerwała i popatrzyła zdziwiona za mną. 
- Omo! Czy to nie jest ten chłopak z klubu,  ten co z nim tańczyłaś? 
Spojrzałam za siebie i faktycznie to był on. Kris jak gdyby nigdy nic stał na progu z lekkim uśmiechem na ustach i podziwiał wnętrze.
- Tutaj się schowałaś. Trochę zajęło mi znalezienie Ciebie ale Chanyeol, tak się chyba nazywa ten wesołek, powiedział, że tu na pewno będziesz. 
- Zapomniałam Ci powiedzieć, że mam coś do załatwienia a nie chciałam przeszkadzać w spotkaniu z fankami, jeszcze by mi coś zrobiły. Sorry. 
- Przepraszam czy ja o czymś nie wiem? Kto to jest i co tutaj robi? - zapytała, zdezorientowana dziewczyna. - Chaerin, nie masz mi nic do powiedzenia?
- Ach, ja właśnie w tej sprawie. - odchrząknęłam nerwowo. - Przedstawiam Ci naszego nowego członka załogi, Krisa Wu. Kris to Jiyi, Jiyi to Kris. Poznajcie się. 
- Woah, co za śmieszny zbieg okoliczności. Miło mi. Słyszałam o tobie wiele dobrego. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało. - uśmiechnęła się, kłaniając lekko. Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi, kiwając głową. 
- Dłużej nie będę przeszkadzać bo wiem, że na pewno masz coś do roboty. Do zobaczenia jutro, a jak coś to jestem pod telefonem. 
- Znasz mnie lepiej niż ja samą siebie. - stwierdziła ze śmiechem, przytulając mnie pożegnanie. - A ty na dziś już skończyłaś?
- Jeszcze tylko jedno spotkanie i koniec. 
- Miłego spotkania i do zobaczenia później Kris.
Żegnając się jeszcze raz odwróciłam się i wyszłam z pokoju. Chwilę później otrzymałam mmsa ze zdjęciem przyjaciółki i znakiem serduszka nad naszymi głowami. Prychnęłam, rozśmieszona. Kiedy ona zdążyła je zrobić?
- Co? - zapytał, słysząc moje prychnięcie.
- Nie, nic. - schowałam telefon i spojrzałam na zegarek. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Najwyższy czas skończyć pracę na dziś. 
Przez cały dzień chłopak był moim cieniem śledzącym każdy krok więc nie zdziwiłam się gdy wszedł za mną do gabinetu. Sprawdziłam pobieżnie czy nic nie przyszło na maila albo na pocztę głosową. Na szczęście nie było nic co wymagałoby mojej uwagi więc mogłam z czystym sumieniem udać się do domu na zasłużony odpoczynek. Zamknęłam laptopa i włożyłam go do torby. Wzięłam z wieszaka płaszcz a torbę do ręki i wyszłam z pokoju uprzednio gasząc wszystkie światła. 
- Do widzenia wszystkim! - powiedziałam, żegnając się z tą garstką wątpliwych szczęśliwców, którzy zostali i ruszyłam do windy.
- A co ze mną?! - krzyknął za mną Kris.
- Co? Masz wolne. Koniec na dziś. Idź zjedz coś albo napij się czegoś. Rób co chcesz. - odwróciłam się do niego i machając na pożegnanie wsiadłam do windy. - Do zobaczenia jutro punkt dziesiąta. Tylko się nie spóźnij. 
Trzy piętra później wyszłam z windy. Przechodząc obok okienka portiera pożegnałam się z nim, życząc mu dobrej nocy. Teraz tylko muszę dojechać na Gangnam. Wybrałam numer przyjaciela i czekałam aż ten odbierze.
- Jesteś w domu?
- Dzień dobry wieczór tobie również. Tak, jestem a co?
- Tak pytam bo będę za chwilę.
- Wszystko w porządku?
- W jak najlepszym, po prostu potrzebuję opinii człowieka z zewnątrz. 
- Aha, no to wpadaj. Wyciągnę piwo i zrobię coś do jedzenia bo pewnie jesteś padnięta po pracy.
- Jakbyś wiedział. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się i zadzwoniłam po raz kolejny, tym razem po taksówkę, która miała mnie dowieść pod mieszkanie Jiyonga. Pół godziny później byłam na miejscu. Zapłaciłam za kurs kierowcy i ruszyłam schodkami do góry by po chwili stanąć przed jasnoniebieskimi drzwiami. Nacisnęłam dzwonek trzy razy, czekając na reakcję właściciela. Na szczęście nie trwało to długo.  Drzwi otworzyły się i stanął w nich średniego wzrostu chudy chłopak o pomarańczowych włosach ubrany w podarte jasne dżinsy oraz za duży czarno-biały sweter.  
- Wchodź, wchodź. Daj rzeczy gdzie chcesz i rozgość się. Ja muszę wracać bo nam się kolacja spali i będzie. 
Pokiwałam głową i zdjęłam płaszcz, zostawiając go na pobliskiej komodzie. Ruszyłam za smakowitym zapachem jedzeniem wypełniającym wnętrze wprost do kuchni. Usiadłam na wysokim barowym krześle przy stole i biorąc sobie stojąca niedaleko puszkę piwa, otworzyłam je i upiłam łyk.
- Och tak, to jest to czego potrzebowałam. Padam z nóg, dosłownie. 
- Aż tak źle było? - zapytał Jiyong, stawiając na stole dwa talerze z kurczakiem w sosie sojowo-cytrynowym i ryżem. - Smacznego i opowiadaj. 
- To wszystko zaczęło się gdy w piątek poszłam z Jiyi do klubu i poznałam pewnego wysokiego blondyna...

***


Ta-dam, ta-dam, o to pierwszy rozdział! Nie mogę uwierzyć, że w końcu nastąpiła ta wiekopomna chwila. Nie jest to jakieś super ale starałam się by jak najlepiej wyszło. Jest to zupełnie co innego niż poprzednie opowiadanie poza tym, że to też jest romansidłem chyba nawet bardziej niż poprzednie i mam nadzieję, że tak też odebraliście postacie i w ogóle całość.  Chcę zamknąć całość w dwudziesty rozdziałach by nie ciągnąć tego w nieskończoność i was nie znudzić chyba, że będziecie chcieli więcej wtedy zawsze można coś wymyślić ale kończąc już moją przydługą gadkę, napiszcie mi koniecznie co o tym sądzicie, czy wam się podobało czy nie, co poprawić itepe itede. Buziaki i trzymajcie się ciepło.



2 komentarze

  1. Jak dla mnie - bomba!
    Naprawdę zazdroszczę Tobie tego, jak dobrze idzie Ci przeprowadzenie czytelnika przez akcję. Wszystko czyta się łatwo, szybko i przyjemnie.
    Czekam na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że pojawią się one szybko~ ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział pierwszy spodobał mi się, więc napewno przeczytam kolejne części. Historia wydaje się być bardzo dobrze zaplanowana. A to, że piszesz ją Ty dodatkowo ona nabiera na wartości. Zwróciłam uwagę głównie na Jiyi z powodu świetnego imienia. Fajnie brzmi :) Co z Krisem? No ja nie wiem. Ogólnie spoko gościu. Zobaczymy co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics