Yes, I'm Jonghyun from SHINee #6


Po pięciu minutach drogi byliśmy przed  dużym zielonym budynkiem, który przy każdym oknie miał skrzynkę z kwiatami. To był mój dom.

ul.Ostatnia 5 - głosiła tabliczka.



- Jesteśmy na miejscu - powiedziałam i nacisnęłam dzwonek trzy razy - Nie spodziewaj się luksusów. Zwykły dom przeciętnej polskiej rodziny.


- Całkiem ładny - ocenił Jjong.



Po chwili drzwi otworzyły się i wyszła z nich moja mama. Wyglądała tak jak zawsze czyli miała długie rude włosy spięte w kok, okulary na nosie, ciemnozieloną bluzkę z długimi rękawami a do tego niebieską spódnicę za kolana. 

Widać było, że z kimś rozmawia przez telefon bo lewym ramieniem przytrzymywała słuchawkę i coś mówiła. Pokiwała na nas głową jakby chciała powiedzieć: Wchodźcie do środka. 

Mama zamknęła drzwi i udała się do kuchni. Podążyliśmy za nią. Przeszliśmy przez sień i weszliśmy do przedpokoju.



- Tu możesz postawić swoją walizkę - powiedziałam do niego i wskazałam na mała czarną szafkę.



- Daj mi kurtkę, powieszę ją - dodałam po chwili.

Jjong zaczął się rozbierać.



Wzięłam nasze kurtki i powiesiłam je na wieszaku.



- Chodźmy do kuchni. Mama razem z tatą pewnie już na nas czekają

Pokiwał głową.

- Denerwujesz sie ? 

- Troszeczkę - powiedział zakłopotany



- Nic się nie martw. Będzie dobrze - uśmiechnęłam się  i wzięłam go za rękę.



Poszliśmy w kierunku kuchni, z której dobiegały odgłosy rozmowy.


Ktoś przyszedł do rodziców. Ciekawa jestem kto.


- Dobry wieczór - powiedziałam i zamilkłam jak rażona gromem.



Moim oczom ukazał się straszny widok. Obok rodziców siedział mój były chłopak i jak gdyby nigdy nic wesoło z nimi rozmawiał. Nogi się pode mną ugięły, a moja twarz nagle zbladła.

- Coś się stało? - spytał z niepokojem Jonghyun.



- Aniyo, wszystko w porządku - skłamałam



Ale tak nie było. Gotowało się  we mnie ze złości. Ten o to człowiek, którego już miałam nigdy w życiu nie ujrzeć, przyszedł do mnie do domu, siedzi sobie, je ciasteczka i jeszcze wesolo konwersuje z mamą i tatą. Szlag mnie trafił.




- Nate (skrót od Nataniel), co Ty tu do diabła robisz? - spytałam z nieskrywana złością.


- Przyszedłem w odwiedzinki, a że Ciebie nie było to postanowiłem chwilę poczekać. Opłaciło się. - powiedział i wyjął zza pleców bombonierkę w kształcie serduszka i bukiet kwiatów - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

 Zaczął się do mnie zbliżać.



- Odejdź. Nic od Ciebie nie chce - powiedziałam.



- Wera, skarbie. Nie bądź taka dla mnie - Nate niezrażony moimi słowami i znowu zaczął się przyblizać.



- Jaki skarbie?! - prawie krzyknęłam. 

- Powiedziałam przestań ale powtórzę to jeszcze raz: odejdź - wycedziłam.

Nie słuchał mnie. Był coraz bliżej. Nie wiedząc co dalej robić schowałam się za zdezorientowanego Jonghyun'a.


- Kto to jest ? - spytał z niepokojem



- Oppa, później Ci opowiem.

- Jeżeli zrobisz jeszcze krok, to skręcę Ci kark. - zagroziłam Nate'owi 

- Ile razy mam Ci powtarzać, że między nami wszystko się skończyło



- Nie prawda. Weruś, wiesz,że wszystko może być tak jak kiedyś - zaczął,ale mu przerwałam: 

A co jeśli ja nie chcę ? Jeżeli za minutę nie wyjdziesz z tego domu to własnoręcznie połamie Ci kości. Każdą po kolei,żeby sprawić jak największy ból taki jak Ty mi kiedyś sprawiłeś - zagroziłam.

- Won. Nie waż się tu wracać. Zabieraj ze sobą ten wiecheć i bombonierkę. - dodałam



- Nie poznaję Cię, zmieniłaś się - powiedział i zaczął wychodzić,ale nagle się zatrzymał.



- Nie płacz mi w telefon jak ten - wskazał na Jonghyun'a - Cię zostawi. Do widzenia państwu - powiedział do moich rodziców i wyszedł.



W końcu.



- Ufff, nareszcie. - odetchnęłam z ulga.


- Czemu go wpuściliście? - spytałam rodziców.



- Sam się wprosił. - powiedział tata.



- A później jak zaczął opowiadać, że przyszedł do Ciebie z przeprosinami to nie mieliśmy serca go wyprosić - wyjaśniła mama.



- Tak myślałam. 

 Moi rodzice byli dość naiwni, zwłaszcza mama, wierzyła,że wszyscy są dobrzy i uczciwi.



- Następnym razem go nie wpuścimy - zapewnił tata.



- Dzięki, ale nie będzie następnego razu - powiedziałam i poszłam do łazienki.


Podeszłam do umywalki i włączyłam wodę. Zaczęłam wsłuchiwać się w jej jednostajny szum.



Musiałam  ochłonąć. A woda zawsze działa na mnie kojąco. 
Boże, ale wtopa i to jeszcze przy Jonghyun'ie. Pewnie pomyślał,że jestem wredną i zimną babą, która każdego odprawia z kwitkiem. Po głowie chodziła mi ta piosenka : <klik>.
Rozpłakałam się. Przypomniałam sobie jak to było gdy byłam z Natem. Niczym fala wszystko do mnie wróciło. Te dobre i te złe chwilę. Zaskakujące, że większość wspomnień stanowiły te pierwsze, więc dlaczego tak na niego zareagowałam ? Ah... już wiem. Dlatego,że zdradził mnie z jakąś napompowaną blondyną.



Czara goryczy przelała się i zaczęłam płakać coraz głośniej i głośniej. Nie mogłam tego powstrzymać.

Co się ze mną dzieje?


Płakałam jak bóbr gdy właśnie wtedy w drzwiach łazienki stanał Jonghyun. Zauwazyłam go i powiedziałam błagalnym głosem:
 Oppa, wyjdź proszę. Nie chcesz mnie oglądać w tym stanie.



Schowałam się za wieszak i zakryłam twarz dłońmi. Ale on nie zrażony podszedł do mnie, odjął mi ręce od twarzy i ... zaniemówił z wrażenia. 

Nie dziwię mu się. Jego oczom ukazała się czerwona i zasmarkana twarz, po której nadal leciały stróżki łez.
Wyciągnął paczkę chusteczek i zaczął wycierać moją twarz. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać.



- Co się stało? - spytał zaniepokojony.



W odpowiedzi załkałam. Nie mogłam przestać. Nie panowałam nad tym. Wrócił do wycierania mojej twarzy ale było to jak syzyfowa praca, bo cały czas z moich oczu płynęły potoki łez. Skończyły mu się chusteczki i nie wiedział co zrobić.



- Poczekaj tu, ja pójdę po drugą paczkę - powiedział roztrzęsionym głosem.


Zupełnie nie wiedział co robić. Nie dziwię się mu. Nie codziennie spotyka się przecież płaczące dziewczyny. 
Pokiwałam głową, to było wszystko na co było mnie stać. Gdy miał wychodzić powiedziałam:


Nie odchodź - kurczowo złapałam jego rękę.


- Ał - szepnął.



Staliśmy tak przez chwilę. Chyba dotarło do niego,że nie zamierzam puścić jego ręki. Przytulił mnie. Wtuliłam się w niego jakby był wielkim pluszowym misiem pochodzącym z krainy dzieciństwa.



- Już dobrze. Wszystko w porządku - powiedział kojącym głosem i przytulił mocniej. Zaczął głaskać mnie po głowie.
Podziałało to na mnie jak dotyk wróżki na Pinokia, w jednej chwili łzy przestały płynąć, zaczęłam się uspokajać. 
Po kilku minutach było już po sprawie.



- Mianhae- powiedział Jjong



- Za co?  



- Za to,że tak zareagowałem na twój widok  - zawstydził się.



Zaczęłam się śmiać.



- Nie masz za co przepraszać, każdy by tak zrobił. Nie widziałam siebie,ale wyobrażam ,że to musiało dość strasznie wyglądać.

Patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.

- Cieszę się,że już Ci lepiej.
- powiedział

- Dobra to ja zaraz wyjde, tylko  doprowadzę się do porządku. 

- Zaczekam przed drzwiami  - powiedział i skierował się ku wyjściu.



Nagle sie zatrzymal i spytał:


-  Moge miec jedno pytanie?



- Spoko, wal - odpowiedziałam i zaczęłam malować rzęsy.



Chwile się zastanawiał aż w końcu spytał:


- Czy zostaniesz moją dziewczyną ?

/Ritsu PRZECZYTAŁAŚ/EŚ ? SKOMENTUJ ^^

1 komentarz

Witaj nieznajoma/y. Cieszę się, że Cię tu u mnie widzę. Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. Będę wdzięczna za każdą pozostawioną opinie, zarówno tą pozytywną jak i negatywną. Nie mam nic przeciwko krytyce byleby była ona konstruktywna. Tyle z mojego gadania. Dziękuję za uwagę i życzę miłego dnia :)

Szablon
synestezja
panda graphics