Love is a dangerous game - prolog

 

Tytuł: Love is a dangerous game 
Pairing: Kris (Wu Yi Fan) & CL (Lee Chaerin)
Status: [T]
Typ: prolog
A/N: Po tylu miesiącach pustki i braku odzewu pozostaje mi jedynie powiedzieć enjoy i liczyć, że spodoba Wam się to, co napisałam i licznie skomentujecie. Love ya. 


***
 The more you eat me
the thirstier you get
you''ll be looking for me


Piątkowy późny wieczór to idealna pora na wyluzowanie się po tygodniu ciężkiej pracy. Idąc za tą myślą razem z paczką przyjaciół z pracy postanowiliśmy odreagować w naszym ulubionym klubie i tak o to od paru godzin świetnie bawiliśmy się razem, popijając zimne procentowe napoje i tańcząc do aktualnych hitów. Usiadłam na wysokim stołku barowym, chcąc dać odpocząć zmęczonym ciągłym tańcem stopom, które na dodatek katowałam wysokim obcasem. Nie mogłam nic na to poradzić, że uwielbiam chodzić w szpilkach nie ważne gdzie. Wracając do rzeczy, siedząc obserwowałam z zaciekawieniem ludzi tu zgromadzonych, szukając swojej kolejnej ofiary, to znaczy chciałam powiedzieć, partnera do tańca. Muszę się Wam do czegoś teraz przyznać, są jeszcze dwie rzeczy, które uwielbiam w takim stopniu jak szpilki. Mówię tu o dramach i flirtowaniu. W sumie sen i czekolada też mogę zaliczyć do moich małych nałogów ale skupmy się na słowie na F. Odkąd pamiętam uwielbiałam być w centrum uwagi i wykorzystywać swoje wdzięki w umiejętny sposób. Mimo że w czasach liceum i na studiach byłam zawsze otoczona wianuszkiem adoratorów, którzy byli w stanie zrobić dla mnie i za mnie wszystko, to nie stałam się dumna i pyszna jak zrobiłaby pewnie większość dziewczyn. Sama chciałam osiągnąć wyznaczone cele i zyskać satysfakcję. Powoli lustrowałam tańczący tłum. Już chciałam się poddać i wrócić do znajomych gdy mój wzrok zatrzymał się na wysokim blondynie stojącym przy barze niedaleko mnie. Wyróżniał się nie tylko kolorem włosów ale i stylem. Był ubrany w czarne spodnie i czarny t-shirt z dekoltem w serek, uwydatniający pięknie zarysowane obojczyki. Nonszalancko przewieszona przez ramię skórzana kurtka w kolorze butelkowej zieleni dopełniała cały strój. On jest mój, pomyślałam i ruszyłam w jego kierunku, uwodzicielsko kręcąc biodrami.
-  Hej, nie widziałam Cię tu jeszcze.  Jesteś tu nowy? - zapytałam a czekając na odpowiedź dałam znak barmanowi, że chcę złożyć zamówienie na jeszcze jedną Pina coladę.
-  Tak, dzisiaj przyleciałem z Pekinu i znajomi wyciągnęli mnie na miasto ale jak widzę sami się gdzieś ulotnili. Jestem Yifan, ale możesz mi mówić Kris.
-  Chaerin, miło mi. Usiądziemy? - przedstawiłam się i wskazałam na wyglądające zachęcająco sofy. Yifan zgodził się kiwnięciem głową i po chwili siedzieliśmy na miękkich czerwonych sofach w głębi lokalu z dala od hucznej muzyki i ludzkiego gwaru. Popijając drinka kontynuowałam rozmowę. - A więc Kris, co Cię sprawdza do tego pięknego miasta?
- Pracuję jako model. Moja agencja ma tutaj swoją koreańską filię i zostałem wysłany by nawiązać współpracę z innym przedsiębiorstwem.
- Ciekawe... Zajmuję się tym co Ty tylko, że od tzw. kuchni. Jestem reżyserką pokazów mody i projektantką. Poza modą masz jeszcze jakieś hobby? - spytałam, dyskretnie przyglądając się mu się z bliska. Nienagannie ułożona fryzura, błyszczący kolczyk w kształcie feniksa w uchu, idealna linia szczęki a do tego te obojczyki. Idę o zakład, że pod t-shirtem krył się kształtnie wyrzeźbiony brzuch. Wybrałam idealnie. Jak zawsze moja intuicja mnie nie zawiodła.
- Trochę śpiewam i bawię się w aktorstwo ale jak to sprytnie ujęłaś jest to raczej hobby niż sposób na życie.
- Też kiedyś śpiewałam i tańczyłam będąc dzieckiem i spełniając marzenia mojej mamy. Czasami brakuje mi tej wolność jaką dawał mi taniec ale to było dawno temu i nieprawda. A propo tańca, może wyjdziemy na parkiet? - słysząc moją ulubioną piosenką, zaproponowałam, uśmiechając się najładniej jak umiałam.
Kris jak na dżentelmena przystało nie odmówił i chwilę potem znaleźliśmy się wśród roztańczonego tłumu a dudniąca muzyka otuliła nas całych. Zaczęłam poruszać się do rytmu skocznego remixu ,,Crazy in love'' Beyonce. Niedługo potem dołączył do mnie Yifan. Nigdy nie uważałam się za osobę, która ma dwie lewe nogi do tańca ale przy nim z moimi umiejętnościami wypadałam dość blado lekko mówiąc. Gdy muzyka zmieniła się na spokojniejszą postanowiłam pójść o krok dalej i przysunęłam się do niego bardziej. Następnie położyłam ręce na jego ramionach, pozwalając by palce muskały co jakiś czas jego kark. Powoli zaczęłam kołysać biodrami w rytm piosenki.
- Mam dla Ciebie małe wyzwanie. Kto lepiej zatańczy. Wygrany może poprosić o cokolwiek. Przyjmujesz?
- Oczywiście. - odpowiedział, uśmiechając się tajemniczo. - Lepiej zacznij przygotowywać się na porażkę.
- Hahaha, nigdy w życiu, skarbie.
Nie zdążyłam nawet dodać dwa do dwóch a on zdążył już wcielić swoje plany w życie. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując jego ręce na mojej talii, a później na biodrach, które delikatnie masował. Zrobił parę kroków naprzód. Mój organizm instynktownie wyczuł zagrożenie, zmuszając mnie do cofnięcia się, na co Yifan odpowiedział kolejnymi krokami do przodu, cały czas trzymając mnie przy sobie kurczowo, jakby bojąc się, że zaraz ucieknę. Tym razem nie miałam zamiaru poddawać się moim instynktom, które sugerowały ucieczkę. Zaczynało mi się to coraz bardziej podobać. Postanowiłam, że za wszelką cenę nie dam się pokonać. Zdjęłam jego ręce z mojej talii i złączyłam w mocny uścisk z moimi. Kręcąc biodrami powoli posuwałam się na przód i tym razem to on musiał się cofnąć. Kątem oka zauważyłam, że tłum wokół nas gęstnieje, ludzie usuwali się z drogi, chcąc zrobić nam miejsce i popatrzeć na całe widowisko. Kris wykorzystał chwilę mojej nieuwagi. Nagły obrót a zaraz po nim drugi sprawił, że na chwilę straciłam oddech. Dopełnieniem tego wszystkiego było odchylenie mnie do tyłu także moje rozpuszczone włosy dotknęły ziemi. Jednak nie za długo mogłam podziwiać świat do góry nogami, ponieważ szybko mnie podniósł, trzymając mocno rękę na moich plecach. Prawie krzyknęłam ze zdziwienia jak w bliskiej odległości znajdowały się nasze twarze. Mimo to od razu przywołałam na twarzy wyraz najwyższego opanowania. Widząc to, Yifan jedynie się uśmiechnął i przybliżając się jeszcze bardziej, szepnął.
- Wygląda na to, że wygrałem, czyż nie?
- Dałam Ci fory, by zobaczyć co umiesz, a poza tym od dawna nie ćwiczyłam i nie jestem w formie.
- Jakby na to nie patrzeć mam prawo do jednego zadania. Pozwolisz, że oddalimy się stąd i je przedyskutujemy?
Skinęłam głową na jego słowa i po chwili siedzieliśmy w naszym zakątku. 
- Mimo wszystko muszę powiedzieć, że niezły z Ciebie tancerz. - przyznałam, próbując uspokoić swój oddech. Komplementy (oby nie za częste) to był pierwszy krok do zdobycia każdego faceta. O męskim ego wiedziałam co nie co, a najważniejsze było to, że regularnie podlewane przez komplementy rosło jak na drożdżach a o to mi właśnie chodziło.
- Zapomniałem dodać, że kiedyś tańczyłem ładnych parę lat. Później niestety przestałem ze względu na kontuzje nogi ale od czasu do czasu wracam do tego. Choć teraz tego czasu mam coraz mniej. Nie chcę Cię zanudzić moją gadaniną więc teraz dla odmiany ty powiedz mi coś o sobie.
- W porządku, opowiedz mi więcej. Jestem ciekawa. O mnie możemy porozmawiać później - poprosiłam, poprawiając moją krótką sukienkę i niby przez przypadek ukazując skrawek uda. Kolejną rzeczą było przekonanie go, że słucham tego, co mówi albo przynajmniej sprawianie wrażenia jakbym słuchała. Na szczęście przy nim nie musiałam udawać i z przyjemnością słuchałam tego co ma do powiedzenia. Zadziwiające, że mieliśmy wiele wspólnego, aż chce się powiedzieć ,,Przypadek? Nie sądzę.''
- Teraz kolej na Ciebie i nie wymigasz się od tego.
- No dobrze. W takim razie od czego by tu zacząć? Moja mama zawsze chciała żebym była gwiazdą. Odkąd pamiętam zawoziła mnie na lekcje tańca, śpiewu, nawet aktorstwa. Okazało się, że nauka trafiła na podatny grunt i zaczęłam odnosić sukcesy. Może nie na skalę krajową ale i to było dużym zaskoczeniem dla mnie. Później gdy już trochę podrosłam stwierdziłam, że jedno już mnie to nie kręci i ku niezadowoleniu rodzicielki postanowiłam związać swoją przyszłość z modą a nie z jakimś normalnym kierunkiem, prawem na przykład.
- Dobrze zrobiłaś. Szczerze, nie wyobrażam sobie Ciebie jako poważnej pani prawnik.- przyznał z rozbrajającą szczerością. - One mają zawsze strasznie smutne ubrania. Same odcienie szarości jakby na świecie nie było innych kolorów.
-Dokładnie! - roześmiałam się, przyznając mu rację. Naszą rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu a na ekranie pojawiła ikonka mojej przyjaciółki. Odebrałam, wiedząc z doświadczenia, że Ji Yi dzwoni tylko kiedy ma dobry powód. Warto dopowiedzieć, że dobrym powodem mogło być wszystko, sukienka, buty, chłopak, zły nastrój albo brak jej ulubionych lodów w lodówce. - Ups, przepraszam bardzo. Muszę odebrać, to przyjaciółka. 
- Muszę z tobą porozmawiać w trybie natychmiastowym o tym przystojniaku, który siedzi obok Ciebie - usłyszałam w słuchawce.
- No nie wiem czy chcę się nim dzielić z innymi... Jeszcze mi go zabierzesz i co wtedy? - celowo się z nią drażniłam by po chwili ,,namysłu'' zgodzić się.  - Dla Ciebie zrobię wyjątek.
- Za pięć minut u mnie. Czekam. - Rozłączyła się i pomachała do mnie, ponaglając.   
- Pozwolisz, że Cię na chwilę zostawię. Przyjaciółka mnie wzywa w pilnej sprawie i sam rozumiesz, że w takiej sytuacji nie mogę pozostać obojętna.
- W porządku. Będę czekać.
Pożegnałam się z nim i zaczęłam przedzierać się w kierunku dziewczyny. Ledwo mnie zobaczyła rozpoczęła krzyżowy ogień pytań.
- Gdzie ty wypatrzyłaś takie ciasteczko? Widziałam jak tańczyliście, tylko pozazdrościć umiejętności. Kim jest, co robi, jak się nazywa. Mów mi tu jak na spowiedzi.
- Yifan ale woli jak się do niego mówi Kris, model, lat na oko dwadzieścia cztery. Przyjechał tu z Pekinu w celach biznesowych. Mamy zadziwiająco dużo wspólnego. On też miał być kimś innym niż jest teraz a za młodu realizował marzenia swoich rodziców. Zadowolona?
 - Wow, ty to masz nosa. Wyczucia stylu może mu pozazdrościć niejedna kobieta a do tego jest pięknie zbudowany. Ile on ma wzrostu? Dwa metry? Nawet ty w szpilkach sięgasz mu zaledwie do ramienia.
- Kwestia wprawy kochana. Czy ty mi sugerujesz, że z moim wzrostem jest coś nie tak?
- Skądże, zboczenie zawodowe. Gdy otaczają Cię modelki, z których najniższa ma metr siedemdziesiąt z kawałkiem to uwierz mi zaczynasz patrzeć inaczej na ludzi i zmieniasz pojęcie niski i wysoki. Wracając do tematu, jak myślisz zanosi się na coś poważnego czy może standardowo?
- Jeszcze nie wiem. Podoba mi się, że nie rzuca się jak pies na kości. Rzadko spotykane. On ma to coś w oczach, taki jakby wyraz wiecznej pogardy dla świata zmieszany z przekonaniem, że to on jest najlepszy i ustala zasady. Jest w nim coś intrygującego. Chodź, zobaczysz go to się dowiesz o co mi chodzi.- ledwo skończyłam mówić, pociągnęłam za rękę przyjaciółkę i zaczęłam z powrotem przeciskać się przez roztańczony tłum. Nie zajęło nam to długo.
- No i gdzie jest ten twój książę? Jakoś go nie widzę.
- Ja też. Jeszcze niedawno tu siedział. - wskazałam zdziwiona na czerwone sofy teraz zajęte przez kogo innego.
- Wow, szybko poszło. Chodź, napijemy się czegoś. Zmęczyłam się tym kursowaniem wte i wewte. - zgodnie z życzeniem Ji Yi chwilę później siedziałyśmy na wysokich stołkach barowych sącząc cytrynowo-malinowy drink Hedgerow Sling. - Ustanowił nowy rekord. Szkoda, tak ładnie się zapowiadało.
- Przesadzasz, to nie disneyowska bajka a on nie jest żadnym królewiczem. Z resztą tego kwiatu jest pół światu.
- Bardzo nonszalancko do tego podchodzisz. Wiesz co się mówi o dobrych w tańcu facetach?
- Wiem, ale zawsze może się znaleźć inny równie dobry jak nie lepszy. A to, że nam się dobrze gadało, cóż chyba miał po prostu więcej w głowie niż inni.
- Jak tam sobie chcesz. Ja bym choć trochę żałowała.
Wzruszyłam ramionami, pociągając kolejny łyk. Ji Yi miała trochę racji. Nie żałowałam go aż tak by wylewać łzy rozpaczy i upijać się do nieprzytomności, ale zainteresował mnie i chętnie bym go bardziej poznała. Opierał mi się, ale nie w otwarty sposób. Przywykłam do tego, że mogłam mieć każdego a taka postawa była czymś zupełnie nowym, ciekawym i niewątpliwie kuszącym.
- Przepraszam dziewczyny, że przerywam ale przez przypadek usłyszałem waszą rozmowę. Mam coś dla Ciebie. - Młody barman z włosami spiętymi w schludny kucyk podał mi złożoną na cztery karteczkę. - Wyglądasz dokładnie tak jak dziewczyna, którą opisał ten blond włosy wysoki chłopak więc to raczej musisz być ty. Trzymaj. - Prosił, żeby Ci to przekazać.
Zdziwiona odebrałam zawiniątko od chłopaka, dziękując mu. Rozwinęłam papier i przeczytałam wiadomość od Krisa.

