Yes, I'm Jonghyun from SHINee #57

Annyeong 
Zapraszam na kolejny rozdział. Mam w stosunku do niego mieszane uczucia, z jednej strony podoba mi się ale z drugiej wiele bym poprawiła. Mam nadzieję, że Wam jednak przypadnie do gustu, macie przed sobą lekturę całych jedenastu stron wg Worda. Koniecznie podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach, ponieważ obawiam się, że trochę przesadziłam z dramaturgią, ale przecież nie może być cały czas słodko i uroczo, bo jeszcze próchnicy dostaniecie xD Teraz pewnie myślicie co ja takiego znów wymyśliłam. Ah, chciałam się jeszcze z Wami podzielić dobrą wiadomością, bowiem dostałam się na studia, jakie konkretnie, dowiecie się czytając rubryczkę ,,O mnie,, po lewej stronie bloga.
Miłej lektury i nie zapomnijcie o zostawieniu komentarzy 
xoxo
Ritsu

***

Gdy weszłam do środka zobaczyłam szczupłą sylwetkę Taemina, a chwilę później usłyszałam z głośników słowa dobrze znanej mi piosenki ,,Wedding Dress''.  Some said it ain't over till it's over. But I guess it's really over now. There's something I gotta say before I let you go. Listen.  Stałam oniemiała z wzrokiem utkwionym w tańczącego chłopaka. Wyłączyłam myślenie, mimo że mój umysł zaprzątnęło tysiąc myśli naraz. Chciałam jak najbardziej skupić się na tym co się dzieje teraz. Wiedziałam, że Taemin chce mi coś powiedzieć i że jest to coś bardzo ważnego, znałam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że gdy nie umiał ubrać w słowa tego co czuje, pokazywał to w tańcu - dziedzinie, w której był najlepszy. Jak zawsze jego taniec był bez zarzutu, niesamowity i urzekający, takie małe prywatne show, chłopak wczuł się do tego stopnia, że umknął jego uwadze koniec piosenki. Nie zamierzałam mu przerywać ani go pospieszać, mimo że ciekawość zżerała mnie od środka, wiedziałam, że zrobi to, co zaplanował choćby się waliło i paliło. Na szczęście skończył chwilę później. Chłopak klasnął w dłonie i światło zapaliło się.
- Pewnie zastanawiasz się po co poprosiłem cię, żebyś zeszła - powiedział lekko zdyszanym głosem, odgarniając swoje długie rozpuszczone włosy i patrząc mi głęboko w oczy. - Przecież masz teraz inne rzeczy do roboty, jak siedzenie w salonie i spędzanie czasu razem z gośćmi i swoim narzeczonym... - ostatnie dwa słowa dobitnie zaakcentował.
Zauważyłam, że zaczyna bawić się swoimi włosami, nawijając je na palec i tworząc z nich serpentynę, by sekundę później ją rozplątać - niechybny znak, że chłopak szykuje się do wyznania, którego wyjawienie przychodzi mu z wyraźnym trudem.
- I tak już jest za późno... więc mogę ci powiedzieć  - usłyszałam zrezygnowanie w jego głosie. - Wiem, że to zabrzmi dziwnie i może wyglądać jak wyznanie jakiegoś sasaeng fana, ale proszę wysłuchaj mnie do końca. Nawet nie wiesz jak bardzo pragnąłem być na jego miejscu tam w jednostce. W tamtej chwili chyba niczego na świecie tak bardzo nie chciałem jak móc powiedzieć do ciebie te trzy magiczne słowa wyjdziesz za mnie. Wiem, że nie powinienem tak mówić bo przecież on jest moim przyjacielem, najlepszym jakiego mam, a ty jesteś jego dziewczyną, teraz już narzeczoną. Niepisana zasada męskiej przyjaźni mówi, że pod żadnym pozorem nie wolno podrywać dziewczyny kumpla ale ja nie mogę tego już dłużej dusić w sobie - wziął moją twarz w ręce i kontynuował. - Jesteś najlepszą osobą jaką w całym swoim życiu spotkałem. Aż dziw bierze, że jestem świadkiem takiego szczęścia jakim jesteś. Rozświetlasz każdy mój dzień, choćby nie wiem jak był mroczny, gdy usłyszę twój śmiech czuję, że mógłbym przenosić gór, sprawiasz, że chce mi się żyć, wychodzę na treningi albo gdziekolwiek mimo że nie mam najmniejszej chęci tylko po to by wrócić i znów cię zobaczyć, usłyszeć twój perlisty śmiech. Niestety to, co dobre szybko się kończy, dla mnie zbyt szybko. Mimo wszystko cieszę się, że jesteś szczęśliwa... to jest dla mnie najważniejsze, mimo że moje serce płacze bo wie, że zaraz stracę cię całkowicie. Postanowiłem, że nie będę dłużej zatruwał ci życia – widząc moje przerażone spojrzenie, uspakajająco pogładził mnie po policzku. - Tak będzie lepiej jeśli zniknę i pozwolę ci cieszyć się swoim szczęściem w spokoju. Zrobię to, bo Cię kocham bardziej niż siebie. Mówią, że jak kogoś kochasz to najwyższą formą miłości będzie jak pozwolisz odejść tej osobie, pamiętasz jak powiedziałem to w kawiarni po naszej grze w peppero? - oczy zaskrzyły mu się na samo wspomnienie - Dotrzymam słowa, ale zanim odejdę chcę ci coś dać, coś co przypomni ci o mnie.
Taemin wyjął z kieszeni bluzy małe granatowe pudełeczko, w którym znajdował się srebrny pierścionek z niebieskim oczkiem. Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Chciałem zrobić to pierwszy, ale niestety Jonghyun mnie uprzedził - stwierdził z żalem. - Wiem, jaką odpowiedź bym otrzymał, jednak chciałem spróbować i zaryzykować. Mogę? - bezmyślnie pokiwałam głową, nie będząc w stanie wykrztusić ani słowa. Stałam tam jak lalka i tylko słuchałam co do mnie mówił.
- Pasuje ci - stwierdził z zadowoleniem, trzymając moją rękę i przyglądając się pierścionkowi. - Muszę podziękować dziewczynie od jubilera, która pomagała mi go wybrać. Nie wiedziałem, na który się zdecydować, a ona powiedziała, że w tym pewno będzie ci dobrze.
Nagle porwał mnie w ramiona, mogłam poczuć przez cienki materiał koszulki jak jego serce bije w szaleńczym tempie. Jego gorący oddech owionął moją szyję.
- Mogę śmiało nazwać cię moją pierwszą prawdziwą miłością. Teraz wiem, że wcześniej to były zwykłe zauroczenia. Dziękuję, że przemieniłaś moje życie w lepsze. - wyszeptał.
Odsunęłam się lekko od niego by zobaczyć jego twarz, na której widać było tyle sprzecznych emocji, ulgę, że w końcu to wszystko powiedział, smutek i ból na myśl o opuszczeniu mnie, gdzieś tam na samym dnie schował się uśmiech, bo wiedział, że robiąc to, co sobie postanowił uczyni mnie szczęśliwą. Pogładził moje policzki i wahając się przez chwilę pocałował mnie, a później odszedł, gasząc światła i zostawiając mnie w samą w ciemności. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, a w środku mnie kotłowało się od emocji, czułam się jakby wewnątrz mnie wybuchła co najmniej bomba atomowa. Czemu on zawsze swoimi słowami doprowadzał mnie do takiego stanu? Byłam w kompletnym szoku, niedowierzałam temu co usłyszałam, przepełniał mnie smutek. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i usiadłam na podłodze. Przeczesałam ręką włosy, zauważając przy tym, że po policzkach płyną mi łzy. Chciałam pobiec za nim i zatrzymać go, powiedzieć by się nie wygłupiał, ale wiedziałam, że nic bym nie wskórała, Taemin był cholernie uparty i nic nie mogło go przekonać. Miałam cichą nadzieję, że jednak zmieni swoje zdanie, naprawdę nie chciałam go stracić.
Po pustej sali odbił się dźwięk przychodzącego smsa. Niechętnie wyjęłam telefon i odblokowałam go. Na ekranie wyskoczyła wiadomość.
Only know you love her when you let her go and you let her go.
Przekaż Jjongowi, że wygrał los na loterii, choć pewnie już o tym wie. Niech tego nie zepsuje. Trzymaj się i proszę, bądź z nim szczęśliwa. 

Nawet nie musiałam się domyślać od kogo jest. Skuliłam się i zaczęłam płakać. To było dla mnie zdecydowanie za dużo, spadło jak kamień ważący tonę. Miałam tego dość. W dzień kiedy powinnam się cieszyć, płaczę bo straciłam dobrego przyjaciela. Palce zacisnęły mi się na obudowie telefonu do tego stopnia, że aż kostki mi zbielały, mój gniew był na tyle silny, że pod jego wpływem rzuciłam komórką gdzieś przed siebie, zbijając przy okazji lustro albo inny szklany przedmiot wnioskując z odgłosu jaki dotarł do moich uszu. Gdy emocje lekko opadły stwierdziłam, że jednak była to głupia decyzja i po ciemku udałam się na jego poszukiwania. Na szczęście znalazłam go szybko, w końcu sala nie była wielka więc nie bardzo miał się gdzieś schować. Już chciałam się wyżyć w inny sposób gdy zobaczyłam, że mam jedno nieodebrane połączenie. Kliknęłam na ikonkę małej słuchawki, by zobaczyć kto chciał się ze mną połączyć, jednak nie zdążyłam bo mój telefon rozdzwonił się na nowo. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie Jonghyuna. Przez chwilę się zawahałam, ogarnęły mnie obawy, że nie będę w stanie normalnie rozmawiać i chłopak od razu zauważy, że coś jest nie w porządku i zacznie zadawać pytania, na które nie miałam najmniejszej chęci odpowiadać. Wzięłam głęboki wdech i przesunęłam palcem w prawo, by odebrać połączenie.
- Yoboseyo? - zapytałam drżącym głosem, za który momentalnie skarciłam się w myśli.
- Weronika, wszystko w porządku? - w słuchawce usłyszałam przejęty głos mojego narzeczonego. - Gdzie jesteś?
- Tak, po prostu wyszłam na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Głowa mnie boli i pomyślałam, że to mi pomoże.    
Usłyszałam jak Jonghyun odetchnął z ulgą. Poczułam się winna, że tak nagle zniknęłam nic nikomu nie mówiąc.
- Mianhae, że nic ci nie powiedziałam, ale nie chciałam przeszkadzać bo widziałam, że byłeś zajęty - zaczęłam się tłumaczyć. - Zaraz wracam - dodałam i rozłączyłam się, nie chcąc by chłopak zaczął pytać o coś jeszcze.
Wzięłam parę głębokich oddechów i przeczesałam włosy. Nie miałam siły nawet na to, żeby wstać, a tym bardziej wrócić na górę, ale musiałam. Zebrałam się w sobie i po cichu zakradłam się do łazienki, gdzie poprawiłam makijaż, zniszczony przez łzy, a na twarz przywołałam wymuszony uśmiech i poszłam do salonu.
- Jest i gwiazda dzisiejszego wieczoru! - powiedział uradowany Jonghyun, podchodząc do mnie i całując w policzek. - Na pewno wszystko ok? - zapytał szeptem.
Pokiwałam głową. Widząc ten znak zapewnienia chłopak wziął mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie wciąż byli goście. Nie miałam najmniejszej chęci udzielać się towarzysko zwłaszcza po tym co usłyszałam ale w końcu  show must go on.

***

Mijały kolejne dni, tygodnie a Taemin jak wyszedł z mieszkania tak do tej pory nie wrócił. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na smsy, zero, żadnego znaku, że żyje, po prostu przepadł jak kamień w studnię. Cały zespół był w permanentnym stanie gotowości. Nie chciałam mówić co było powodem zniknięcia najmłodszego z nich ale w końcu po wielu namówieniach chłopaków, którzy stwierdzili, że ja na pewno coś wiem, powołując się przy tym na kobiecy szósty zmysł. Powiedziałam im co spowodowało obecną sytuację. Moje wyznanie wpędziło ich w niemałe zaskoczenie, bo owszem podejrzewali na czele z Jonghyunem, że Taemin żywi do mnie głębsze uczucia, które sporadycznie wyznawał ale nie myśleli, że do tego stopnia. Musieli kryć chłopaka przed menedżerem i jednocześnie ćwiczyć nowy układ starannie ułożony pod pięć osób, a nie pod cztery, co nie było łatwym zadaniem.
- Yah! Jak tylko go znajdę to spiorę na kwaśne jabłko! Nauczy się, że nie robi się takich rzeczy hyungom - krzyknął Jonghyun, uderzając w stół, przy którym wszyscy siedzieliśmy i rozpaczliwie próbowaliśmy wymyślić wyjście z zaistniałej sytuacji.
- Uspokój się, Jonghyun-ah, nerwy tu nie pomogą. - przemówił dyplomatycznym tonem Kibum. - Wiesz jaką naturę ma Taemin, jest nieobliczalny i porywczy. Pamiętasz jak wkręcił nas wszystkich łącznie z menedżerem i swoimi rodzicami po to żeby pójść na jakąś imprezę ? Możemy czekać na niego do uśmiechniętej śmierci a on i tak zrobi jak chce.
Jjong zmełł w ustach jakieś przekleństwo.
- Wiem, wiem i to doprowadza mnie do szaleństwa, nic nie możemy zrobić. Powiedzieć menedżerowi nie, bo to równa się z wsypaniem go i kolejnymi kłopotami, zgłosić zaginienie na policji też nie, jeszcze ktoś niepowołany się dowie i będzie kolejny skandal, rozwieszenie plakatów z jego zdjęciem i informacją, że zaginął również odpada.
W milczeniu kiwaliśmy głowami na to, co mówił. Miał w tym sporo racji, mieliśmy związane ręce. Wychodzi na to, że jedyne co nam zostało to cierpliwie czekać na jakiekolwiek wieści od niego.
- Niestety innego wyjścia poza czekaniem nie widzę - powiedział Key jakby na potwierdzenie moich myśli. - Jednak nie oznacza to, że mamy siedzieć bezczynnie, możemy delikatnie podpytać osoby, które go dobrze znają, może im powiedział więcej.
Z takim planem chłopcy ruszyli do dormu EXO, w którym mieszkał Kai, jeden z bardzo dobrych przyjaciół Taemina, ja natomiast poszłam spotkać się przyjaciółkami w sprawie ciągle
niezorganizowanej niespodzianki na dzień otwarty w uczelni. Jakoś nie mogłyśmy się spotkać i cały czas się mijałyśmy. Aby dotrzeć na miejsce spotkania, którym okazał się być dom bliźniaczek musiałam przejechać prawie pół miasta. Gdy byłam w połowie drogi zadzwoniła moja komórka, dosyć niespodziewanie bo nie oczekiwałam żadnych telefonów, porozumiewałam się dzisiaj jedynie smsami ze względu na bardzo niski poziom baterii spowodowany moim roztargnieniem, zapomniałam podłączyć komórkę do ładowarki choćby na kwadrans. Oderwałam się od lektury książki i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił jakiś nieznany numer, zazwyczaj nie odbierałam takich połączeń ale pod wpływem impulsu tym razem zrobiłam wyjątek. O mało nie krzyknęłam ze zdziwienia, słysząc kto mówi.
- Wera, przyjdź proszę do Sphinxa za półgodziny.
- T- t-aemin ? Gdzie jesteś ? Wszystko w porządku ? Martwimy się o ciebie, nie dajesz znaku życia. - zasypałam go gradem pytań.
W odpowiedzi usłyszałam jego śmiech.
- Powiedzmy, że tak. Dowiesz się wszystkiego na miejscu, nie chcę o tym mówić przez telefon. Będę ubrany w czerwoną bluzą, więc na pewno mnie zauważysz.
Chciałam jeszcze o coś zapytać ale nie zdążyłam bo chłopak rozłączył się tak nagle jak zadzwonił. Bez wahania wybrałam numer jeszcze raz, jednak ku mojemu niezadowoleniu nie odebrał. Napisałam do dziewczyn wiadomość z przeprosinami, że jednak nasze spotkanie nie dojdzie do skutku, bo niespodziewanie wypadło mi coś bardzo ważnego. Miałam nadzieję, że siostry nie wezmą sobie tego za niechęć i oznakę unikania powierzonych mi obowiązków.

***
          
Niestety seulska komunikacja zbuntowała się i na miejsce dotarłam z prawie godzinnym opóźnieniem. Żywiłam cichą nadzieję, że Taemin jednak nie poszedł i nadal czeka na mnie w restauracji. Omiotłam wzrokiem ludzi siedzących przy stolikach ale nigdzie nie widać było jego czerwonej bluzy. Wybrałam jego numer, który znałam na pamięć a później ten, z którego dzwonił niedawno, jednak po kilku długich chwilach zrezygnowałam bo oba były niedostępne i jedyna osoba, z którą mogłam porozmawiać to automatyczna sekretarka. Podeszłam do jednej z kelnerek stojącej przy barze i pobieżnie opisałam jej chłopaka, którego szukam.
- Niestety przykro mi, ale nikogo takiego nie widziałam, może dlatego, że przyszłam niedawno ale spytam moje koleżanki, może któraś go widziała. Poczekaj chwilę - powiedziała i ruszyła w stronę dziewczyn ubranych w takie same uniformy, chwilę z nimi porozmawiała i wróciła do mnie w towarzystwie różowowłosej dziewczyny niewiele starszej ode mnie, która mi przedstawiła - To jest Yejin mówi, że widziała chłopaka, o którego ci chodzi. Ja muszę już iść bo klienci czekają. - dodała i odeszła od nas.
Spytałam się dziewczyny w co konkretnie był ubrany i jak dawno go widziała. Okazało się, że niespełna dziesięć minut temu tu był. Byłam w kropce, nie chciałam zawiadamiać chłopaków bo spłoszyli by Tae, który miał najwidoczniej powód by nie zawiadamiać całej piątki, a jedynie mnie. Miałam już po dziurki w nosie tych wszystkich tajemnic i niedopowiedzeń.
- Zapomniałam ci powiedzieć, że on wyglądał na strasznie podenerwowanego i zniecierpliwionego, cały czas wypatrywał kogoś.
To co powiedziała wznieciło u mnie iskierkę niepokoju. Naprawdę zaczęłam obawiać się tego, co ten chłopak znów wymyślił. Podziękowałam Yejin za pomoc i zaczęłam się znów rozglądać po twarzach gości, siedzących przy stolikach. Może go po prostu nie zauważyłam? Pewnie siedzi sobie gdzieś w kącie ciągle na mnie czekając. Usiłowałam nie panikować ale sytuacja zaczynała mnie przerastać. Chciałam zadzwonić do chłopaków, jednak gdy wyjęłam telefon zobaczyłam na nim komunikat oznajmiający, że bateria się rozładowała.
- Pięknie - mruknęłam do siebie i weszłam w głąb w głąb restauracji.
Zręcznie manewrując między stolikami dotarłam do końca pomieszczenia, za mną był jeszcze schowek, a po lewej toaleta, do której postanowiłam zajść i skorzystać z dobrodziejstwa jakie niesie lustro by poprawić swój wygląd, na wypadek gdybym spotkała kogoś znajomego. Weszłam do małego pomieszczenia o ścianach w kolorze jasnoniebieskim. Po jednej stronie stały lustra a pod nimi umywalki, a naprzeciw nim rząd kabin. Rozplątałam kok, który zaczął podupadać i zaczęłam rozczesywać włosy, to zawsze mnie uspokajało i pozwalało zebrać myśli. Przez pomyłkę pociągnęłam włosy odrobinę za mocno, skutkiem czego szczotka wypadła mi z ręki i wylądowała na podłodze. Schyliłam się by ją podnieść i mało zawału nie dostałam, w jednej z kabin zobaczyłam leżącą na podłodze czerwoną bluzą. Nie wahając się ani chwili podeszłam i otworzyłam drzwi, to co tam zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach. Na białej muszli siedział nikt inny jak Taemin, ze spuszczoną głową i bezwiednie opadającymi rękami. Wryło mnie w ziemię. Boże, co ten człowiek tym razem zrobił, pomyślałam, ze zgrozą. Byłam zmęczona tym wszystkim, mimo że bardzo lubiłam chłopaka to zbliżał się coraz bardziej do cienkiej czerwonej linii mojej cierpliwości. Podeszłam do niego bliżej, pochyliłam się, machając mu ręką przed oczami.
- Tae, słyszysz mnie? Gwenchana? - zaczęłam lekko nim potrząsać, ale nie reagował. – Hej, otwórz oczy!
Jednak nic to nie dawało. Odchyliłam jego głowę i zabrałam włosy zasłaniające twarz.
- Taemin, proszę, przestań się zgrywać, to już dawno przestało być śmieszne. Ocknij się!
Moje prośby i błagania obiły się o ściany. Panika i strach wzrastały we mnie. Nie wiedziałam co robić, nie miałam jak zawiadomić chłopaków, byłam sama. Postarałam uspokoić się swój przyspieszony oddech i zawrotne bicie serca. Chwileczkę, coś tu jest nie tak... słyszałam tylko swój oddech, o nie...
Gdy tylko sobie to uświadomiłam serca stanęło mi na moment, przyskoczyłam do chłopaka i złapałam go rękę. Wstrzymałam oddech, starając się wyczuć jego tętno. Wiedziałam, że sposób z nadgarstkiem nie daje stu procentowej pewności, dlatego postanowiłam nie tracić resztki nadziei i spróbować innego niezawodnego rozwiązania. Przyłożyłam dwa palce pod jego brodę, niecierpliwie czekając, wstrzymałam oddech, do takiego stopnia, że przed oczami zaczęły pojawiać się czarne plamy. Nic nie wyczułam, nawet najsłabszego, najbardziej urywanego tętna.
- Nie, proszę, błagam. - zaczęłam mamrotać do siebie. - Co ja mam robić?
Dotknęłam jego policzków, były zupełnie zimne, poklepałam go po nich, próbując ocucić, bezskutecznie. Nie potrafiłam logicznie myśleć, trzęsłam się jak galareta, a w głowie miałam pustkę. Wzięłam kilka głębokich wdechów, starając się uspokoić, ale to zdało się na nic. W zdenerwowaniu przeczesałam swoje włosy. Musi gdzieś mieć telefon, w końcu z czegoś do mnie dzwonił, oby działający. Podniosłam jego bluzę, i zaczęłam ją przeszukiwać, jednak nie znalazłam tam komórki, kątem oka zauważyłam jakiś mały lśniący przedmiot leżący na podłodze, schyliłam się, by przyjrzeć mu się bliżej.
- Jezus Maria, przecież to jest żyletka ! - krzyknęłam gdy dotarło do mnie co trzymam w ręce.
W mig znalazłam się przy chłopaku, sprawdzając jego nadgarstki i mając nadzieję, że przedmiot leży tam od dłuższego czasu i nie należy do niego. Lewy był w porządku, przeszłam do prawego i zamarłam. Na jego jasnej i gładkiej skórze widniało pięć głębokich nacięć z zaschniętą na wpół krwią. Poczułam jak serce podchodzi mi do gardła, a w oczach pojawiły się łzy. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Nie miałam pojęcia ile nacięć potrzeba by się wykrwawić ale te wyglądały bardzo niepokojąco, zwłaszcza, że były głębokie. Otarłam łzy zaciśniętymi w pięści rękoma, wzięłam z powrotem bluzę nerwowo ją przetrząsając i usiłując znaleźć w końcu ten cholerny telefon, zamiast niego wypadła pogięta biała kartka. Podniosłam ją,  rozłożyłam i zaczęłam czytać. W miarę czytania uczucie mdłości wzmogło się, a w uszach dudniła krew.            
Żyletka błyszczała tak pięknie...więc podwinąłem rękaw na prawej ręce i wypisałem na kartce wszystkie intencje.
Pierwsze cięcie za to, że Cię poznałem.
Drugie cięcie za to, że Cię pokochałem.
Trzecie cięcie, za to, że przy Tobie byłem.
Czwarte cięcie za to, że tyle Ci poświęciłem.
Piąte cięcie, za tą wielką tęsknotę.
Szóste cięcie za moją głupotę.
Siódme cięcie za to jaki przez Ciebie się stałem.
Ósme cięcie za to, że przy Tobie ciągle trwałem.
Dziewiąte  cięcie, za to, że taki bardzo boli przez Ciebie moje serce.
Dziesiąte cięcie za to, że nie zobaczę Cię już nigdy więcej.
Jedenaste cięcie za wszystkie krzywdy, które Ci wyrządziłem.
Dwunaste cięcie za ten nieopisany ból, który po sobie zostawiłaś.
Trzynaste cięcie za to bym się więcej nie obudził...
PS. Przepraszam, to jedyne co mogę powiedzieć. Naprawdę nie chciałem by do tego doszło, ale to było silniejsze ode mnie. Nie mógłbym spojrzeć Ci prosto w oczy, po tym wszystkim co zrobiłem. Jestem idiotą, teraz to sobie uświadomiłem, szkoda, że tak późno. Przepraszam, za każdą twoją łzę uronioną przeze mnie. Nie proszę o wybaczenie, bo wiem, że to niemożliwe, sam bym tego sobie nie wybaczył. Proszę Cię tylko o jedno, bądź szczęśliwa. Żyj pełnią życia, tak żebyś niczego nie żałowała, spełniaj marzenia, wiem, że Ci się to uda, bo jesteś zdolna i nie odpuszczasz łatwo. Przekaż hyungom, żeby nadal robili to, co kochają i chronili Cię. To miał być krótki pożegnalny list, jednak nawet teraz nie
potrafię zachować się po męsku i dać Ci spokój.
Pamiętaj, że zawsze Cię kochałem i będę kochał.
Taemin.


Gdy skończyłam czytać, opadłam bezwiednie na posadzkę, płacząc bardziej niż małe dziecko. Nie widziałam nic przez łzy zalewające mi twarz. Modliłam się, żeby to nie była prawda, błagałam i zaklinałam, prosząc by to był zwykły koszmar, z którego zaraz się obudzę, jednak to, co się działo było przerażającą rzeczywistością, która zdecydowanie mnie przerosła. Nie kontrolowałam swojego płaczu, który zamienił się w rozdzierający szloch, zaczęłam krzyczeć, prosząc o pomoc, ale hałas rozmów na zewnątrz i odgłosów z kuchni skutecznie mnie zagłuszał. Chciałam się zapaść pod ziemię, zniknąć jak bańka mydlana. Nagle w moim umyśle pojawiła się nieśmiała myśl, że może jednak nie wszystko stracone, jakkolwiek dziwnie i bezsensownie to brzmiało w tak beznadziejnej sytuacji jakie się znalazłam. Pod jej wpływem podeszłam, a raczej przyczołgałam się do Taemina, błagając go by mnie nie zostawiał i otworzył oczy, jednocześnie szukając tego przeklętego telefonu. Gdy w końcu go znalazłam, w tylnej kieszeni spodni, w z baterią naładowaną do pełna, odrobinę mi ulżyło. Drżącymi palcami wybrałam numer pogotowia. Gdy tylko usłyszałam w słuchawce ciepły męski głos pytający co się stało, zupełnie się rozkleiłam, nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa, po prostu łkałam do słuchawki. Nie wiem jakim cudem mężczyzna po drugiej stronie wydobył ode mnie informację co i komu się stało i gdzie jestem. Gdy trochę się uspokoiłam poprosiłam by zadzwonił do mojego chłopaka i podałam numer, sama nie byłabym w stanie tego zrobić. Zgodził się, rozumiejąc mnie w pełni. Na koniec zapewnił, że wszystko będzie dobrze i że zaraz przyślę karetkę. W czasie czekania związałam włosy Taemina w kucyk i zawinęłam jego prawy nadgarstek znalezionym w torebce bandażem. Kwadrans później do kabiny wtargnęło czterech sanitariuszy ubranych w czerwone kurtki z nazwą szpitala na plecach. Wyniosło chłopaka z toalety i położyło na noszach. Zbadali go i nałożyli na twarz maskę tlenową. Stałam cały czas przy nim, trzymając go na rękę i obiecując sobie, że jak tylko z tego wyjdzie zrobię mu awanturę stulecia bez względu na wszystko. Z przemyśleń wyrwało mnie mocniejsze ściśnięcie mojej dłoni, a chwilę potem kolejne. Uniosłam głowę i spojrzałam na leżącego chłopaka, który patrzył na mnie spod przymrużonych oczu. Przybliżyłam się bardziej do niego, słysząc jego zachrypnięty i urywany głos.
- Przepraszam, jestem.... jestem skończonym idiotą. - chciałam zaprzeczyć, mimo, że wszelkie jego czyny przemawiały za jego  nieracjonalnością, ale on tylko pokręcił głową.
 - Przepraszam - wyszeptał raz jeszcze i zamknął oczy.


***

     Siedziałam przed pokojem, w którym leżał Taemin. W sali obok Jonghyun urządzał karczemną awanturę Bogu winnemu lekarzowi, Onew i Key próbowali uspokoić rozjuszonego chłopaka, natomiast Minho został ze mną, pilnując bym nigdzie nie uciekła. Zaoferował, że pójdzie po coś do jedzenia, ale odmówiłam, prosząc by przyniósł mi tylko kubek ciepłej herbaty i wracał szybko, tak bardzo nie chciałam zostać sama, nie po tym co się dzisiaj zdarzyło. Ściany nie były zbyt grube, dlatego doskonale słyszałam co się dzieje za drzwiami.
- Jak to ma zaburzenia osobowości?! - ryknął Jonghyun, podnosząc się z krzesła i prawie je przewracając.
- Tego nie powiedziałem. Stwierdziliśmy tylko, że pacjent od dłuższego czasu przeżywa ciężki okres w życiu, liczne wahania nastrojów, brak apetytu, depresje, a także samookaleczenie się czy topienie smutków w alkoholu lub zażywanie narkotyków.
- Czy pan coś sugeruje? - zaczepnym tonem zapytał Jjong.
- W żadnym wypadku, wymieniłem tylko objawy. Na szczęście te dwa ostatnie nie odnoszą się do pacjenta, aczkolwiek jego analiza krwi wykazała obecność alkoholu oraz tabletek nasennych, niewiele ale wystarczyło by stworzyć mieszankę wybuchową. Jednak myślę, że był to jednorazowy wybryk. 
Głos lekarza był niesamowicie opanowany, ze stoickim spokojem udzielał informacji, nie przejmując się wcale doprowadzonym do stanu wrzenia Jonghyunem.
- Nie ma co się dziwić, życie gwiazdy niesie ze sobą ogromny stres i presję, wiele celebrytów cierpi na to...
- Ale my nie jesteśmy jak inni! 
- Jong, uspokój się. Krzyczenie nic nie osiągniesz. - Key próbował powstrzymać chłopaka.
- Jestem spokojny! Ten konował nie wie co mówi! - odpowiedział Kibumowi, a później znów zaczął atakować lekarza. - Wie pan kim my jesteśmy?! - starszy mężczyzna pokiwał głową - Jesteśmy SHINee, najlepszy zespół w całej Korei, najbardziej utalentowani, uwielbiani przez miliony, nas się nie trzymają problemy!  
- Muszą państwo zrozumieć, że każdego to może dotknąć, nie ważne czy jest się celebrytą, szefem policji, czy matką z pięciorgiem dzieci. Krzykami nic nie załatwimy, takim osobom należy okazać więcej zainteresowania i miłości, oczywiście stopniując je, bowiem oni bardzo dobrze kryją swoje problemy, udając cały czas, że mają się świetnie. Czy zauważyliście państwo coś takiego u niego?
Odpowiedzią na jego pytanie była cisza, nawet Jjong nic nie dodał.
- Tak myślałem. Taemin jest młodym i bardzo zdolnym chłopakiem i tak jak każdy człowiek miał lepsze i gorsze, z tym, że tych drugich było więcej. Myślę, że trochę odpoczynku i szczera rozmowa z wami wszystkimi dobrze mu zrobi. Zatrzymamy go na obserwację, a później może iść do domu. Przepiszę jeszcze parę leków i jesteście wolni.
Chwilę potem chłopcy opuścili gabinet. Jonghyun wychodząc, o mało co drzwi nie wyrwał z zawiasów, zanim podążali Key i Onew.
- I co powiedział lekarz? - spytałam ich, gdy dotarli do nas.
Key wyjaśnił mi wszystko szczegółowo, podczas gdy Jonghyun rzucał pod adresem lekarza niewybredne epitety.
- Weź się już uspokój, głupku jeden! Zaraz wyjdziesz ze skóry i staniesz obok. - rzucił wkurzony Onew.
- Nie mogę, ten lekarz od siedmiu boleści nie wie co mówi. Taemin nie jest kimś takim, po prostu miał chwilowe problemy, a my tego nie dostrzegliśmy. Jak mogłem nie zauważyć tego? To moja wina. 
- Każdy zawinił, bo żadne z nas nie wpadło na to, że coś jest nie w porządku. Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem, teraz mamy nauczkę na przyszłość - powiedział uspakajająco Minho. - Swoją drogą szczwana bestia z Tae, tak dobrze się z tym kryć.
- Mówię Ci, to wszystko zaczęło się od wkręcenia nas, menedżera i rodziców, lata praktyki czynią mistrza. - powiedział Jonghyun.
- Bzdury gadasz. - Key po matczynemu zdzielił Jjonga po głowie. - Idziemy do domu, nie ma sensu tu dłużej tkwić.
Posłałam mu zaniepokojone spojrzenie.
- Spokojnie, nic mu się tutaj nie stanie. Dajmy chłopakowi odpocząć.  


***

Gdy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu, nie czekając na nikogo popędziłam na górę, do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam na łóżko. Tam w szpitalu próbowałam być twarda i nie płakać, ale teraz wszystko ze mnie zeszło. Zakopana w poduszki i nakryta kocem szlochałam niczym małe dziecko. Przez całą drogę myślałam o tym wszystkim i kiedy Jonghyun powiedział, że to jego wina, brakujący element układanki wskoczył na miejsce. To nie była jego wina, ani żadnego z chłopaków, tylko moja. To wszystko było spowodowane moją osobą, gdybym się nie pojawiła, nie było by tych wszystkich problemów. Podjęłam już decyzję. To nie Taemin zatruwał życie, to ja nie powinnam tu mieszkać.
- Weronika, wszystko w porządku? - usłyszałam pukanie i zmartwiony głos Key.
Nie odpowiedziałam, tylko wstałam z łożka, podchodząc do szafy. Zaczęłam wyjmować ubrania i kłaść je na łóżku. Jednak nie mogłam znaleźć walizki, nie pamiętałam gdzie ją dałam. Starałam się sobie przypomnieć gdzie ostatni raz ją widziałam. Pukanie i głosy powtórzyły się, ale zignorowałam je i zajrzałam do szuflady przy łóżku, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Niestety walizka była na końcu i w dodatku rączkę miała zaklinowaną. Musiałam przesunąć trochę łóżko i wysunąć szufladę.
- Co ona tam robi? Meble przesuwa? - dobiegł mnie zaniepokojony głos Onew.
- Szybko, dzwoń po Jjonga. Ona zaraz gotowa zbudować fortecę obronną albo wylecieć przez okno. - rozkazał Kibum.
Usłyszałam jak ktoś wbiega po schodach, a chwilę później okrzyk ulgi Key.
- No nareszcie jesteś! – w odpowiedzi na nieme pytanie chłopaka wyjaśnił. - Zamknęła się w pokoju i się nie odzywa.
Nie musiałam wysilać swojego mózgu by wiedzieć kto przyszedł. Zasępiłam się na moment, bowiem nie przewidziałam tego w moim na prędce ułożonym planie. Wyskoczenie przez okno na zawiązanym w supły prześcieradle nie było takim głupim pomysłem, ale zanim zdążyłam podjąć decyzję drzwi otworzyły się i stanął w nich Jonghyun.
- Kochanie, wszystko w porządku?- zapytał, wchodząc do pokoju, a widząc, że wyjmuje walizkę i wkładam do niej wcześniej przygotowane ubrania dodał. - Co ty robisz?
- Wyprowadzam się. - odparłam, czym wprowadziłam go w stan najwyższego zdziwienia. Stał z opadniętą szczęka, nie dowierzając temu co usłyszał.
- Czy ja się przesłyszałem czy powiedziałaś, że się wyprowadzasz ?
- Tak będzie lepiej. - powiedziałam, czując rosnącą gulę w gardle i łzy zbierające się pod powiekami.
- Kotek, co ty za głupoty wygadujesz? - zapytał, podchodząc do mnie i oplatając swoje ramiona wokół mojej talii. Poczułam jego gorący oddech na szyi - Kto Ci tak powiedział?
- Nikt, sama do tego doszłam. - odwróciłam się przodem do niego i zapytałam. - Nie zauważyłeś wspólnego mianownika tych wszystkich wydarzeń?
Jonghyun przecząco pokręcił głową. Wzięłam głęboki oddech i wyrzuciłam z siebie:
- To wszystko przeze mnie. Gdybym z wami nie zamieszkała nie było by żadnych problemów, Taemin by się we mnie nie zakochał, nie było by waszej  kłótni i bijatyki zakończonej pojedynkiem tanecznym, nie złamałabym nogi, nie przyjechałbyś do szpitala i nie było by tego skandalu, nie pokłócilibyśmy się i nie odszedłbyś, to, co się dzisiaj wydarzyło także nie miało by miejsca. To wszystko moja wina, ściągam na was nieszczęście. - chciałam jeszcze coś dodać, ale zawładnął mną szloch. Wtuliłam się w chłopaka, łkając w jego koszulę. Jonghyun objął mnie i głaszcząc po głowie, starał uspokoić.
- Nie wolno Ci tak mówić, ani nawet myśleć. Jesteś najlepszym co mogło mi się przytrafić. To nie twoja wina, wiesz, przecież, że przypadki lubią chodzić po ludziach.
Uniosłam głowę i moje spojrzenie napotkało jego głębokie brązowe oczy, promieniujące ciepłem i miłością.
- Może pójdziemy już spać? Na pewno jesteś zmęczona, dzisiejszy dzień był wyczerpujący. - zaproponował, wyjmując mi z ręki ubrania, które wciąż trzymałam i odłożył je na krześle. To samo zrobił z prawie spakowaną walizkę umieszczając ją w kącie, a później wziął mnie w ramiona i delikatnie położył na łóżku,  przykrywając kołdrą. Zamknął drzwi i ułożył się obok mnie. Zaczął szeptać do ucha kojące słowa.
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, a w głowie kołatały mi słowa wypowiedziane przez Jonghyuna.
Pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce.  

3 komentarze

  1. Cudowne, mało co się nie popłakałam <3333 Aż nie wiem co powiedzieć ;* Życzę weny przy następnym opowiadaniu ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało mi się wszystkie rozdziały przeczytać w jeden dzień. Ten rozdział mnie strasznie zszokował. Nie sądziłam, że będzie zdolny do samobójstwa! Mam nadzieję, że z tego szybko wyjdzie. A co do Twojego pisania to cudownie się czyta chociarz zdażają się błędy, ale nie będę się czepiać bo sama je często robię. Życzę dużo weny i czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics