Love is a dangerous game #4

W myślach policzyłam do dziesięciu, a potem nacisnęłam klamkę i weszłam do środka mojego gabinetu gdzie tak jak zapowiedziała Hyejin czekał na mnie Tao. Na dźwięk otwarcia drzwi i moich oraz Krisa kroków Huang wstał z fotela obitego skórą i odwracając się twarzą do nas uraczył spojrzeniem swoich czekoladowych oczu zerkających zza najnowszych okularów od Gucciego. Był dokładnie taki jak go ostatnio pamiętam czyli jak zawsze nieskazitelnie dobrze ubrany.  Biała koszula zapięta na przedostatni guzik, do tego czarne imitujące skórę obcisłe spodnie podkreślające długie nogi i czarna ciężka kurtka zimowa z kapturem tak obszytym futrem, że można było użyć go jako poduszki.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam, nie siląc się na jakieś grzeczne formułki. Gdyby nie był sobą rzuciłabym pewnie jakieś dzień dobry czy witam ale nie zamierzałam ich marnować akurat na niego.
- Akurat przechodziłem obok i postanowiłem wstąpić, zobaczyć jak sobie radzisz beze mnie.
- Niepotrzebnie się fatygowałeś. Jestem zajęta więc lepiej mów od razu o co Ci chodzi a nie marnuj mój czas, owijając w bawełnę.
- Nieładnie, oj nieładnie Chae. Po prostu chciałem zobaczyć co u mojej dawnej przyjaciółki, tylko tyle.
- Nie byliśmy i nigdy nie będziemy przyjaciółmi. To była tylko krótka przygoda, nic innego. Na pewno czegoś chcesz bo ty nigdy nie robisz nic tak po prostu. - przedrzeźniłam go. Nie zareagował, co jeszcze bardziej mnie rozzłościło. - Zawsze czegoś chcesz.
- No już tak nie przesadzaj. Robisz ze mnie potwora. Lepiej przedstaw mnie temu przystojniakowi, który jest za tobą. Kto to? Nie widziałem go gdy tu byłem ostatnio. Model czy może twój nowy nabytek?
- Wu Yifan, model z Chin. Przyjechał tutaj na trochę. - niechętnie przedstawiłam Krisa.
- Huang Zitao ale możesz mi mówić Tao. - przedstawił się, pilnie lustrując nowo poznaną osobę a  potem zwrócił się do mnie. - No, nawet niezły jest. Wysoki, ubrany jak należy chociaż ja bym zamienił tą wojskową kurtkę na jakiś fajny czarny płaszcz tak gdzieś do kolan ale tylko moje zdanie, które tutaj się nie liczy.
- Na szczęście.
- Jeszcze.
- Co masz na myśli mówiąc jeszcze? - zapytałam, przybliżając się do niego niebezpiecznie. - Nigdy. Prędzej umrę lub dam się ubrać w najgorszą stylizacją na świecie niż TY będziesz miał tu coś do gadania.
- Nie bądź taka pewna. Może właśnie przyszedłem do tutejszej dyrekcji z bardzo kuszącą ofertą? , Nigdy nie wiesz co się może wydarzyć.
- Trzymajcie mnie, bo zaraz mu zepsuje tą piękną buźkę.
- Dajesz, zrób mi coś. - specjalnie przybliżył się jeszcze bardziej, nadstawiając prawy policzek. - Dalej, odważ się. Ulżyj swojej frustracji. - Drażnił się ze mną bo wiedział, cholera, że mnie mogę mu nic zrobić mimo że bardzo bym chciała.
- Chaerin... znaczy szefowo, zostaw go.
- Widzisz? Nawet on tak twierdzi. Nic mi nie zrobisz, jesteś na to zbyt tchórzliwa.
- Zostaw go, nie ma po co sobie brudzić rąk.
Spojrzałam na Krisa. Widać było, że sytuacja jest dla niego męcząca i chciałby że Tao jak najszybciej ulotnił się stąd ale pozostawał zadziwiająco spokojny. Może dlatego, że nie wiedział tego co ja wiem o Zitao. Postanowiłam posłuchać i nie dać powodu do radości tej zadufanej w sobie pandzie.
Nie odzywając się w ogóle od tego momentu do nikogo, czułam, że wybuchnę jeśli jeszcze jedno słowo wyjdzie z moich ust. Na szczęście Yifan okazał trochę zrozumienia i wspaniałomyślnie zaproponował, że odprowadzi naszego gościa do wyjścia. Widząc, że już więcej nic nie ugra Huang łaskawie przystał na tą propozycję i razem chwilę później opuścili pokój.

***

 - Nie uwierzysz co się stało! Ten kretyn, Tao, znowu to przylazł. Czego on może chcieć--- przerwałam widząc plecy nikogo innego jak wspomnianego Huanga a za jego osobą kryła się drobna postać mojej przyjaciółki. - Przepraszam, że przeszkadzam ale co tu się do jasnej cholery wyprawia?! - Nie widzisz? Całujemy się. Tak nazywa się coś co robią ludzie czujący mięte do siebie. A zapomniałem, przecież ty nie wiesz o czym mówię... Pewnie nie poczułaś czegoś takiego odkąd zerwaliśmy. - chłopak odwrócił się i mówiąc to, podążał powoli w moją stronę z wyrazem pewności wymalowanym na twarzy. - Może czas to nadrobić?
 - Nie, niczego nie będziemy nadrabiać ani przypominać sobie. To przeszłość, zamknięty rozdział.
- Czyżby? Myślę, że nadal coś do mnie czujesz... Że ciągle tli się nieśmiały promyk pożądania na dnie twojego czarnego serca. - Tao przybliżył się jeszcze bardziej i ujął w ręce moją twarz tak że dzieliło nas parę centymetrów. Z zimnym spojrzeniem jego czekoladowych oczu przyglądał mi się z taką uwagą jakbym była jakimś niewiarygodnie rzadkim okazem. Miałam wrażenie, że te parę chwil trwa wieczność. Był przy tym zaskakująco cichy co jeszcze bardziej potęgowało te nieprzyjemne uczucie. W końcu powiedział spokojnym głosem. - Wiem, że tak jednak będziesz musiała ustawić się w kolejce. Teraz jestem zajęty więc zabieraj siebie i swoje luboutiny.
- Nie-dotykaj-mnie. - wycedziłam przez zęby, strzepujac jego ręce z siebie niczym obrzydliwego owada. - Nie mów mi co mam robić. Jestem u siebie, to ty tu jesteś gościem. Wyjdź i nigdy więcej nie wracaj ani nie pokazuj mi się na oczy. Nie dobrze mi jak na Ciebie patrzę. - widząc, że chłopak ma za nic mojesłowa, dodałam. - Liczę do trzech a potem wzywam ochronę.
- A może jeszcze rycerza na białym koniu albo tego twojego nowego kochasia? Nie rozśmieszaj mnie.
- Huang, ja nie żartuję. Raz... dwa...
- No dalej, powiedz to magiczne słowo.
- Trzy. Won mi stąd.
- Na Gucciego i najnowszą kolekcję! Dziewczyno, straciłaś zupełnie poczucie humoru.
- Nie będę się więcej powtarzać.
- Chill out. Już idę. Tylko się pożegnam. - pocałował Jiyi namiętnie, specjalnie sprawdzając moją cierpliwość. Zachowując kamienną twarz nie miałam zamiaru dawać mu tej chorej satysfakcji.
- Dosyć już, udusisz ją. Jest mi jeszcze potrzebna.
Chłopak niechętnie oderwał się od blondynki, a jego triumfujący uśmiech nie schodził z twarzy.  Poprawił włosy, strzepnął niewidzialne pyłki z ubrania i wyszedł, rzucając przy wyjściu krótkie zadzwonię później babe.
 - Ugh, jak ja go nienawidzę! - krzyknęłam, gdy w końcu wyszedł. - Zabić, ożywić, potem znowu zabić, ożywić i sklonować a potem każdą marną kopię zabić a i tak będzie mało. Ty, ty... jak mogłaś? - spytałam, odwracając się i patrząc na dziewczynę, która teraz miała spuszczona głowę i siedziała skulona. - Nie ważne, potem porozmawiamy. Mam teraz ważniejsze sprawy.
 Wyszłam trzaskając drzwiami tak że o mało szyby nie poleciały. Tao podniósł mi tak ciśnienie i doprowadził do tego, że krew buzowała w żyłach a z uszu poleciała by para jakby mogła. Nie radziłam nikomu wchodzić mi teraz w drogę jeśli nie chciał ucierpieć. Idąc do siebie do gabinetu wybrałam numer do Hyejin.
- .Gdzie jest Kris?
- Na sesji do Vogue'a. Wszystko w porządku?
- Nie. Możesz coś dla mnie zrobić?
- Oczywiście.
- Nie ma mnie dzisiaj dla nikogo. Wszelkie rozmowy kieruj na pocztę.
- Ale masz dzisiaj trzy spotkania i to ważne.
- Czego nie rozumiesz w nie ma mnie? - krzyknęłam zdenerwowana. - Nie ma. Rozpłynęłam się, zniknęłam, wyparowałam albo poszłam szukać szczęścia na Grenlandii. Cokolwiek.
- Dobrze, rozumiem. A Chaerin, ma jeszcze jedną spraw---
Rozłączyłam się i zgarnęłam płaszcz razem z torbą a potem skierowałam się ku windom. Nie chcąc marnować czasu na czekanie na taksówkę postanowiłam pojechać autem. Otworzyłam drzwi i uruchomiłam samochód, przekręcając kluczyki w stacyjce. Ruszyłam z kopyta, mając gdzieś przepisy odnośnie ruchu drogowego. Na szczęście miejsce, które przewidzieliśmy na sesję nie było daleko, ledwie kwadrans od firmy. Zablokowałam swoje Audi i poszłam w kierunku drzwi wejściowych ładnego nowoczesnego budynku. Ignorując kompletnie dziewczyny z portierni, witające się że mną i pytające w czym mogą pomóc, zdałam się na swoją intuicję i wybrałam salę na końcu długiego korytarza. Wnętrze było urządzone minimalistycznie. Ściany zdobiły średniej wielkości obrazy przedstawiające kropki różnej wielkości i koloru. Na każdym dziale radosnej twórczości pięciolatka był tytuł objaśniający co przedstawia ale nie miałam czasu się temu przyglądać bliżej. Korytarz się kończył a dobiegające mnie dźwięki migawki i okrzyki fotografa tylko upewniły mnie, że wybrałam dobrą drogę. Po chwili byłam na miejscu. Z miejsca zauważyłam Yifana. Trudno było go nie widzieć. Wysoki chłopak ubrany w chaotycznie połączone rzeczy ale o dziwo ładnie razem wyglądające. Do tego z różowymi flamingami w każdej z rąk dosyć mocno się wyróżniał się z tłumu ekipy fotografów, stylistek i makijażystek. Zatrzymałam się na chwilę i odetchnęłam głęboko. Pierwszy raz od dłuższego czasu. Poprawiłam włosy, przejechałam krwiście czerwoną szminką po ustach a kiedy nastąpiła chwila przerwy a stylistki podeszły do Krisa by poprawić i tak dobrze ułożone włosy, wkroczyłam do akcji. Torując sobie drogę łokciami, nie zważając na nikogo dopadłam mój cel i chwytając go za właśnie wolną rękę, wywlokłam z sali za nic mając sobie krzyki i prośby o zwrot. Zdezorientowany tym co się dzieje chłopak dopiero chwilę potem zdał sobie sprawę kim jestem.
- O Chaerin, cześć. Milo Cię widzieć. Co tu-? - Popchnięty na pobliską ścianę nie dokończył i tylko przyglądał mi się. - Wszystko w porządku?
 - W jak najlepszym. - powiedziałam chociaż ton mojego głosu i wyraz twarzy, mówił zupełnie co innego. - A teraz siedź cicho. - ledwo wypowiedziałam te słowa a moje usta zderzyły się z jego pełnymi i miękki wargami, pozbawiając ich posiadacza oddechu. Nie czekając długo pogłębiłam pocałunek, czyniąc go jeszcze bardziej namiętnym i gorącym. Myślałam tylko o słowach tego cholernego Zitao i sposobie w jaki mogłabym się na nim odegrać.
- Ja nie czuje mięty od dawna? Już ja mu pokażę. - wymamrotałam, przygryzając przez przypadek usta Yifana, który zareagował na to cichym ale przeciągłym jękiem.
 - Jezu, Chae... Co się stało? Nie...nie pamiętam Cię takiej. - zapytał zdyszany pomiędzy pocałunkami. Nie zamierzałam mu nic wyjaśniać, przynajmniej nie teraz. Chcąc ukrócić kolejne pytania jeszcze bardziej zatopiłam się w nim. Zaczęłam znowu myśleć nad odegraniem się a entuzjastyczna reakcja chłopaka i okazjonalne jęki i mruknięcia tylko mnie nakręcały. Co zrobić takiemu zadufanemu w sobie samcowi kurde alfa? Jak się odegrać? Jak sprawić by cierpiał do tego stopnia by chciał schować się do najciemniejszej jaskini i nie śmiał z niej wychodzić? Myślałabym dalej nad nimi gdyby nie to, że gdzieś w tle słyszałam jak ktoś z ekipy przeprasza za przerwanie i prosi o oddanie głównego modela. Zbyłam go lub ją machnięciem ręki niczym muchę denerwująco bzyczącą nad uchem. Nie, jeszcze nie czas. Jeszcze nie skończyłam. Gdybym tylko mogła zatrzymać tą chwilę na wieczność. Nie z pobudek romantycznych czy coś w tym stylu. Nie, po prostu to było tak piękne uczucie i przyjemne, że nie chciałam tego kończyć. Zwolniłam tempo i przygryzłam ponownie jego wargę, tym razem mocniej. Rzuciłam spod na wpół zmrużonych oczy na jego fryzurę i stwierdziłam, ze przyda się im trochę zmiany. Zanurzyłam w nich rękę przeczesując parę razy w te i z powrotem. W między czasie odchyliłam lekko szyję, dając łatwy dostęp do niej spragnionym ustom chłopaka. Cudownie... ale czegoś mi jeszcze brakuje, czegoś co będzie idealne na finał. Ledwo przyszło mi to do głowy, uśmiechnęłam się szaleńczo. Przesunęłam głowę w prawa stronę, uciekając od dotyku jego ust na skórze szyi. Była to jednak złudna ucieczka, gorąc jego pocałunków zaraz ponownie mnie dopadł. Niechętnie ręka odsunęłam go od szyi. Chłopak obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem dziecka, któremu nagle zabrano ulubioną zabawkę. Przesunęłam się bardziej do niego i na jednym z odsłoniętych obojczyków złożyłam miłosną pieczątkę, która po chwili zyskała różowy kolor i była widocznym potwierdzeniem tego, co się właśnie stało. Swojego rodzaju pamiątką. W końcu oderwałam się zupełnie od wysokiej sylwetki chłopaka. Poprawiłam włosy i zadowolona z siebie spojrzałam na niego. Był to jeden z seksowniejszych widoków w życiu. Serio. Wysoki blond włosy Kris stał przede mną kompletnie zdezorientowany ale gdzieś w kąciku ust umazanych moją szminką czaił się uśmiech satysfakcji. Jego klatka piersiowa unosiła się rytmicznie i opadała a długie i chude ręce raz po raz przeczesywały włosy.
- Co to było?
- Chwilą słabości. Nie przejmuj się, nie prędko jej znowu doświadczysz. Chciałam coś sprawdzić.
- Och, już państwo skończyli? To super.- Chciał zapytać co takiego ale przerwał mu głos młodej dziewczyny z ekipy. - Nie chciałabym przeszkadzać ale czas nas goni a fotograf od zmysłów odchodzi.
- Proszę bardzo, jest twój. - poprawiłam mu zmiętą koszulkę i oddałam w ręce dziewczyny.
 - Dziękuję bardzo. - Jiwon, tak głosił napis na tabliczce przypiętej do bluzki.  Średniego wzrostu brunetka zawołała koleżanki i już po chwili otoczyła nas grupka stylistek wypełniających ubytki w makijażu chłopaka. Stanęłam sobie dalej i przysłuchiwałam się jak wymieniały uwagi co do tego jak wystylizować na powrót chłopaka. A gdy udając wpatrzoną w telefon i wyglądająca że nie słucham i nie patrzę posyłały mi pełne zazdrości spojrzenia.
- To tylko parę ujęć więc zaraz będzie wolny. Może pani usiądzie tutaj i poczeka? - poinformowała mnie Jiwon gdy fashion rescue team skończyły swoją pracę.
- Nie trzeba i tak muszę już iść. Wpadłam tylko na chwilę. - przeniosłam wzrok na Krisa. - Pracuj ciężko i do zobaczenia w firmie. Już miałam się odwrócić i wyjść ale w ostatniej chwili przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Postanowiłam zrobić coś jeszcze by wkupić się w łaski Jiwon i jej koleżanek. Kto wie kiedy mogą się przydać.
 - Wykonujecie kawał dobrej roboty. Wygląda jeszcze lepiej niż wcześniej. Z chęcią bym powtórzyła wszystko od początku ale chyba byście mnie znienawidziły do śmierci, prawda? - śmiechem, próbowałam zakryć ten kiepski powstały na potrzebę sytuacji żart. - Proszę, kupcie sobie coś dobrego do jedzenia. - wyciągnęłam z portfela parę banknotów i podałam jej.
- Ależ nie potrzeba. Mamy kanapki i wodę.
- Naprawdę należy się wam. Taka ciężką pracę trzeba nagradzać, żeby wszyscy byli tacy jak wy to nasz kraj byłby piękny. - uśmiechnęłam się najsłodziej jak umiałam i wcisnęłam zwitek banknotów w rękę dziewczyny. Podziałało niczym magiczne zaklęcie.
- Dziękuję, unnie. Najemy się do syta. - brunetka skłoniła się głęboko. - A o tym co zaszło nie piśniemy nikomu ani słowa.
- Możecie mówić co chcecie i komu chcecie. Przecież to nic dziwnego gdy para się całuje, prawda? Pokiwała głowa, zadowolona z mojej odpowiedzi i życząc mi bezpiecznego powrotu odeszła razem z resztą. Wiedziałam, że nim przekroczą próg sali zaczną głośno plotkować o tym co tu zaszło. Nie miałam zamiaru ich powstrzymać. Wręcz przeciwnie, właśnie taki miałam plan zemsty na tej wyrośniętej zarozumialej pandzie. Pokazać że mam się świetnie i jestem szczęśliwa, jeszcze bardziej niż gdy byliśmy razem. Sprawić że zzielenieje z zazdrości i będzie żałował, że mnie rzucił. Utarcie nosa Huangowi było warte wszystkiego a poza tym trochę szumu medialnego nie zaszkodzi.

***

Reszta dnia minęła spokojnie, żeby nie powiedzieć nudnie w porównaniu do początku. Skończyłam pracę wcześniej, mówiąc, że źle się czuję. Był późny wieczór gdy w końcu mogłam odpocząć - zdjąć szpilki, zmyć makijaż, zjeść coś porządnego. Włączyłam na laptopie kolejny odcinek mojej ostatnio ulubionej kryminalnej dramy i w towarzystwie smażonego kurczaka i puszki piwa zaczęłam seans. Nie nacieszyłam się nim jednak zbyt długo. Minął kwadrans, akcja zaczęła się coraz bardziej rozkręcać i gdy zaraz miałam poznać tożsamość tajemniczego mordercy zadzwonił dzwonek. Zaklęłam cicho pod nosem i ubierając pluszowe kapcie na stopy ruszyłam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Jiyi.
- Mogę? - zapytała nieśmiało.
- Wchodź, przecież Cię nie zjem. - zaprosiłam do środka i zamknęłam drzwi. Przeszłyśmy do salonu a ja ponownie ulokowałam się na kanapie.
- Nie jestem tego pewna po dniu dzisiejszym.
- Chcesz piwo?
- Tak, poproszę. - podałam jej drugą puszkę a sama pociągnęłam parę łyków ze swojej. Szykowała się ciężka rozmowa.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie wiem, tak wyszło jakoś.
- Samo z siebie? Sorry ale w takie bajki to nie wierzę. Jestem na to za duża.
- Wiesz, że jestem sama od jakiegoś czasu. Nie jestem taka przebojowa jak ty i nie mam facetów na pęczki.
Chciałam od razu zaprzeczyć jej słowom ale porę się pohamowałam i tylko zachęciłam ją krótkim mów dalej. Dziewczyna upiła spory łyk na odwagę i zaczęła opowiadać.
 - Więc jestem sobie ja, sama i smutna, w tym strasznym świecie gdy nagle zjawia się On. Miły, czarujący a do tego przystojny chłopak z dobrym stylem. Poza tą piękną otoczka ma jeszcze co nie co nie co w głowie i da się z nim normalnie porozmawiać. Spadł mi jak grom z jasnego nieba. Był tym czego dokładnie potrzebowałam. Odrobiny zainteresowania moją osobą a on wykazywał się chęcią do poznania mnie aż za bardzo.
- Przepraszam bardzo ale myślałam, że poświęcam Ci wystarczająco dużo uwagi byś nie musiała szukać ukojenia w ramionach mojego strasznego eks?
- To nie tak...
Musiałam się  powstrzymać przed dodaniem kąśliwego a jak. Odetchnęłam  głęboko i skupiłam swój gniew na kawałku kurczaka, któremu już zaczęłam współczuwać. W miarę jak Jiyi mówiła ja nie mogłam przestać się nadziwić jak jedna osoba może być tak skrajnie różna.  Przy mnie największy bad boy świata a tu proszę miły, grzeczny i do tego z olejem w głowie niczym bohater jakiegoś romansidła.
 - Chwila moment czy mu mówimy o tym samyn Huangu Zitao? - Dziewczyna przytaknęła. - Wow, myślę, że powinien zacząć myśleć o aktorstwie skoro zdołał wkręcić nas obie. Tak czy siak, nie zabraniam Ci się z nim spotykać. Nie jestem twoją matką ani straszną ahjummą z dram. Jesteś dorosła więc możesz robić co chcesz.
Po mojej deklaracji zapadła cisza przerywana odgłosem pociągania piwa z puszki i naszymi oddechami.
- Teraz to i tak nie ważne.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Zanim do Ciebie przyszłam wysłałam mu smsa, że nie chcę się więcej spotykać. Wiem, że zerwanie w ten sposób jest chamskie ale myślę, że jakbym spotkała się z nim twarzą w twarz to nie miałabym odwagi na to. Przepraszam, że Cię zawiodłam.
- Weź przestań głupoty gadać! To ja powinnam była powstrzymać swój niewyparzony jęzor. - wstałam i mocno przytuliłam przyjaciółkę. - Naprawdę nie ma o co się martwić a ni tym bardziej płakać. - przemówiłam kojącym głosem, wycierając jej łzy rękawem za dużej bluzy. - A jak już to na pewno nie po nim.
- Naprawdę się nie gniewasz na mnie?
Pokiwałam głową, uśmiechając się lekko i głaszcząc ją po włosach. Cieszyłam się, że się pogodziłyśmy. Nie chciałam kończyć tego strasznego dnia w jeszcze gorszym nastroju. Zaraz po rodzinie to Jiyi i Jiyong byli osobami, z którymi byłam najbardziej związana i które pomimo mojego piekielnego charakteru były w stanie ze mną wytrzymać. Za żadnego skarby nie chciałam by nasze relacje się popsuły ani żeby ktoś taki jak mój były mógł nas poróżnić.

***

Z każdym kolejnym komentarzem uśmiech Chanyeola będzie rósł. Nie pozwólcie na smutek naszemu Happy Virusowi królowa reklamy i zachęty xd

Cześć i czołem! Jak się macie? Bo ja całkiem nieźle pomijając alergię, która męczy mnie od wczoraj. Minął tydzień od poprzedniej notki a ja pojawiam się z kolejną. Niezły progres jak na mnie. Nie narzucanie sobie systematycznego wrzucania tutaj czegokolwiek  zaowocowało tym  to rozdziałem ,,Love is a dangerous game''. Tak, tak, wiem, że powiedziałam, że je zawieszam ale wena to kapryśna bestia i dopadła mnie wieczorem i tak jakoś wyszło xD Skończyłam to gdzieś o trzeciej rano bądź jak kto woli nocy a teraz podrasowałam bo mam za dużo czasu a pisanie wstępu do pracy licencjackiej nie ucieknie xD Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Trochę namieszałam no i dołaczył nowy bohater jakim jest Tao, który przewinie się rozdziały jeszcze parę razy. Koniecznie dajcie znać co o tym myślicie.  Miłego weekendu i jeśli są tu jacyś maturzyści to życzę powodzenia i trzymam kciuki za dalsze egzaminy! 

Droga do gwiazd


Jinhye od godziny próbowała zasnąć i pewnie odpłynęłaby w objęcia Morfeusza gdyby nie krzyki dochodzące z kuchni - znak że ojciec wrócił do domu. Zwlekła się z wygrzanego łóżka i wyszła z pokoju, który dzieliła z dwiema młodszymi siostrami bliźniaczkami i starszym bratem. Schodząc po trzeszczących ze starości schodach myślała jak to dobrze,że wszyscy oprócz niej byli poza domem, siostry w szkole a brat w pracy. Złość ojca będzie miała mniejsze pole rażenia, skutkiem czego skupi się na niej, ale dziewczyna już do tego przywykła. Dziś wróciła wcześniej do domu ponieważ zamiast iść do szkoły poszła na trening do szkoły tanecznej, za którą z resztą sama płaciła ze swoich oszczędności bo w domu nie było na to pieniędzy. Po raz setny przez parę godzin ćwiczyła układ, który zamierzała pokazać na zbliżającym się castingu ogłoszonym przez jedną z wielkich wytwórni talentów. Kochała taniec, był jej pasją i ucieczką od przygnębiającej rzeczywistości, poświęcała mu każdą wolną chwilę, a ostatnio tańczyła nawet w czasie lekcji, oczywiście nie robiła tego za często by nie zaniedbać szkoły. Nadal kontynuowała swoje hobby mimo sprzeciwu ojca, który uważał to za dziecinadę i kompletną stratę czasu. Skierowała swoje kroki do źródła hałasu. Im bliżej była, tym krzyki przybierały na sile, a z czasem doszły do nich przekleństwa. To, co tam zastała przerosło jej najczarniejsze sny, zdemolowana doszczętnie kuchnia, szafki były powyrywane z nawiasów, drzwi od kredensu smętnie zwisały, do tego na podłodze walały się buty i szczątki rozbitych talerzy, na stole leżał pomięty obrus z śladami przypaleń, a w kącie stała lodówka otwarta na oścież. Ledwie świecąca się żarówka w lampie przy suficie, sprawiała że pomieszczenie było w pół mroku. Gorzej niż po wybuchu bomby atomowej. Obrazu nieszczęścia dopełniał ledwo stojący na nogach ojciec, który usiłował wbić jajka na patelnie, z marnym skutkiem bo wszystkie wylądowały na podłodze, tworząc żółtą plamę. Ojciec miewał  często napady niczym nieuzasadnionej agresji ale zazwyczaj kończyło się na paru zbitych talerzach lub innych rzeczach, które akurat się nawinęły pod rękę ale teraz było o wiele gorzej.  Jinhye zastanawiała się nad powodem tej rozróby. Na pewno nie został wyrzucony z pracy ponieważ od wielu lat nie podjął się żadnej, jedynie co miesiąc chodził po zasiłek. Chyba, że znowu spotkał się ze swoimi przyjaciółmi jeszcze gorszymi od niego. Dziewczyna dobrze pamiętała ich ostatnią wizytę tutaj, po której musiała przez trzy dni sprzątać mieszkanie. Westchnęła, wznosząc oczy ku górze  i podeszła do wysokiego umięśnionego mężczyzny, który nadal usiłował wbić jajka na patelnię, nie zauważył jednak, że się skończyły i tylko wykonywał niczym robot ruchy w powietrzu. Był ubrany w zmięta niegdyś czerwoną koszulę w kratę i stare zniszczone jeansy z dziurami na kolanach.
- Cześć tato. - przywitała się z nim.
Nie odpowiedział, tylko niebezpiecznie zatoczył się do tyłu, niechybnie by upadł gdyby nie podsunięte przez córkę w ostatniej chwili krzesło. Patrzył się przez chwilę tępym wzrokiem przed siebie.
- Znowuuu nie byaś w szkle...  - wybełkotał w odpowiedzi.
Dziewczynie aż zakręciło się w głowie gdy poczuła jego oddech. Śmierdział gorzej niż gorzelnia. Udała, że nie słyszała i zaczęła sprzątać.
- Ssssyszałaś co powiedziałem ? Jeszcze raz dostanę telefon ze szkoły to tak ci spiorę skórę, że przez tydzień nie będziesz mogła siedzieć, zrozumianooo ?
Ojciec znów zaczął mamrotać, jednak były to zdania kompletnie pozbawione sensu.
- Ja ci dam jakiśśś taniec! Zachciao sięęę gówniarze tańczyć. Syf w domu a tej marzenia w głowie. Już ja cię nauczę porządku ! - powiedział i złapał dziewczynę od tyłu, obracając ją przodem i wykręcając boleśnie rękę. Zaskoczona nie zdążyła nawet odskoczyć w porę.
- Idę spać, a jak wrócę ... - przerwał by nabrać oddechu. Długie wypowiedzi były dla niego męczące a i alkohol, którego dzisiaj nie mało wypił poważnie utrudniał komunikację. - jak wrócę szysssko ma lśnić. W przeciwnym razie pożałujesz.
Jinhye próbowała się wyrwać ale nie dała rady, uścisk ojca był mocny, nawet gdy zamiast krwi w żyłach płynął alkohol. Lata ćwiczeń boksu zaowocowały i mimo, że karierę boksera ma dawno za sobą wciąż był w niezłej formie. Odkąd ojciec wpadł w alkoholizm, czyli od dobrych paru lat, dziewczyna nauczyła się tego, by nie sprzeciwiać mu się gdy jest pijany, ale teraz coś w niej pękło. Nie mogła już dłużej tego dusić w sobie, zawsze jak był jakiś problem to ona była temu winna nawet gdy nie miała szans by to zrobić, nie na siostry ani na brata spadał gniew ojca tylko na nią. Miała tego dość. Uczyła się dobrze w jednym z najlepszych liceów wprawdzie na stypendium bo ojca nie było stać na opłacenie czesnego nawet jakby się rozdwoił, gotowała obiady, prała, sprzątała a on miał to za nic, tylko wieczne uwagi i pretensje. Sam nic nie robił. Była w stanie zrozumieć wszystko. Żal po śmierci żony, która odeszła po długiej i męczącej chorobie, również to że nie potrafił się odnaleźć w nowym świecie i obowiązkach spoczywających na nim. Nawet to, że postanowił nie wychodzić z domu i tkwić w swojej bańce bezpieczeństwa. Tym razem jednak czara goryczy się przelała i postanowiła mu się sprzeciwić, ten jeden raz by udowodnić sobie, że nie jest mięczakiem i umie walczyć o swoje.
- Nie. - powiedziała cicho, jednak strach dał o sobie znać.
- Co? Nie słyszałem.
- Nie będę dłużej twoją niewolnicą. Mam dość tyrania całymi dniami. Tego cholernego gotowania, sprzątania i innych pierdół. 
- Czy ty chcesz bym zrobił coś czego oboje będziemy żałować? 
- Mówię tylko, żebyś w końcu się obudził, tato. Wszystkim nam jest źle z tym, że mama umarła ale niestety świat toczy się dalej i my musimy stawić mu czoła. Mama na pewno nie chciałaby żebyś się taki stał ani żeby dom, który wybraliście i kupiliście razem za odłożone pieniądze powoli zamieniał się w ruinę... -  nawet nie skończyła mówić gdy poczuła uderzenie. Potarła piekący jak diabli policzek a w kącikach łez pojawiły się łzy. - Naprawdę... 
- Zamknij się gówniaro. Nic nie wiesz o życiu. Idę spać, jeśli naprawdę nic z tym nie zrobisz - wskazał palcem bałagan wokół - to nie ręczę za siebie. Skoro tak kochałaś mamę to zacznij robić coś z czego ona mogłaby być dumna.
Ojciec szurając kapciami udał się po schodach do swojego pokoju i z trzaskiem zamknął za sobą drzwi, dając tym samym jednoznaczne ostrzeżenie, żeby nie przeszkadzać mu pod żadnym pozorem.
W umyśle dziewczyny trybiki zaczęły pracować na coraz wyższych obrotach. Od dawna marzyła by się stąd wyrwać i zacząć żyć po swojemu w końcu wolna. Wiedziała, że zapaliło się zielone światło i teraz ma na to szanse, być może jedyną w swoim życiu. Ojciec poszedł spać na dobre parę godzin więc miała dosyć czasu by posprzątać i spakować swoje rzeczy oraz wymknąć się niezauważona. Z tak przygotowanym planem przeszła od słów do czynów. Dzięki doświadczeniu w sprzątaniu nabytym przez lata uwinęła się porządkami w nieco ponad godzinę i teraz zmęczona składała starannie ubrania, umieszczając je później w walizce. Nie chciała brać ze sobą zbyt wielu rzeczy dlatego zdecydowała się tylko na małą walizkę i plecak, do którego włożyła szczelnie zawiniętego w miękki materiał laptopa razem z zasilaczem, trochę suchego prowiantu, lekarstwa na wszelki wypadek, ulubioną książkę, której każda strona była powyginana w inną stronę od wielokrotnego czytania, pamiętnik oraz zdjęcie przedstawiające całą uśmiechniętą rodzinę na długo przed całym złem, które się wydarzyło. Wzięła swoje oszczędności porozmieszczane w różnych skrytkach i ukryła w bezpiecznym miejscu. Wytarła pospiesznie łzę, która pojawiła się w kąciku oka i ubrana w najcieplejszą bluzę jaką miała i na to kurtkę zeszła po cichu na dół. Wyszła na zewnątrz, zamykając za sobą drzwi. Jeszcze raz popatrzyła się za siebie, wzrokiem obejmując cały swój dom, który na zewnątrz wyglądał jak ostoja spokoju. Och, jakby chciała żeby tak naprawdę było. Niestety było to niemożliwe a przynajmniej nie teraz.  Pomachała sama nie wiedząc komu i poprawiając ciężki plecak, ruszyła przed siebie. W jej wnętrzu emocje buzowały jak szalone. Bała się tego, co może się zdarzyć a niepewność swojego losu przyprawiała ją o ciarki ale też odczuwała dziwny rodzaju satysfakcji i radość, że w końcu będzie mogła robić to, co kocha i w czym czuje się najlepiej. 
Mamo, sprawię, że będziesz ze mnie dumna. Trzymaj mocno kciuki. - szepnęła i spojrzała w ciemne zimowe niebo pełne gwiazd, mając nadzieję, że ona też stanie się jedną z nich tu na ziemi. 

***

Przyszłam tutaj z czymś takim. Napisałam to pod wpływem weny i sumie to nadal nie wiem co to do końca jest, prolog czy pierwszy rozdział. Nie będę mówić o czym jest, ani przedstawiać bohaterów bo wszystko jest jeszcze zbyt świeże (mimo że od dawna grzeje miejsce w wersjach roboczych) i cały czas myślę jakim torem poprowadzę to, co właśnie powstało. Przepraszam z góry za wszelkie błędy i niedociągnięcia, jeśli jakieś są to proszę napiszcie mi o nich w komentarzach. Będę wdzięczna za wszelkie sugestie i wasze wrażenia. Miłego dnia i do napisania.

Liebster Award #7 + garść informacji

Wieki temu zostałam nominowana przez Martę do Liebster Award a jako że wracam do żywych (tak, po raz kolejny xd) to postanowiłam na to odpowiedź i nominować parę osób co by było zabawniej. Pod koniec postu znajdziecie parę ważnych informacji więc zapraszam do lektury.

Pytania od Marty Katarzyny:
1. Czy istnieje artysta, tudzież zespół, który znacząco wpłynął na Twoje życie?
Myślę, że poznanie kpopu i wciągnięcie się na poważnie w koreańską a później chińską muzykę miało znaczący wpływ na moje życie i zainteresowania. Przechodząc do udzielenia odpowiedzi, takim zespołem dla mnie było SS501. Teraz prawie że nieznane, a szkoda bo naprawdę niczego sobie zespół. 
2. Wolisz, by komentarz był konstruktywną krytyką, czy aby w ogóle go nie było?
Konstruktywną krytyką. Szczerze mówiąc, wolę żeby był jakikolwiek bo to oznacza, że to, co napisałam wywołało jakąś reakcje, nie ważne czy złą czy dobrą. Wolę by była jakakolwiek reakcja niż żadna. 
3. Co było inspiracją do stworzenia pierwszego opowiadania/shota na Twoim blogu?
W sumie chęć pisania wzięła się u mnie po tym jak na swoim starym fp napisałam kilka miniaturek w stylu czytelnik x bias. Spodobało się to ludziom i chciałam to jakoś kontynuować. Chociaż jak teraz patrzę na moje początki to były one tragiczne. Do mojego pierwszego opowiadania inspiracją były urywki snu jaki mi się przyśnił w nocy a w większości chęć sprawdzenia się w pisaniu czegoś dłuższego niż dziesięć linijek. 
4. Czy w bohaterach Twoich tekstów można odnaleźć Twoje cechy charakteru, wyglądu czy raczej różnią się od Ciebie w każdym możliwym kontekście?
Zazwyczaj mają coś ze mną wspólnego, mniej lub więcej. Czasami umieszczam elementy ze swojego otoczenia, ludzi, których znam, bohaterzy też mają parę moich cech i zachowań. Najwięcej jest tego w opowiadaniu z Jonghyunem, zwłaszcza w początkach. 
5. Czy istnieje utwór, który zainspirował Cię do stworzenia jakiegoś opowiadania? Jeśli tak, to podaj proszę jego tytuł oraz wykonawcę.
Pierwsze co przychodzi mi do głowy to ,,Quit playing'' od U-KISS, które zainspirowało mnie do one shota z Elim.  Mimo milionowego oglądnięcia teledysk nadal robi na mnie wrażenie, a piosenki mogłabym słuchać non stop. 

6. Jaki jest tytuł ostatniej książki, którą udało Ci się przeczytać i jaką masz o niej opinię?
Musiałam się przez chwilę zastanowić nad tym pytaniem. Ostatnio skończyłam parę książek w krótkim odstępie czasu ale ,,Szukając Kopciuszka,, autorstwa Colleen Hoover było tą najbardziej ostatnią. Porwała mnie od pierwszych stron i bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Żałowałam, że tak szybko ją przeczytałam. Uprzedzam, że jest to romansidło. Dosyć przewidywalne ale nadal bardzo przyjemne w lekturze. Dla tych, którym ów tytuł nie obił się o uszy przytoczę krótki opis książki.
,,Spędzili razem zaledwie godzinę. Daniel nie zna jej imienia i... nie widział jej twarzy. Przekonuje samego siebie, że miłość od pierwszego wejrzenia zdarza się tylko w baśniach. Jednak rok później wciąż pamięta oszałamiające uczucie, jakie wzbudziła w nim tajemnicza dziewczyna, która uciekła i więcej się nie pojawiła. Gdy Daniel poznaje pociągającą, trochę szaloną Six, czuje, że może zacząć nowy rozdział. Jednak Dean Holder każe mu trzymać się od Six, przyjaciółki Sky, z daleka...''
7. Gdyby cały otaczający Cię świat miałby tylko jeden kolor, jaki kolor to by był?
Trudne pytanie. Nie mam jednego ulubionego koloru więc wybrałabym tęczowy, który łączy w sobie wiele moich ulubionych. 
8. Gdybyś miała nieograniczony budżet, ale mogła zwiedzić wyłącznie jedno państwo, które byś wybrała i dlaczego właśnie je?
Teraz następuję wewnętrzny konflikt między sercem a rozumem prawie że. Moja dusza i serce ciągnie do Korei Południowej bo kpop, dramy, biasy i jedzenie ale rozum i kierunek studiów do Chin. No i mam problem bo muszę wybrać jedno a chcę dwa plus Japonię na dokładkę xD Myślę, że jakbym stanęła przed takim wyborem to jednak wzięłabym Chiny. Mam jakieś pojęcie, marne bo marne ale wiedza z przedmiotów z tamtego roku jeszcze chyba jest a poza tym mogłabym do woli ćwiczyć język i może w końcu opanowałabym tony a nie dukała. Ech, marzenia... 
9. Czy w k-popie masz swoje OTP?
Na początku to było JongKey potem JongTae przez to, co nawyprawiali podczas ,,Internet War'' potem HunHan, KaiSoo się przewinęło gdzieś tam, Kangin z arbuzem również a teraz to w sumie to nie wiem. Zawsze darzę ciepłym uczuciem Hyunę i Hyunseunga razem bo razem wyglądają przecudownie i chyba to jest moje największe OTP. 
10. Gdybyś miała magiczną moc, co to by było?
Czytanie w myślach. Niesamowita sprawa. Zawsze chciałam tak umieć i wiedzieć co ludzie o mnie myślą. Pominę już praktyczne korzyści płynące z tej mocy jak znanie pytań na kolokwium bądź kartkówkę wcześniej niż reszta ludzi. 
11. Twój ulubiony koreański aktor/aktorka?
Kiedyś (jakie kiedyś, ledwie na początku roku bym pewnie tak zrobiła) pewnie bym powiedziała, że nie mam ulubionego aktora ale to się zmieniło odkąd oglądnęłam dramę ,,Scholar who walks the night'' i moje serce zostało zdobyte przez cudownego Lee Soohyuka, który mistrzowsko wcielił się złego do szpiku kości wampira Gwi, a potem w ,,Valid love'' w tajemniczego i gorącego stolarza. Nigdy jeszcze nie chciałam poznać stolarza takiego jak on. Nie polecam tego pana. Wywrócił moją bias listę do góry do nogami i sprawił, że jak tylko gdzieś go w internecie widzę to od razu uruchamia mi się moduł fangirla bez żadnej możliwości wyciszenia. Trzeba mi dać nad nim powzdychać i liczyć, że szybko skończę. Ma wszystko czego ja pragnę u facetów, dłuższe włosy jako Gwi, piękne obojczyki i dłonie, duże czarne oczy, niski głos i niezaprzeczalny urok osobisty. A poza tym pieprzyk na szyi tak jak ja, więc już w ogóle nie ma mowy o jakimkolwiek przypadku. Jak na prawdziwego niszczyciela życia przystało najnowsza drama z jego udziałem zaczyna być emitowana akurat tydzień przed moją sesją zimową więc już widzę jak będę się pilnie uczyć skupiona maksymalnie. Skończę tutaj bo obawiam się odpowiedź przedłuży się jeszcze bardziej i będzie dłuższa niż wszystkie poprzednie. Zarzucę tylko jeszcze jego zdjęciem by wiadomo o kim mówię i tyle mnie będzie. 

EDIT:
Po oglądnięciu ,,Orange Marmalade'' w moim sercu znalazło się trochę miejsca dla Jonghyuna z CNBlue, który cudownie wcielił się w rolę wampira (a jakżeby kogo innego, moja słabość) oraz Song Joongki toruje sobie drogę by mnie zdobyć i idzie mu zbyt dobrze. To wszystko przez Descedants of the sun. Polecam obie te dramy. 

Co do aktorek, to  jednej ulubionej nie mam. Lubię bardzo kilka. Jang Nara, Lee Yoobi, Park Minyoung, Han Yeseul oraz Hwang Jungeum. 

Miałam po raz kolejny pisać, że nie mam kogo nominować bo nie mam czasu na bycie na bieżąco ale na szczęście powoli się to zmieni i tym razem postanowiłam nominować trzy osoby, których twórczość bardzo lubię i podziwiam po cichu. 

1. Miś Yogi 
2. Kim Jae Rin
3. Lavender Tae
No a teraz pytanie ode mnie:


1. Co jest twoją pasją?
2. Podaj proszę jakiś twój ulubiony inspirujący lub motywujący cytat.
3. W jakiego kraju kuchni gustujesz najbardziej?
4. Jaki tytuł nosi książka, którą ostatnio przeczytałaś?
5. Oglądasz dramy? Jak tak, to jakiego rodzaju są one najczęściej. Jeśli jednak nie, czemu?
6. Z czym wiążesz swój przyszły zawód?
7. Największe marzenie w życiu.
8.  Podchodzisz do tego co daje nam życie w negatywny czy pozytywny sposób?
9.  Najsłodsze kłamstwo czy gorzka prawda?
10. Patrząc na super moce EXO, którą chciałabyś mieć?
11. Ulubiony gatunek muzyczny?


Pytanie za mną, czas na garść informacji jak głosi tytuł. Z tą garścią to chyba przesadziłam albo liczyłam garście na moje małe dłonie ale nie przedłużając, wypunktuję wszystko, co by się nikt nie pogubił:
- tak, znów postanowiłam wrócić. Deja vu i te sprawy. Zmieniłam szablon po raz kolejny, na jakiś taki żywszy i weselszy by milej się patrzyło i w sumie trochę tak pod wiosnę bo wyszło słońce i chce się żyć. 
- skasowałam muzykę bo zaczęła mi przeszkadzać i stwierdziłam, że nie pasuje już do głównego opowiadania czyli LIADG. Jeśli o nim mowa to zawieszam je na czas nieokreślony. Nie umiem się wprowadzić w nastrój tych pierwszych trzech rozdziałów i jakoś przez to tak straciłam zapał do tego. Kiedyś do niego na pewno wrócę. 
 - kolejną rzeczą jest to, że tym razem nie stawiam sobie żadnych ograniczeń co do tego co tu będzie się pojawiać. Nie będę się kurczowo trzymać jednego opowiadania i ciągnąć je nie wiadomo ile ani do niczego zmuszać. To ma być dla mnie przyjemność, sposób na oderwanie od rzeczywistości i odstresowanie a nie przykry obowiązek. Nie jestem systematyczna więc posty będą się pojawiać różnie i będą też różne, przynajmniej taki mam zamiar. Bardzo dobrze pisało mi się jedyne dwa moje one shoty więc chciałabym móc napisać coś z tego jeszcze raz albo kilka. 
-  a teraz NAJWAŻNIEJSZE dla Was jako czytelników (mam nadzieję, że ktoś tu jest jeszcze i nie gadam sama do siebie). Z największą chęcią przyjmę wasze propozycję tego co chcecie tu zobaczyć i przeczytać. Scenariusze, one shoty, reakcje idoli na różne wydarzenia. Naprawdę chcę by tu coś się działo i żeby każdy znalazł coś dla siebie. Zachęcam do pisania w komentarzu albo w zakładce Zamówienia i prośby swoich życzeń. Najmocniej czuję się w romansidłach i słodkich historyjkach ale chcę również spróbować nowych rzeczy, rozwinąć się w tym moim pisaniu. 

A, możecie mnie złapać na:
asku #1
asku #2
facebooku 
viki 

Wszystko jest obumarłe ale proces ożywiania trwa, w pełni zakończy się w weekend więc możecie spokojnie zacząć grzać krzesła i pytać bądź pisać o cokolwiek, czymkolwiek. Miłego Prima Aprilis, nie dajcie się wkręcić za bardzo i do zobaczenia niebawem.



słodki Jae na dobranoc



Szablon
synestezja
panda graphics