Przepraszam, że tak niespodziewanie zniknąłem. Okazało się, że mam jutro ważny pokaz, na którym koniecznie muszę być. Mam nadzieję, że niedługo spotkamy się ponownie i dokończymy rozmowę. 
Yifan

Nawet nie skończyłam czytać gdy przyjaciółka wyrwała mi z rąk liścik.
- Wow, dał Ci swój numer czyli jednak nie wszystko stracone.
- Oh yes, zapowiada się lepiej niż myślałam. - upiłam kolejny łyk zimnego napoju, myśląc na tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Nie mogłam się doczekać dalszego ciągu wydarzeń.

***


O to jestem. Po czterech miesiącach ciszy zupełnej postanowiłam odwiesić blog, który przez cały ten czas przebywał na niepisanym hiatusie. Przepraszam na kolanach kłaniając się po sto razy każdemu, że w ogóle się nie odzywałam ale po prostu nie wiedziałam co chcę zrobić, zniechęcona zniknięciem pierwotnej wersji tegoż prologu. Postanowiłam odpocząć i chyba na dobre mi to wyszło. Całe wytłumaczenie znajduje się TUTAJ. Wracam do Was z większą ilością chęci, pomysłów (jak zawsze) i chyba czasu bo w końcu wakacje, przynajmniej mam taką nadzieję, że teraz będzie się coś tu dziać. Napiszcie mi koniecznie w komentarzach co sądzicie o prologu. Czy Wam się podoba, co byście zmienili, nawet najkrótszy komentarz wystarczy. Chcę po prostu wiedzieć czy są jeszcze osoby czytające moją twórczość, ok? Do szybkiego napisania i miłej drugiej połowy wakacji, chyba, że ktoś tak jak ja studiuje to miłej jednej trzeciej wakacji!


5 komentarzy

  1. Bardzo mi się podobało :) najlepsze w tym wszystkim są dialogi, moim zdaniem bardzo błyskotliwe i nie meczą :) podoba mi się, że Chaerin nie jest cichą, nieporadną dziewczynką jak w większości fanfickow tylko ma charakterek :) czekan na ciag dalszy!
    A co do bledow- trafilo Ci się kilka literówek, ale nie aż takich żeby w oczy raziły :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytamy! *v* I dziekujemy hahaha calosc przyjemna, lekka, fakt, ze kilka literowek sie znalazlo, ale i tak jest super!!

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu się doczekałam. Nawet nie wiesz jak szczęśliwa jestem, że w końcu coś opublikowałaś. Tęskniłam za Twoimi dziełami. Mam nadzieję, że wrócisz do regularnego pisania.

    Co do prologu, nie ma do czego się przyczepić. Wszystko jest ok. Należę do osób, które literówek nie zauważają, więc mnie one nie przeszkadzają w ogóle. Ogólnie całość przyjemna, lekko się czytało. Cud, miód i orzeszki hah~

    http://looking-for-paradise-lost.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejciu. Zapowiada się super. Tak długie czekanie jednak się opłaciło.
    Cóż... prolog bardzo fajny, teraz tylko czekać na kolejne opowiadania. Mam nadzieję, że szybko się pojawi. Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG xD Pozytywne oczywiście :D Jest Kris jest zabawa xD
    A tak na poważnie to naprawdę zapowiada się bardzo ciekawie i będę czytać kolejne rozdziały, jeśli tylko się pojawią ^^
    A jako, że mi się nudzi to zapraszam Cię na moje opowiadania gdyby Tobie też się nudziło :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics