Yes, I'm Jonghyun from SHINee #58

Ostrzeżenie: rozdział zawiera fragmenty przeznaczone dla osób powyżej osiemnastego roku życia, pozostałe osoby czytają na własną odpowiedzianość. Autorka nie bierze odpowiedzialności za spowodowane szkody, napady śmiechu etc.
Enjoy!


***

Następnego dnia poszliśmy do szpitala odebrać Taemina, który spędziwszy tam noc miał zostać dzisiaj wypisany. Pielęgniarka w recepcji skierowała nas do sali numer osiem, gdzie został umieszczony chłopak. Wchodząc do pokoju zastaliśmy go pakującego swoje rzeczy do torby przyniesionej dzień wcześniej przez Kibuma.
- Oh hej! - powiedział gdy nas zobaczył. - No to co, idziemy?
- Nie tak szybko. Najpierw sobie porozmawiamy - odparł na to Key z poważną miną, rozsiadając się na drugim wolnym łóżku. W jego ślady poszli chłopcy zajmując znajdujące się w sali krzesła, a ja usiadłam  na kolanach Jonghyuna. Zapowiadała się dłuższa wizyta. Taemin słysząc te zwiastujące burzę słowa, skupił się na torbie, chcąc jakoś odwlec ten nieuchronny moment.
- Co ty najlepszego zrobiłeś?! - cisza panująca w pokoju została brutalnie przerwana przez do tej pory spokojnego Jonghyuna, który nie wytrzymał i dał upust swoim emocjom, za co został skarcony wzrokiem przez Kibuma.
- Ah to... - Tae spuścił wzrok na podłogę i zaczął strzykać kostkami. Chciał coś powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, ale Jonghyun mu przerwał i zaczął wygłaszać mowę oskarżycielską.
 - Mało co na zawał nie padliśmy! No dobra, może my nie, bo już przyzwyczailiśmy się do twoich głupich pomysłów, ale jej - nie przerywając, wskazał na mnie - to na pewno nie wyszło na dobre, nadenerwowała się i wypłakała wystarczająco. Nawet chciała się wyprowadzić bo ubzdurała sobie, że to wszystko jej wina.
W miarę trwania połajanki Taemin coraz bardziej kurczył się w sobie. Gdy Jonghyun skończył chłopak wygląd jak przestraszona strusia. Nie wiedział gdzie oczy podziać i najchętniej zapadłby się pod ziemię.
- Nie eee wiem co miii do głoo wy strzeliłoo - powiedział po chwili  milczenia, urywanym głosem. - Straasznie mi tee raz głupio i... naprawdę nie chciałem by tak wyszło. Przee praa szam.
- Przeprosiny przyjęte. Zaczynamy z nową kartą, ale nie próbuj tak znowu jeśli nie chcesz żeby ktoś z nas zszedł  z tego świata zbyt szybko - przestrzegł go Minho.
- Lekarz kazał nam z tobą porozmawiać po tym, co się stało... - zaczął tłumaczyć Key, ale Taemin nie dał mu dokończyć.
- To nieprawda, co on mówi! Nie jestem kimś takim! Po prostu miałem chwilę słabości i głupio zrobiłem.
- Też tak mówiłem, ale oni mnie nie słuchali. - wtrącił Jonghyun.
- Ale nie zaszkodzi porozmawiać, by się to nie powtórzyło. - dokończył Kibum matczynym tonem.
- Nie zdarzy się! - solennie zapewnili go naraz Jjong i Tae, czym wywołali nasz śmiech. Atmosfera nagle się rozluźniła i wszystko zaczęło wracać do porządku.
- W takim razie, możemy iść do domu. - zakomenderował wesoło Onew, podnosząc się.
- Chciałbym zamienić jeszcze słówko z Werą. - nieśmiało powiedział Taemin.
- Proszę bardzo, mów. Postanowiliśmy, że od teraz nie będzie żadnych niedomówień ani sekretów, bo wszyscy wiemy jak to się kończy...
- W cztery oczy. - dodał długowłosy chłopak.
Słysząc to, Jjong przewrócił oczami i już szykował się dodania swoich trzech groszy, ale uprzedziłam go i skinęłam głową na znak, że zgadzam się na propozycję chłopaka.
- Ale jak to?! Miało nie być spiskowania! - krzyknął zdziwiony Jjong, energicznie podnosząc się z krzesła, prawie zrzucając mnie na podłogę.
- Spokojnie. Widać chce mi coś powiedzieć, a nie ma na tyle odwagi czynić to w większym gronie. A i tak wiadomo, że za drzwiami będziesz stał z szklanką przy uchu, mój ty zazdrośniku jeden.- uspokoiłam go, całując w policzek.
- Ostatnim razem też tak było... No ale dobrze, dobrze, dla Ciebie wszystko - Jjong zgodził się i pocałował mnie w usta odrobinę za długo sądząc z reakcji chłopaków. - Idziemy! - niechętnie zakomenderował i po serii uścisków i poklepywań, które każdy z chłopaków wymienili między sobą w sali zostałam tylko ja i Taemin.
- Co takiego chciałeś mi powiedzieć? - spytałam, modląc się w duchu by nie było to kolejne wyznanie. Miałam już pewne doświadczenie w tych sprawach i bałam się tego, co mogę usłyszeć. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że gdzieś to już widziałam. Deja vu jak nic. 
- Przepraszam, naprawdę przepraszam. Nie wiem co mógłbym zrobić byś zapomniała o tym, co się zdarzyło. Strasznie mi głupio. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżywałaś. - oznajmił po chwili wahania Tae z wzrokiem utkwionym we własne buty.
- Po pierwsze, nie przepraszaj już więcej, bo zacznę podejrzewać, że jest to jedyne słowo jakie znasz. - powiedziałam, kładąc ręce na jego policzki. - Spójrz na mnie. - poprosiłam, widząc, że za wszelką cenę ucieka wzrokiem. - Po drugie, co się stało, to się nie odstanie. Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Zrobiłeś pare niemądrych rzeczy, ale grunt, że zrozumiałeś swoje błędy i nie popełnisz ich w przyszłości. Na pewno trudno mi będzie zapomnieć o tym co się zdarzyło, bo to mną wstrząsnęło, ale trzeba żyć dalej, a nie rozpamiętywać w kółko przeszłość. Po trzecie i ostatnie, uśmiechnij się w końcu! Nie mogę patrzeć jak jesteś taki smutny.
- Jestem straszny, a ty taka dobra i wyrozumiała. Jak ty to robisz? - chłopak nie krył zdziwienia.
- Tak już mam. Lepiej się śmiać niż płakać, nie?
Taemin pokiwał głową i pogłaskał mnie po włosach.
- Jesteś szczęśliwa? - spytał znienacka.
- Tak. Teraz wszystko w końcu jest w porządku i niech trwa jak najdłużej - odpowiedziałam, przytulając się do chłopaka. Zaczęłam się śmiać, tak bez powodu, beztrosko, po chwili Tae dołączył do mnie. Śmialiśmy się długo nie mogąc przestać, tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Odczułam wielką ulgę, jakby wielki kamień spadł mi z serca. Chciałam jedynie skupić się na pozytywach, zapominając o złych rzeczach z przeszłości.
- No, to skoro wyjaśniliśmy sobie wszystko masz mnie teraz wspierać bo za niedługo będę musiała wybrać suknię i milion innych rzeczy. - powiedziałam gdy uspokoiłam się trochę - Ah i zacznij się przygotowywać się do roli głównego drużby, coś mi ptaszki ćwierkają, że to właśnie tobie przypadnie ta rola. - powiedziałam i puściłam mu oczko. - Chodźmy już, bo oni umrą za chwilę z niecierpliwości, zwłaszcza Jjong. A ponad to nie można pozwolić ostygnąć szarlotce, którą specjalnie dzisiaj upiekłam przy drobnej pomocy Key.

***

Nasz ślub miał się odbyć za sześć miesięcy. Zdało by się, że tak długo, a tu nie wiadomo kiedy ten czas upłynął i zastał mnie na dzień przed najważniejszym i najpiękniejszym dniem w moim życiu. Bardzo się tym przejmowałam, dlatego sporządziłam milion przeróżnych list, z rzeczami, które są do zrobienia i  porozwieszałam po całym mieszkaniu, by zawsze mieć na nie oko. Moje myśli skupiły się tylko na tym by wszystko poszło zgodnie z planem i żeby nic nie uszło mojej uwadze. Poziom mojego zdenerwowania sięgał zenitu i często gościły u nas kłótnie, moje ataki paniki oraz lament. Wszystkie te katastrofy skutecznie opanowywał Jonghyun, pełniący rolę opoki, przeświadczony o tym, że będzie jak najlepiej i nie ma, co się denerwować. Ogromną rolę odegrały także moje przyjaciółki  tutejsze oraz z te Polski, które ściągnęłam do siebie niecały tydzień temu, a przebywały u nas częściej niż niektórzy domownicy, o przeszczęśliwych rodzicach i wspierającym rodzeństwie nie wspominając.
- Zostaw już te papiery i chodź bo zaraz się spóźnimy! - z papierkowej roboty wyrwał mnie głos Ann.
- Jeszcze momencik... - odpowiedziałam i wróciłam do przerwanej na chwilę pracy.
- Yah! Sprawdzałaś to już sto razy. No chodź.
- Pięć minut.
- Mówiłaś tak pół godziny temu. Mam zadzwonić po ostateczne wsparcie? - przyjaciółka nie dawała za wygraną i cały czas wierciła mi przysłowiową dziurę w brzuchu - Na pewno?
Przytaknęłam zamyślona na jej kolejne pytanie.
- Okej, ale wtedy wątpie, żeby nasze dzisiejsze plany wypaliły. Najprawdopodobniej nie wyjdą nawet z tego pokoju, ale skoro tak bardzo chcesz. Już do niego dzwonię.
Przez kilka chwil panowała błoga cisza, dopóki do moich uszu nie dotarły słowa przyjaciółki, rozmawiającej przez telefon.
- Halo? Jonghyun? Możesz przyjechać? Werze znów zaczęło odwalać z tymi listami.
W trybie ekspresowym zapaliło się czerwone światełko w moim umyśle, znak, że muszę wkroczyć do akcji. Stając na palcach, próbowałam wyrwać komórkę dużo wyższej ode mnie przyjaciółce. Niestety wszystkie próby spaliły na panewce.
 - Nie chce się ruszyć z domu a miałyśmy przecież dzisiaj wyjść. Wszyscy na dole już czekają. Okej... czyli będziesz za pięć  minut? Super, dzięki. Wiedziałam, że można na ciebie liczyć.
Wreszcie wpadłam na genialny pomysł. Nie znałąm nikogo innego kto tak jak Ann nie nawidził łaskotek. Na samo wspomnienie o tym dostawała ciarek, nie wspominając o samym łaskotaniu. Tak, to była jej prawdziwa pięta Achillesa i teraz postanowiłam wykorzystać tą wiedzę. Nie wiele myśląc, przystąpiłam do ataku. Rezultaty otrzymałam od razu, dziewczyna zaczęła się śmiać, wyginając się i próbując uciec od tej tortury.
- Pospiesz się bo ona zaczęła atak na mnie.- powiedziała w przerwach między śmianiem się - I nie zamierza przestać. Ała, Wera stop, jebal...
Jednak nie powiedziała nic więcej, bo dorwałam się do telefonu.
- W końcu. Oppa? Nie słuchaj jej. Chciałam po prostu sprawdzić czy wszystko jest przygotowane, no i trochę mi zeszło. Wiesz przecież jak bardzo się tym martwię...
Przerwałam na chwilę by spojrzeć na Ann, która cały czas się śmiała. Teraz nawet bardziej, a przecież zaniechałam łaskotków. Posłałam jej dziwne spojrzenie, na co ona odpowiedziała kolejnym wybuchem śmiechu. Wskazała na telefon, który trzymałam przy uchu i zaczęła jeszcze bardziej się śmiać.
- Nawet nie zadzwoniłam... a wystarczyło, żebyś się oderwała. - powiedziała w końcu, gdy trochę się uspokoiła.
- No way, żarty sobie robisz. - spojrzałam na nią zdezorientowana, jednak postanowiłam sprawdzić czy mówi prawdę. - Yeoboseyo? Yeoboseyo?
 Odpowiedziała mi cisza. Dotarło do mnie, że zostałam po mistrzowsku wkręcona.
- Yah! Tak nie można!
 - Można, można. Wiedziałam, że to zadziała. Szkoda, że nie mogłaś zobaczyć swojej miny, kiedy skapłaś się, że cię wkręciłam. Omo, nie mogę, brzuch mnie boli od tego śmiechu. Aigoo...
Odwróciłam się, udając obrażoną i zaczęłam szukać torby.
 - Yah! Obraziłaś się? Chincha? Odezwij się. Żartowałam przecież. - Ann wstała z łóżka, podchodząc do mnie. Starałam się z całych sił nie zaśmiać i tym samym nie spalić żartu. Jednak nie wytrzymałam dłużej i odwróciłam się, robiąc najgłupszą minę jaka przyszła mi do głowy, śmiejąc się przy tym.
 - Jeden, jeden.
 - Bardzo śmieszne. Już się bałam, że się na mnie obraziłaś.
Nie potrafiłyśmy się na siebie długo gniewać, chwilę potem śmiałyśmy się w najlepsze, robiąc głupie miny.
 - Co wy tu robicie? Słychać was aż na dole - niespodziewanie do pokoju weszła Rin. - Zaraz razem z bliżniaczkami zapuścimy korzenie, czekając na was. Szorować mi na dół w trybie natychmiastowym.
 - Tak, mamo. - odpowiedziała skruszonym tonem Ann, czym zapoczątkowała kolejny niepohamowany wybuch  śmiechu.
Zgarnęłam jeszcze ze stolika torebkę i byłam gotowa na to, co dziewczyny przygotowały w tajemnicy dla mnie. Niespodzianką okazała się wizyta w SPA i jej główna atrakcja czyli różnego rodzaju masaże i inne przyjemne rzeczy. To czego potrzebowałam teraz najbardziej. Później poszłyśmy do mojej ulubionej restauracji. Dziewczyny aż za dobrze znały mój stosunek do jedzenia, które darzyłam wielką miłością i potrafiłam celebrować każdy posiłek. Bardzo się cieszyłam z tego, że dałam się wyciągnąć z domu i przestałam się skupiać na listach. Ten wieczór to było coś czego potrzebowałam. Strzał w dziesiątkę. Poczułam się jak w niebie, cudownie odprężona, najedzona i spędzająca czas z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Teraz mogło być tylko lepiej.

***

Tak, to dzisiaj nastał TEN dzień, dwudziesty drugi grudnia, poniedziałek. Pomyślałam, patrząc na kalendarz wiszący pomiędzy szafkami kuchennymi. Z resztą nie musiałam nawet patrzeć i bez tego wiedziałam jak ważny jest ten dzień. Przez ostatnie pół roku powtarzałam tyle razy tą datę, a to przy rezerwacji sali, przymiarce sukni i tysiącu innych okazji, aż zapamiętałam ją lepiej niż własne urodziny. Byłam strasznie zdenerwowana i przejęta, ale także niesamowicie szczęśliwa. Nie mogłam się doczekać momentu gdy zabrzmi Marsz Mendelssohna, a ja w pięknej białej sukni prowadzona pod rękę przez mojego tatę wejdę na nową ściężkę życia, u której końca będzie czekał na mnie Jonghyun. Na samą myśl o tym, czułam jak po plecach przelatują mi dreszcze ekscytacji a uśmiech nie schodzi z ust. Nie mogłam uwierzyć, że moje najskrytsze marzenia się spełniają. 
- Weronika! Czas się zbierać! - bardziej przejęta niż zwykle mama weszła do salonu.
Szybko dopiłam swoją wodę z cytryną, jedyny napój, który mogłam pić i nie ubrudzić się przy tym. Wszyscy starali się za wszelką cenę nie dopuścić do katastrofy jaką byłaby ubrudzona kawą lub herbatą suknia. Woda była kandydatem idealnym, szybko wysychała przy małej pomocy suszarki, nie pozostawiając żadnych śladów. Uważając na siebie, ruszyłam do przedpokoju. Wszyscy na mnie czekali, na czele z moim przyszłym mężem ubranym w idealnie skrojony czarny garnitur i białą koszulę, której olśniewający blask przyćmiewał jedynie uśmiech jakiego jeszcze nie widziałam u Jonghyuna. Gdy tylko pojawiłam się, wszyscy zamarli, przerywając prowadzone rozmowy i skupili się na mnie.
- Coś nie tak? Mam coś na głowie? - zapytałam zdezorientowana, od razu myśląc o najgorszych rzeczach.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - uspokoił mnie. - Po prostu wyglądasz przecudownie. Jesteś taka piękna. - wziął mnie za rękę i delikatnie obkręcił, sprawiając, że welon zafalował, a kryształki umieszczone w dole sukni zalśniły niczym gwiazdy na wieczornym niebie. - Gotowa?
- Jak nigdy.
Jonghyun podał mi kurtkę i troskliwie zapiął pod samą szyję, by przypadkiem mnie nie zawiało. Pogoda zimą nie sprzyja braniu ślubów. Wszędzie zimno i pełno śniegu, nie ma miejsca na chodzenie w cienkiej sukni i obcasach. Na szczęście to dla chłopaka nie stanowiło problemu. Wziął mnie w ramiona i zaniósł do czekającej już białej limuzyny, a za nim podążyła reszta. Delikatnie usadził mnie na miejscu pasażera. Po chwili wszyscy zajęli swoje miejsca, zostało tylko jedno obok mnie.
- A Ty gdzie? - zapytałam stojącego cały czas Jjonga na zewnątrz, w dodatku bez żadnej kurtki. - Chodź, bo się jeszcze przeziębisz.
- Muszę jeszcze coś załatwić. - wyjaśnił, a widząc moje zdziwione spojrzenie uspokoił, że nie zamierza uciekać i zaraz dołączy do nas. Złożoną obietnicę potwierdził namiętnym pocałunkiem.
- Uważaj na siebie.
- I nie spoźnij się. - dorzuciła Ann.
- Arasso, arasso. Nie mógłbym przecież zostawić takiej pięknej Panny Młodej. - powiedział, ukazując nam swój kolejny olśniewający uśmiech, tym razem numer pięć.
Ruszyliśmy, a ja zaczęłam zastanawiać się o co takiego mu chodziło. Jednak szybko porzuciłam te rozmyślenia, bo przecież niespodzianka to niespodzianka, nie wyjdzie z niej nic jeśli teraz się dowiem. Dołączyłam do przyjaciółek, które z zapałem o czymś dyskutowały. Do kościoła, w którym miała odbyć się ceremonia dojechaliśmy niespełna kwadrans później. Kłębił się przed nim tłum, złożony z gości, fotografów i fanów. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem ochroniarzy. Gdy wysiadłam z samochodu, podtrzymując suknie by jej nie ubrudzić, oczy wszystkich zwróciły się mnie. Cisza, która wtedy nastąpiła była prawdziwą ciszą przed burzą fleszy aparatów, które rozbłysły nagle i z taką mocą, że przez chwilę nic nie widziałam. Nie ułatwiło mi to wchodzenia po schodach i o mało co nie skończyło się moim upadkiem, ale w porę złapał mnie za łokieć Maciek. Na szczęście oczy szybko mi się przyzwyczaiły i dalszą drogę pokonałam bez przeszkód. Jeden z ochroniarzy poszedł przodem by zawiadomić Jonghyuna, że już dotarłam. Drzwi wejściowe zostały zamknięte, a czekających gości zaproszono do środka. Jeszcze ostatnie poprawki, czy aby welon jest dobrze upięty, a suknia się nie pogniotła. Wręczono mi jeszcze na ostatnią chwilę bukiet z białych  lilii. Moja rodzina również udała się w kierunku sali, po to by zająć miejsca i czekać na rozpoczęcie uroczystości, zostawiając mnie tylko z tatą. Nic nie mówiliśmy do siebie. Nie było takiej potrzeby, bo teraz doskonale się rozumieliśmy, wiedziałam co on chce mi powiedzieć, a on wiedział co ja mam do powiedzenia.
- Skarbie, jesteś gotowa?
Pokiwałam twierdząco głową. Wzięłam głęboki oddech i mocniej ścisnęłam ramię taty. Czas spełnić swoje największe marzenie. Z tym postanowieniem weszłam dumnie do sali wypełnionej po brzegi gośćmi. Idąc patrzyłam na twarze zgromadzonych tu osób, a mój uśmiech rósł bardziej z każdą napotkaną osobą. To takie miłe uczucie, że ci wszyscy ludzie przyszli tutaj by mi towarzyszyć we wkraczaniu na nową ścieżkę życia i cieszyć się moim szczęściem. Byli tu znajomi ze szkoły i ze studiów, których znałam z widzenia oraz przyjaciele Jonghyuna, piosenkarze, tancerze, celebryci, moi przyjaciele, rodzeństwo i co najważniejsze rodzice. Aż łezka zakręciła mi się w oku, gdy zobaczyłam wzruszoną mamę i dumne rodzeństwo. Odległość dzieląca mnie od ołtarza malała z każdym krokiem. Najchętniej bym podbiegła by zmniejszyć ją całkowicie i znaleźć się przy Jonghyunie, który był żywą definicją człowieka szczęśliwego. Na moje szczęście chwilę potem moja niema prośba została wysłuchana i stanęłam obok niego, ale zanim to się stało przytuliłam się mocno do taty, niczym mała dziewczynka. Nie obyło się bez łez, których nie byłam w stanie już dłużej zatrzymać.
- Gwenchana? - zapytał przejęty mój prawie mąż, delikatnie wycierając płynące łzy, uważając przy tym by nie rozmazać starannie wykonanego makijażu.
- To z emocji. - wyjaśniłam, ściskając mocno jego rękę. - Możemy zaczynać.

***   

- Zebraliśmy się tutaj w ten piękny dzień by połączyć nierozerwalnym wezłem małżeńskim Jonghyuna i Weronikę. - wygłosił uroczystym tonem znajomy ksiądz rodziny Kimów. - Ale zanim przystąpimy do składania przysięgi, czy na sali znajduje się osoba, która ma obiekcję przed tym by ci dwoje stali się małżeństwem? Jeśli tak, niech teraz zabierze głos albo zamilknie na wieki.
Na te słowa, wszyscy zaczęli się rozglądać, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło i można było spokojnie kontynuować uroczystość.    
- Wobec tego, przejdźmy do tekstu przysięgi małżeńskiej, którą ma powtórzyć po mnie każda ze stron. Zacznijmy od Pana Młodego. Ja, Jonghyun...
- Ja, Jonghyun...
- Biorę sobie Ciebie, Weroniko, za żonę i ślubuję Ci miłość...
- Biorę sobie Ciebie, Weroniko, za żonę i ślubuję Ci miłość...
- Wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci...
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci...
- Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Gdy przyszedł czas na mnie, nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa, byłam tak bardzo przejęta.
- Mianhaeyo... ja... - wydusiłam z siebie, oblewając się rumieńcem.
- Skarbie, wszystko w porządku. Spójrz na mnie - poprosił. Spojrzałam w jego ciepłe, kochane oczy, które znałam tak dobrze i które tak bardzo kochałam. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki całe zdenerwowanie wyparowało ze mnie i bez dalszych problemów wypowiedziałam swoją część.
- Czas na ... - ksiądz nawet nie zdążył dokończyć, a przy boku Jonghyuna pojawił się Taemin razem z granatowym pudełeczkiem zawierającym nasze obrączki, które za chwilę mieliśmy sobie wzajemnie nałożyć.
- Moja cudowna i najpiękniejsza żono, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - powiedział Jonghyun, wkładając złoty krążek na  mój serdeczny palec. Ta drobna zmiana w przysiędze sprawiła, że uśmiechnęłam się i poczułam dużo lepiej.
- Mężu, przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. - drżącymi rękoma nasunęłam obrączkę.
- Teraz możesz pocałować swoją żonę.
Nie czekając na zakończenie, Jonghyun delikatnie zdjął welon, wyszeptał: Nareszcie, a potem pocałował mnie tak namiętnie jak nigdy wcześniej.

 *** 

 Na miejsce, w którym miało odbyć się wesele wspólnie wybraliśmy nowo wybudowaną willę. Budynek był niezwykle okazały i pięknie urządzony. Posiadał mnóstwo pokojów oraz dwie duże sale zdolne pomieścić naraz pięćset osób każda. A poza tym był umieszczony na obrzeżach miasta, co skutecznie utrudniało dotarcie do niego potencjalnym namolnym fanom i paparazzim. Staliśmy w wielkim holu i czyniliśmy obowiązki należące do gospodarzy, czyli witaliśmy przybyłych gości. Jako pierwsi przybyli nasi rodzice.
- Zajmij się nim dobrze. - wyszeptała mama Jonghyuna, a teraz także i moja, przytulając mnie i wkładając mi do ręki zawiniątko.
- Oczywiście. Co to jest? - zapytałam, rozpakowując delikatnie wręczony mi przed chwilą przedmiot.
- Rodzinny pierścień, który zgodnie z tradycją jest podarowywany żonie pierwszego syna. Miała go moja mama, ja a teraz czas na ciebie.
- Będę go dumnie nosić. Jest przepiękny. Dziękuję bardzo.
 Słysząc rozmowę jaką przeprowadzał mój tata z Jonghyunem, uśmiechnęłam się, bo oznaczało to, że zarówno ja i on zyskaliśmy akceptacje oby dwu stron.Wskazałam jeszcze drogę naszym rodzicom i zaczęłam witać kolejnych gości, zamieniając z nimi kilka słów oraz  przyjmując gratulacje. To było tak niesamowite doświadczenie, usłyszeć tyle miłych słów od ludzi, których w większości widziałam pierwszy raz na oczy.
- Panienka pozwoli ze mną. Przedstawienie zaraz się zacznie - już miałam zapraszać kolejne osoby do wejścia gdy nagle obok mnie stanął wysoki mężczyzna ubrany w czarny frak. Chwilę potem ujrzałam nasuniętą na oczy maskę i czarny kapelusz. Przyglądałam mu się dokładnie, próbując domyśleć się kim jest ów tajemniczy gość. Kluczem do rozwiązania zagadki stały się niebieskie włosy związane w małym kucyk, który dopiero teraz zauważyłam. Nie, przecież to nie mógł być Mat, podobno wyjechał razem z Soohyun do Stanów by tam dalej kontynuować naukę. Chłopak zdjął maskę, tym samym rozwiewając moje wątpliwości.
- Mathew! Co ty tu robisz?! Podobno wyjechałeś, czyż nie? Nie podobało ci się tam? - przytulając go, zasypałam pytaniami. Zawsze tak robiłam gdy widziałam kogoś po raz pierwszy od dłuższeego czasu.
 - Nic się nie zmieniłaś. - odparł ze śmiechem. - Nie mógłbym przepuścić takiej okazji jaką jest twój ślub. Gratulacje! A tu masz coś skromnego od nas. Na pewno wam się przyda.
Prezentem okazała się być duża ramka na zdjęcie, w pięknym czerwonym kolorze i kształcie serca. Podziękowałam mu bardzo za ten piękny podarunek.
 - Zaraz, zaraz, czy ty nie powiedziałeś przypadkiem nas?
- Owszem.
- To... to znaczy, że razem z tobą jest tu Soohyun? - moje niedowierzenie sięgnęło zenitu.
Jakby na potwierdzenie mojego pytania, dziewczyna znalazła się obok mnie. Zaczęłyśmy piszczeć jak małe dziewczynki, podskakując i nie przejmując się w ogóle co pomyślą inni.
- Omo, omo, omo! Nie wierzę! To mi się śni? Jak ja się za tobą stęskniłam -  powiedziałam, pomiędzy uściskami. - Czy mi się wydaje czy urosłaś? Pięknie wyglądasz. Yaay, cudownie was widzieć.
- Oh stop it, bo się zarumienię. To, gdzie ten twój mąż? Chcę go w końcu zobaczyć na własne oczy.
Obróciłam się, zaczynając szukać go wzrokiem.
- Przed chwilą tu był. Chodźcie do sali. Wy znajdziecie sobie jakieś miejsca, a ja pójdę go poszukać.
Z tym zamiarem ruszyliśmy do oddalonej zaledwie minutę drogi sali. Udekorowano ją przepięknie w kolorze bieli i złota. Przy jednej ze ścian znajdował stół nakryty białym obrusem, na którym leżała otwarta pamiątkowa księga, do której mogli wpisywać się przybyli goście. Dalej była fontanna z czekolady, w której pływały małe łódeczki wypełnione owocami, czekające na skosztowanie. Urządzono nawet kącik dla małych dzieci obecnych na weselu. Była tu nawet budka do robienia zdjęć razem z całym zapleczem śmiesznych przebrań. Miejsca dla gości były ułożone w kształt podkowy. Dzięki takiemu układowi każdy miał równie dobry widok na to, co dzieje się na scenie, a działo się tam wiele. Mali goście olali przygotowany dla nich kącik i szaleli w świetle reflektorów, śpiewając znane piosenki. Najlepiej z nich wszystkich bawił się, tak zgadliście, Jonghyun. Widząc go tańczącego i śpiewającego Tell me tell me zaczęłam się śmiać, przyciągając tym uwagę innych i już po chwili cała sala śpiewała chwytliwą piosenkę od Wonder Girls.
- No, dobra koniec tego dobrego. Czas na gwiazdę dzisiejszego wieczoru. Panie i panowie, siostry i bracia, babcie, dziadkowie, przyjaciele powitajmy gromkimi brawami naszą piękną Pannę Młodą! - z głośników zabrzmiał głos Taemina, samozwańczego wodzireja imprezy. - Czas na pierwszy taniec. Muzyka!
W blasku reflektorów i przy rytmie nieustających oklasków przeszłam przez wybieg, stworzony przez małą przerwę pomiędzę stołami i znalazłam się przy Jonghyunie. Zgasło światło i wszyscy ucichli, skierowawszy swój wzrok na nas.
- No i jak ci się podoba? - wyszeptał, obkręcając mnie wokół własnej osi.
- Jest cudownie - odpowiedziałam, przytulając się bardziej do niego. - Nie mogę uwierzyć, że wszystko dzieję się naprawdę, to jak spełnienie moich najskrytszych marzeń. Jesteś niesamowity, kochanie.
Na potwierdzenie moich słów pocałował mnie, czym wywołał szum ekscytacji i głośne okrzyki oraz gwizdy aprobaty. Całowaliśmy się aż do momentu gdy zabrakło nam tchu, a resztę tańca kołysząc się wolno i patrząc sobie w oczy.
- Skoro tańce mamy za sobą, pozostaje mi zaprosić państwa do skosztowania przysmaku przygotowanych specjalnie na dziejszą okazję, zadowolą one nawet najbardziej wyrafinowe gusta. Życzę smacznego i do usłyszenia niebawem.
Taemin odłożył mikrofon i zszedł z podwyższenia, kierując się w naszym kierunku.
- I jak wypadłem? - zapytał, gdy znalazłszy obok mnie i Jonghyuna.
- Całkiem nieźle. - ocenił sceptycznie starszy, tylko po to by zobaczyć zdziwioną minę młodszego i dodać, że przecież żartował, na co młodszy odparł, że może Jjong powinien zacząć sprzedawać swoje żarty jako suchary w najbliższym sklepie.
- A ty co o tym myślisz noona? - zapytał, patrząc na mnie.
- Yah! Nie mów do niej per noona. Nie jest przecież starsza.
- Podoba mi się to słowo i będę je używał do kogo chce. - chłopak zwinnie wywinął się, unikając mocnego klepnięcia w plecy. Taemin uwielbiał droczyć się z przyjacielem, bo wiedział, że ten za każdy razem nie wytrzyma i zareaguje.
- Za pierwszym razem nie mogłam uwierzyć, że to ty. Świetnie się spisałeś. Widzę, że wziąłeś sobie do serca moje słowa i teraz wręcz promieniejesz uśmiechem. - dodałam gdy Jonghyun odszedł, widząc, że nic tu po nim, zajął się obsługą gości, nalewając komu trzeba wino do kieliszków, chciał tym samym pokazać, że będzie dobrym gospodarzem. Chłopak tylko uśmiechnął się i jak na prawdziwego dżentelmena i wodzireja w jednym zaprowadził na honorowe miejsce.
- Zdrowie młodej pary!
- Niech żyją jak najdłużej w zdrowiu, szczęściu i dostatku!
 Po wzniesieniu toastu przez głowy obu rodzin, nastąpiła część imprezy najbardziej wyczekiwana przez osoby, które tak bardzo kochały jedzenie czyli moment skosztowania tych wszystkich pysznych potraw, od których aż stoły się uginały. Nieodzowne przy stole były rozmowy i niedługo potem sala wypełniła się wszelkiego rodzaju dyskusjami.

***  

Trzy godziny później zabawa trwała w najlepsze. Połowa towarzystwa była pod silnym wpływem alkoholu, którego na takiej imprezie rzecz oczywista zabraknąć nie mogło.. Jednak niektórym nie przeszkadzało to w śpiewaniu na cały głos przebojów zarówno polskich jak i koreańskich. Seniorzy rodów siedzieli przy stole, dyskutując o czymś zaciekle. Podczas gdy dzieci korzystając z chwilowego braku uwagi urządzały sobie różne zabawy, których głównym punktem była czekoladowa fontanna, marzenie każdego szkraba kochającego ponad wszystko, co słodkie. Razem z przyjaciółkami zawojowałyśmy parkiet i tańczyłyśmy jak szalone, do każdej piosenki, znanej czy nie często wymyślając własną choreografię i tekst.
- Omo, już nie mogę. Nie czuję nóg. - usiadłam na krześle i zdjęłam białe obcasy.- Co za ulga.
Solidarne spojrzenia przyjaciółek, pozwoliły mi myśleć, że nie jestem w tym uczuciu odosobniona.
- Tyle lat się znamy, a ja nie wiedziałam, Wera, że z ciebie taka szalona imprezowiczka. Chodziłaś w sekrecie na jakieś party hard, nie? - zapytała Ann, śmiejąc się.
- Raz, czy dwa się było, ale bez szaleństw - przyznałam. - Komu co do picia?
- Ja poproszę soku.
- A ja wina, jeśli jeszcze jest. - słysząc prośbę Rin, posłałam jej pytające spojrzenie, ponieważ była ona znana ze swojej niechęci do wszelkiego rodzaju win i piw, tolerowała jedynie piwa smaku o niskiej zawartości alkoholu.
- No, co dobre jest - wytłumaczyła. - A tak w ogóle to przegrałaś zakład. - oznajmiła ni stąd ni zowąd.
- Jaki zakład? - zapytałam zdziwiona, ponieważ nic takiego sobie nie przypominałam. Od wieku nie zakładałam się o nic z przyjaciółkami, głównie dlatego, że to ja zawsze przegrywałam i musiałam robić jakieś kretyńskie rzeczy za karę.
- Nie pamiętasz naszego zakładu z czasów gimnazjum?
Pokręciłam przecząco głową, powodując, że ich zaskoczenie osiągnęło poziom maksymalnym, że niczym bym je nie zaskoczyłam jak tym.
- Wiesz, nasz zakład dotyczący tego. - usiłując pomóc mojej pamięci skojarzyć potrzebne fakty, Rin wskazała na to, co nas otoczało.
- Nie, nie przypo... O nie... nie mówicie chyba o tym?
Przyjaciółki zgodnie skinęły głową. Odpowiednie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce, teraz wszystko było jasne. Będąc w gimnazjum, nie pamiętam w której klasie, ale sądząc po tym na jakim poziomie był ów zakład to stawiałabym na pierwszą klasę, podczas nocowania u którejś z nas dla zabawy zaczęłyśmy wymyślać jakieś głupie zakłady. Niektóre były naprawdę durne do granic możliwości i do tej pory jak sobie jakiś przypomnę to śmiać mi się chcę. Tak też powstał głupi pomysł, który zgodnie przyjęłyśmy, kierując się stwierdzeniem, że głupi pomysł to dobry pomysł i postanowiłyśmy założyć się o to, która szybciej wyjdzie za mąż. Spisałyśmy nawet coś w rodzaju umowy, która zobowiązywała nas do nie wymigiwania się nie zrywania zakładu.
- Chincha? Boże jakie byłyśmy głupie. Myślałam, że to zabawa, a wy to potraktowałyście na serio. Dlatego przestałam się zakładać o cokolwiek, bo zawsze się tak kończy. To co mam zrobić w ramach kary? - zapytałam, licząc na coś w miarę normalnego.
- Hm... no nie wiem... Ann, myślisz o tym samym co ja? - zapytała, a otrzymując potwierdzenie, wyjawiła swoją decyzję. - Co powiesz na tygodniowy maraton ,,Plotkary''?
- O nie, tylko nie to. Zrobię wszystko inne tylko nie ten durny serial. - słysząc, co miałam zrobić w ramach kary, zaczęłam prosić o co innego. Nie trafiłam tego serialu i zupełnie nie rozumiałam czemu wszyscy się nim tak zachwycali. Ot, przygody ludzi z bogatych sfer i tych przeciętnych, nic nadzwyczajnego. Główni bohaterzy byli dla mnie zbyt motonni, cały czas zrywali ze swoimi partnerami, po to by zaraz do nich wrócić, niektórzy odznaczali się wybitnotną naiwność do tego stopnia, że aż chciało się przeniknąć do środka i potrząsnąć. Pierwszy sezon jakoś wytrzymałam, ale później wszystko się skomplikowało i w rezultacie przestałam rozpoznawać bohaterów. Co dziwne, w przypadku dram takie rzeczy nie miały miejsca, mimo że miały one o wiele bardziej rozbudowaną fabułę, a losy bohaterów potrafiły zmienić się szybciej niż mrugnięcie.
- No, dobra... może w ramach tego pójdziemy na zakupy? - wysunęła ugodową propozycję Rin, na którą przystałam z ochotą, akceptując fakt, że dokonane zakupy będą na mój koszt.
- Nie wiesz przypadkiem czy Minho jest wolny? - zapytała znienacka Ann, pogryzając słodko-słone paluszki.
- No niestety, nie zwierza mi się. Ale myślę, że nadal lata wolny i szczęśliwy. - ledwo skończyłam wypowiedziane zdanie, do głowy przyszedł mi pomysł z rodzaju tych niezbyt mądrych, ale w otoczeniu przyjaciółek nawet najgłupsze rzeczy zyskiwały na randze. - Zaraz to sprawdzimy. - na mojej twarzy zagościł przebiegły uśmiech.
Ann najwidoczniej czytała mi w myślach i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wyraziła swój sprzeciw. Ale było juz za późno, widząc chłopaka w niedalekiej odległości od nas, zawołałam go.
- Hej, Minho! Podejdź tu do nas.
Choi Minho był dżentelemen i spełnił moją prośbą, zbliżając sie do naszego stolika coraz bardziej.
- No już, idź do niego! Bo jeszcze ktoś ci go zabierze i nie odjedziecie na jednorożcu w stronę zachodzącego słońca. A poza tym mnóstwo ładnych dziewczyn się tutaj kręci, więc radzę...
Nie zdążyłam nawet dokończyć myśli, a przyjaciółka już wstała i ruszyła ku wspomnianemu chłopakowi z energią o jaką jej nie podejrzewałam.
- Chyba ktoś ktu znalazł swojego księcia z bajki. - zaśpiewała Rin, rysując w powietrzu serduszko.
- No i dobrze. - podsumowałam tą rozbudowaną wymianę i oddając sie przyjemności w postaci ryżowych krakersów o smaku wasabi, które od dzisiaj stały się moim przysmakiem, znów zaczęłam rozglądać się wokół siebie ale nic ciekawego nie było... A nie, jednak coś się znalazło.
- Co to za dziewczyna, z którą tańczy Taemin? - zapytałam, wskazując palcem na parę głęboko pogrążoną
w tańcu
- Pierwszy raz ją widzę na oczy, a co?
- A nic, tak się pytam. - wzruszyłam ramionami by potwierdzić mój brak zainteresowania.
- Czy ty jesteś o niego zazdrosna? - przyjaciółka nie kryła zdziwienia.
W odpowiedzi popukałam ją w czoło.
- Nie mam ku temu najmniejszego powodu. On jest dla mnie jak brat i przyjaciel w jednym i po prostu chciałabym wiedzieć, tak z czystej ciekawości.
Tym razem była to najszczersza prawda. Cieszyłam się, że Tae w końcu zrozumiał to, co chciałam mun przez ten cały czas powiedzieć, bardzo lubiłam chłopaka, ale nic poza tym.
- Zatańcz z nim - zaproponowałam, widząc, że chłopak przestał tańczyć i zaczął rozglądać się za kimś.
- No nie wiem... a jak ona wróci i zobaczy, że z nim tańczę? To na pewno nie będzie fajne. - przyjaciółka nagle się stropiła i nie była do końca przekonana moim pomysłem.
Dalsze rozważania zostały przerwane ponieważ ktoś zakrył moje oczy czerwoną chustka.
- Zgadnij kto to... - wymruczał mi do ucha głos mogący należeć tylko do jednej osoby i oczywiście nie myliłam się. Materiał opadł i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Jonghyuna.
- Kochanie, gdzie byłeś? Ja tu już zaczęłam umierać z tęsknoty za tobą.
-  Poznawałem bliżej swoją nową rodzinę. - wyjaśnił. - A tak w ogóle to o czym rozmawiacie? 
- Rin zastanawia się czy zatańczyć z Taeminem.
- Idź, idź. Chłopak jest samotny odkąd Naeun poszła odpocząć.- uprzedzając jej kolejne pytanie szybko dodał - Nie, nie wróci, przynajmniej nie teraz. - czym ostatecznie ją przekonał.
- A teraz czy ci się to podoba czy nie, zamierzam cię porwać, oczywiście na parkiet. - i zamieniając słowa w czyny wziął mnie w ramiona, zanosząc na parkiet, nie przejmując się w ogóle moim brakiem butów. 

Bo wszystko co we mnie, kocha wszystko co w tobie. Daj mi całą siebie, a ja dam całego siebie tobie. Jesteś moim końcem i początkiem.

Słysząc słowa aktualnie lecącej piosenka łezka zakręciła mi się w oku. Przytuliłam się do niego bardziej, wdychając zapach jego perfum.

- Co takiego musiałeś załatwić rano? - zapytałam, głaszcząc jego krótkie włosy.

- Niespodziewanie wyniknęły pewne komplikacje z hotelem, który zarezerwowałem na dzisiejszą noc, na szczęście w porę znalazłem inny, chyba nawet lepszy - wyjaśnił. - Co powiesz na to byśmy go wypróbowali?

- Już myślałam, że nigdy o to nie zapytasz.  

Chłopakowi nie trzeba było dwa powtarzać i mniej niż pięć minut później znajdowaliśmy się w limuzynie jadącej do wspomnianego hotelu. Mieliśmy zaczekać ze wszystkimi czułościami aż będziemy sami w pokoju, ale wiszące w powietrzu niemal namacalne wzajemne pożądanie sprawiło, że nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się całować. Niecały kwadrans później byliśmy na miejscu. Przerywając na chwilę, wysiedliśmy i szybko skierowaliśmy się do środka budynku. Czekając na windę, powróciliśmy do przerwanej czynności, a gdy drzwi otworzyły się niespiesznie weszliśmy do środka. Jonghyun nacisnął podświetlany przycisk z napisem apartament i winda poszybowała w górę, pokonując w odległość dziesięciu pięter w piorunująco szybkim tempie. Na szczęście apartament znajdował się na przeciwko i już po chwili byliśmy wewnątrz wielkiego pomieszczenia urządzonego w barwach czerwonego wina i czerni, z wielkimi oknami przedstawiającymi nocną panoramę Seulu. Opierając się o drzwi Jonghyun zaczął schodzić z pocałunkami niżej,skupiając się na mojej szyi, całując ją namiętnie i lekko przygryzając, czym doprowadzał mnie do szaleństwa. Jęknęłam przeciągle gdy zassał się na skórze, tworząc dwie malinki, pamiątki dzisiejszej nocy. Zaczął powoli rozpinać zamek sukni, a każdy odkryty fragment skóry zasypywał kolejnymi płomiennymi pocałunkami, chwilę potem lśniący materiał opadł. Nie chcąc być dłużna, ściągnęłam z niego marynarkę i zaczęłam odpinać guziki od koszuli, która niedługo później wylądowała na podłodze razem ze spodniami. Zsunęłam ze stóp obcasy, teraz już nie przydatne i założyłam mu ręcę na karku, masując go delikatnie. 
- Jeśli ktoś nam teraz przeszkodzi, to nie ręczę za siebie. - powiedziałam między pocałunkami. Miałam bowiem w pamięci parę sytuacji, kiedy planowaliśmy przenieść naszą związek na wyższy poziom, ktoś nieoczekiwanie nam przerywał, psując tym samym nastrój.  
- Wynająłem cały budynek, więc nie musimy się spodziewać niechcianych gości. - uspokoił mnie, przyciągając bardziej do siebie.
Powoli zbliżaliśmy się w stronę iście królewskiego łoża z baldachimem. Lekko mnie na nie popchnął i kontyuował pieszczoty.  
- Mam coś specjalnego dla Ciebie - wyszeptał, odsuwając się ode mnie i jednym klaśnięciem oświetlił znajdujący się obok łóżka stolik, na który stał schłodzony szampan oraz patera z truskawkami w czekoladzie. 
- Niestety nie załączyli w zestawie kieliszków, ale myślę, że poradzimy sobie bez tego. - powiedział, upijając łyk musującego napoju  i składając na moich ustach pocałunek. To było niesamowite uczucie, czując jak lodowaty szampan rozlewa się w moich ustach, powodując dreszcze ekscytacji. Jonghyun wziął kolejny łyk, przez ,,przypadek'' pozwalając spaść paru kroplom na moją rozpaloną skórę. Sięgnął po jedną z truskawek i nadgryzając ją, podał mi. Słodycz owocu idealnie harmonizowała się z gorzką polewą. Zaklaskał ponownie i zgasło światło, a stolik zniknął równie szybko jak się pojawił. Chłopak zmienił pozycję i teraz to on leżał na plecach. Sprawnie odpiął zapięcie od stanika i posłał go w najbliższy kąt, obsypując pocałunkami dekolt. 
Położył swoje ręcę na moich biodrach, masując je z wyczuciem. Nagle przejechał palcem wzdłuż mojego biodra, pozbawiając mnie dolnej części bielizny. Z moich ust wydobywały się niekontrolowane jęki, gdy czułam, że chłopak zbliża się do tych miejsc. Przewrócił mnie na plecy, błądząc po nich rękoma. Na moment oderwał się i zaczerpnął powietrza. Wśród natłoku przyjemności zapomnieliśmy o tym jak się oddycha i teraz patrzyliśmy się na siebie głośno oddychając. Po raz ostatni złączył nasze usta w jedno i zaczał przymierzać się do wejścia we mnie, jednocześniej masując moje ramiona. Chcąc bym była najbardziej się odprężona i czerpała z tego maksimum przyjemności. Zadziało lepiej niż czarodziejska wróża z bajki o Pinokiu, cały stres i napięcie związane z dniem dzisiejszym ustąpiło, a ich miejsce zajęły radość i ekscytacja, z odrobiną zdenerwowania obecnego z przyczyn oczywistych. Chwilę potem wszedł we mnie i zaczął powoli poruszać biodrami. Towarzyszący temu ból i pewnego rodzaju dyskomfort powoli znikał, zmieniając się w przyjemność. By umilić czas przystosowania się Jonghyun wrócił do obcałowywania moich obojczyków, tworząc na nich wilgotne znaki. Pokiwałam głową na znak, że jestem gotowa. Widząc to, zaczął stopniowo zwiększać tempo poruszania biodrami, a ja oplotłam go nogami w pasie. To był naprawdę magiczny czas, podczas którego staliśmy się jednością, idealną i nierozerwalną. Żadne słowa nie są w stanie opisać jak dobrze wtedy się czułam. To uczucie było po prostu zbyt cudowne by umieścic w paru słowach, a Jonghyun czytał mi myślach, doskonale wiedząc co zrobić bym prosiła o więcej. Czułam się jak po przejażdzce wielkim rollercoasterem. Najpierw strach i obawa, a później euforia i chęć spróbowania raz jeszcze. Nagle w brzuchu wybuchło mi stado motyli a moim ciałem wstrząsnął dreszcz przyjemności gdy wspólnie osiągnęliśmy spełnienie. 

***

Przez parę długich chwil nie mogłam uspokoić swojego oddechu. Leżałam wtulona w niego, a on bawił się moimi włosami, całując mnie w kark raz po raz. 
- Mam jeszcze jedną niespodziankę dla Ciebie - wyszeptał i wstając z łóżka podszedł do wielkiego plazmowego telewizora, uruchamiając go. Moim oczom ukazało się Spirited Away: W kranie bogów, bajka z dzieciństwa, na którą przez przypadek trafiłam i która bardzo mi się spodobała, mimo że była lekko przerażająca. Niestety nie zapamiętałam nazwy i przez wiele lat starałam się ją odnaleźć, bez skutku. Jonghyun nacisnął przycisk play i projekcja ruszyła.
- Omo! Dziękuję! Tyle się jej naszukałam. Skąd wiedziałeś, że to ta? Niesamowite. Gomawo kochanie. - powiedziałam, całując go w policzek i mocno przytulając. 
- Rozmawiasz z wcieleniem Sherlocka Holmesa, więc rozwiązanie tej zagadki nie było trudne. - przyznał.
- Nie zwykle skromnym i utalentowanym. - poprawiłam, śmiejąc się.
Popijając szampana i delektując się truskawkami, pochłonęła nas historia zawarta w tejże produkcji Studia Ghibli. Bardzo chciałam dotrwać do końca, ale byłam zbyt wyczerpana tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Zasnęłam z głową na ...., przykryta troskliwie kołdra przez mojego kochanego męża. 
   
***

Tak! W końcu po miesięcznej przerwie powracam z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta o moim blogu i zagląda na niego. Ta długa przerwa i to w dodatku w wakacje, w które miałam nadrabiać zaległości w pisaniu jest spodowana brakiem wolnego czasu. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, bo przecież teraz gdy nie ma szkoły 3/4 moich obowiązków odpadły, ale niestety przyszły inne jak wakacyjna praca, która do łatwych i przyjemnych nie należy. Ale koniec tego narzekania. Za mną połowa wakacji, uroki bycia studentką i zamierzam naprawdę wziąć się do roboty, bo wiem, że ten rok będzie ciężki i jak go przeżyję to nic mi straszne nie będzie. Chcę jak najszybciej skończyć tego tasiemca i zacząć kolejne, a później jeszcze jedno i tak dalej, pomysłów na szczęście mi nie brakuje, jedynie czasu. Także trzymajcie kciuki. Jutro pojawi się niespodzianka zadedykowana moim czytelnikom, którzy byli tu od początku, ale także osobom, które trafiły przypadkiem i zostały na dłużej, w skrócie wszystkim, którzy się tu przewinęli Mam nadzieję, że to, co przygotowałam spodoba się Wam i uszczęśliwię ludzi, bez których ten blog nie miał by po co istnieć. To tyle ode mnie, bo zaraz moja krótka notka autorska będzie dłuższa niż ów rozdział, który liczy sobie czternaście stron Wordowskich. 
Zapraszam zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza.
Trzymajcie się
xoxo 



4 komentarze

  1. Ahhh, Nareszcie! Piękny i taki romantyczny. Aż się wzruszyłam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest GENIALNE! W końcu doczekałam się tego rozdziału. Dziękuję.
    Mam nadzieję, że kolejne rozdziały też takie będą. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne <3 Chociaż przez cały czas miałam taką wielką nadzieję, że będzie z Tae. No ale cuż... Szkoda tylko, że nie ma opisu sukni (nie licząc tego, że ma kryształki na dole). No ale fajnie ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko ładnie pięknie, ale mogę uczepić się do sceny erotycznej. Ja wiem, że nie wszyscy mają pojęcie o tym i tamtym, ale no... jeśli już ktoś zabiera się za opisanie TEGO, to powinien co nieco poczytać. Nie będę się tu rozpisywać, i pisać, co i, jak powinien zrobić mężczyzna, jeśli kobieta jest dziewicą ( i nawet jeśli nie jest), a co kobieta, i tak dalej, bo tego jest multum w necie. :) Pewnie zostanę zaraz z hejtowana, czy coś, ale ja po prostu służę dobrą radą, bo czasem ręce się załamują, jak czyta się opis sceny erotycznej, która... w prawdziwym życiu przyniosłaby pewne szkody. :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics