Yes,I'm Jonghyun from SHINee #52


Dni mijały, zamieniając się w tygodnie,a te w miesiące.Czas upływał na ciężkiej pracy, mi na nauce do zbliżających się milowymi krokami egzaminów na studia, a chłopakom na treningach i występach.W międzyczasie nadeszła wiosna, sprawiając, że wszystko wokół ożyło, drzewa zazieleniły się, ptaki zaczęły śpiewać, nawet ludzie zaczęli częściej się uśmiechać. Dziś rano, wychodząc do szkoły postanowiłam, że ubiorę buty, które niedawno kupiłam. Piękne czarne lity, z srebrnymi ćwiekami na jedenastocentymetrowym obcasie.Mimo, że wiosna rozpoczęła się na dobre, zdarzały się dni z minusową temperaturą. Dzisiejszy należał do takich, jednak miałam nadziejęże nie pożałuję swojej decyzji. Pożegnałam się z Sue i Matthew, którzy musieli zostać na dodatkowych zajęciach i wyszłam ze szkoły. Zbliżały się urodziny Jonghyuna i chciałam z tej okazji urządzić dla niego przyjęcie niespodziankę. Szybkim krokiem schodziłam po schodach, jednocześnie wybierając numer do Key, który zaoferował mi pomoc. Jednak nie zauważyłam, że stopnie są lekko oblodzone i wystarczył moment mojej nie uwagi by noga mi się podwinęła i w skutek czego spadłam ze schodów, a telefon wylądował na chodniku.

-Aish, chincha. - powiedziałam, podnosząc się

Komórce na szczęście nic się nie stało. Niestety tego samego nie mogłam powiedzieć o mojej kostce, która bolała za każdym razem gdy poruszałam stopą. Usiadłam na murku i spróbowałam rozmasować bolące miejsce, niestety z marnym skutkiem. Nie wyglądało to dobrze i obawiałam się najgorszego.

- Gwenchana?

Byłam tak zajęta sobąże nie zauważyłam, że nie jestem sama. Podniosłam głowę i aż mi dech zaparło, bo przede mną stał szkolny Pan Popularny, Gu Jun Pyo.

- Perfekcyjne wyczucie czasu. Czemu ja zawsze muszę spotykać przystojniaków gdy sama wyglądam gorzej niż siedem nieszczęść? - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.

- Słucham? - spytał zdezorientowany chłopak - Pytałem czy wszystko w porządku.

- Ne... Po prostu przysiadłam na murku by zaczerpnąć świeżego powietrza. Taka ładna pogoda - odpowiedziałam, uśmiechając się.

Nie pozostało mi nic innego jak robić dobrą minę do złej gry, mając nadziejęże połknie haczyk i mi uwierzy.

- Jesteś pierwszą osobą jaką spotykam, która zamiast jak najszybciej iść do domu, będzie siedzieć przed szkołą i zachwycać się pogodą. - stwierdził z uśmiechem.

-  Jeśli chodzi o to, to już się zbieram i nie przeszkadzam. - powiedziałam, podnosząc się i poprawiając torbę. 

W duchu modląc się by nogi nie odmówiły mi posłuszeństwa. Jednak one mnie nie posłuchały i gdy tylko wstałam, robiąc pierwszy krok znowu spotkałabym się z chodnikiem, gdyby nie Jun Pyo, który w porę mnie złapał.

Czemu to mnie zawsze dzieją się takie rzeczy?, pomyślałam zła na siebie, Już dwa razy ratował mnie z opresji, czyżby zapowiadało się na trzeci?

- Na pewno wszystko w porządku? - spytał ponownie.

Stwierdziłam, że powiem mu prawdę. Bo cóż innego miałam zrobić? Raczej nie uwierzy w to, że pokłóciłam się z moimi stopami, a one w zamian za to robią mi na złość cały dzień? Jeszcze pomyśli, że jestem jakaś niespełna rozumu. I tak pewnie uważa mnie za niezdarę. 

- Aish, chodzi o to, że schodząc po schodach wywaliłam się i zrobiłam sobie coś z kostką. - wytłumaczyłam mu, wskazując na lewą stopę.

Chłopak przyglądał mi się w milczeniu. 

- Pokaż mi ją - poprosił. - Aigoo, nie wygląda to dobrze. Zawiozę cię do szpitala, tam będą wiedzieli co robić.

- Nie trzeba, na pewno jesteś zajęty i nie chcę ci przeszkadzać. Zadzwonię po taksówkę. - powiedziałam i nawet zaczęłam wybierać numer.

- Nie wygłupiaj się. Nie zostawię cię samej sobie w takiej sytuacji. Cóż byłby ze mnie za dżentelmen. Chodź. - wziął mnie pod ramię i zaprowadził wolnym krokiem do swojego samochodu.

Tyle dobrego, że jego auto stało niedaleko, a przed szkołą nie było nikogo. Jeszcze tylko brakowało mi afery w szkole, z zazdrosną Yoo He Yi w roli głównej. Po kwadransie byliśmy w pobliskim szpitalu i czekaliśmy w kolejce do przyjęcia. Napisałam do chłopaków, że wrócę później, żeby się nie martwili.

- Powinienem chyba sobie kupić kostium Supermana, bo zawsze gdy Cię spotykam ratuję z opresji. - stwierdził z śmiechem.

- Mianhae, nie myśl, że robię to celowo. Po prostu mam większego pecha niż inni. 

- Nie gniewam się. To jest całkiem miłe uczucie być super bohaterem. Właściwie to chciałem Cię  spytać o coś, ale ostatnio nie zdążyłem.

Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.

- Chciałem poprosić Cię, żebyś poszła ze mną na bal ... ale w tym stanie to jest raczej niemożliwe, prawda?

Faktycznie, za mniej niż tydzień ma się odbyć bal pożegnalny dla najstarszych klas, dokładnie miesiąc przed egzaminami. Aish, prawie o tym zapomniałam. 

- Jej, miło mi to słyszeć. Ale jak zauważyłeś nie za bardzo mam jak - wskazałam na opuchniętą kostkę. - Jednak dziękuję bardzo za zaproszenie.

Chłopak uśmiechnął się i pokiwał głową, jednak zauważyłam w jego oko błysk rozczarowania. 

- Przepraszam, że pytam ale czemu nie pójdziesz z He Yi? W końcu to twoja dziewczyna.

- Hm... jakby to powiedzieć. Skończyłem z nią. Denerwowała mnie jej chorobliwa zazdrość o mnie i traktowanie jak karta przetargowa. Ale dość o mnie, wydaje mi się, że spędzimy tu jeszcze trochę czasu. - spojrzał na kolejkę składającą się z kilkunastu osób. -  Jesteś może głodna?

- Nie za bardzo, ale chętnie bym napiła się czegoś ciepłego, jeśli to nie problem.

- Okej, skoczę do bufetu i zaraz wracam. - powiedział i ruszył korytarzem.

Zaczęłam się rozglądać po poczekalni. Pomieszczenie miało kształt koła i śnieżnobiałe ściany, na których wisiały tablice informacyjne oraz kolorowe gazetki. Pod nimi były ustawione ławki, na których siedzieli oczekujący na wizytę. Co jakiś czas pielęgniarka wywoływała nazwisko pacjenta, który kierował się do jednych z czterech możliwych drzwi oznaczonych odpowiednią tabliczką z nazwiskiem lekarza i jego profesją. W kątach były postawione donice z roślinami, a z głośników umieszczonych na suficie leciała jakaś muzyka. Nagle do głowy przyszła mi pewna myśl. Wyjęłam telefon i napisałam do Sue z pytaniem czy ma z kim iść na bal. Odpisała od razu, że niestety nie.Wiedziałam już co zrobię. Zanim się obejrzałam Jun Pyo wrócił z napojami. Podziękowałam gdy podał mi herbatę.

- Wiesz co, myślę, że mam dla ciebie partnerkę na bal. 

Posłał mi pytające spojrzenie. Wyjaśniłam mu o co mi chodzi i podałam numer do przyjaciółki. Czas oczekiwania na moją kolej upłynął nam na wspólnej rozmowie, dzięki której lepiej go poznałam. Nie był już dla mnie tylko synem dyrektorki szkoły, ale zwykłym chłopakiem z problemami, z którymi zmaga się przeciętny nastolatek. Gdy zostałam wywołana, wziął moją torbę i pomógł mi wejść do gabinetu. Wyszedł dopiero gdy usiadłam na krześle. Wszystko było tutaj utrzymane w białej kolorystyce, począwszy od szafek z lekarstwami i innymi medykamentami, przez kozetkę aż do biurka,przy którym siedziała około czterdziestoletnia lekarka zajęta wypełnianiem jakichś dokumentów. Gdy skończyła jej ciepłe czarne oczy zwróciły się na mnie.

- Co ci dolega moje dziecko ? - spytała, poprawiając włosy związane w gruby warkocz. 

Wyjaśniłam powód mojej wizyty i czekałam na diagnozę. Poprosiła mnie, żebym pokazała jej kostkę. 

- Wygląda na to, że ją  skręciłaś - stwierdziła. - Strasznie spuchła, dam ci zastrzyk, który zmniejszy trochę opuchliznę, a później nałożę gips.

Po kwadransie było po wszystkim. Podziękowałam jej i wyszłam. Od razu podszedł do mnie Jun Pyo i zaprowadził z powrotem do poczekalni.

- I jak ? 

- Mam skręconą kostkę. Jestem uziemiona na jakieś trzy tygodnie. Po tym czasie mam się zgłosić by mi go zdjęli. - wyjaśniłam.

Pokiwał głową ze zrozumieniem. Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. Zaczynało się robić późno.

-Na pewno będziesz miała jak wrócić? - spytał Jun Pyo, jakby czytając mi w myślach.

- Tak, chłopak po mnie przyjedzie. Nie masz się o co martwić. Dziękuję, że  mnie tu przywiozłeś i za towarzystwo. 

- Nie ma za co. Zrobiłem to co powinienem. Dzięki temu mogłem poznać cię lepiej. Od dawna chciałem to zrobić, bo muszę powiedzieć, że mnie zaintrygowałaś. Nigdy nie widziałem tak pozytywnej osóbki.

Podziękowałam mu raz jeszcze. Chwilę później już go nie było, ale przed swoim wyjściem podał mi swój numer, mówiąc żebym w razie nagłych kłopotów nie wahała się dzwonić. Popatrzyłam na swoją nogę. No to się załatwiłam. Jeszcze brakuje by z tego były jakieś kłopoty dla chłopaków. Muszę w końcu zadzwonić do Jonghyuna i powiedzieć mu co się stało, bo nie da się tego ukryć. Wybrałam numer do niego i czekałam aż odbierze. Nie wiedziałam czy będzie mógł po mnie przyjechać, ale nie chciałam już dłużej wykorzystywać Jun Pyo. W najgorszym razie wezmę taksówkę. Po kilku sygnałach usłyszałam w słuchawce głos mojego chłopaka.

- Yeoboseyo?

- Oppa, jesteś w domu? - spytałam ostrożnie. Postanowiłam bowiem dozować informację.

- Nie, ale dojeżdżam. Czemu pytasz? Potrzebujesz czegoś? 

- Nie, nie o to chodzi...

- W takim razie co się stało? 

- Chodzi o to,że...- wzięłam głęboki oddech - miałam mały wypadek i jestem w szpitalu.

Cisza, którą zastałam w słuchawce zaniepokoiła mnie, a jeszcze bardziej pisk hamulców,który nastąpił po niej.

- Oppa,jesteś tam? - spytałam drżącym głosem.

Na szczęście po chwili Jjong się odezwał.

- Tak,po prostu ... uhm musiałem zawrócić. Gdzie dokładnie jesteś? 

Podałam mu adres i tak jak mi nakazał  nie ruszałam się z miejsca. Po półgodzinie Jonghyun był na miejscu. Wbiegł do poczekalni i zaczął szukać mnie wzrokiem. A jak tylko znalazł, podbiegł do mnie.  

- Co się stało? - spytał, pochylając się. W jego oczach widać było niepokój zmieszany ze strachem.

Zaniepokoił mnie fakt,że nie miał na twarzy żadnej z rzeczy, która nie zdradzałaby ludziom kim tak naprawdę jest, na przykład ciemnych okularów lub jakiejś chustki. Miałam nadzieję, że wiele ludzi go nie rozpozna. Nie chciałam, żeby wpadł przeze mnie w kłopoty. I tak dużo ryzykowaliśmy naszym związkiem.

- Skręciłam lewą kostkę. - wskazałam na gips.

Jjong jak tylko to zobaczył odetchnął z ulgą.

- To wszystko? - zapytał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.- Szczerze powiedziawszy to myślałem, że coś gorszego. 

- Mianhae, że Cię tak nastraszyłam. Nie wiedziałam jak to powiedzieć - spuściłam głowę - Czemu ja zawsze muszę przyciągać problemy? 

Emocje spowodowane moim wypadkiem skumulowały się, a chcąc znaleźć ujście sprawiły, że zaczęłam płakać.

- Kochanie, nie płacz. To nie twoja wina, przecież to mogło przytrafić się każdemu. Cieszę, że to nic poważniejszego, bo bym tego nie przeżył. - powiedział, wycierając mi łzy i mocno przytulając. 

 - Już w porządku ? - spytał, całując mnie w czoło. - Wracamy do domu.

Pokiwałam twierdząco głową.

- Skoro moja księżniczka nie może chodzić to ją zaniosę. - powiedział, biorąc mnie w ramiona, a torbę razem z butami wziął do rąk.

Ruszyliśmy do wyjścia i to był nasz błąd. Przed budynkiem szpitala stał tłum paparazzich, którzy jak tylko nas dostrzegli zaczęli robić zdjęcia i wykrzykiwać pytania. Mój w miarę dobry humor odpłynął i zrobiło mi się zimno, ze strachu, ponieważ wiedziałam, że oznacza to jedno. Jutro albo nawet dzisiaj w każdej kolorowej gazecie będą pisać, o tym, że widziano Jonghyuna w towarzystwie jakiejś dziewczyny, wysnuwać domysły na temat kim ona jest, robić niepotrzebny szum. Skutkiem tego będzie to czego tak bardzo chciałam uniknąć, co jednak mi się nie udało czyli kłopoty. Spojrzałam na Jjong'a, który był świadom powagi obecnej sytuacji, zachował zimną krew i stopniowo torował sobie drogę do samochodu. Wreszcie dotarliśmy do niego i jak najszybciej odjechaliśmy, ale było już za późno. Wszyscy już wiedzieli. Gdyby to był jeden, góra dwóch paparazzich to jeszcze można było by coś ugrać, ale w przypadku gdy był ich tłum, na jakiekolwiek polubowne rozwiązanie sprawy nie było szans. Jonghyun zdążył już powiadomić chłopaków o zaistniałej sytuacji i uprzedził ich o tym, że menedżer może złożyć niezapowiedzianą wizytę. Jechaliśmy w ciszy, przerywanej jedynie przez przekleństwa,które rzucał pod adresem dziennikarzy brukowców.

- Jak oni się w ogóle o tym dowiedzieli ? - zapytałam, ponieważ nie mogłam już wytrzymać.   

- Aish, to moja wina. Zapomniałem wziąć swoje auto i pojechałem tym, które należy do zespołu, żeby było szybciej. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że jest on oznakowany i rozpoznawalny, bo jeździmy nim na koncerty i fanmeetingi, a  media to zwęszyły i w nadziei na ciekawy temat wszyscy pojechali pod szpital. Na dodatek jeszcze nie wziąłem nic czym mogłem zakryć twarz. Aish... przepraszam to przez, że jestem taki roztargniony. 

Widać było, że bardzo się tym przejmuję. Oboje wiedzieliśmy co to znaczy dla nas. Jednak  on znał prawa,jakimi rządzi się sława i popularność, a ja byłam kompletnie zielona w tej kwestii. Pozostawała jeszcze kwestia sasaeng fanek, po których nie wiadomo czego złego się spodziewać. Dojechaliśmy do dormu, a za nami ogon paparazzich, którym jeszcze było mało. Wysiadłam o własnych siłach, a on wziął moje rzeczy i pomógł wejść do mieszkania.

- Matko Boska! Weronika co ci się stało? - spytał przestraszony Key, widząc mój gips.

- Skręciła kostkę - wyjaśnił  Jjong - a na dodatek złapaliśmy ogon tych cholernych paparazzich, bo zapomniałem zmienić auto. Zwietrzyli aferę i cieszą się,że będą mieli o czym pisać.

- Uuu, nie dobrze.

- Stary, to jest mało powiedziane. Te cholery zrobią taki szum, że głowa mała. O siebie się nie martwię, tylko o nią. Ja już nie jedno przeżyłem, ale obawiam się, że ona nie jest przyzwyczajona do medialnego szumu i nagłego zainteresowania osobą. Muszę się czegoś napić - powiedział i poszedł do kuchni, chwilę później wrócił z butelką wody w dłoni. - Najgorsze jest to, że zaraz zwietrzą to sasaengi i wtedy będzie dopiero zabawa. Na razie nie wychodź z domu, dobrze ? - tu zwrócił się w moja stronę - Nie martw się o szkołę, jakoś to załatwimy. Najważniejsze, żeby tobie nic się nie stało.

Pokiwałam powoli głową. Jonghyun chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wtedy zadzwonił jego telefon. Jeden rzut oka na ekran i wiadomo było kto dzwoni. Odebrał i słychać było tylko jak potakiwał. Gdy skończył rozmowę natychmiast wybiegł z domu. Wysłał mi jeszcze sms'a, że jedzie do agencji i nie wie kiedy wróci. Prosi, żebym się nie martwiła, bo wszystko będzie dobrze. On już się o to postara.

Spojrzałam na Key, a ten jakby czytał mi w myślach powiedział:

- Cóż w takiej sytuacji pozostaję nam tylko czekać.

  

10 komentarzy

  1. ssuper, tyle że mogłabyś nie podawać imienia tylko kropeczki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie,ponieważ jest to opowiadanie z okreslonymi bohaterami (:

      Usuń
  2. Genialne! Podoba mi się! Oby więcej takich~!
    btw. masz na imię Weronika? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje ^^ Nie, Weronika to moje drugie imie :)

      Usuń
  3. aż się popłakałam ... pisz tak dalej i jak najczęściej ;********

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuła, ale się porobiło. ;O Jak już media ich dopadły i dopadną zapewne fanki sasaeng, to już koniec świata będzie! ;.; Czekam na dalsze rozwinięcie akcji, pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. no nareszcie! XD myślałam, że nigdy już nie zobaczę kolejnego rozdziału :p hahah.
    Strasznie mi sie podobało :> Zwłaszcza osoba Gu Jun Pyo :3 Miałam już nadzieję na jakiś romansik, ale no niestety... xD Liczę na jakąś ciekawą akcje w przyszłości :D.
    Te sasaengi muszą być straszne ~.~ Mam nadzieję, że nic nie zrobią Weronice... chociaż to z kolei przyniosło by ciekawy zwrot akcji xD. Ciekawe jakie nowiny przyniesie Jonghyun :>
    Nie mogę się doczekać kolejnej części! Hwaiting~!

    OdpowiedzUsuń
  6. KIEDY NASTĘPNY ROZDZIAŁ????!!!!! PROSZĘ JAK NAJSZYBCIEJ BŁAGAM !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Już nie mogę doczekać się następnego rozdziału, już minęło tyle dni...:( Kiedy wstawisz następny rozdział proszę jak najszybciej :*** Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. czekam i czekam i gdzie kolejny rozdział ? usycham z braku nowych partów ;; niech wena przyjdzie do Ciebie i daj kolejny rozdzial blagaaaam ;D

    OdpowiedzUsuń

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics