Yes,I'm Jonghyun from SHINee #50

- Apsik ! - kichnęłam i wytarłam zaczerwieniony nos w chusteczkę.

Od tygodnia leżałam w łóżku z powodu przeziębienia,które złapałam kilka dni wcześniej, wychodząc  w t-shirt'cie na zewnątrz. Nudziłam się przeokropnie, ponieważ każdy dzień wyglądał tak jak poprzedni. Nie chcąc myśleć o Jonghyun'ie przesypiałam połowę dnia, a przez drugą albo czytałam książki przywiezione z Polski albo po raz setny oglądałam ,,Boys over flowers'',nie zapominając o  zużywaniu niezliczonej ilości chusteczek i nieustannym kremowaniu nosa, w nadziei,że przestanie on być czerwony tak jak u Rudolfa. Cokolwiek by tylko nie myśleć o Jjongu. Ale nie za bardzo mi to wychodziło, bo wszystko o nim przypominało i co jakiś mój umysł zalewała fala wspomnień, powodując ukłucie w sercu i łzy w oczach.


- Warto było wychodzić ubrana w koszulkę i z mokrymi włosami w dodatku ? Ten głupek nawet nie wie co stracił.  - zapytał Key,który przyniósł mi zupę. 

- Oppa, nie dobijaj mnie bardziej.    


- Mianhae.  Nadal zero wieści od niego ?

W odpowiedzi pociągnęłam nosem.

- Ja już nie wiem co robić. Dzwoniłam do niego, pisałam, a ten nic. Nawet nie dał znaku życia. Nie wiem gdzie jest, ani co robi, czy nie dzieje mu się nic złego. Nic, kompletna pustka. Obawiam się najgorszego.

- Nie martw się. Coś na to poradzimy. Będzie dobrze - powiedział, ściskając mi pokrzepiająco dłoń.

- Jak się czujesz ? Głowa ani gardło Cię nie bolą ?

- Wszystko w porządku. Jeszcze tylko ten katar został.- odpowiedziałam i zaczęłam jeść zupę.

- W takim razie myślę,że pojutrze już będziesz na tyle zdrowa,by pójść do szkoły.

- Nareszcie ! - podskoczyłam z radości, prawie zrzucając zupę na podłogę.

- Aż tak bardzo tęsknisz za szkołą ? - spytał,posyłając mi zdziwione spojrzenie.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.

- Nawet nie wiesz, jak się wynudziłam przez ten tydzień. Albo książki, albo oglądanie dramy. Nawet do przyjaciół nie mogłam zadzwonić. Nudy takie,że można dostać świra, więc sam rozumiesz,że perspektywa pójścia do szkoły nie jest taka zła, co ?

- A już myślałem,że z Ciebie taka pilna uczennicą. - powiedział z udawanym rozczarowaniem.

- Wiesz przecież,że do szkoły chodzi się po to by spotkać się ze znajomymi, a nie  by się uczyć.

- No tak,zapomniałem już jak to jest. - pogłaskał mnie po głowie.

- Gomawo, pyszne było. - powiedziałam, podając mu pusty talerz.

- Potrzebujesz czegoś ? Chusteczek ? Kremu ? Czegoś słodkiego ?

- Nie, dzięki. Wszystko mam.

- Na pewno ? Bo ja mogę skoczyć do sklepu i kupić co trzeba.

- Aniyo. Gomawo za troskę. Chyba pójdę spać.

- Nie masz za co dziękować. Trzeba sobie pomagać. - powiedział i zaczął się krzątać po pokoju.

-  Oppa, nie sprzątaj tu. Jak wstanę to sama to ogarnę.

- Nie, Ty leżysz w łóżku bo jesteś chora, ja się zajmę porządkami. Prześpij się, to Ci dobrze zrobi.

Wobec tego,że Key był nie ustępliwy jeśli chodzi o wydawanie poleceń, podwinęłam kołdrę,aż pod samą brodę i przewróciłam się na lewy bok.

- Kamsahamnida  Umma - wyszeptałam i zamknęłam oczy.

Po chwili zasnęłam.

***

- Yeobseyo. - odebrałam telefon,który dzwonił już od dłuższego czasu gdzieś w mojej torbie. Ah,te uroki noszenia torby zwanej workiem, wszystko się do niej zmieści,gorzej ze znalezieniem czegokolwiek, a już w szczególności komórki.

- Annyeong. Mam dla Ciebie propozycje - w słuchawce usłyszałam głos Key. - Robiłem dzisiaj porządki w ubraniach chłopaków i zauważyłem,że nie mają żadnych normalnych ciuchów, tylko takie,które już każdy z nich założył  sto razy i pomyślałem, o tym,żeby kupić im coś nowego, a przy okazji poprawić Ci humor, bo przecież nic tak nie pomaga jak zrobienie zakupów, co Ty na to ?

- Z chęcią potowarzyszę Ci w nadrabianiu tych karygodnych braków - odpowiedziałam, śmiejąc się.

- To super. Widzimy się za półgodziny w COEX Mall*, ok ?

- Ne. Do zobaczenia.

- Pa, pa.

***

Dwie i pół godziny później mieliśmy już wszystko, rurki, t-shirty, bluzy, koszule, trampki, wszystko razy pięć. W ramach wdzięczności za moje towarzystwo dostałam od Kibum'a czarną sukienkę ze złotym motylem na przodzie, sięgająca do połowy uda,którą musiałam od razu założyć,ponieważ on stwierdził,że wyglądam w niej pięknie i żal było by się w tym nie pokazać.

- Co masz jeszcze w planach ? - spytałam,siadając na pobliskiej ławeczce.

Od ciągłego chodzenia zaczynały boleć mnie nogi, a torba na ramieniu ciążyła coraz bardziej.

- Myślałem, nad tym,że coś przekąsić.

- Bardzo dobry pomysł. Od tego chodzenia zgłodniałam.

- Może pójdziemy do jakiejś restauracji, na przykład do Sphinx'a ?

- Chętnie.

- Zrobimy tak,że ja odniosę zakupy do samochodu,  a Ty idź, ok ?

Niechętnie przystałam na tą propozycję. Widząc to Key uspokoił mnie,mówiąc:

- Zaraz do Ciebie dołączę, po prostu nie widzę sensu by targać się z naręczem zakupów przez całą galerie. Idź prosto przed siebie, skręć w prawo, a potem dwa razy schodami do góry.

Pokiwałam głową i pożegnałam się z nim. Chwilę później otrzymałam od niego sms'a.

Jeśli będziesz przede mną to powiedz obsłudze,że masz rezerwację na nazwisko Kim Tan. Oni będą wiedzieli co robić. 

Wszystko sobie zaplanowałeś,co ?. odpisałam mu.

No ba. Idź już, bo będę pierwszy. :)


Podążyłam za jego wskazówkami i już po pięciu minutach byłam przed wspomnianą restauracją. Rozglądnęłam się po gościach, wzrokiem szukając chłopaka. Niestety  nigdzie go nie widziałam.
Postanowiłam,że poczekam chwilę na niego. Minuty mijały,a jego wciąż nie było.

- Anyyeong-haseyo. - powiedziałam,podchodząc do recepcji.

- Witamy w restauracji ,,Sphinx''. W czym mogę pomóc ? - uprzejmie zapytała, nie wiele starsza od de mnie, dziewczyna ubrana w białą bluzkę i czarną krótką spódniczkę.

- Mam zarezerwowany stolik na nazwisko Kim Tan.

Dziewczyna przez chwilę klikała coś w komputerze.

- Na dwie osoby ?

- Tak.

- W takim razie proszę za mną. - powiedziała i ruszyła w środek lokalu.

Posłusznie podążyłam za nią. Mijałyśmy kolejne stoliki, a ona cały czas szła dalej.

Co ten Key wymyślił ?

Zatrzymała się dopiero gdy doszłyśmy do dużych brązowych drzwi.

- To tutaj. Życzę miłego pobytu i smacznego. - powiedziała i odeszła, zostawiając mnie zdezorientowaną.

Nie za bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Kibum'a. Ustawiłam na głośnomówiący i czekałam aż odbierze. Po chwili  odezwał się monotonny głos elektronicznej sekretarki:

- Numer 728 922 778 jest obecnie poza zasięgiem. Po sygnale zostaw wiadomość.

-Aish,chincha.

Rozłączyłam się i schowałam komórkę do torby.

- Nie pozostaje mi nic innego jak tam wejść.

Poprawiłam torbę i nacisnęłam mosiężną klamkę. Gdy weszłam do środka zobaczyłam średnich rozmiarów salę, o ścianach w kolorze bordowym, na których były powieszone krajobrazy oprawione w złote ramy. Natomiast na środku stał duży stół nakryty białym obrusem, zastawiony jedzeniem, a przy nim były ustawione dwa krzesła, przy jednym ktoś siedział. Nie wiedziałam kto,ponieważ oświetlenie było zgaszone, a jedynym źródłem światła były rozstawione po kątach świeczki.

- Oppa, gdzieś Ty się podziewał ? Czekałam na Ciebie przed wejściem. - powiedziałam, podchodząc do chłopaka siedzącego na jednym z krzeseł.

Zdziwiło mnie,że nie odpowiedział na moje pytanie. Obraził się na mnie ?
Nie przypominam sobie,żebym powiedziała coś nie miłego. W takim razie czemu się tak zachowywał ?

Przerywając moje rozmyślenia chłopak wstał i obrócił się  w moją stronę. Aż zaparło mi dech, a moja szczęka z głośnym hukiem wylądowała na podłodze ponieważ przede mną stał  nikt inny jak Jonghyun. W pierwszej chwili chciałam zawrócić i wyjść,zupełnie nie nie wiedziałam czemu.

Podszedł do mnie i przytulił mnie.

-Przepraszam. - powiedział lekko drżącym głosem -Przepraszam za to,że musiałaś tyle czekać,za moje zachowanie,ale nie byłem sobą, za łzy,które wylałaś,za niepewność czy mnie znowu zobaczysz,za to,że nie odbierałem gdy dzwoniłaś.

Wtuliłam się w niego i rozpłakałam się. Kamień ważący tonę, spadł mi z serca i wreszcie mogłam udetchnąć głęboko. Muszę podziękować Key bo nieżle to wymyślił.

- To moja wina,to ja powinnam Cię przeprosić, mogłam przecież odmówić Taeminowi tańca .... - nie dokończyłam ponieważ Jonghyun mnie pocałował tak namiętnie jak nigdy.W tym pocałunku zawierało się uczucie,które nas połączyło, smutek,złość,ból rozstania ale także radość z odzyskania siebie,miłość,namiętność.

-Wybaczysz mi ? - spytał,przerywając pocałunek.

-Tak. Nawet nie wiesz jak się cieszę,że wróciłeś.

-Jak mógłbym tego nie zrobić ? Jesteś moją Dream Girl. - powiedział i znów mnie pocałował.

/Ritsu

PRZECZYTAŁAŚ/EŚ ? SKOMENTUJ ^^

*Największa galeria handlowa w Seulu.

Yes,I'm Jonghyun from SHINee #49



Po naszej kłótni długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok,usiłując znaleźć wygodną pozycję, a gdy wreszcie mi się to udało i odpłynęłam w senną krainę to był to sen krótki,męczący i pełen koszmarów. Około godziny szóstej z minutami zwlekłam się z łóżka i skierowałam się do łazienki,wcześniej biorąc z szafy pierwszy z brzegu t-shirt i spodnie od dresu.Miałam już dosyć bezsensownego tkwienia w łóżku zawieszona między snem,a otacząjąca mnie rzeczywistością. Kąpiel,o której wzięciu wczoraj zapomniałam była ciekawszą propozycją. Odkręciłam kurek z gorącą wodą i już po chwili wanna zaczęła napełniać się parującą ciecządolałam jeszcze trochę płynu o zapachu cynamonu. Zdjęłam ubrania i weszłam do środka. Zanurzyłam się cała,chcąc zmyć z siebie wspomnienia dnia wczorajszego. Mimo usilnych starań nie udało mi się to.

Co ja najlepszego zrobiłam ? Eotteokhae ?

-Aish,chincha. - westchnęłam zdenerwowana.

Próbowałam się uspokoić,wdychając zapach cynamonu unoszący się w łazience,który zawsze działał na mnie relaksująco,ale nie dałam rady.Myśl,że mogę stracić  Jonghyuna, osobę którą kocham bardziej od siebie, przerażała mnie,czyniąc nie zdolną do normalnego funkcjonowania. Wyszłam z wody,która zdążyła już całkiem ostygnąć,zawinęłam się w ręcznik, pochodząc do lustra. Wyglądałam okropnie ; zapuchnięte od płaczu oczy, towarzyszące im wory koloru śliwki węgierki,rozmazany makijaż, a do tego mokre włosy z resztkami piany. Jeśli ktoś zapytałby mnie jak wygląda człowiek nieszcześliwy,wskazałabym siebie. Opłukałam twarz zimną wodą, a później sięgnęłam po chusteczki do demakijażu. Następnie powoli zaczęłam czesać moje coraz dłuższe włosy, a pod oczy nałożyłam sobie krem rozświetlający by choć trochę ukryć  niepożądane cienie. Gdy skończyłam, przejrzałam się w lustrze po raz wtóry. Może nie promieniowałam radością,ale nie było tak żle. Ubrałam się i zeszłam do kuchni w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia.Wyjęłam miskę i płatki,które na szczeście nie stały na najwyższej półce,zalałam je mlekiem i zgarnęłam jeszcze łyżeczkę z suszarki. Już miałam iść z powrotem do siebie gdy usłyszałam,że w przedpokoju ktoś się kłóci i zaciekawiona odłożyłam moje śniadanie na blat, ruszając przed siebie, po chwili byłam na miejscu. To co tam zobaczyłam zaparło mi dech w piersi. Jonghyun ubrany w kurtkę i mający torbę na ramieniu stał przy drzwiach, a obok niego była walizka, sprzeczał się z chłopakami,którzy usiłowali go przekonać by nigdzie nie szedł. 
Stanęłam jak wryta. 

Więc to odpoczęcie od siebie ma tak wyglądać ?, przemknęło mi przez myśl.

Słuchałam jak Minho i Key używali swoich najsilniejszych argumentów by zatrzymać Jjong'a, ale nie zadziałały bo chłopak wyciągnął klucze, złapał walizkę na uchwyt i skierował się ku drzwiom. 

Nie !, krzyknęłam w myśli i podbiegłam do niego,łapiąc go za wolną rękę.

- Oppa,nie odchodź ! Jebal. - powiedziałam,a w moich oczach znów pojawiły się łzy.

Nie mogłam pozwolić na to by wyszedł, bo mógł już nie wrócić, a tego bym nie przeżyła.

Jjong zatrzymał się,ale nie odwrócił się do mnie. 

- Nie odchodź, proszę. 

- Tak będzie lepiej, uwierz mi.

- Nie i Ty o tym wiesz. Zostań. - powiedziałam, przytulając się do niego od tyłu. 

- Saranghae - wyszeptałam.

 - M-muszę już iść. Taksówka czeka. - powiedział głosem,w którym usłyszałam drżenie. - Do zobaczenia.

Zdjął moje ręce ze swoich bioder, poprawił torbę i ruszył do wyjścia, trzymając w jednej ręce walizkę. Usłyszałam jeszcze jak zamyka za sobą drzwi i już go nie było. Odszedł, a z nim moja chęć do życia. On był tym który dawał mi siłę, oparcie w trudnych chwilach, był powodem, dla którego codziennie rano wstawałam, wiedząc,że go zobaczę. Jego czekoladowe oczy, uśmiech,który przyćmiewał wszystkie z reklamy pasty do zębów, cudowny głos,umięśnione ramiona,którymi obejmował moją talię, pełne i aksamitne usta,którymi mnie całował. Wszystko to sprawiało,że chciało mi się żyć. W chwili gdy zostało mi to odebrane i nie wiedziałam czy znowu go zobaczę przeszyły mnie dreszcze, a w sercu poczułam ukłucie bólu.  

Nie ! Nie poddam się tak łatwo ! - powiedziałam do siebie i nie zważając na to,że na zewnątrz jest minusowa temperatura wyszłam z domu.

Wiał wiatr, a śnieg padał tak gęsto jakby ktoś tam na górze rozpruł gigantyczną pierzynę. Zobaczyłam Jonghyun'a wsiadającego do samochodu i  mając za nic zimową zawieruchę podbiegłam do niego. Odwróciłam zaskoczonego chłopaka przodem do siebie i powiedziałam:

- Nie odchodź ! Błagam !

Nie nic nie odpowiedział, tylko patrzył się na mnie  zdziwiony. 

- Wróć do domu,proszę. Jesteś sensem mojego życia. Bez Ciebie uschnę niczym roślinka na pustyni.

Nadal nic. Nie wiedziałam już co robić, a na dodatek trzęsłam się z zimna. Kto widział,żeby wychodzić na zewnątrz w koszulce z krótkim rękawkiem ? Ale chciałam spróbować jeszcze raz, ten ostatni. Zaczęłam mówić gdy przerwał mi taksówkarz.

- Panienka wsiada czy nie ? Bo mi tu czas się nalicza i kawaler więcej zapłaci.

- Nikt nie wsiada. Wracamy z powrotem. Mógłbym pan wyjąć walizki ? 

Odpowiedzią było niezadowolone stęknięcie,ale taksówkarz wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik.

- Ajushi, zostaw to i wsiadaj do samochodu. Zaraz odjeżdżamy. - rozkazał Jjong,który nagle się ocknął.

- Co ja mam z tymi ludźmi ? Zdecydować by się można, raz a porządnie. 

Chłopak podszedł do mnie, ścisnął moją dłoń i powiedział: 

- Goodbye my love. 

 Gdy wypowiedział te słowa łza spłynęła po jego policzku. 

- Przecież Ty tego nie chcesz. Wiem to. Wysiądź i chodź do domu. 

- Nie, muszę w spokoju wszystko przemyśleć. Za to Ty lepiej idź już bo się przeziębisz. 

Posłał mi smutny uśmiech, wsiadł, zatrzasnął drzwi i odjechał. 

- Oppa ! Nie ! Wracaj ! - krzyknęłam i chciałam zanim pobiec,ale ktoś mnie zatrzymał. Zaczęłam się wyrywać,chcąc dogonić taksówkę, w której jechał Jonghyun. - Puszczaj mnie ! 

- Nigdzie nie idziesz. Zaraz zadzwonię do tego idioty i wróci w podskokach, a tymczasem idziemy do domu, bo jestem na sto procent pewny,że jeśli będziemy tu dłużej stać to złapiesz przeziębienie, o ile już tego nie zrobiłaś - powiedział,przekładając mnie przez ramię,tak że mogłam zobaczyć jego twarz.

- Onew, postaw mnie w tej chwili albo ... albo ... a niech to wszystko cholera trafi ! - rozpłakałam się na dobre. 

O dziwo Jinki posłuchał mojej prośby. Zrobił coś co jeszcze co wprawiło mnie w zaskoczenie. Zdjął swoją swoją kurtkę, okrył mnie ją i przytulił. Wtuliłam się do w niego jakby był moją ulubioną przytulanką z dzieciństwa.

- Wypłacz się, to Ci dobrze zrobi. - powiedział i nałożył mi o wiele za duży kaptur na głowę.

A ja jak na komendę zaczęłam płakać wylewając z siebie rzekę łez. Straciłam nadzieję i nie miałam już siły na nic.Wyszeptałam jeszcze:Oppa, wróć.Jebal, i zaniosłam się szlochem.


/Ritsu




Yes,I'm Jonghyun from SHINee #48

Półtorej godziny później byliśmy w domu. Mieszkanie stało puste,światła były pogaszone,ani  żywego ducha. Najwidoczniej chłopcy gdzieś wybyli. Wobec tego poszłam do swojego pokoju,pozostawiając w salonie samego Taemina. Rzuciłam torbę w kąt,zdjęłam buty i położyłam się na łóżku z zamiarem ucięcia sobie drzemki.Byłam zmęczona i jedyne o czym marzyłam to sen.Przykryłam się kocem,poprawiłam poduszkę i już miałam odpłynąć w objęcia Morfeusza gdy zadzwonił mój telefon.Niechętnie nacisnęłam zieloną słuchawkę i odebrałam.

-Yeobseyo ?

-Annyeong,mam do Ciebie pytanie,umiesz na matmę ? - w słuchawce usłyszałam głos Sue.

-Mwo ? - powiedziałam zdziwiona.

- Jutro mamy sprawdzian z logarytmów,nie pamiętasz ?

-Aish,chincha ?!

-Niestety. Przez godzinę zrobiłam trzy przykłady. Akurat tego działu nie rozumiem.

-That's life. A Matt wie ?

-Ne,ale powiedział,że zaśpi na pierwsze dwie lekcje.

-Cwaniak. Ale wiesz,że pewnie 3/4 klasy myśli tak jak my.

-Też mi pocieszenie.

-Przynajmniej nie będziemy się wyróżniać.

-Dobra, kończę bo fascynujący świat matematyki mnie woła.

-Hwaiting ! Bye.

Po prostu super.Godziny bezsensownego ślęczenia nad ćwiczeniami - tego właśnie mi brakowało. Zacisnęłam pięści w bezsilnej złosci. Policz do dziesięciu,policz do dziesięciu. Kij z tym,nawet jak policzę do miliona to nic nie da. Nie umiałam matny i tyle,a że raz na jakiś czas łapałam dobrą ocenę,to tylko kolejny dowód na istnienie cudów. Zeszłam do kuchni i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki.Podczas nauki zawsze musiałam coś pić. Zgarnęłam jeszcze jabłko i ruszyłam ku wyjściu.Byłam w połowie drogi gdy usłyszałam dzwonek domofonu. Zawróciłam i nacisnęłam przycisk otwierający drzwi.Po chwili do mieszkania wpadli rozgadani chłopacy.

-Gdzie wyście byli ?

- Lepiej zapytaj gdzie nas nie było. - zachichotał w odpowiedzi Key.

- Zrobiliśmy zakupy,bo lodówka zaczęła świecić pustką. - wyjaśnił rzeczowym tonem Minho.

- A przy okazji odwiedziliśmy parę innych miejsc. - wtrącił się Onee.

- A ja właśnie miałam zamiar uczyć się matmy.

-Ah,to nie przeszkadzamy.Ucz się, ucz.Nauka to potęgi klucz. - powiedział tonem nauczyciela Kibum.

Pożegnałam się  z nimi i wróciłam do siebie.

***

-Jak tam Ci idzie nauka ? -spytał Jjong,wchodząc do pokoju.

-Całkiem,całkiem.

-To dobrze. - powiedział,przytulając mnie od tyłu. - Jak minął dzień ?

- Męcząco,ale nie było tak źle.

- Tae pewnie dał Ci niezły wycisk.

-Nawet nie wiesz jaki. - powiedziałam,kładąc się na łóżku.

Jonghyun spojrzał na nie pytająco.

-Dobra,wiesz. Jesteś przecież w tym dłużej niż ja.

- Początki zawsze są ciężkie, ale ta satysfakcja później, nie do opisania. - położył moją głowę na swoich kolanach i zaczął bawić się moimi włosami.

Nie wiem jak to robił,ale jego dotyk działał niezwykle kojąco na mnie.W miarę jak głaskał moje włosy powieki zaczęły mi coraz bardziej ciążyć.

- Co jeszcze ciekawego dzisiaj robiłaś ?

Nie wiedząc czemu gdy tylko usłyszałam to pytanie od razu się spięłam.On chyba to wyczuł bo przestał bawić się moimi włosami i spojrzał na  mnie z niepokojem.

-Coś się stało ? Powiedziałem coś nie tak ?

- Nie,wszystko w porządku. - odwróciłam twarz,by nie zobaczył jak się zarumieniłam,przypominając sobie sytuację na sali treningowej.

Co się ze mną dzieje ?,pomyślałam zdenerwowana.

-Po prostu ...

- Tak ?

Milczałam.Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Przecież mu coś obiecałam.Mimo,że nie brałam czynnego udziału w tym pocałunku,to nie mogąc się sprzeciwić, niemo przyzwoliłam na to,a co za tym idzie złamałam obietnicę daną Jonghyunowi.

- Jestem zmęczona. Tylko tyle. -powiedziałam jednym tchem.

-Na pewno ?

Pokiwałam twierdząco głową i ziewnęłam.

-W takim razie wyśpij się, lepiej się poczujesz.- powiedział, całując mnie w policzek.

Wyszedł,a ja opatuliłam się kołdrą.Nawet nie odczekałam chwili odkąd wyszedł i najzwyczajniej w świecie się  rozpłakałam. Nie umiałam sobie inaczej z tym poradzić. Po chwili usłyszałam czyjeś kroki. Zamarłam i spróbowałam udawać,że śpię. Gdy nagle poczułam jak on mnie przytula.

W duchu pogratulowałam sobie  głupoty.Teraz to już po wszystkim.

-Kochanie,wszystko w porządku ? Jesteś jakaś ... - powiedział,odgarniając mi włosy z twarzy.

-Dziwna ?

-Nie,tylko jak nie ty. Zrobiłem coś nie tak,zapomniałem o czymś ?

-Aniyo,nie o Ciebie chodzi.

-To o kogo ? - spytał,a w jego głosie słychać było zdenerwowanie pomieszane z niepokojem.

-Znasz go i to dobrze.

Jjong dllugo się zastanawiał nim odpowiedział.

-Taemin,tak ?

Nawet nie musiałam przytaknąć.


-Mianhae,to nie była moja wina. Naprawdę,on był silniejszy i ... - zaczełam tłumaczyć coraz bardziej drżącym głosem, ale dalszej części nie dało się usłyszeć bo schowałam twarz w poduszkę.

-Mwo ? - zapytał zdezorientowany Jjong.

Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mu wszystko wyjaśniać. W miarę jak mówiłam chłopak stawał się coraz bardziej zdenerowany. Bałam się tego co powie.

-Chcesz mi powiedzieć,że całowałaś się z innym chłopakiem mimo,że obiecałaś mi,że tak nie zrobisz ?  -  jego głos stawał coraz wyższy.

- Oppa,zrozum,że to nie była moja wina.Zrobił to z zaskoczenia,a na dodatek przytrzymał mnie by się nie wyrwała.

-Zgodziłaś się na to.

-Nie chciałam,nie miałam wyjścia.

Po moich słowach zapadła przejmująca cisza. Utkwiłam wzrok w  pościeli i czekałam na to co on powie. Ale on milczał.Chwile ciągnęły w nieskończoność, a ja czułam na sobie jego spojrzenie. Nie mogąc dłużej tego znieść,podniosłam głowę i otworzyłam usta,chcąc coś powiedzieć,ale mnie uprzedził.

-Wiesz co,myślałem,że jesteś inna. - powiedział,patrząc mi się prosto w oczy.

Spojrzałam na niego, w jego ciemnobrązowe ,które zawsze uśmiechnięte i pełne ciepła, teraz były bez wyrazu.

-Myliłem się. - podniósł się z łóżka i skierował ku drzwiom.

-Jebal,uwierz mi. To nie tak jak myślisz. - powiedziałam błagalnym tonem.

-Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, ale fakty mówią same za siebie.

-Jebal!

-Wiedziałaś jakie konsekwencje niesie za sobą taniec z Taeminem.Wiedziałaś,że on jest w tobie zakochany,że zrobi wszystko by zbliżyć się do Ciebie i tym samym dopiec mnie - wziął głęboki -a jednak podjęłaś to ryzyko. Więc kto tu jest winny ?

Ostatnie zdanie wypowiedział oskarżycielskim tonem.Tego było dla mnie za dużo.

-A kto się kłócił z nim tak zajadle,że trzeba było coś wymyślić byście się nie pozabijali nawzajem ?!  - odgryzłam się.

-Moja wina,że ten gówniarz nie potrafi usiedzieć na miejscu i tylko szuka rozrywki ?!

- Może powinieneś umieć upilnować przyjaciela ?

- Przyjaciel nie całuje się z dziewczyną swojego przyjaciela. Ty za to powinnaś patrzeć na siebie. Nie jesteś wcale taka święta.Kręcić z dwoma facetami naraz. No nieżle.Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć ?

Chciałam odpowiedzieć,ale mnie uprzedził.

-Za kilka tygodni,miesięcy,gdy wyparujesz z jego głowy niczym tanie wino ? A może nigdy,licząc na to,że skoro ciężko pracuje i sypiam po kilka godzin na dobę to nie zauważe. Mam rację ? - krzyknął. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie,jednocześnie zranionego i wkurzonego. Bałam się.

-Nie,to nie tak ..

-Chincha ? A jak ? Opowiedz mi swoją wersję. Niewinną i słodką.

-Aniyo ! Jonghyun ,idioto ! Kocham tylko Ciebie. Zrozumże to !- powiedziałam,podchodząc do niego i stając na palcach pocałowałam go w usta. Włożyłam w ten pocałunek całą siebie,mój smutek,strach,złość. Nie wiedziałam już co robić.

- Jesteś tego pewna ? -spytał, odsuwając swoją twarz od mojej. - A moźe kochasz bardziej ode mnie jego albo mój portfel ?

-Nie jestem taka,wiesz przecież,że kocham Cię za to jaki jesteś,a nie za cyferki na koncie. Nawet jakbyś teraz wylądował pod mostem byłabym przy Tobie - mój głos drżał coraz bardziej,a oczy zaszły łzami.

- A Taemin to plan awaryjny,gdybym ja zawiódł,tak ?

- Nie. Kocham go, ale jak brata,Ciebie darzę uczuciem jakie żywi dziewczyna do  swojego chłopaka.

Zdenerwowany potargał swoje włosy,mamrocząc coś pod nosem.

-Nie chcę mówić że mam dość,ale nie mam siły się z tym użerać. Zwłaszcza nie dzisiaj. Jestem zmęczony całą tą sytuacją i zdaje sobie sprawę że oboje zawiniliśmy dlatego uważam,że najlepiej będzie jak ...

Damy sobie spokój i zostaniemy przyjaciółmi,dokończyłam w myśli. Nie,tylko nie to. Proszę.

-Zrobimy sobie przerwę.

-Mwo ?! Zrywasz ze mną ?! -spytałam,nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałam. Modliłam się w duchu by tak nie było.Nie przeżyłabym tego. On zbyt wiele dla mnie znaczy.

-Nie,mam na myśli to żebyśmy odpoczęli od siebie.Widocznie za bardzo się pospieszyliśmy. - powiedział i wyszedł,nie mówiąc nawet dobranoc.

Przez kilka nieznośnie długich chwil miałam nadzieję,że wróci,przytuli i powie,że wszystko w porządku,że nadal mnie kocha,cokolwiek. Jednak nie zrobił tego.

-Cholera ! - krzyknęłam,rzucając z całej siły poduszką w drzwi.

Wpatrywałam się w nie czekając na to co się nie stanie,aż oczy same zaczęły mi łzawić.

Gratulacje,właśnie spieprzyłaś najlepszą relację jaką kiedykolwiek miałaś ! -krzyknęłam wkurzona na siebie i rzuciłam się na łózko, bezsilnie łkając.

PRZECZYTAŁAŚ/EŚ ? SKOMENTUJ.

Szablon
synestezja
panda graphics