Hurricane Drunk

Zainspirowana nową piosenką od U-KISS, w szczególności Elim, który zupełnie mnie oczarował postanowiłam napisać z nim one shot. Początkowo miał być on z oznaczeniem +18, jednak w miarę pisania zrezygnowałam z tego i zmieniłam fabułę. Nie chciałam by było to coś w stylu sone shota z Yonggukiem. Mimo tego myślę, że się Wam spodoba i liczę na komentarze. Niedługo dodam kolejny rozdział z Jonghyunem so stay tuned ~

                                            

*** 

Siedziałam samotna w jakimś barze na przedmieściach Seulu i topiłam smutki w alkoholu. Rzadko mi się to zdarzało. Jakby się zastanowić to pierwszy raz piłam na umór. Zazwyczaj gdy wychodziłam gdzieś z przyjaciółmi zawsze brałam jakieś lekkie drinki i na tym się kończyło, ale dzisiaj miałam ku temu szczególną okazję, firma w której pracowałam upadła, a ja nawet niedostałam wypłaty za ostatnie miesiące, które przepracowałam w pocie czoła. Przeżyłam tylko dzięki przyjaciołom, którzy zaoferowali schronienie i pożyczyli pieniądze.
- Jeszcze jedno poproszę - powiedziałam zmęczonym głosem do stojącego za ladą barmana, który skinieniem głowy przyjął moje zamówienie. Już po chwili trzymałam w dłoni szklankę wypełnioną do połowy bursztynową cieczą, w której wolno pływały kostki lodu. Pociągnęłam łyk, wypijając na raz prawie całą whiskey. Poczułam jak płyn wypełnia moje wnętrze, ogrzewając je. Tak naprawdę wcale nie lubiłam alkoholu, jedyne co byłam w stanie wypić to mojito, ale dzisiaj nie chodziło mi o kulturalne raczenie się trunkami. Chciałam się najzwyczajniej w świecie upić i zapomnieć o wszystkich moich problemach. Wypiłam do dna zimny napój, którego nie zostało wiele i rozejrzałam się po barze. Było to niewielkie pomieszczenie urządzone w nowoczesnym stylu, na ścianach wisiały różnorakie obrazy w stylu pop-art, a spod sufitu zwisały wielobarwne kule dyskotekowe. Gdzieś w kącie kłębili się ludzie tańczący na małym parkiecie tanecznym. Wszystko to było oświetlone jaskrawymi lampami neonowymi. Wnętrze sprawiało wrażenie przyjemnego i przytulnego. Zamówiłam butelkę tego samego, ponieważ oprócz whiskey i wódki nie znałam nic innego, ale jakoś nie bardzo ciągnęło mnie do drugiej opcji. Chwilę później przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Na początku nie zwracałam na niego uwagi i spokojnie popijałam swój napój, rozmyślając na tym jakie życie jest beznadziejne. Z moich czarnych myśli wyrwał mnie niski głos chłopaka .
- Widzę, że ostro pogrywasz - wskazał na butelkę stojącą obok mnie opróżnioną w połowie. - Jakaś specjalna okazja ?
Pokiwałam głową, nie mając siły, a może nie chcąc tłumaczyć czemu i jak się tu znalazłam.
- W ogóle to jestem Eli, miło Cię poznać. - przedstawił się, uśmiechając zniewalająco.
- Mam na imię _______. - powiedziałam, wypijając do końca zawartość szklanki. Odkręciłam butelkę i spróbowałam nalać sobie do szklanki, niestety ręka mi zadrżała i nietrafiłam, w skutek czego alkohol wylał się na moją czarną plisowaną spódnicę. Zaklęłam pod nosem. Chciałam powtórzyć czynność jednak zanim się obejrzałam butelka zniknęła. Zobaczyłam, że zabrał ją nowo poznany chłopak. Zamierzałam podnieść na niego głos, pytając się czemu u licha bierze nie swoje, gdy zobaczyłam że wziął ją w zupełnie innym celu niż myślałam. Eli sprawnie nalał płyn do szklanki i przysunął ją do mnie.
- Proszę. - powiedział i zaczął mi się przyglądać.
- Mam coś we włosach albo na twarzy, że tak na mnie patrzysz ? - spytałam zdziwiona jego zachowaniem. Niecodziennie spotykam kogoś kto z takim zawzięciem studiuje każdy fragment mojej osoby.
- Naprawdę musiało się coś wydarzyć w twoim życiu. - oznajmił wreszcie. - Nie chcę być wścibski ani nachalny, ale jestem ciekaw co takiego spowodowało, że taka piękna dziewczyna jak ty siedzi i topi smutki w alkoholu.
 Zaczęłam się śmiać, słysząc jego słowa. Zupełnie nie wiem czemu tak zareagowałam. Z tego co zdążyłam go poznać, wydawał się być miłym chłopakiem, na dodatek powiedział mi komplement o jaki trudno patrząc na to w jakim jestem stanie. Włosy ułożone w nieładzie, poplamiona spódnica, bez szpilek, od których dostawałam pęcherzy, a które musiałam nosić bo były obowiązkowym elementem mojego stroju. Czując wyrzuty sumienia, mama na pewno nie byłaby ze mnie zadowolona, widząc jak się zachowuje, podziękowałam mu, posyłając coś co przy odrobinie dobrej woli można by nazwać uśmiechem i skupiłam się na stojącej przede mną szklance. Przyglądałam jej się z taką uporczywością, że gdyby spojrzenie mogło niszczyć, szklanka już dawno rozsypała by się w drobny mak.
- To jak, opowiesz mi co się stało ? - spytał - Nie masz się o co martwić, nie jestem typem plotkarza. Pewnie i tak się już więcej nie spotkamy, za to ty sobie ulżysz, bo nie ma to jak się komuś wygadać. Nie rozlewając, nalałam sobie do pełna. Zauważając, że moje paliwo jest na wykończeniu pomyślałam, że trzeba kupić nowe. Zachowuję się jak jakaś początkująca alkoholiczka, przemknęło mi przez myśl.
- Zazwyczaj nie pije na opór. Tak naprawdę to nigdy tego nie robię. Można by nawet powiedzieć, że stronię od alkoholu, a jedyne co mogę wypić to mojito, jednak dzisiejszy dzień jest wyjątkiem. - przerwałam na chwilę i napiłam się, nie będę przecież mówić o suchym gardle. - Straciłam robotę, bo szef okazał się totalnym kretynem i zaciągnął pożyczkę u jakiegoś lokalnego mafiosa, chcąc ratować podupadającą firmę, w skutek czego doprowadził do jeszcze szybszego jej upadku. Właściel mieszkania, które wynajmuję dał mi dziś wypowiedzenie, a na dodatek dowiedziałam się, że mój teraz były chłopak zdradza mnie na lewo i prawo, czego przez spędzanie prawie całych dni w pracy nie zauważyłam, więc rozumiesz, że nastrój mam lekko mówiąc zły. Skończyłam opowieść i wychyliłam do końca szklankę. Poprosiłam barmana o jeszcze jedną butelkę.
- Wow, widzę, że całkiem sporo dzisiaj przeżyłaś. - Eli pokiwał ze zrozumieniem głową i dodał.- Ale wiesz, że alkohol nie jest rozwiązaniem... Przerwałam mu, nie dając dokończyć.
- Czy ty nic nie rozumiesz ?! Nie jestem alkoholiczką, nawet początkującą mimo, że może to tak wyglądać. Jestem po prostu bardzo nieszczęśliwa, całe życie mi się zawaliło. Nie mam pracy, ani domu ani nawet chłopaka. Zostali mi tylko przyjaciele, ale ich też już nie chcę męczyć swoją osobą, mają swoje życie. Mam nadal być niepoprawną optymistką i sądzić, że jutro będzie lepiej ? Nie kochany, nie ma tak łatwo. Dlatego postanowiłam upić się pierwszy i ostatni raz w życiu. Pewnie będę tego żałować za kilka godzin ale teraz jest źle i chcę po prostu zapomnieć o tym. Dotarło ?!
Umilkłam i osunęłam się blat. Zamknęłam oczy, tak bardzo chciałam żeby to był koszmar senny, którego się obudzę i pójdę do znienawidzonej przeze mnie ale przynajmniej jakiejś pracy. Wkurzyłam się na niego. Za kogo on się w ogóle uważał ?! Nic nie wiem o mnie nie wie a chce mi jeszcze prawić pogadanki. Otworzyłam oko i z rozczarowaniem stwierdziłam, że nie jest to sen. Spojrzałam na Eliego, który wciąż siedział obok mnie. Nie uciekł ani nie zwyzywał od wariatek. Po prostu siedział i patrzył na mnie.
-Przepraszam. - wybąkałam skruszona, widząc że pół ludzi zgromadzonych w barze gapi się na nas. Zaczęłam zbierać myśli. Zupełnie nie rozumiałam mojego zachowania, tego nagłego wybuchu. Naskoczyłam na Bogu winnego chłopaka, który po prostu chciał mnie pocieszyć, widząc w jakim jestem stanie. Jak widać alkohol dodał mi dużo odwagi, skoro zrobiłam to co zrobiłam.
- Głuchy jesteś czy co ? - zapytałam zdziwiona i pomachałam mu ręką przed oczami.
- Ze mną wszystko w porządku...
- Czyli sugerujesz, że to ja mam coś z głową ? - ze zdziwieniem zauważyłam, że zrobiłam się bardziej kłótliwa.
- W żadnym wypadku. Po prostu mam młodsze trzy siostry, więc przyzwyczaiłem się. Powiem nawet, że one zachowują się gorzej niż ty.
- No dziękuję bardzo. - powiedziałam i udałam obrażoną, widząc to, Eli od razu zaczął się tłumaczyć.
- Źle mnie zrozumiałaś. Potraktuj to jako komplement.
- Na dodatek zarzucasz mi, że moje zdolności interpretacji otaczającej mnie rzeczywistości drastycznie spadły. No pięknie ! - cmoknęłam z udawanym niezadowoleniem.
Mimo wszystko bawiła mnie ta sytuacja, a fakt, że jestem pijana i najprawdopodniej nie będę jutro nic pamiętać tylko mnie nakręcał. Szalona strona mojej duszy zaczęła zagłuszać tą rozsądniejszą.
- Życie nie jest usłane różami, przynajmniej moje, nie wiem jak jest u Ciebie.
Nie troszcząc się o to czy chce mnie słuchać czy nie, opowiedziałam mu całą historię mojego życia, wspomagając się przy tym kolejnymi szklankami whiskey, które zbiegiem czasu zamieniły się w wodę z cytryną i nie było to moją decyzją. Eli odwięczył mi się tym samym i dowiedziałam się o nim wielu ciekawych rzeczy, na przykład tego, że za rok gdy ukończy studia informatyczne chce założyć z kolegami firmę tworzącą hologramy na wzór Miku Hatsune i wynajmującą je na różne imprezy, bo to podobno teraz hit oraz że tak jak ja nie lubi nudy i wciąż szuka nowych form rozrywek.

 *** 

Nie wiem kiedy upłynęły kolejne godziny, w ogóle nie poczułam upływającego czasu. Spojrzałam na wyświetlacz w komórce. Była 2.30 w nocy. W normalnej sytuacji powiedziałabym, że muszę już wracać bo pan Kim, właściel mieszkania, bardzo nie lubił gdy ktoś hałasował po nocy, jednak dziś nic nie było tak jak zawsze. Zatem nie spieszyło mi się opuszczać tak przyjemne miejsce jakim stał się dla mnie ten bar. Pod silnym wpływem alkoholu, wyciągnęłam chłopaka na parkiet, który teraz świecił pustkami. W barze oprócz nas było jeszcze parę osób. Jestem prawdziwą nogą jeśli chodzi o taniec. Jednak jak to mówią po alkoholu nie ma rzeczy niemożliwych i teraz tańczyłam niegorzej niż Eli, który okazał się świetnym tancerzem.
- Zamykamy ! - powiedział łudząco podobny do niego chłopak, który zgasił neony i zaczął przecierać ladę. 
 - Aż tak pijana nie jestem, żeby mi się dwoiło w oczach. - powiedziałam do Eliego, który zaczął się śmiać, słysząc moje słowa. 
- Nie, to jest mój brat bliźniak. Nazywa się Jackson i jest właścicielem. 
Jackson skinął mi głową, uśmiechając się przy tym. Odpowiedziałam tym samym. Wolałam się jednak nie odzywać w obawie, że strzelę jakieś głupstwo. 
- Czas już na nas. - powiedział Eli, zbierając moje buty z ziemii i wkładając mi je na stopy. 
- Aleee ja jeszcze nie zapłasiłamm~ - uczciwa strona mnie doszła do głosu. 
- Przyjmijmy, że to było na koszt firmy. 
- Eliii, ale tak nie możnna. - zaczęłam go strofować 
- Trzeba płacić za to tso się wypiło. 
 - Tak, tak. Masz zupełną rację. - powiedział i złapał mnie w talii. 
 - Ej kolego ! Takie rzeczy to po ślubie. - ostrzegłam i zachichotałam niczym głupiutka nastolatka. Pożegnaliśmy się z jego bratem i ruszyliśmy, niestety nie uszliśmy daleko. Zatrzymaliśmy się parę metrów dalej, ponieważ nagle zapragnęłam pooddychać świeżym nocnym powietrzem. Oparłam się o blaszany płot i opuściłam głowę, oddychając głęboko. 
 - Yah ! Wszystko w porządku ? - zapytał przestraszony chłopak i pochylił się nade mną, na co to tylko czekałam.
Gdy jego twarz znalazła się na przeciw mojej, nie wiele myśląc pocałowałam go. O dziwo, odpowiedział mi tym samym, nawet z nawiązka. Przylgnęłam plecami do zimnej blachy i pogłębiłam pocałunek, ku zadowoleniu chłopaka. 
- Myślę, że powinniśmy iść do mnie. - powiedział, przerywając na chwilę. 
Pokiwałam głową i uwiesiłam się na nim, ponieważ moje nogi odmówiły posłuszeństwa i mogłam nimi jedynie powłóczać. Ruszyliśmy powoli, a ja zaczęłam śpiewać na głos piosenkę usłyszaną w barze. 
- I'm going out, I'm gonna drink myself to death ! 
- Prorocze słowa. - wymamrotał pod nosem Eli. 
- Słyszałam. 
 Chłopak tylko uśmiechnął się i mocniej złapał mnie w talii. W milczeniu dotarliśmy do jego mieszkania, które na szczęście nie było daleko.W przeciwnym razie szlibyśmy do rana. Eli wpisał kod i chwilę później drzwi brzdęknęły, otwierając się. Jego mieszkanie znajdowało się na piątym piętrze, a winda jak na złość nie działała, wobec tego chłopak wziął mnie w ramiona i dzielnie pokonał dystans dzielący nas od jego mieszkania. Po paru minutach nerwowego szukania kluczy, otworzył drzwi i zaprosił do środka. 
- Rozgość się. - rzucił, kładąc klucze na szafce i zapalając światła. Wystrój mieszkania był zupełnie inny od tego, co widziałam w barze. Tutaj panował minimalizm, a wszystko było urządzone w dwóch kolorach: białym i czarnym. Mimo surowego wyglądu, miejsce sprawiało wrażenie przytulnego. Eli odwrócił się do mnie, chcąc wziąć mój płaszcz jednak ja miałam inne plany i po raz kolejny postanowiłam go pocałować. Zaskoczony z początku chłopak odwzajemnił płomiennie pocałunek, przysuwając się do mnie bardziej. Z chwili na chwilę było coraz namiętniej. Nagle wziął mnie w ramiona i zaniósł do sypialni. Położył delikatnie na łóżku i zaczął obsypywać mnie namiętnymi pocałunkami, zaczynając od linii szczęki, przez szyję aż po obojczyki. Nie ukrywam, że sprawiało mi to niemałą przyjemność. Powoli rozpinał mi kolejne guziki od białej bluzki, pokrywając pocałunkami każdy fragment mojej skóry, a w końcu ją ze mnie zdjął i rzucił gdzieś na podłogę. Nie byłam mu dłużna i po chwili on również nie miał koszulki. Atmosfera stawała się coraz gorętsza. 
- Jesteś może głodna ? - zapytał z nienacka.
Roześmiałam się.
- Dopiero teraz ci się przypomniało ?
- Przepraszam, ale zupełnie zapomniałem.
 Odpowiedzi udzielił za mnie mój brzuch, wydając głośne burczenie, na które zareagowałam pełnym zażenowania rumieńcem. 
 - Zaraz wracam. - powiedział Eli i szybko mnie pocałował. - Nigdzie nie idź. 
Posłałam mu uśmiech i zakopałam się w kołdrze pachnącej lawendą. Rozglądnęłam się po pokoju, w którym się znalazłam. Stylem nie odbiegał od reszty mieszkania, jednak mimo to widać było, że jest inny. Na ścianach wisiało parę plakatów, a na szafkach paliły się aromatyczne świeczki. Przy otwartym oknie zauważyłam piękny fioletowo-niebieski łapacz snów. Zdjęłam spódnicę i położyłam ją na szafce nocnej. Zamknęłam oczy i zaczęłam rozmyślać o tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło, zastanawiając się co będzie dalej. Jednak mój organizm był zbyt wyczerpany i nie wiedząc nawet kiedy odpłynęłam w sen. Usłyszałam jeszcze jak Eli wchodzi do pokoju i pyta się czy słodze herbatę, a chwilę później poczułam później jak przykrywa mnie bardziej kołdrą i poprawia poduszkę pod głową. Tak się zakończył jeden z najbardziej dziwnych i szalonych dni w moim życiu. 

 *** 

Obudził mnie przejmujący ból głowy, jakiego jeszcze nigdy nie miałam. Zakopana po uszy w pościeli, leżałam w bezruchu przez parę minut, na wpół obudzona. Wreszcie postanowiłam otworzyć oczy, co jednak okazało się być złą decyzją. Pokój, którym się znalazłam był pełen światła, ponieważ wszystkie rolety były odsłonięte i promienie słoneczne padały prosto na moją twarz, drażniąc mnie i potęgując już i tak nieznośny ból głowy. Od razu schowałam się pod kołdrę, dodatkowo nakrywając głowę poduszką. Usiłowałam zmusić mój mózg do myślenia. Gdzie ja w ogóle jestem ?, to pytanie oraz wiele innych nie dawały mi spokoju. Ah, już sobie coś przypominam... poszłam wczoraj do baru, wypiłam chyba morze alkoholu sądząc po suchości w gardle, przypominającej Saharę, a później... Niestety tutaj w moje wspomnienia z wczorajszej nocy wdarła się wielka czarna dziura. Mimo usilnych starań niepotrafiłam sobie nic więcej przypomnieć. Obiecując, że to był pierwszy i ostatni raz kiedy się upiłam, wstałam szybko z łóżka i lekceważąc uczucie mdłości ruszyłam przed siebie. Szłam za zapachem świeżo zaparzonej kawy, który wypełniał całe mieszkanie, zaglądając po drodze do mijanych pokojów. Po chwili poszukiwań dotarłam do czarnobiałej kuchni, w której siedział czarnowłosy chłopak i czytał poranną gazetę. 
- Oh, już wstałaś. - powiedział gdy mnie zobaczył i zaprosił do małego stołu - Siadaj, przygotowałem śniadanie, bo za pewne jesteś głodna jak wilk. Kawy ? - zapytał, podnosząc dzbanek.
 - Poproszę. 
 Nalał do kubka i nachylając się nade mną, podał mi parujący napój. Dopiero teraz zauważyłam, że był ubrany jedynie dżinsy, jednak nie przeszkadzał mi zbytnio brak koszulki, ponieważ chłopak miał czym się pochwalić jeśli chodzi o abs. 
 - Jak się czujesz ? 
 - Nie zbyt dobrze, czuję jakby moja głowa ważyła z tonę. - powiedziałam, ugryzając kawałek tosta z serem i szynką. 
 Chłopak uśmiechnął się ze współczuciem. 
- Jak zjesz, to weź to. - podał mi dwie tabletki Apapu. 
- Możesz mi przypomnieć jak masz na imię ? Przepraszam, ale nie za wiele pamiętam z wczoraj. 
- Ale się załatwiłaś. - powiedział z niedowierzeniem - Więc ja jestem Eli, a to jest moje mieszkanie. Poznaliśmy się wczoraj w barze... 
Eli pamiętał zdecydowanie więcej niż ja, dzięki czemu na wiele dręczących mnie pytań otrzymałam odpowiedzi. Wiedziałam gdzie jestem i czemu tu trafiłam, wiedziałam też, że do niczego poważniejszego między nami nie doszło, co przyjęłam z niemałą ulgą, bo to aż wstyd nie pamiętać z kim spędziło się chwile miłosnych uniesień. 
- Naprawdę wypiłam prawie półtorej butelki whisky ? - Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. - No to, nie dziwię się, że czuję się, jakby mnie ktoś obuchem obił. 
- Powiem Ci, że całkiem nieźle się trzymałaś. Myślę że wiele dziewczyn na twoim miejscu dawno by odpadło, a ty miałaś jeszcze siły na to by śpiewać. - Eli się roześmiał, na samą myśl o tym. 
- Aish, chincha ? - zakryłam twarz dłońmi, bowiem byłam znana jako antytalent muzyczny. - Mianhae, a ty jeszcze ze mną wytrzymywałeś. Muszę Ci to jakoś wynagrodzić... Wiem, posprzątam po śniadaniu. - poderwałam się od stołu, mało nie zwalając z niego połowy rzeczy i zaczęłam zbierać brudne naczynia i zanosić do zlewu. Odkręciłam kran i w międzyczasie gdy woda napełniała zlew, ja wkładałam jedzenie do lodówki. 
- __________, nie musisz tego robić. Zostaw to mnie, poradzę sobie z tym. - powiedział, podchodząc do mnie i odciągając od zlewu. Nie byłam do końca przekonana. - Nie z takimi rzeczami sobie radziłem.
- No dobra, to mogę odpuścić, ale jakoś muszę Ci się odwdzięczyć.
Zaczęłam się zastanawiać nad tym w jaki sposób mogę to uczynić. Mogłabym mu coś ugotować, może jakiś porządny obiad bo pewnie, żyje na zupkach instant albo upiec jakieś ciasto... Nie jestem masterchefem, ale też jeszcze nikt nie umarł od mojej kuchni. Moje rozmyślanie przerwał pocałunek Eliego.
- To mi w zupełności wystarczy. - powiedział, pogłębiając go i przysuwając się do mnie.
Głaskał delikatnie moją skórę, a ja zaczęłam masować mu kark. Podniósł mnie i posadził na stole, strącając coś przy okazji. - Potem się posprząta. - powiedział między pocałunkami. Oplotłam go nogami w pasie, przesuwając dłońmi po jego umięśnionym brzuchu. Powoli się zatracaliśmy.
- Chyba powinnam iść. - przerwałam tą przyjemną chwilę, odsuwając się od niego.
- Gdzie ?
- No, do mieszkania, choćby po to żeby zabrać rzeczy, a później do jakiegoś hotelu.
- Zostań tutaj. I tak miałem szukać kogoś drugiego, bo ciągłe życie w pojedynkę zaczyna mnie męczyć.
Wahałam się nad odpowiedzią. Z jednej strony, jego propozycja dosłownie spadła mi z nieba i rozwiązałaby problem z szukaniem nowego mieszkania, co nie było rzeczą łatwą. Jednak nie mogłam bez końca korzystając z jego gościnności. 
- Dobrze - zgodziłam się, ale musiałam dodać swoje trzy grosze. - Ale dzielimy się opłatami po połowie i ja gotuje dzisiaj obiad.
- Arasso, arasso. - powiedział Eli, przytulając mnie. - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że się zgodziłaś. 
Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Spodobałaś mi się od chwili gdy Cię ujrzałem. Nie byłaś zwyczajną dziewczyną, siedzącą samotnie w barze pełnym ludzi. - wyjaśnił. - To co na obiad ? - zapytał, śmiejąc się.
- Wiedziałam, że się na to skusisz. Proponuje kurczaka w cytrynie, a na deser może szarlotkę ?
- O tak, uwielbiam to ! Ale ciebie jeszcze bardziej. 
- Oh dziękuję. Czyżbyś na drugie imię miał Oryginalny ? 
- Nie, James. A czemu pytasz ? 
- Nigdy wcześniej nie słyszałam takich komplementów jak twoje. - wyjaśniłam. 
- Obiecuję, że jeszcze nie raz je usłyszysz. - powiedział, przyciągając mnie do namiętnego pocałunku.
         

5 komentarzy

  1. No to było takie genialne, że aż brak mi słów :* Napisz jeszcze z kilka takich "one shot" bo naprawdę ten wyszedł ci super ^^ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham wszystko co piszesz <3 Zawsze czymś mnie zaskakujesz! Mam nadzieje, ze w wakacje bedziesz miała wiecej czasu na pisanie a nowe opowiadania bedą sie szybciej pojawiać ;) Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczne! Strasznie miło mi się czytało!
    Genialny pomysł na one shota i oby takich więcej!
    Pozdrawiam i życze duuużo weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. To było takie słodkie, omoo <33 Skonstruowałaś to wspaniale, było wfenbjhukvoUAIHBNYUUKXVG ZINyugfnyucg nie wiem co mam pisać, po prostu bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo,bardzo mi się to spodobało, awww przeczytam jeszcze raz ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. To było mega słodkie. *-* Zwyczajne, ale zarazem inne. Coś pięknego i jeszcze świetnie napisane :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics