Yes, I'm Jonghyun from SHINee #55

Zapraszam na kolejny rozdział. Przepraszam, że dopiero teraz ale w połowie pisania wena mnie opuściła i jakoś dobrnęłam do końca, na szczęś cie niedługo potem powróciła a ja korzystając z tego zmieniłam drugą połowę rozdziału. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Buziaki :***

***
Dziś był dzień ogłoszenia listy kandydatów, którzy dostali się na studia na Uniwersytet Seulski. Wyniki matur dostałam listownie tydzień wcześniej. Zaskakująco dobrze mi poszło, wszystkie przedmioty zdałam na poziomie dziewięćdziesięciu procent, wyjątkiem była matematyka, z której uzyskałam pięćdziesiąt procent. Nie był to jakiś niesamowity wynik, porównując z innymi, którzy uzyskali prawie sto procent, ale mnie w zupełności wystarczył. Nigdy nie byłam orłem z matmy i chciałam ją tylko zdać, co na szczęście mi się udało. Razem z Sue punktualnie o dwunastej znalazłyśmy się na korytarzu Uniwersytetu i prawie, że rzuciłyśmy się do gablot, widząc z daleka wywieszone listy. Żadne z nas nie wybierało się na ten sam kierunek, ja złożyłam papiery na filologię angielską i dwa inne kierunki, Sue na filologię francuską bo jak sama przyznała od dawna interesowała się tym językiem, a Matt wybrał studia krawieckie, by w przyszłości móc zostać modowym projektantem.
 - Dostałam się! - krzyknęła z podekscytowania Sue, stojąca nie daleko mnie i dumnie pokazała na swoje imię i nazwisko.
- Wow, gratuluję. - powiedziałam, przytulając ją mocno. - No to teraz pomóż mi, bo ja nie mogę znaleźć swojego.
Przyjaciółka ochoczo pokiwała głową, a ja wróciłam do poszukiwań, które jednak okazały się bezowocne. Powoli zaczynały mnie ogarniać strach i panika, bo co będzie jak się nie dostanę nigdzie. Z moich myśli wyrwał mnie kolejny krzyk Sue.
- Weronika, chodź tu! Znalazłam! - machała do mnie i podskakiwała z radości. - Wiedziałam, że będziesz! Ale ty głuptastku szukałaś na złych listach. - powiedziała, gdy znalazłam się obok niej.
Faktycznie w miejscu gdzie wskazywała znajdowało się moje imię i nazwisko, wprawdzie z małym błędem ale było.
- Omo, nie wierzę. - wydusiłam z siebie po paru chwilach bezmyślnego wpatrywania się w gablotę. - Chincha? To wspaniale!
Zaczęłyśmy skakać z radości niczym małe dzieci. Od razu napisałam smsa do chłopaków bo od rana siedzieli jak na szpilkach. Postanowiłam, że jak wrócę do domu od razu zadzwonię do rodziców i podzielę się tą dobrą nowiną. Później obie szczęśliwe poszłyśmy uczcić dzisiejszy dzień do pobliskiej kawiarni, zgarniając po drodze Matta, który również dostał się na swój wymarzony kierunek.

***

Chłopcy postanowili zaczerpnąć trochę świeżego powietrza a przy okazji skorzystać z dobrej pogody i tak o to znaleźliśmy się nad jeziorem, daleko od gwarnego i tłocznego Seulu. Siedzieliśmy na kocach, rozkoszując się wszechobecnym spokojem i ciszą i podjadaliśmy wyjątkowo słodkie i soczyste truskawki. 
- Czy wy się w końcu przestaniecie kłócić ? - zapytał zniecierpliwiony Key, przerywając czytanie książki i kierując swoje spojrzenie na Jonghyuna i Taemina, którzy już od dobrych paru chwil prowadzili ożywioną wymianę zdań.
- Wcale się nie kłócimy. - zaprzeczył młodszy.
- A co, może wiersze piszecie ?
- Po prostu rozmawiamy.- dodał Jjong, szczerząc się i pokazując język.
- Jak dzieci. - wymamrotał Kibum i powrócił do czytania.
Uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc ich rozmowę. Położyłam się na plecach, chcąc złapać trochę słońca i sprawić, że moja bielsza niż śnieg skóra nabierze kolorów, chociażby w małym stopniu. Aby mi się zbytnio nie nudziło wyjęłam książkę i zagłębiłam się lekturze jej. Jednak po godzinie dałam sobie z tym spokój i poszłam po pływać w jeziorze, wcześniej pytając się czy ktoś chce dołączyć jednak nie było chętnych. Po drodze zgarnęłam jeszcze ręcznik. Do celu mojej wędrówki nie było daleko. Miejsce było oddalone mniej niż dziesięć minut drogi od naszego ,,obozowiska,,. Podeszłam bliżej i sprawdziłam stopą temperaturę wody, nie była za zimna ani za ciepła, taka w sam raz. Zachęcona, zdjęłam bluzkę oraz spodenki i zawijając się w ręcznik, zręcznie przebrałam w niebiesko-zielony dwuczęściowy kostium. Spięłam włosy w małego koka i ruszyłam do wody. Powoli brnęłam dalej, rozkoszując się orzeźwiającą wodą. Przewróciłam się na plecy i spod przymrużonych powiek spoglądałam na pogodne czyste niebo bez ani jednej chmurki. Kątem oka widziałam również okolicę, którą tworzyły szumiące cicho drzewa. Pogrążyłam się w marzeniach. Po kilku długich chwilach uporczywego wpatrywania się słońce, postanowiłam dać odpocząć oczom i zamknęłam je. Z błogich chwil wyrwało mnie uporczywe mrowienie w prawej nodze. Zignorowałam jej, chcąc wrócić do przerwanej czynności, jednak ono przybrało na silę. Strzepnęłam parę razy nogę, ale to nie pomogło i ku mojemu niezadowoleniu zamieniło się w promieniście rozchodzący ból. Spróbowałam rozmasować stopę, ale moje starania okazały się bezowocne. Gdzieś w mojej głowie zaczęła narastać panika. Znajdowałam się sama w głębi jeziora, daleko od brzegu. Wzięłam kilka głębokich wdechów by się uspokoić, jednak odniosłam odwrotny skutek od zamierzonego, ponieważ nagle pojawił się przeszywający ból w płucach, co spowodowało wzrost paniki. Tętno przyspieszyło i czułam jak serce bije mi w szaleńczym tempie. Zamknęłam oczy, ignorując ból w stopie i płucach oraz ogarniającą panikę, zaczęłam układać plan. Postanowiłam podpłynąć, chociażby trochę i zacząć wzywać pomoc. Żywiłam nadzieję, że któryś z chłopaków mnie usłyszy i uratuje. Jednak praktyka jest dużo cięższa niż teoria, a pływanie w moim stanie nie było już takie proste jak kwadrans temu. Ale ja za wszelką cenę chciałam tego dokonać dlatego zmotywowałam swoje ciało do współpracy. Szło mi to opornie i przypominało bardziej powłóczanie nogą pod wodą ale powoli i skutecznie posuwałam się na przód. Niestety sił nie starczyło mi na długo i parę chwil później z trudem poruszałam kończynami, nie mówiąc już o dalszym płynięciu. Zaczęłam machać rękami i wzywać pomoc. Sytuacja robiła się gorsza z minuty na minutę, a ja wciąż tkwiłam w wodzie. Boląca noga zaczynała mi ciążyć niczym metalowa kula, prowadząc w dół. Zagryzłam wargę, postanowiając wziąć się w garść i zmusić do płynięcia. Pomimo najszczerszych chęci mi się to nie udało, jednak spróbowałam ponownie. Nadal nic. Jeszcze raz i znowu, ale to nic nie dało. Byłam wyczerpana. Zaczęłam krzyczeć, w myśli błagając by ktoś mnie usłyszał. Nie mogli przecież wszyscy zasnąć albo gdzieś pójść,prawda ? Rozglądałam się wokół siebie, rozpaczliwie szukając wzrokiem, któregoś z chłopaków. Wobec braku jakiegokolwiek odzewu, zaczęłam płakać. Nawet nie wiem kiedy łzy zaczęły płynąć strumieniami. Wiedziałam, że nie mogę płakać, marnowałam w ten sposób potrzebną mi energię. Przetarłam oczy, próbując zatrzymać kolejne strumienie. Przez zapłakane oczy moje pole widzenia mocno się zawęziło i widziałam tylko rozmazane obrazy. Nadomiar złego moje ciało ogarnęły drgawki, mimo że słońce grzało, a ja coraz częściej znajdowałam się pod powierzchnią, wypijając prawie że hektolitry wody, za każdym razem gdy chciałam wypłynąć. Panika i strach zupełnie mnie ogarnęły i mój umysł wypełniły czarne myśli, którym się poddałam. Przyjmując pozycję embrionalną pozwoliłam swojemu ciału opadać coraz bardziej w dół i czekałam na najgorsze. Chwilę później straciłam przytomność. 

***

Z otchłani, w której się znajdowałam,wyrwał mnie czyjś błagalny głos. 
- Ocknij się, ocknij. Weronika, proszę obudź się. 
 Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie gdzie jestem i co tu robię. Nie byłam pewna do kogo on należy, ponieważ dźwięki dochodziły do mnie lekko przytłumione tak jakbym siedziała pod grubym kocem. Chwilę później poczułam czyjeś ciepłe usta na swoich i już wiedziałam kto to, Jonghyun. Jego ręcę chwyciły moje policzki i z uczuciem przesunęły po nich palcami. Mimowolnie się zarumieniłam.
 - Nabiera kolorów. Zaraz się obudzi. - Kibum przemówił uspokajająco do Jjonga, który nie przestawał mnie głaskać. 
 Niektóre dziewczyny pewnie by przeciągały taką chwilę w nieskończonność, korzystając z przypływu wzmożonej troski i czułości ukochanego, ale ja nie miałabym serca przetrzymać w niepewności Jonghyuna, który i tak z pewnością denerwował się wystarczająco. Powoli otworzyłam oczy. Od razu napotkałam przestraszone spojrzenie chłopaka. Zauważyłam, że klęczy obok mnie. Widząc, że się obudziłam odetchnął z ulgą i porwał w ramiona, szepcząc jak bardzo się o mnie bał i że już nigdy sama nie pójdę pływać, bo on nie przeżyłby jakby mi się coś stało. Słysząc te słowa, łzy stanęły mi w oczach.Chciałam coś powiedzieć ale przeszkodził mi w tym potężny kaszel. Chłopak odsunął się, posyłając mi zaniepokojone spojrzenie.
 - Wszystko w porządku ? - zapytał. Pokiwałam głową. On jednak chciał się upewnić. 
- Mamy apteczkę więc jakby co to mów. - W porządku, tylko strasznie mnie głowa boli i czuję, że zaraz żołądek przyklei mi się do kręgosłupa jeśli czegoś nie zjem. 
Słysząc to, Key zaczął przygotowywać jedzenie, które przywieźliśmy w dużym koszu piknikowym. Parę chwil później siedzieliśmy przy prowizorycznym stole i ze smakiem jedliśmy potrawy przygotowane przez naszego masterchefa.
 - Na pewno nie chcesz dokładki ? - zapytał Kibum, przysuwając miskę wypełnioną makaronem z grilowanym kurczakiem, kukurydzą i groszkiem.
 - Może troszeczkę, ale naprawdę mało. Jak tak dalej pójdzie zamienię się w kuleczkę na nóżkach. - powiedziałam, śmiejąc się.
 - Właśnie o to chodzi. Jesteś taką chudzinką, że aż dziw bierze. Trochę ciałka zawsze się przyda, prawda ? - powiódł wzrokiem po reszciw chłopaków, którzy mu przytaknęli. Posiłek skończyliśmy w pogodnych nastrojach, a wieczór spędziliśmy przy rozpalonym przez Taemina i Jonghyuna ognisku, piekąc pianki i opowiadając sobie straszne historię na przemian z tymi śmiesznymi. Do końca dnia miałam ochronę, gdziekolwiek szłam zawsze był przy mnie któryś z chłopaków tak na wszelki wypadek.
                             
***

Wakacje minęły jak z bicza strzelił. Miałam nawet wrażenie, że szybciej niż normalnie, a przecież trwały dwa razy dłużej. Spędziłam je wspaniale w gronie przyjaciół oraz chłopaków. Jak zawsze żałowałam, że się skończyły bo kto by nie chciał wstawać codziennie o której chce i mógł robić co dusza zapragnie, a jedynymi problemami było by co by tu porobić jutro. Jednak żal za wakacjami przebijała chęć poznania studenckiego życia, które właśnie rozpoczęłam. Słyszałam wiele rzeczy na temat studiów, na przykład, że nigdy więcej nie ma się tak dużo czasu wolnego albo o corocznych walkach kółek zainteresowań nazywanych klubami o to, który z nich zbierze najwięcej zainteresowanych. Nic więc dziwnego, że nie mogłam się doczekać aż sama je sprawdzę. Właśnie rozpoczęła się godzinna przerwa śniadaniowa i ja razem z moimi nowo poznanymi koleżankami,gadatliwymi bliźniaczkami Minji i Eunji zeszłyśmy do ogromnych rozmiarów foodcourtu, miejsca gdzie głodny student mógł zjeść to, na co akurat miał ochotę. Zajęłyśmy miejsca pod oknem i zaczęłyśmy jeść wybrane przez nas potrawy. Ja wzięłam kanapkę o wdzięcznej nazwie Spicy Italian, a dziewczyny takie same zestawy sałatek. - No to, do jakiego klubu dołączysz ? - zapytała mnie Minji, starsza z sióstr. 
- Myślałam nad tanecznym albo koszykarskim ale nie umiem się zdecydować.
 Kwestia wyboru klubu i przynależności do niego była jedną z najciekawszych i wywoływała burzliwe narady. Kółek było naprawdę wiele, także wybór nie należał do łatwych. 
 - My zastanawiamy się nad klubem naukowym, bo podobno mają całkiem fajne eksperymenty, wybuchy, płomienie, ciekły azot, to jest to co lubimy najbardziej, prawda siostrzyczko ?
 Minji ochoczo przytaknęła. Siostry pasowały w stu procentach do stereotypu bliźniaczek, chodziły wszędzie ze sobą, ubierały się tak samo, nawet zainteresowania miały jednakowe, różnił ich tylko typ fryzur, Minji zawsze nosiła warkocz, w przeciwieństwie do Eunji, która wolała mieć rozpuszczone włosy. Resztę przerwy spędziłyśmy nad plotkami, czyli tym, co siostry uwielbiały najbardziej. 
                               
***

Gdy wychodziłam z budynku uniwersytetu przez przypadek na kogoś wpadłam. Rozmawiałam akurat przez telefon z Ann i opowiadałam co u mnie słychać. Za sprawą zderzenia telefon wypadł mi z ręki, schyliłam się żeby go podnieść i napotkałam czyjąś dłoń. Przez moment wydała mi się znajoma. Uniosłam głowę i o mało nie przysiadłam z wrażenia.
 - Gu Jun Pyo ! Co ty tu robisz ? - zapytałam zdziwiona, dopiero później zrozumiałam jak głupio to zabrzmiało, bo co mieliby robić studenci na uniwersytecie. Jednak chłopak się tym w ogóle nie przejął. 
- Studiuje tutaj filologię angielską. 
- Chincha ? Nie widziałam cię na zajęciach. 
- Ah, bo zrezygnowałem ze studiów zagranicznych i złożyłem tutaj papiery później niż wszyscy. - wyjaśnił. Ucieszyłam się bardzo na tą wiadomość. Kolejna znajoma osoba na roku. Oboje stwierdziliśmy, że nie ma co dłużej stać w drzwiach i poszliśmy do pobliskiej kawiarni, gdzie rozmiawialiśmy przez długie godziny.
                               
*** 

Na szczęście dzisiaj była sobota i nie musiałam iść na wykłady. Mogłam cały dzień leniuchować i tak właśnie miałam zamiar zrobić. Zeszłam na dół z zamiarem udania się do kuchni i zrobienia sobie kanapek a następnie udania się do pokoju i poświęceniu całego dnia na dramy, albo gadanie z przyjaciółkami przez Skype'a, ewentualnie wyskoczenie gdzieś z bliźniaczkami. Jednak im bliżej byłam kuchni tym coraz wyraźniej słyszałam odgłosy szeptanej kłótni. Podeszłam bliżej, by dowiedzieć kto z kim się kłóci. 
- No i co teraz zrobisz ? - usłyszałam jak Tae rzuca pytanie.
 - Aish... nie wiem, nie mogę jej tego powiedzieć, nie teraz. Widziałeś jak dobrze sobie radzi na studiach, nie mogę tego tak teraz zepsuć. 
 Drugi głos należał do Jonghyuna, co tym bardziej mnie zaniepokoiło bo nie nie dość, że nie miałam pojęcia o co chodzi a widać było, że sytuacja była poważna to chłopak przejęty. 
 - Stary, musisz. Lepiej żeby to usłyszała od ciebie niż dowiedziała się z prasy. Wychyliłam się by zobaczyć więcej, ale niestety potknęłam się o swoje nogi i wpadłam z impetem do kuchni. Spojrzenia chłopaków od razu skierowały się na mnie.
 - To ja już pójdę, a wy sobie porozmawiajcie - powiedział Taemin, kierując się ku schodom i posyłając znaczące spojrzenie Jonghyunowi. Chwilę później zostaliśmy sami. 
W pomieszczeniu zapanowała głucha cisza. Patrzyłam na Jjonga, który nie wiedział co ze sobą zrobić, chciał coś powiedzieć jednak nie mógł się przemóc. W końcu przemówił. 
- Muszę ci coś powiedzieć. Chodzi o to, że... 


2 komentarze

  1. Aish, musiałaś skończyć w takim momencie Unnie??!?!??! Srsly? :D Ogólnie rozdział bardzo mi się spodobał (ja reszta ^^) czuję się jakbym była tam, z nimi ^^
    Dwa małe błedziki:
    *Dziewięćdziesięciu
    *pięćdziesiąt
    -le ja czepialska- :D
    Wybacz Droga Ritsu, ale przez moją nauczycielkę od Polskiego jestem przeczulona na te cyfry(w sensie jak je napisać i w ogóle) :)
    Życzę Ci tak przy okazji duuuuuuuuuuuuuużo weny i żeby dalej Ci tak świetnie szło pisanie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nienawidzę cię! Jak można przerywać w takim momencie?! :* Rozdział genialny *.*
    Nadal nie mogę wyjść z podziwu. ^ ^
    Życzę weny:*

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics