II rocznica bloga


Wróciłam razem z obiecanym dawno postem i to nie byle jakim bo z okazji drugiej już rocznicy istnienia bloga! Nie skłamię jeśli powiem, że zupełnie nie wiem kiedy ten czas upłynął. Tyle się działo w przeciągu tego czasu, założenie drugiego bloga (TUTAJ), przygotowania do matury i ostateczne starcie z nią w maju, z którego wyszłam zwycięsko, potem dostanie się na studia, najdłuższe wakacje w życiu, a teraz przygotowania do pierwszej sesji w życiu. Przez ten nawał zajęć różnorakich niezbyt wiele działo się na blogu. Za co przepraszam serdecznie tych, którzy nadal śledzą moje poczyniania w pisaniu.

Moja wdzięczność w liczbach:
- W tym roku blog został odwiedzony 158398.
- Liczba osób obserwujących wzrosła o 21.
- A 80 komentarzy przybyło.
- Dwie nominację; jedna do The Versatile Blogger, druga do Liebster Award.

 Za wytrwałość trwania przy mnie i ciągłe przypominanie mi na asku o rozdziałach mam dla Was specjalną nagrodę! Ostatni rozdział opowiadania z Jonghyunem. Fanfary! Tak, w końcu je skończyłam. Siedziałam na tym sporo, chcąc by to, co najważniejsze zostało zawarte i nie było żadnych niedopowiedzeń. Zachęcam do przesłuchania stworzonej na potrzeby ostatniej części listy piosenek umieszczonej na samej górze. Jak zwykle mam nadzieję, że Wam się spodoba i  skomentujecie.

***
- Halo, proszę pani? Słyszy mnie pani? 
Czułam się jakbym wirowała w przestrzeni. Głowa mnie strasznie bolała a nogi miałam jak z waty. Jeszcze ten dudniący głos dopytujący się o coś cały czas. Otworzyłam oczy, powoli podnosząc się. Zauważyłam, że znajduję się na kremowo białej sofie a nade mną pochyla się ubrany na czarno-biało blondwłosy kelner.
- Zemdlała pani. Wszystko w porządku?
- Tak, a właściwie to nie... -  odpowiedziałam jeszcze lekko otumaniona. - Muszę jechać do szpitala.
- Na pewno dobrze się pani czuje? Jeśli zajdzie potrzeba możemy wezwać karetkę.
- Nie trzeba. Jest mi trochę niedobrze i głowa mnie boli, ale to wszystko. Mój mąż miał wypadek i muszę jak najszybciej jechać do niego do szpitala.
- Oh, przykro mi. W takim razie zaraz zadzwonię po taksówkę i dopilnuje by bezpiecznie pani dojechała.
Niewiele ode mnie starszy chłopak odszedł, chwilę później wracając razem z moją kurtką i łapiąc mnie w pasie pomógł mi dojść do samochodu. Zadzwoniłam do Key by dowiedzieć się gdzie są i chwilę później już jechaliśmy. Youngjae, bo tak mu było na imię, robił co mógł by mnie pocieszyć. Mówił, że na pewno nie jest tak źle, że to pewnie kilka stłuczeń, najwyżej złamana noga albo ręka. Zasugerował też, że być może jest to jakiś rodzaj miłej niespodzianki. Bardzo chciałam wierzyć w jego słowa. Wolałam się złościć na Jonghyuna, nazwać go głupkiem bo prawie przyprawił mnie tym o zawał, walnąć go po głowie i inne tym podobne rzeczy ale wiedziałam, że tym razem chodzi o coś poważniejszego. Mogłam to wywnioskować chociażby po tonie Kibuma, którego jeszcze nigdy nie słyszałam tak zestresowanego i roztrzęsionego, usiłowującego zachować spokój. W miarę zbliżania się na miejsce byłam coraz bardziej zdenerwowana a serce biło mi tak mocno, że gdyby mogło za pewne wyskoczyłoby na zewnątrz. Po godzinie taksówka wreszcie zatrzymała się pod szpitalem. Podziękowałam bardzo Youngjae, który nie dość że z własnej woli mi towarzyszył to jeszcze mimo moich nalegań zapłacił za kurs i skierowałam się do holu, w którym mieściła się recepcja. Nie zdążyłam zapytać o nic niedaleko siedzącej pielęgniarki bo zauważyłam idącego w moim kierunku Kibuma w towarzystwie Onew. 
- I jak? Co z nim?- nie zawracałam sobie głowy przywitaniami. Teraz najważniejszy był on.
Chłopaki nie odpowiedzieli nic tylko mnie przytulili, co mnie jeszcze bardziej zaniepokoiło. 
- Jest aż tak źle? - nadal nic. - Zaprowadźcie  mnie do niego.
W milczeniu udaliśmy się na górę, do sali, w której został umieszczony Jonghyun. O mało co nie upadłam na podłogę gdy go zobaczyłam. Podeszłam do szyby nas dzielącej i patrzyłam, a łzy spływały mi po twarzy. Widok jego leżącego w szpitalnym łóżku, z kołnierzem na szyi oraz z nogą na wyciągu i lewą ręką w gipsie sprawił, że serce mi się na chwilę zatrzymało. Zupełnie lekceważąc zakaz odwiedzin po godzinie dwudziestej, weszłam do sali. Usiadłam na krześle obok i złapałam go za zdrową rękę, gładząc ją. Z tej odległości widziałam wszystko. Jego twarz zawsze uśmiechnięta i jaśniejąca teraz była zgaszona, a liczne siniaki i zadrapania tylko pogarszały sprawę. Mimo swojej wysportowanej sylwetki ubrany w szpitalny uniform wyglądał nadzwyczajnie krucho. Zamknęłam oczy, chcąc powstrzymać wciąż napływające łzy. Nie miałam pojęcia ile tak siedziałam. Czas się dla mnie zatrzymał. Nie czułam głodu, pragnienia ani potrzeby snu.     
- Wera, chodź już. Jest druga w nocy. Pojedziemy do domu. - spokojny głos Key wybudził mnie z pewnego rodzaju letargu. Pokręciłam przecząco głową. Chciałam zostać tutaj, czuwać przy nim i chronić go.
- Chodź, jesteś zmęczona. Musisz coś zjeść i pójść spać.
- A co jak się obudzi?
- Zostaniemy od razu poinformowani - Kibum zaczął mnie podnosić. 
- Na pewno?
- Oczywiście. Jest bezpieczny, tutaj mu się nic nie stanie.
Nie byłam do końca przekonana, ale widząc zmęczone twarze chłopaków siedzących na korytarzu, zgodziłam się. Po raz ostatni spojrzałam na Jonghyuna i opuściłam salę. W milczeniu dojechaliśmy do ich mieszkania. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że zostawianie mnie samej w takiej chwili było by nierozsądne. W domu długo i dużo rozmawialiśmy. W zaistniałej sytuacji każdy czuł potrzebę wypowiedzenia tego, co mu leży na sercu. Okazało się, że w drodze powrotnej w samochód Jonghyuna wjechał inny prowadzony przez pijanego kierowcę. Niestety było to czołowe zderzenie w wyniku, którego obaj ucierpieli, Jjong w większym stopniu przez awarię poduszek powietrznych. Jedną dobrą wiadomością był fakt, że pomoc została wezwana prawie, że natychmiast przez świadków całego zdarzenia, młode małżeństwo, które wybrało się na spacer. Szybko udzielona pomoc według lekarzy bardzo dobrze rokowała na przyszłość. Jednak to mnie nie pocieszyło. Czułam przejmującą pustkę. Zapalone światła, buzujący ogień w kominku i stojąca przede mną ciepła imbirowa herbata nie pomogły zwalczyć tego uczucia. 
- Aish, mogłam go nie wypuszczać. Walnąć jakiś durny romantyczny tekst, żeby nie wychodził... zaproponować cokolwiek... wtedy by do tego wszystkiego nie doszło... - przeczesałam zrezygnowana włosy, pochlipując. 
- To nie twoja wina. Nikt nie miał na to wpływu. - ciepły, miły dla ucha głos Taemina usiłował mnie pocieszyć. Chłopak jako jedyny trzymał się w miarę nieźle, reszta tak jak ja była ucieleśnieniem nieszczęścia, zwłaszcza Key, który jako zespołowa mama przejmował się najwięcej. - Jjong to silny facet. Widziałaś jego mięśnie. Na pewno da sobie radę. Będzie z całych sił walczył. Ma dla kogo. 
 Z jednej rzeczy byłam szczęśliwa. Nie musiałam tkwić w tym sama. Miałam osoby, które mnie rozumiały i w  miarę możliwości wspierały. Gdybym miała z tym wszystkim siedzieć w samotności chyba bym zwariowała. 
- No chłopaki, czas myć się i spać! Musimy być jutro w pełni sił. - Tae usiłował wykrzesać trochę optymizmu z reszty zespołu. Można było powiedzieć, że mu się to udało bo na twarzach chłopaków pojawił się uśmiech, słaby ale jednak. - Ja wiem, że Wam jest ciężko, rozumiem to ale nie możemy zatrzymać się i utonąć w tym smutku. Musimy dać z siebie wszystko i wspierać Jonghyuna. 
Wymieniliśmy jeszcze uściski i życząc sobie dobrej nocy, rozeszliśmy się do swoich pokojów, a  dorm wypełniła cisza.

 ***

 Kolejne dni były jednymi z najgorszych w moim życiu. Ta ciągła niepewność i oczekiwanie było nie do zniesienia. Żyłam jedynie na lurowatej kawie z szpitalnych automatów, nic nie jadłam, o spaniu nie mówiąc. Noce mijały mi na nieustannym budzeniu się zlaną potem przez nawiedzające mnie koszmary. Nie mogłam znieść tej samotności, przejmującego braku Jjonga obok mnie. Wiem, że nadmiernie skupiałam się na swoim nieszczęściu i dawałam się mu ponieść ale myśl o straceniu ukochanego paraliżowała mnie, czyniąc niezdolną do normalnego funkcjonowania. Tak żyjąc, a raczej wegetując, czekałam przy łóżku aż Jonghyun się obudzi. Lekarze zapewniali mnie, że jego stan jest stabilny i że to musi trochę potrwać, organizm musi się zregenerować i te sprawy. Moje prawie że całodobowe dyżury przy jego łóżku już nikogo nie dziwiły, niektóre pielęgniarki zwłaszcza te w wieku podobnym do mojej mamy często przychodziły do mnie i pocieszały, przymykały oko na niektóre sprawy a w czasie mojej nieobecności czuwały by nikt niepowołany nie wchodził do sali. Właśnie ucięłam sobie drzemkę, kiwając się na niezbyt wygodnym krześle trzymając za rękę Jonghyuna gdy poczułam lekkie ściśnięcie mojej dłoni. Wymruczałam coś na wpół przytomna i wróciłam do snu, ale uścisk się powtórzył jeszcze kilkakrotnie, tym samym budząc mnie całkowicie. Uniosłam głowę i zobaczyłam jak zdezorientowany chłopak wodzi oczami po sali, w której się znajdowaliśmy. Nie zastanawiając się zbytnio porwałam go w ramiona, ciesząc się ciepłem jego ciała. Jednak szybko się odsunęłam, słysząc jego syk. 
- Przepraszam, kochanie, nie mogłam się powstrzymać. Strasznie się o Ciebie martwiłam, tak długo byłeś nieprzytomny. - zaczęłam go przepraszać, wylewając z siebie potok słów. Jonghyun zareagował na moją paplaninę tylko nieśmiałym uśmiechem.
- Gwaenchanhayo. Strasznie boli mnie głowa i pić mi się chce. Mogłabyś...
Nie zdążył nawet dokończyć a mnie już nie było. Prawie, że pobiegłam do automatu po coś ciepłego, w drodze powrotnej dzwoniąc do chłopaków by oznajmić im tę dobrą wiadomość. Wróciłam z szerokim uśmiechem na twarzy bo przecież teraz miało być już tylko lepiej. Podałam mu papierowy kubek i usiadłam obok. 
- Dziękuję. Już mi o wiele lepiej. Mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę... nie, nie chodzi o jedzenie - uspokoił mnie, widząc, że już się podnoszę. - Możesz mi powiedzieć gdzie jestem i co tu robię? Kompletnie nic nie pamiętam.
Słysząc ostatnie słowa, w moim umyślę powinna zapalić się ostrzegawcza czerwona lampka, ale zlekceważyłam to, zwalając na powypadkowy szok i zaczęłam tłumaczyć zaistniałą sytuację. W międzyczasie zjawili się Taemin i Key. 
- Hyung, no w końcu! Doczekać sie nie mogliśmy a Weronika to już prawie na rzęsach chodziła...
- Jadłeś już coś? - przerwał najmłodszemu Kibum. - Przez tyle czasu na pewno zgłodniałeś. Poczekaj, zaraz wrócę i przyniosę coś ciepłego...
- Nie trzeba, naprawdę. Wszystko ze mną w porządku. Ale mam jedno pytanie, które nie daje mi spokoju, kim jesteście i czemu aż tak dobrze mnie traktujecie, zwłaszcza ona.
 W tym momencie mój dobry nastrój rozprysł się na tysiące kawałeczków zupełnie jak rozbite lustro.

***

- Ale jak to możliwe? Czemu? Ile to potrwa? - zaczęłam zadawać multum pytań jak tylko zobaczyłam idącego w naszą stronę lekarza w podeszłym wieku, siedzącego w równie białym jak jego włosy fartuchu lekarskim.
- Spokojnie, wszystko pani wyjaśnię. Tylko po kolei.
Siłą powstrzymałam się przed wypowiedzeniem niezbyt grzecznego komentarza. Zacisnęłam ręcę w pięści, czekając na to co powie mężczyzna.
- Pacjent w skutek wypadku, zwłaszcza urazu głowy doznał amnezji powypadkowej. Jedynym lekarstwem na to jest czas, w miarę rekonwalescencji będzie odzyskiwał wspomnienia. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, niektóre z nich szybciej, niektóre wolniej a jeszcze inne - zawiesił głos i rozglądnął się po sali, jakby upewniając się czy może to powiedzieć. -  w ogóle. Miejmy nadzieję, że do tego ostatniego przypadku nie dojdzie. Jonghyun jest w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej więc myślę, że powrót do normalności to kwestia paru tygodni. 
Lekarz jeszcze przez chwilę rozmawiał z chłopakami, ale ja wyszłam z gabinetu i jak w transie opuściłam szpital. Nie zawracając sobie głowy zabieraniem kurtki i torebki. Nie reagowałam też na krzyki Taemina gdy zauważył moją nieobecność. Jedyne czego teraz potrzebowałam to pójść do domu, zamknąć drzwi na przysłowiowe trzy spusty i schować się pod kołdrą. Na szczęście miałam trzy tysiące wonów (niespełna 10 zł - przyp. autorki) kieszeni, więc o podróż nie musiałam się martwić. Starczyło mi nawet na drobne zakupy bo przecież lodówka świeciła pustkami odkąd 3/4 dnia jak nie cały, spędzałam poza domem. Gdy tylko dotarłam do domu i upewniłam się, że zamknęłam drzwi najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się. Wyłączyłam telefon, rzuciłam reklamówkę na podłogę i skierowałam sie do łazienki, chcąc jakoś zmyć z siebie wspomnienia z dnia dzisiejszego. Po ponad godzinie spędzonej w wannie, ubrana w najbardziej powyciągane dresy i z kubkiem parującej zupki w proszku usadziłam się na łóżku. Włączyłam telewizor, akurat leciał przygłupi program, którego uczestnicy mieli za zadanie pokonać tor przeszkód w jak najkrótszym czasie, jednak byli na tyle nieudolni, że przypominało to kiepską komedię. Zgłośniłam na maksimum. W takiej właśnie scenerii siedziałam cała zapłakana, ze spływającym makijażem i pociągająca od czasu do czasu nosem. Miałam serdecznie dość tego dnia. Byłam wściekła na cały świat i najchętniej wysadziłabym wszystko w powietrze. Po tym co dzisiaj usłyszałam moja nadzieja, a właściwie jej cień, skonał w bolesnej agonii. A postawiona diagnoza sprawiła, że odechciewało mi się żyć. Z resztą jak miałoby wyglądać teraz moje życie skoro Jonghyun nikogo nie pamięta, ze mną na czele? Mimo że lekarz zapewniał, że to tylko czasowe i na pewno wkrótce wspomnienia powrócą, to trudno było mi uwierzyć w jego słowa. Z resztą to było tylko gadanie o przyszłości, która ma to do siebie, że lubi się zmieniać. Zmożona podobnymi rozmyśleniami wkrótce zasnęłam. Jednak mój sen nie trwał długo. Zostałam brutalnie zbudzona przez dzwonek telefonu stacjonarnego. Nakryłam się kołdrą aż po sam czubek głowy, mając nadzieję, że wkrótce przestanie dzwonić i zapanuje błoga upragniona cisza. Niestety moje modły nie zostały wysłuchane. W tym samym momencie przeraźliwie zaburczało mi w brzuchu. No tak, z tego wszystkiego zapomniałam zjeść kolacji. Zauważyłam niedaleko siebie wciąż przykryty talerzykiem kubek z wystygnięta ale zawsze jakąś zupką. Wzięłam parę gryzów, z nadzieją, że to zagłuszy mój żołądek.
- Aish, naprawdę! Jeszcze tego brakuje! - wymamrotałam z pełnymi ustami, słysząc dźwięk domowego telefonu. Doczołgałam się do kuchni i odebrałam. - Czego? - naprawdę jedyne czego mi brakowało to jakaś bezsensowna rozmowa. Gdy w słuchawce usłyszałam głos Sooyoung odezwałam się uprzejmiej. - Tak? Jakie spotkanie? Dzisiaj? Aish, chincha? - w ferworze tego wszystkiego zupełnie o tym zapomniałam. - Mianhae, ale nie dam rady. Nie, ze mną wszystko w porządku, chodzi o... - zawahałam się przez chwilę czy mówić jej o całej sytuacji czy może lepiej nie obarczać jej tym - Wiesz co, przyjdź do mnie, obgadamy wszystko, dobrze? To do zobaczenia za niedługo.
Rozłączyłam się i powoli zaczęłam ogarniać mieszkanie. Tak, wiem, to dziwne. Jeszcze przed chwilą zarzekałam się, że nic nie zrobię i mam cały świat w głębokim poważaniu, a moim planem na dzień dzisiejszy był leżenie w łóżku i powolne umieranie. A teraz przeszłam w tryb aktywny i kszątałam się po pokoju, chcąc doprowadzić do użytku mieszkanie. Taki właśnie wpływ miała na mnie Sue, ten chodzący wulkan energii i nadziei na lepszy dzień. Szczerze mówiąc, byłam jej wdzięczna za ten telefon. Potrzebowałam teraz kogoś takiego jak ona. Wiedziałam, że mnie zrozumie i pocieszy, może nawet wymyśli jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji i dostrzeże jasne strony, chociaż ja nie widziałam żadnych. Bo co dobrego może płynąć z tego, że ukochana osoba w skutek wypadku straciła pamięć i wszystkie wasze współne wspomnienia przepadły? Chciałam, żeby i z tego Sooyoung wyciągnęła jakieś pozytywy, nawet najmniejsze. Pół godziny później dziewczyna była już u mnie. Przyniosła ze soba nawet moją ulubioną kawę, tak naprawdę był to napój kawopodobny bo kawy jako takiej szczerze nie lubiłam, oraz domowe ciasto. Jakby przewidziała, że mam coś ważnego do powiedzenia i bez odpowiedniego wsparcia się nie obejdzie. Rozmowa zeszła na zwykłe, błahe tematy w stylu co u mnie, jak w pracy i tym podobne, ale jednak zbliżała się nieuchronnie do sedna.
- Chodzi o to, że... - wzięłam głęboki oddech - Jonghyun miał wypadek, dość poważny, w skutek, którego stracił pamięć i... - dalej nie mogłam mówić, łzy zrobiły swoje, zalewając mi po raz kolejny twarz. Widząc to Soo od razu mnie przytuliła i zaczęła pocieszać.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś wcześniej?
- Nie... nie chciałam Cię martwić... ani sie narzucać, pewnie masz swoje problemy...
- Jestem twoją przyjaciółką, zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć. Wszystko się ułoży. To pewnie tylko chwilowe, Jonghyun musi teraz odpoczywać i na pewno za niedługo sobie wszystko przypomni. Takiej cudownej osoby jak ty nie da się zapomnieć.
Słysząc jej słowa pocieszenia, zapalił się u mnie płomyk nadziei, że to co mówi jest prawdą i że za miesiąc lub trochę więcej to wszystko będzie tylko przykrym wspomnieniem.
- Mam jeszcze jedną nowinę, tym razem dobrą. - powiedziałam gdy już się uspokoiłam. - Jestem w ciąży.
- Wow, chincha? Co tu sie wyprawia gdy znikam na chwilę. Gratuluję!- Sooyoung mało co mnie nie udusiła przez te swoje uściski. - Chcę być chrzestną!
Resztę dnia spędziłyśmy oglądając komedie romantyczne i plotkując. Wizyta przyjaciółki zdecydowanie poprawiła mi humor. Nie tryskałam wprawdzie nadmiernym optymizmem, ale czułam się o wiele lepiej.
 
  ***

Następnego dnia z samego rana udałam się do szpitala.
- Wera, wszystko w porządku? - właśnie zmierzałam do gabinetu lekarza by dowiedzieć się więcej o stanie zdrowia Jonghyuna gdy na korytarzu spotkałam Taemina. Pokiwałam twierdząco głową i lekko się uśmiechnęłam na potwierdzenie moich słów.
- Na pewno? Martwiłem się... to znaczy, wszyscy się o Ciebie martwiliśmy. Wyszłaś tak nagle, nie reagowałaś na moje wołanie, nie odbierałaś telefonu.
- Przepraszam i dziękuję za troskę. Po prostu... musiałam przemyśleć parę spraw.
Tae chyba chciał coś dodać, ale zamiast tego podał mi kawę. Podziękowałam i w milczeniu dotarliśmy do pokoju Jjonga.
- Widzę, że wsparcie fanek już dotarło i rozgościło się na dobrze. - stwierdziłam, widząc, że pokój jest niemalże wypełniony pluszowymi misiami i innymi zabawkami, do których były dołączone krótkie wiadomości ze słowami wsparcia oraz poustawianymi gdzie popadnie wazonami z kwiatami,  w większości czerwonymi różami. Moje przybycie zostałe entuzjastycznie przyjęte, zwłaszcza przez Kibuma, który jak na zespołową mamę nie omieszkał mnie okrzyczeć szeptem za moje zachowanie. Chłopcy widząc pytające spojrzenie Jjonga od razu mnie przedstawili. To była dość dziwna sytuacja i nie do końca wiedziałam jak mam się zachować, co powiedzieć, a może zamiast tego po prostu dygnąć na powitanie. Z opresji wybawił mnie Onew, który zarządził natychmiastowy odwrót, pozostawiając nas samych. Trochę mi ulżyło, ale uczucie dziwnego dyskomfortu nadal pozostało. Chwilę to trwało nim postanowiłam, że będę zachowywać się tak jak zwykle. Na jego miejscu też nie chciałabym być traktowana specjalnie.
- Jak się dzisiaj czujesz? - zapytałam, chcąc jakoś zacząć rozmowę i przysunęłam sobie krzesło.
- Dobrze. Cały czas ktoś tu zagląda, więc się nie nudzę, ale nie mają tutaj zbyt dobrego jedzenia.  
- Jeśli chcesz mogę coś dla Ciebie ugotować.
- Naprawdę?
- Nie ma problemu. Bardzo lubiłeś to, co przygotowywałam, zwłaszcza pierogi z kapustą i grzybami.
Serce mi się radowało gdy zobaczyłam błysk w jego oku, który pojawił się gdy padła wzmianka o jedzeniu. Pod tym względem nic się nie zmienił. W pokoju zapanowała cisza. Słychać było tylko cichy szum nawilżacza powietrza.
- Chodź tutaj. - z zamyślenia wyrwała mnie jego prośba. Przesunął się, robiąc dla mnie miejsce.
Zbaraniałam, słysząc jego słowa. Nie wiedziałam co mam zrobić, a przecież jeszcze niedawno taka sytuacja była dla mnie czymś zupełnie normalnym. Zdjęłam buty oraz płaszcz i usiadłam obok niego.
- Nie dziwię się sobie, że się w tobie zakochałem. - przesunął palcami po moich włosach, gładząc je. - Jesteś piękna, a na dodatek miła i dobra.
Starannie studiował moją twarz, kawałek po kawałku. Pod wpływem jego dotyku serce zaczęło mi szybciej bić, a oddech nieznacznie przyspieszył. Jonghyun spojrzał mi prosto w oczy, a ja zatraciłam się w tym spojrzeniu. Piękne ciemnobrązowe jak gorzka czekolada oczy znów na mnie patrzyły tak intensywnie jakby chciały dotrzeć na dno mojej duszy i dowiedzieć się o mnie wszystkiego. Nie mogąc się powstrzymać pogładziłam ręką jego chaotycznie ułożone włosy. Zauważyłam, że przeniósł wzrok na moje usta, przygryzając swoje, a potem znów spojrzał na mnie jakby czekał na pozwolenie, o które nie musiał nawet prosić. Jednak do niczego nie doszło bo rozległ się łomot do drzwi, a do pokoju wpadła cała reszta. Zawstydzeni tym co zobaczyli, przepraszając zmyli się jeszcze szybciej niż pojawił.
- Co to było? - zapytał zdziwiony Jonghyun.
- Oni tak zawsze robią gdy zostajemy we dwójkę. Kibumowi włącza się instynkt rodzicielski a resztę zżera ciekawość.
- Proszę, opowiedz mi wszystko.
- Na pewno? - aż mnie zatkało gdy usłyszałam jego prośbę.
- Tak, chcę znać wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.
- Dobrze, ale uprzedzam, że to będzie dłuuuga historia. - uśmiechnęłam się i zaczęłam opowiadać o tym jak i gdzie się poznaliśmy, co robiliśmy na pierwszej randce, o tym jak poznał moich rodziców, a później ja jego oraz o milionie innych rzeczy. Gdy skończyliśmy rozmawiać było już grubo po północy. Pożegnaliśmy się i ja razem z resztą zespołu wróciliśmy do domu. Jakoś tak lepiej się poczułam, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Iskierka nadziei rozpaliła się w moim sercu po dzisiejszej rozmowie. Wszyscy poszliśmy spać, jutro czekał nas pracowity dzień, ja musiałam zająć się pracą a ich czekały treningi, z których niestety nie zwalniała obecna sytuacja. Ranek nadszedł szybciej niż kiedykolwiek, może to dlatego, że zasnęłam wyjątkowo dość późno. Postanowiłam wykorzystać tę sytuację i przygotowałam śniadanie dla chłopaków. Dobrze wiedziałam, że poranny harmider nie pozwala na spokojną celebrację najważniejszego posiłku dnia.
- Dzień dobry! - powitałam radośnie Kibuma i Onew, którzy przyszli do kuchni. - Zapraszam do stołu.
Lekko zaspani i oszołomieni sytuacją zajęli swoje miejsca. Nastawiłam jeszcze wody na herbatę i przysiadłam się do nich, zaczynając rozmowę. Ledwo czajnik zagwizdał, dołączyli do nas Taemin i Minho, który tym razem ubrał koszulkę ku uciesze Kibuma. 
- Przepraszam na moment. - powiedziałam, przerywając zaistniałą sielankę i udałam się do toalety. Chwilę potem byłam z powrotem. Widząc zaciekawione spojrzenia skierowane w moją stronę, wytłumaczyłam z lekkim zażenowaniem. - Poranne mdłości.
Na co chłopaki zareagowali koncertem kaszli i o mało co nie pospadali z krzeseł.
- No już już, spokojnie. Głęboki oddech. - próbowałam jakoś ich uspokoić ale chyba z marnym skutkiem.
- Czy ty chcesz nam powiedzieć o tym o czym ja myślę, że chcesz? - zapytał Key.  
- Nie wiedziałam jak i kiedy to zrobić ale teraz chyba jest najlepszy moment. Chciałam razem z Jonghyunem was poinformować ale w tej sytuacji to niemożliwe bo nawet sam on o tym nie wie. - zostawiłam ich na chwilę w kuchni, a sama poszłam do przedpokoju po torebkę, z której wyjęłam brązową kopertę i podałam im ją. 
- Czyli jesteś w ciąży? - zapytał z niedowierzeniem Onew, przyglądając się zdjęciom USG.
-  Wow, brawo geniuszu! - rzucił z przekąsem Minho. - Jak na to wpadłeś?
- Zamiast się kłócić moglibyście jej pogratulować! - upomniał ich Key.
Jak na komendę wszyscy wstali i zaczęli mnie przytulać, mówiąc przy tym miłe słowa. Gdy całe towarzystwo poszło na górę przygotować się do wyjścia zostałam sama z Kibumem by posprzątać po skończonym śniadaniu. Zapewnił mnie, że zrobią wszystko, żeby Jjong sobie mnie przypomniał, zwłaszcza teraz. Niedługo potem całe mieszkanie było puste a ja pogrążyłam się w pracy, której przez te kilka dni trochę się nazbierało.  
***

Odkąd chłopaki dowiedzieli się o moim stanie zaczęli mnie wyręczać w niektórych czynnościach. Było to bardzo miłe i zaskakujące, ale na dłuższą metę męczące. Nie mogłam zrobić niczego wymagającego większego wysiłku w ich mniemaniu. Moje obowiązki ograniczyły się do odpoczywania. Nawet zadzwonili do mojego szefa, informując go o wszystkim i mówiąc by przypadkiem nie dawał mi jakiś stresujących zadań.
- Co wy nad nią tak nadskakujcie? - zapytał zdziwiony Jonghyun widząc jak Taemin zabiera ode mnie zakupy, a Key od razu przysuwa krzesło bym mogła usiąść.
- Ot przejaw dżentelmenskiej uprzejmości. - wyjaśnił szybko Kibum. Wszyscy stwierdziliśmy, że nic mu nie powiemy dopóki nie będzie to konieczne. Wszystko by się jeszcze bardziej pokomplikowało. - Dzisiaj przynieśliśmy zdjęcia i twoje ulubione jedzenie. Mamy nadzieję, że coś sobie przypomnisz. - zwinnie zmienił temat rozmowy rozkładając na jego łóżku albumy a na stolik kładąc potrawy, które gdy tylko zostały otworzone wypełniły swoim zapachem całą salę.
- Kho to zobił? - zapytał z pełnymi ustami Jonghyun.-Wszyscy od razu wskazali na mnie, na co zareagowałam wielkim rumieńcem.
- Chcieliśmy pomóc ale nie dała się. Postanowiła, że sama wszystko zrobi a przecież teraz gdy jest.... - Onew zaczął tłumaczyć. Na szczęście powstrzymał go czuwający w ukryciu Minho.
- Bardzo zapracowana to ciężko znaleźć czas.
- Wow, physzne! - odparł i kontynuował dalsze spożywanie, przeglądając zdjęcia w jednym z albumów. Musiałam siłą powstrzymać Key by nie skomentował jego zachowania. Wiedziałam doskonale jak bardzo chłopak oburza się gdy ktoś jedząc czyta książkę lub tak jak teraz przegląda zdjęcia. Liczyłam, że w tym małym chaosie, który sobie stworzył Jjong odnajdzie nić prowadzącą do wszystkich utraconych wspomnień. Bum! Nagle wszystkie kawałki układanki wrócą na swoje miejsce, a on podniesie wzrok znad fotografii i powie, że pamięta wszystko. Reszta dnia upłynęła nam na przyjemnych rozmowach i żartach. Nie nastąpił może żaden przełom, ale i tak cieszyłam się, że widzę go uśmiechniętego i rozgadanego a nie tak jak kilka dni wcześniej leżącego nieruchomo z mnóstwem kabelków a jedynymi dźwiękami było pikanie maszyny rejestrującej pracę serca. Narazie do szczęścia wystarczała mi sama jego obecność.   

***

Dni mijały, zamieniając się w tygodnie. Stan Jonghyuna systematycznie poprawiał się. Gips z ręki zniknął na dobre, zastąpiły go specjalne plastry mając pomóc odciążyć mięśnie. Pozostał jeszcze tylko ten na nodze, dlatego chłopak często poruszał się o kulach, zwiedzając szpitalne korytarze. Coraz więcej wspomnień wracało, mniejszych lub większych. W miarę upływu czasu i mój brzuch zaczął rosnąć. Oczywiście nie były to jakieś olbrzymie zmiany, ale dla mnie bacznie obserwującej swoje zmieniające się ciało były widoczne. Niestety ja nadal pozostawałam wielką niewiadomą mimo usilnych starań nas wszystkich. Podczas częstych wizyt w szpitalu znalazłam sobie bratnią duszę w przebywającej salę obok Eunhee, dziewczynie, która przez swoją nieszczęśliwą łamliwość kości była tutaj częstym gościem. Potrzebowałam kogoś komu mogę sie wygadać i kogoś kto ma świeże spojrzenie na sprawę. Przedstawiłam ją chłopakom, ale nie zareagowali zbyt dobrze. Powiedziałabym, że jak na nich to wyjątkowo chłodnie. Na szczęście dziewczyna się tym nie przejęła i razem ze mną odwiedzała Jjonga, a po skończonych wizytach długo rozmawiałyśmy. Pewnego dnia gdy spóźniona przez korki spowodowane długim weekendem czyniące Seul nieprzejezdnym szłam do jego sali usłyszałam z końca korytarza odgłosy kłótni. Z każdym krokiem słowa stawały się głośniejsze i wyraźniejsze. 
- Hyung! Nie możesz tak zrobić!
- Czemu? Widzisz jakieś inne wyjście z tej beznadziejnej sytuacji?
Uchyliłam trochę drzwi by zobaczyć co się dzieje. Jonghyun stał przy oknie podtrzymując się na kulach, a Taemin siedział na jego niezaścielonym łóżku, bawiąc się kołdrą. Obaj byli w minorowych nastrojach. 
- Usiłuję sobie ją przypomnieć ale nie mogę. Pamiętam was, okres przed debiutem i sam debiut nawet teksty piosenek, które wymyśliłem a nie zdążyłem zapisać. Jakby ktoś specjalnie zablokował wspomnienia. 
Tu nastąpiła przerwa, a w sali zapanowała cisza przerywana jedynie naszymi oddechami. Jakby przewidziana specjalnie na to, żeby usłyszała jego słowa. 
-  Aż mi się głupio robi gdy widzę jak przychodzi codziennie tutaj i spędza ze mną te parę godzin mimo że ma co do roboty. Tak bardzo się stara, przynosi te wszystkie zdjęcia, jedzenie, przedmioty, z którymi związane są nasze wspomnienia. A ja co? Milczę jak zaklęty. Łamię jej serca raz po raz a ona nadal ma siłę się uśmiechać i wierzyć, że kiedyś wszystko będzie jak dawniej.
- Choćby dlatego nie powinieneś się poddać. 
- Ja nawet nie mogę spojrzeć jej prosto w oczy. Dlatego proszę, opiekuj się nią dobrze. Wiem, że nie jest Ci obojętna. Lepiej się nią zajmiesz niż niczego nie pamiętający ja.
Tego było najwyraźniej już za dużo dla Taemina i podszedł do Jjonga. 
- Czy ty siebie słyszysz?! Te pierdoły, które gadasz jakbyś się naoglądał jakieś durnej dramy? Stary, jesteście małżeństwem! Jak możesz tak mówić?! A co z tą wiernością, miłością i byciem ze sobą w dobrych i złych chwilach? 
- Wiem, wiem, przepraszam... Nie jestem sobą. Czas mija a ja nadal mam pustkę w głowie. 
- Lekarze mówią, że musisz być cierpliwy i jest coraz lepiej.
- Konowały a nie lekarze! Nic nie wiedzą! Z czego się tak śmiejesz?
- To samo powiedziałeś gdy to ja trafiłem do szpitala. Zachowujesz się tak samo, więc chyba nie jest z tobą aż tak źle. A teraz to wszystko co powiedziałeś mi, powtórz jej i to do niej kieruj swoje przeprosiny.
Nawet nie zdążyłam się odsunąć od drzwi gdy te się otworzyły, ukazując mnie stojąca na progu. 
- Myślałaś, że Cię nie zauważę? - spytał, posyłając mi łobuziarski uśmiech i mierzwiąc włosy - Ona Cię naprawdę kocha. Nie zepsuj tego, hyung. 
Rzuciłam wszystko co miałam w rękach, podchodząc do Jonghyuna i pocałowałam go. Tak po prostu. 
- Popatrz na mnie. - poprosiłam, kładąc ręcę na jego policzkach, delikatnie je przy tym głaszcząc. Pokręcił przecząco głową, na co ja ponowiłam swoją prośbę. 
- To nie jest tak, że nie chcę. Chcę jak cholera ale nie umiem. Przepraszam, że sprawiam Ci tyle bólu. Powinnaś znaleźć sobie kogoś innego.
- Znalazłam. Stoi przede mną i gada głupoty. Kocham Cię bez względu na to czy mnie pamiętasz czy nie, rozumiesz?
Nie musząc mówić nic więcej wtuliłam się w niego. Zamknęłam oczy i marzyłam by ta chwila trwała wieczność. Ja i on, tak blisko siebie, że mogłam słyszeć bicie jego serca i poczuć zapach jego perfum, którym przeszły już wszystkie ubrania nawet te długo nie noszone. 
- Chodźmy spać. Dzisiaj był ciężki dzień. 
Tę noc spędziłam w niewygodnym szpitalnym łóżku nieprzeznaczonym dla więcej niż jednej osoby, ale ważne, że  z nim.  

***

Od tamtego momentu w Jonghyunie jakby coś zgasło. Stracił zapał i radość. Wszystko było mu jedno. Nasze wizyty już nie były takie same, pełne śmiechu i radości, upływające nie wiadomo kiedy. Teraz było dziwnie za cicho i zbyt spokojnie. Rzadko kiedy się odzywał a jak już coś mówił to najczęściej do Taemina, żeby dobrze się mną zajmował. Słysząc to, za każdym razem robiłam mu za to karczemną awanturę, która nie robiła na nim najmniejszego wrażenia. Po prostu zamykał się po niej u siebie i nie wpuszczał nikogo. Coraz więcej obowiązków spadło na moją głowę, a i reszta chłopaków nie próżnowali i co i rusz mieli jakieś zajęcia. Wtedy osoba taka jak Eunhee była bezcenna. Co jakiś czas zaglądała do Jonghyuna i dzwoniła do mnie z najnowszymi wieściami. 
- Może jednak trzeba to zakończyć? - zapytał pewnego razu Tae podczas śniadania.
- Co masz na myśli?
- No to wszystko. Ciebie, Jjonga, całą tą sytuację.
Słysząc jego słowa gorąca herbata, której łyk upiłam przed chwilą stanęła mi gulą w gardle. A nóż, którym kroiłam warzywa na zupę wypadł mi z ręki. Odwróciłam się i opierając się o blat spojrzałam na chłopaka. 
- Wow... tego się nie spodziewałam, zwłaszcza po tobie. 
- Przepraszam, ale jak ty sobie to wyobrażasz? Przecież on Cię kompletnie nie pamięta. Opowiadasz mu tysięczny raz jak się spotkaliście a on nadal nic. Ja wiem, że czas jest potrzebny w takich sprawach i w ogóle ale nie sądzisz, że to daremny wysiłek?
- On mnie teraz potrzebuję, bardziej niż kiedykolwiek. 
- I dlatego zamyka się i nie pozwala nikomu wejść? On się poddał. Sugeruję, żebyś zrobiła to samo. Zaoszczędzisz sobie przykrości.
- I to mówi najlepszy przyjaciel! Powinieneś go wspierać!
- Wspieram, ale nie widzisz, że to nie ma sensu?
- Najlepiej żebym się go posłuchała, wyrzuciła uczucia do najbliższego śmietnika i pozwoliła się opiekować Tobie, tak? - twierdząco pokiwał głową - Przyznaj, nadal Ci się podobam. Co z tego, że jestem mężatką w dodatku przy nadziei. Dlatego tak mówisz. 
- Nie, ale to też ma swój wpływ. 
- Nawet nie zaprzeczaj! To, że zmieniłeś się z wyglądu i już nie jesteś dłużej długowłosym młodzieńcem nie oznacza, że jesteś inny w środku. To nadal ten sam zakochany w dziewczynie przyjaciela Taemin zbyt nieśmiały by przyznać się do tego przed samym sobą jakiego znam.
- Po prostu lepiej zacząć od nowa.
- Z Tobą w pakiecie?
- A co, nie lubisz mnie? - jego pewny siebie uśmiech trochę ostudził mój zapał.
- Lubię ale jako brata nikogo więcej.
- Widzisz to? - podetknęłam mu prawą rękę pod oczy - To jest złota obrączka, znak małżeństwa, czyli związku dwojga ludzi, którzy ślubowali sobie wierność, miłość i wsparcie w doli i niedoli. Zamierzam dotrzymać tej obietnicy i będę czekała tyle ile trzeba. Rok, dwa, pięć, nie ważne ile!
- Uważam, że powinnaś dać sobie spokój. - powiedziawszy to wstał od stołu i wyszedł z mieszkania, biorąc po drodzę kurtkę i trzaskając drzwiami.
- A co to za krzyki od rana? - spytał zaspany Key, wchodząc do kuchni.
- Przepraszam, tylko rozmawialiśmy. Głowa mnie boli. Idę się położyć.
- Zaparzyć Ci coś? 
- Nie, dziękuję. 
Nic więcej nie mówiąc poszłam na górę do swojego dawnego pokoju. Położyłam się na łóżku z zamiarem zaśnięcia jednak mój mózg chciał inaczej i naszło go na rozmyślania, od których tak bardzo chciałam uciec. Może faktycznie powinnam tak zrobić? Było by to na pewno łatwiejsze, ale  nie mogłam. Nie dałam rady przekreślić wszystkich naszych wspomnień, uczuć, chwil, które razem przeżyliśmy jedną wielką czerwoną linią. A mogłabym, wiedziałam, że Taemin nadal coś do mnie czuje, mimo że zapierał się, że nie. Jednak to było ponad moje siły. Wstałam i bezwiednie udawałam się do pokoju, który kiedyś Jonghyun dzielił z Key. Podeszłam do szafy i zaczęłam w niej grzebać do momentu gdy nie znalazłam bluzy w kształcie dinozaura, tej którą podarowałam mu w nasze pierwsze święta. Założyłam ją, wdychając znajomy zapach, który tak uwielbiam. Zawróciłam do pokoju nawet nie zawracając sobie głowy sprzątnięciem bałaganu, który zrobiłam. Gdy wróciłam czekała na mnie wiadomość.
Przepraszam, poniosło mnie. Przemyśl to wszystko raz jeszcze. Martwię się o Ciebie, naprawdę. Jakby co, wiesz gdzie mnie znaleźć. 
Nawet nie zamierzałam na nią odpisywać. Wyłączyłam telefon i poszłam spać.

***

- Tutaj jesteś! - z otępienia wyrwał mnie głos Taemina. - Przeszukałem cały budynek. Już chiałem dzwonić na policję i zgłosić zaginienie.
Nie odpowiedziałam nic tylko dalej patrzyłam się na panoramę Seulu rozciągającą się z dachu wieżowca, w którym pracowałam. Powoli wypuściłam z ust szaroniebieski dym papierosowy o słodkiej woni malin a następnie kolejny raz się zaciągnęłam. Był późny wieczór i mimo że cały dzień słońce świeciło teraz można było poczuć lekki wiatr, powodujący ciarki na mojej skórze. 
- To pierwszy i ostatni raz. - powiedziałam zanim chłopak zdążył otworzyć usta. - Wiem, że nie powinnam palić ale potrzebowałam czegoś na uspokojenie. Nawet nie są moje, zwinęłam koleżance. - widząc jego pytające spojrzenie, kontynuowałam. - Przed chwilą dostałam wiadomość od Eunhee. Powiedziała, że Jonghyun nie chcę mnie więcej widzieć, że to go stresuje i pogarsza jego stan.
- Wierzysz jej?
- Czemu miałabym tego nie robić skoro nawet lekarz to potwierdził?
- To zabawne bo dzisiaj dzwonili do nas ze szpitala z pytaniem czemu zaprzestaliśmy wizyt. Chyba jednak nie jest tak jak mówi ta cała Eunhee. Od początku mi się nie podobała.
- Czyli jak ktoś nie jest w twoim typie to od razu zły, tak?!
- Spokojnie, nie to miałem na myśli. Masz, załóż to. Zimno się zrobiło a ty nie możesz się rozchorować. - podał mi swoją kurtkę, którą posłusznie ubrałam. - Przyszedłem w innej sprawie. Pojutrze urządzamy imprezę, znaczy Jonghyun no i chcemy, żebyś przyszła. 
- Z jakiej to okazji? 
- Wyjścia ze szpitala i powrotu do zespołu. Takie comeback party jak on to określił.
- No tak, przecież już prawie, że nic mu nie jest. Gips zniknął razem z siniakami. Gdzie to ma być? 
- Tu wszystko jest napisane. - wręczył mi niebieską kopertę. Otworzyłam ją i przebiegłam wzrokiem po tekście.
- Tam gdzie była jedna z pierwszych wspólnych imprez. Czy wy przypadkiem czegoś nie kombinujecie? Z resztą nieważne. - schowałam kopertę do kieszeni i poprawiłam kurtkę.- Przepraszam, że podniosłam na Ciebie głos. Nie chciałam. Przez to wszystko nie jestem sobą.
- Gwenchanayo.
- Powinnam to wszystko rzucić, zapomnieć o nim i zostać z tobą, prawda? - podniosłam oczy znów wydychając powoli dym i spojrzałam na chłopaka. Słysząc moje słowa zarumienił się lekko i już chciał zaprzeczyć, ale ubiegłam go. - Tak byłoby lepiej i łatwiej, ale niestety ja mam w swej naturze walkę do samego końca. A poza tym to... - Nie dokończyłam ponieważ pocałowałam go. Móc widzieć jego zaskoczoną minę przez te parę sekund - bezcenne. Nie był to żaden długi i namiętny pocałunek. Powiedziałabym nawet, że typowy wallkiss rodem z dram. -  Chciałam coś sprawdzić i na moje nieszczęście tylko z nim czuję tą magię. Przepraszam, że tak Cię wykorzystuję. Przekaż reszcie, że przyjdę.
Zdjęłam kurtkę, wręczając ją zdezorientowanemu chłopakowi i wyszłam. Powinnam też dodać, że czasami zdażało mi się być impulsywną, co nie raz przysporzyło mi kłopotów. 

***

 Dni pozostałe do imprezy minęły w ekspresowym tempie. Pięknie ubrana i umalowana właśnie jechałam na miejsce rozpoczęcia imprezy a w mojej głowie zdążył się już stworzyć plan od którego zależało moje i Jonghyuna być albo nie być. Mimo że na zewnątrz wyglądałam na pewną siebie i zadowoloną to w środku mnie panował chaos. Jak nigdy wcześniej teraz denerwowałam się czy wszystko pójdzie po mojej myśli. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. W razie niepowodzenia miałam w zanadrzu plan B z wykorzystaniem osoby, o której wiedziałam, że w planowanej przeze mnie sytuacji mnie nie zawiedzie. Tego była więcej niż pewna. Chyba, że również straci pamięć. Widząc, że samochód zbliża się do klubu wzięłam kilka głębokich oddechów i przywołałam na swoją twarz radosny uśmiech. Przywitał mnie oślepiający blask fleszy. Najwidoczniej paparazzi zwietrzyli, że coś się święci. Szybko przedostałam się środka, wcześniej pokazując zaproszenie dwóm barczystym bramkarzom. Klub był dokładnie taki jak podczas naszej ostatniej wizyty. Od razu zauważyłam machających do mnie chłopaków. Przywitałam się z każdym, wymieniając uściski. Zamówiłam sok pomarańczowy z lodem. Mimo że znajdowałam się tu od kilku minut to już zaczęło być mi gorąco. Zimny napój był tym czego potrzebowałam. Popijając go, zaczęliśmy rozmowę o wszystkim i o niczym. Po godzinie impreza rozkręciła się na dobre. Alkohol lał się litrami, a na parkiecie tłumy tańczyły do najnowszych hitów. Sztuczna mgła i bańki mydlane latające wszędzie dopełniały obrazu. Razem z chłopakami również nie próżnowaliśmy i prawie, że cały czas podrygiwaliśmy do lecającej muzyki. Nie ważne czy były to szybkie czy wolne kawałki. Złapałam za rękę Jonghyuna i wyciągnęłam nas z roztańczonego tłumu.
- Dokąd idziemy? - zapytał zdezorientowany.
Nie odpowiedziałam, tylko przyparłam go do ściany i namiętnie pocałowałam. Włożyłam w ten pocałunek wszystkie moje uczucia, które do niego żywiłam. Uśmiechnęłam się gdy go odwzajemnił, czyniąc jeszcze bardziej pełnym pasji.
- Przepraszam za to, co teraz zrobię, ale to jedyny sposób by wszystko wróciło do normy. - powiedziałam niechętnie przerywając pocałunek. - Uratuj mnie jeszcze ten jeden raz.
Nadszedł czas na wprowadzenie mojego planu w życie. Odsuwając się od lekko oszołomionego chłopaka zrobiłam kilka kroków w tył do momentu aż nie wpadłam do basenu. Ktoś widząc co robię chciał mnie złapać ale było już za późno. Z chwili na chwilę opadałam coraz bardziej na dno. Nie widziałam nic, ale z łatwością mogłam sobie wyobrazić zamieszanie jakie powstało tam na górze. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy. Teraz pozostało tylko czekać kto zrobi pierwszy krok.

***

Stałem oszołomiony nad brzegiem basenu, a wokół mnie zaczął zbierać się pokaźny tłum. Jeszcze przed chwilą ona stała tu przede mną i obdarzała mnie gorącymi niczym ogień pocałunkami a teraz...
- Co się stało?! Gdzie Weronika?! - Key dopadł mnie w mgnieniu oka i teraz starał się przekrzyczeć panujący hałas. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa wskazałem miejsce gdzie zniknęła, na co zareagował krzykiem pełnym paniki i jął nowoływać by któryś tam wskoczył. Jednak nikt się nie ruszał, a oczy chłopaków były wpatrzone we  mnie. Nie miałem pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Przymknąłem powieki i spróbowałem zmusić mój mózg do myślenia na najwyższych obrotach. W głowie dudniły mi jej ostatnie słowa. Przepraszam za to, co teraz zrobię, ale to jedyny sposób by wszystko wróciło do normy. Alkohol, którego sporo dzisiaj wypiłem choć nie powinienem, poważnie utrudniał kojarzenie faktów. O co chodzi? Do czego mamy wrócić? Ah prawda, wszystko przez moje nieszczęsne wspomnienia. Nie pamiętam nic co jest związane z nią od czasu  wypadku. Nawet imienia mimo że powtarzała mi je już sto razy. Uratuj mnie jeszcze ten jeden raz. Czemu mnie o to poprosiła i  wpadła do basenu? Mówiła przecież, że nie lubi wody odkąd na wakacjach miała nieprzyjemny incydent. Mogła powiedzieć to Taeminowi, przecież widzę jak on na nią patrzy. Na pewno by jej nie odmówił. Pytań zaczynało być coraz więcej. Jeszcze te przeszywające spojrzenia chłopaków. Myśl, myśl, myśl. Nagle brakujący kawałek układanki wskoczył na miejsce. Wspomnienia, które tak bardzo chciałem odzyskać wróciły niczym gigantyczna fala, zalewając mój umysł. Nasze pierwsze spotkanie, poznanie jej rodziców, wylot do Seulu, nasze pierwsze wspólne święta, nawet pojedyncze słowa z rozmów jakie przeprowadziliśmy. Poprosiła właśnie mnie bo to... ja ją wtedy uratowałem! Musiałem wziąć parę głębokich wdechów. Teraz wszystko się zgadza! Czemu ja tu jeszcze stoję?! Powinienem ją ratować! Nie zastanawiając się ani sekundy dłużej wskoczyłem do basenu. W mgnieniu oka zlokalizowałem ją. Leżała nieruchomo cała blada prawie że na dnie. Szybko porwałem ją w ramiona i zacząłem płynąć do brzegu. Modliłem się, żeby nie było za późno. Nie wybaczyłbym sobie tego gdyby jej się coś stało. Nie teraz gdy pamiętam. Delikatnie położyłem ją na plecach. Była taka zimna. Zacząłem nią lekko potrząsać, błagając by otworzyła oczy. Jednak to nic nie dało. Czas uciekał a ona nadal była nieprzytomna. Nie wiedziałem co robić. Powtórzyłem czynności ale znów bez skutku. Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i zacząłem sztuczne oddychanie. Już miałem się poddać gdy zobaczyłem jak jej klatka piersiowa powoli unosi się i opada. Chwilę później Weronika podniosła powieki i spojrzała na mnie. W przypływie emocji mocno ją objąłem, przyciągając do siebie, ale zaraz puściłem słysząc jęk bólu.
- Wszystko w porządku? - zapytałem drżącym głosem.
Pokiwała głową, kaszląc. Odetchnąłem z ulgą. Kilku tonowy kamień z hukiem spadł mi z serca.
- Nigdy więcej tak nie rób. - przytuliłem ją znowu. - O mało co nie umarłem ze strachu.
- Przepraszam, ale to znaczy, że mój plan się powiódł... - odpowiedziała, wtulając się we mnie. Cudownie było móc  poczuć znowu ciepło jej ciała.
- Jaki plan?
- Miałeś sobie mnie przypomnieć i uratować tak jak to zrobiłeś wtedy na wakacjach. Proszę, wypowiedz moje imię. Chcę mieć pewność, że to wszystko to nie sen, z którego zaraz się obudzę.
- Jesteś Weronika, kobieta, którą w końcu odzyskałem i kocham najbardziej na świecie. - wyszeptałem, złączając nasze usta w pełen miłości pocałunek, pierwszy prawdziwy od tak długiego czasu.
- No skoro, wszystko wróciło do normy. To myślę, że możemy wracać. - powiedział Key, przerywając naszą chwilę bliskości.
Nigdy tak ochoczo nie przystałem na propozycję Kibuma jak teraz.
- Chodźmy do domu. Jest tyle rzeczy, które musimy nadrobić.
- Nawet nie wiesz ile hyung! - krzyknął Onew, robiąc w powietrzu znak zaokrąglonego brzucha, za co od razu oberwał od Minho.
- Tym bardziej musimy się pośpieszyć. Skoro AŻ tyle mnie ominęło.

***  

W pokoju rozbrzmiało piszczenie urządzenia zwanego elektroniczną nianią. Oznaka, że któreś z dzieci się obudziło, jest głodne, miało zły sen albo wszystko naraz i zaraz zacznie się koncert jęków i płaczów. Chcąc temu zapobiec pół przytomna wstałam z łóżka, udając się do pokoju zajmowanego przez nasze 3 letnie bliźniaki, Daniela i Soojin. Cisza jaką tam zastałam była aż trudna do uwierzenia. Przerywały ją jedynie oddechy dzieci i ich gaworzenie. Okryłam je jeszcze kołderkami bo jak zwykle rozkopały je w nocy i poszłam do kuchni. Nastawiłam wodę na herbatę i tak za niedługo miałam wstać więc taka wcześniejsza pobudka była mi nawet na rękę. Chciałam zrobić zaległe tłumaczenie by móc po obiedzie bez żadnych wyrzutów wybrać się na obiecaną rodzinną wycieczkę do ZOO. Otworzyłam szafkę, zastanawiając się, którą z herbat wybrać. Padło na śliwkowo-cynamonową, moją ulubioną, niefortunnie umieszczoną na najwyższej półce. Próbowałam dosięgnać opakowania stając na palcach, niestety nadal brakowało parę centymetrów. Nie zamierzałam się poddać, wyciągnęłam małą drabinkę, na którą następnie wspięłam się i w końcu zdobyłam upragniony napój. Zadowolona z siebie zamknęłam szafkę, schodząc. Jednak zachwiałam się i za pewne bym doświadczyła nieprzyjemnego spotkania z podłogą gdyby nie Jonghyun, który złapał mnie w ostatniej chwili.
- Skarbie, co to za szczyty zdobywasz z rana?
- Chciałam zrobić sobie herbatę a moja ulubiona była na górzę więc się wspięłam...
- I prawie byś spadła. Wystarczyło mnie poprosić. - powiedział, podając mi pudełko, które zdążyło wypaść mii z ręki.
- Dziękuję, mój Supermanie. Chcesz jedną? - zapytałam, wyjmując dwa kubki i zalewając wrzątkiem umieszczone w nich saszetki.
- Chcę Ciebie. - wyszeptał, całując mnie po szyi.
- Yah, poparzę się przez Ciebie.
Jonghyun jak to miał w zwyczaju nie posłuchał się mnie i jak na złość zwiększył pieszczoty, idąc z pocałunkami coraz wyżej. Obrócił mnie twarzą do siebie zanim zdążyłam coś powiedzieć i złożył na moich ustach pocałunek równie gorący jak woda na herbatę. Mimo że kazałam mu przestać to z chęcią pocałowałam go z powrotem.
- Dzieci zaraz się obudzą... - wyszeptałam łapiąc z trudem oddech. - Powinnam zacząć robić śniadanie...
- Całą noc nie spały to raczej szybko nie wstaną, więc nie mamy się gdzie śpieszyć.
Podniósł mnie, sadzając na blacie i dalej pieszcząc moją szyję, na co reagowałam ku jego uciesze cichymi urywanymi jękami. Już miałam go skarcić, że zaraz coś rozbije lub zrobi inną minikatastrofę gdy zauważyłam spod przymrużonych powiek, że ktoś nam się przygląda. Zamrugałam kilkakrotnie i tym tajemniczym ktosiem okazała się Soojin, nasza mała księżniczka. 
- Kochanie, mamy gościa. - oznajmiłam, przerywając pieszczoty i niechętnie odsuwając się. - Popatrz kto do nas przyszedł.
- A zapowiadało się tak pięknie. No, cóż dokończymy to wieczorem - wyszeptał, puszczając mi łobuzerskie spojrzenie. Kochany głupek. Poprawiłam mu zmierzwione jak zawsze włosy i zaczęłam wyjmować z lodówki produkty potrzebne do przygotowania śniadania, tymczasem Jong wziął małą na ręcę i zaczął z nią konwersację, której przysłuchiwałam się z zaciekawaniem.
- Słonko, a ty nie powinnaś jeszcze spać? Dzieci w twoim wieku muszą dużo spać by rosnąć. 
- Miałam zły sen.- przyznała nieśmiało dziewczynka.
- Oh jej, moje biedactwo. Ale teraz jest już w porządku, prawda?
Soojin pokiwała głową i wtuliła się w niego. 
- Appa, mogę o coś zapytać?
- Pewnie, że tak.
- Co robiliście z mamą gdy przyszłam? - zadała pytanie, tym samym wprowadzając Jonghyuna w stan szoku i zakłopotanie. Z trudem powstrzymałam się od śmiechu. Byłam ciekawa jak on z tego wybrnie. - No więc my... jakby Ci to powiedzieć.... Aish, nie wiedziałem, że takie pytania chodzą po głowie tak malutkiej dziewczynki...
- Appa! Powiedz, powiedz, powiedz jebal! - pospieszyła go, nie dając się zbyć. Była przeurocza gdy tak patrzyła na niego swoimi dużym czarnymi oczkami.
- Arasso, arasso... No więc... piliśmy razem herbatę. Taką bardzo dobrą zrobioną przez mamę. 
- Na pewno?
- Na sto procent. - zapewnił gorliwie.
- Dobrze, panie miłośniku herbaty, proszę teraz rozłożyć talerze. - przerwałam sesję codziennych pytań, którymi zasypywała nas Soojin - A w tym czasie my pójdziemy się przebrać, dobrze?
Złapałam za rączkę córeczkę i poszłyśmy do pokoju, który dzieliła ze starszym o minutę bratem. Po kwadransie wróciliśmy do kuchni razem we trójkę. Daniel idąc za siostrą również stwierdził, że wystarczająco się dzisiaj wyspał i nie może doczekać się, aż zobaczy te wszystkie zwierzęta. Przywitał nas zapach naleśników z truskawkami i czekoladą oraz pełen dzbanek kakao. Chwilę później zasiedliśmy wszyscy do stołu i oddaliśmy się radosnej konsumpcji, wesoło ze sobą rozmawiając i planując dzisiejszy dzień. Przez to, co ja i Jonghyun przeszliśmy nasz związek wzmocnił się.  Nauczyliśmy się doceniać małe z pozoru błahe rzeczy i cieszyć się z nich, oraz nie odkładać nic co jest ważne w nieskończoność. Przecież nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Mieliśmy jednak nadzieję, że już nic nie zakłóci naszego życia i będziemy mogli dłuuugo i szczęśliwie pozostać w naszej własnej bajce. 

***

Tak, to już koniec. Nie mogę uwierzyć, że to już. Moje pierwsze w życiu opowiadanie dobiegło końca. Wiele dla mnie ono znaczy, zarówno ze strony sentymentalnej jak i z tej, że dzięki niemu rozwinęłam swoje umiejętności pisarskie, nauczyłam się na nim wielu ważnych i przydatnych rzeczy. Dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy je czytali i komentowali, dając mi tym samym niesamowicie dużą dawkę motywacji. Tej grupie należą się podwójne, a nawet potrójne podziękowania. Skoro to mam już za sobą, czas na kolejne! Również romansidło, ale w zupełnie innym stylu. Także wyczekujcie. Jeszcze raz proszę zostawienie po sobie śladu w postaci komentarza, choćby najkrótszego.


Do szybkiego napisania.
Buziaki :*


7 komentarzy

  1. Na końcu się popłakałam i w dodatku sama nie wiem czy ze smutku, że to koniec mojego ukochanego opowiadania czy dlatego, że wszytko się tak szczęśliwie zakończyło ♥ Tak czy inaczej teraz ryczę i czytam ten przepiękny rozdział po raz 3 ♥♥♥ Kocham!!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję ukończenia opowiadania! :) Przejęłam się w pewnych momentach tym, jak zachowywał się Jong, ale na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Głowni bohaterowie zostali szczęśliwymi rodzicami bliźniaków i oby żyli jeszcze ta szczęśliwie, przez dłuugi czas. :)
    ps. czasami mam wrażenie, że mamy jeden mózg, bo ja w swoim opku też zamierzam wspomnieć o zaręczynach i tak dalej, prócz utraty pamięci. :P
    Życzę powodzenia z nowym opowiadaniem. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek przeczytałam, tyle emocji wyszło ze mnie, dziękuję Unnie <3
    // Bloondie ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham twoje opowiadanie po prostu cudo. Wczoraj zaczęłam je czytać, bo moja przyjaciółka mi je poleciła i miała racje, że jesteś jedną z najlepszych autorek opowiadań pod słońcem. Mam nadzieje, że twoje następne opowiadanie będzie równie genialne. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejuu. Cudowne opowiadanie, masz niesamowity talent. Przyznaję to szczerze, gdyż niewiele opowiadań sprawia, że płaczę ze wzruszenia. Czekam na kolejne <3

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics